RAPORT

KORONAWIRUS: MAPY, STATYSTYKI, PORADY

Atakują prezydenta. „Swoim działaniem 6 sierpnia znów chcą podzielić Polaków”

Zaprzysiężenie Andrzeja Dudy. Iwona Hartwich i Leszek Miller zabrali głos (fot. PAP/Leszek Szymański, Jakub Kaczmarczyk)

Iwona Hartwich i Leszek Miller to kolejni politycy opozycji, którzy zapowiedzieli, że nie wezmą udziału w zaprzysiężeniu prezydenta. Wcześniej podobne deklaracje wygłaszali: Donald Tusk, Lech Wałęsa, Bronisław Komorowski czy Włodzimierz Cimoszewicz. Zdaniem politologa takie zachowanie to „dziecinada”, a Polacy i tak zapamiętają twarze i słowa tych, którzy pojawią się 6 sierpnia w Sejmie. – O demonstracyjnych nieobecnościach za kilka dni nikt nie będzie pamiętał – zapewnia w rozmowie z portalem tvp.info prof. Jacek Reginia-Zacharski.

Odwrócą się plecami do milionów Polaków? Opozycja chce zlekceważyć prezydenta

PO debatuje, co zrobić z zaprzysiężeniem prezydenta Andrzeja Dudy. Wielu idoli opozycji zapowiedziało już, że zaproszenie na uroczystość odrzucą. Z...

zobacz więcej

W czwartek prezydent Andrzej Duda zostanie zaprzysiężony na kolejną pięcioletnią kadencję. Chociaż wygrał w demokratycznych wyborach i poparła go większość wyborców, wielu polityków opozycji nie respektuje tego wyniku.

„Nie będę uczestniczyła w Zgromadzeniu Narodowym” – zapowiedziała na Twitterze Iwona Hartwich (KO). „Nie chcę patrzeć na człowieka, który wielokrotnie oszukał osoby z niepełnosprawnościami” – stwierdziła.

– Nie zniósłbym sytuacji, w której zobaczyłbym prezydenta mówiącego, że zachowa wierność postanowieniom konstytucji – stwierdził z kolei w Polsat News Leszek Miller, europoseł Koalicji Europejskiej.

Z pytanie, czy Platforma Obywatelska wyda swoim posłom w tej sprawie konkretne instrukcje, zwróciliśmy się do rzecznika partii Jana Grabca. „Delegacja Koalicji Obywatelskiej weźmie udział w Zgromadzeniu Narodowym” – odpisał nam polityk PO.

Inne formacje ostro o decyzji polityków Platformy

Wiele wskazuje na to, że zaprzysiężenie może się odbyć w okrojonym składzie. Zazwyczaj na uroczystości pojawiają się urzędujący posłowie i senatorowie oraz byli premierzy, prezydenci, marszałkowie Sejmu. W związku z epidemią koronawirusa rozważane jest jednak ograniczenie liczby uczestników spotkania.

Tusk pisze o chrześcijanach i Jezusie. Dostał szybką odpowiedź

Po burzy ws. profanacji figury Jezusa, Donald Tusk zaznaczył, że to on jest szefem europejskich chrześcijańskich demokratów. Poseł PiS Krzysztof...

zobacz więcej

– Z pewnością będę rekomendował jednak porozumienie z przewodniczącymi klubów i apelowanie do posłów o to, aby zrozumieli, że trzeba będzie ograniczyć liczbę uczestników na sali plenarnej do wymaganego minimum z zachowaniem dystansu społecznego, tak żeby te limity odpowiadały proporcjom w zależności od wielkości klubów – zapowiedział wicemarszałek Sejmu Piotr Zgorzelski (PSL).

Niezależnie od tych ograniczeń, demonstracyjną nieobecność na zaprzysiężeniu zapowiedzieli już m.in. Lech Wałęsa, Bronisław Komorowski, Radosław Sikorski, Włodzimierz Cimoszewicz czy Michał Szczerba. Decyzje polityków związanych z Platformą Obywatelską są niezrozumiałe dla reszty sceny politycznej.

– Wyborcy ogłosili werdykt. Trzeba się z nim pogodzić, nawet jeśli komuś nie podoba się dany polityk – mówił nam Maciej Gdula (Lewica). – Szkoda, że ci, którzy w kampanii wyborczej tak głośno mówili o braterstwie i wspólnocie, dziś o tym zapominają – dodawał Miłosz Motyka (PSL). Decyzji PO nie rozumieją także działacze PiS i Konfederacji.

Po upływie kadencji Duda przejdzie na emeryturę?

Politolog prof. Jacek Reginia-Zacharski ocenia w rozmowie z portalem tvp.info, że posłowie i senatorowie wchodzący w skład Zgromadzenia Narodowego mają obowiązek pojawienia się na zaprzysiężeniu więc zachowują się tak, jakby unikali stawienia się w pracy. Z kolei odmawiający obecności w Sejmie byli premierzy i prezydenci postępują jego zdaniem „dziecinnie”.

KE i rzekome „strefy wolne od LGBT”. Ziobro mówi, co powinien zrobić rząd

Polski rząd powinien zareagować stanowczo i bronić polskich samorządów, które przyjęły rezolucje dotyczące „stref wolnych od LGBT” lub „praw...

zobacz więcej

– Ich zachowanie mnie nie dziwi, bo to najlepszy przykład na to, że swoim działaniem 6 sierpnia znów chcą podzielić Polaków. Takie demonstracje służą chyba wyłącznie powiększaniu sporu wśród Polaków – uważa Reginia-Zacharski. Zapewnia jednak, że migawki i fotografie z tak ważnej uroczystości funkcjonują w obiegu publicznym przez lata, więc w pamięci Polaków zostaną tylko te osoby, które pojawią się w Sejmie. Gesty całej reszty szybko zostaną zapomniane.

Komentatorzy i publicyści często podkreślają, że w II kadencji prezydent RP będzie odpowiadał już jedynie przed Bogiem i konstytucją. Nie może bowiem zostać wybrany na kolejną, trzecią – kadencję.

– Andrzej Duda to człowiek wyznający określone wartości. Mandat na drugą kadencję otrzymał dzięki ponad 10 mln Polaków, którzy widzą jego stabilny światopogląd ideowy. Pokazywał go przez ostatnich pięć5 lat. Zależy mu, aby określone wizje Polski były wzmacniane, a nie osłabiane. Jego prezydentura znacząco się więc nie zmieni – uważa politolog.

Reginię-Zacharskiego pytamy więc, co jego zdaniem stanie się po upływie tych pięciu lat. Po zakończeniu drugiej kadencji Andrzej Duda będzie mia 53 lata i ciężko sobie wyobrazić, że już wtedy przejdzie na polityczną emeryturę.

– Nie sądzę, aby polityk z 10-letnim doświadczeniem na najwyższych szczytach władzy został schowany do komórki na miotły. Andrzej Duda będzie już marką, dla której powinno się znaleźć ważne miejsce. Będzie on jeszcze człowiekiem stosunkowo młodym i gotowym do realizowania ważnych misji – ocenia ekspert.

Jego zdaniem, w Polsce potencjał byłych prezydentów jest bardzo słabo zagospodarowywany. – Amerykanie mają takie mechanizmy, a ich byli liderzy są odpowiednio wykorzystywani. U nas tego brakuje, a byli prezydenci próbują utrzymać aktywność, zazwyczaj ocierając się o śmieszność – zaznacza.

Przypomina, że ugrupowania polityczne deklarują chęć korzystania ze wsparcia prezydentów z ich formacji politycznych, ale potem „boją się ich jak ognia”.

– Lewica odcinała się od Aleksandra Kwaśniewskiego, a Platforma mocno dystansowała od Bronisława Komorowskiego. Lech Wałęsa to już zupełnie osobna kategoria. Ale jest jeszcze pięć lat na to, aby zagospodarować ten temat. Niestety podobna debata w polskim życiu politycznym dotyczy tego, co z pierwszą damą. Tutaj też nie ma twardych konkluzji, jak jej funkcja powinna być wykorzystywana. Nadal mamy niszową szarą strefę, a chodzi przecież o ważną rolę społeczną – zauważa Regina-Zacharski.

źródło:
Zobacz więcej