RAPORT

KORONAWIRUS: MAPY, STATYSTYKI, PORADY

Mój prezydent jest wyższy niż Twój

Ostatecznie panowie spotkali się bez żon (fot. KPRP/Jakub Szymczuk)

Długo trwała wędrówka Rafała Trzaskowskiego, w końcu jednak dotarł do Pałacu Prezydenckiego na spotkanie z Andrzejem Dudą. Przypomnijmy, że prezydent swojego kontrkandydata z drugiej tury zaprosił od razu, gdy tylko ogłoszono pierwsze wyniki. Z punktu widzenia konkurenta – za wcześnie. Trzaskowski przeciągał więc sprawę przez kilkanaście dni, lecz czy można powiedzieć, że przyszedł zbyt późno? To zależy już tylko od punktu widzenia.

Zmiana czasu?

Trudno wzbudzić w opinii publicznej współczucie wobec Sławomira Nowaka, często nazywanego po prostu „Sławkiem”. Jako symbol niejasnych praktyk...

zobacz więcej

Zaproszenie wystosowane w chwili, gdy kandydat Platformy wciąż jeszcze wierzył w możliwą wygraną, którą miały przynieść mu głosy spływające z zagranicy i największych miast, było z jego punktu widzenia raczej oznaką pewności siebie (jak pokazało kolejnych kilka godzin – uzasadnionej), nie ręką wyciągniętą do zgody. W czwartek, a więc w dniu spotkania prezydentów Polski i Warszawy, w programie „Kwadrans polityczny” rzecznik Platformy Obywatelskiej Jan Grabiec określił je wręcz jako niestosowne. Stąd ze strony Trzaskowskiego pierwsze przesunięcie wizyty na czas po ogłoszeniu wyników oficjalnych, a później coraz mniej zrozumiała gra na czas.

Przez sympatyków Andrzeja Dudy, być może i samego prezydenta, odbierana jako oznaka lekceważenia głowy państwa, trochę dziecinada, a trochę nieumiejętność uznania własnej porażki. Te ostatnie tropy zdają się potwierdzać inne działania otoczenia Rafała Trzaskowskiego, zwłaszcza protesty wyborcze i towarzyszące im wypowiedzi. Przy okazji mieliśmy jeszcze okazję zapoznać się z surową recenzją pracy pierwszej damy wygłoszoną przez Małgorzatę Trzaskowską, stawiającą warunki swego uczestnictwa w ewentualnym spotkaniu. Jak zresztą wiemy, ostatecznie panowie spotkali się bez żon i można wyobrazić sobie, że gdyby ktoś zechciał wyjść poza oficjalne komunikaty, zobaczylibyśmy jedynie katalog rozbieżności.

Kończcie to już

Kampania, której finał śledzimy na żywo, była nie tylko brutalna, ale i zwyczajnie, po ludzku, obrzydliwa. Po aferze wokół jednego z prezydenckich...

zobacz więcej

Chociaż 30 lipca to z punktu widzenia Trzaskowskiego termin o wiele lepszy niż wieczór 12 lipca czy nawet powyborczy poniedziałek, wizyta i tak nosi znamiona pewnej niekonsekwencji wynikającej z dalszego i trwającego przecież kwestionowania wyniku wyborczego. Warto, jeśli oczywiście nie szkoda nam nerwów i czasu, wrócić do programów publicystycznych z udziałem polityków, nadawanych pomiędzy jedną a drugą turą wyborów. Goście reprezentujący Platformę byli wówczas absolutnie pewni zwycięstwa, jasności nie mając jedynie w kwestii jego skali. Arkadiusz Myrcha 10 lipca w „Forum” u Adriana Klarenbacha wieszczył Trzaskowskiemu triumf na miarę wyniku Lecha Wałęsy z drugiej tury w 1990 roku.

Już tydzień wcześniej przedstawiciele opozycji na Andrzeju Dudzie stawiali krzyżyk, nazywając go, wbrew liczbom, przegranym i mówiąc, że pierwsza tura pokazała szklany sufit urzędującego prezydenta. Jak wiemy, skończyło się inaczej, lecz dopóki sąd bada kolejne protesty, póty nadzieja. Politycy PO, przecież nie bez wiedzy i aprobaty swojej największej gwiazdy, powtarzają tymczasem, że nie mieliśmy wyborów uczciwych, ponieważ media państwowe i rząd popierały urzędującego prezydenta, a co gorsza nie wszyscy i nie wszędzie dali radę zagłosować. Głośniej wybrzmiewa przy tym ten pierwszy zarzut, którego ewentualne efekty są przecież całkowicie niemierzalne.

Do tego dochodzą jeszcze nadający gdzieś w internetowym tle opozycyjni eksperci, którzy (zgodnie z moimi przewidywaniami sprzed kilku tygodni) od wzywania wszystkich sympatyków opozycji do głosowania gładko przeszli do podważania konstytucyjności wyborów. Kogo więc odwiedził Rafał Trzaskowski? Prezydenta RP, wybranego na drugą kadencję? Czy może zwycięzcę nieuczciwych zawodów, jak przedstawia go wciąż bliska mu część opozycji?

Pewne jest natomiast, że Trzaskowski nie przyszedł do Andrzeja Dudy jak przegrany sportowiec po uczciwym pojedynku, lecz już w nowym charakterze. Nie wiemy jeszcze, czy Rafał Trzaskowski stanie się liderem nowego ruchu społecznego działającego zamiast lub – tu znów przywołać trzeba Jana Grabca – obok i szerzej od Platformy. Na pewno jednak uskrzydlony swoimi milionami głosów już za kogoś takiego się uważa i jeśli spotyka się z prezydentem, to właśnie jako lider opozycji. Tworzy wrażenie siły, tym samym ją kreując, co zresztą wprawia w dość specyficzne emocje co radykalniejszych jego zwolenników. Łatwo było w czwartkowy ranek znaleźć na Twitterze zwroty takie, jak „PREZYDENT Trzaskowski spotyka się z Dudą”, lub inne, już nienadające się do cytowania. Natomiast o braku realnego politycznego znaczenia spotkania najlepiej świadczy fakt, że głównym dyskutowanym potem tematem stał się ponownie wzrost obu uczestników.

Żaba, skorpion i walka klas

W popularnej przypowieści skorpion zapewnia żabę, że nie skrzywdzi jej podczas wspólnej przeprawy przez rzekę. Od wypełnienia tej obietnicy zależy...

zobacz więcej

Sympatycy Rafała Trzaskowskiego fakt, że na kilku zdjęciach z pałacu nie wyglądał na niższego od jego lokatora, świętowali niczym spóźnioną wyborczą wygraną. Jego przeciwnicy bardzo dokładnie przeanalizowali zaś buty prezydenta Warszawy, skupiając się na ich obcasach i grubości podeszwy. Tak, jakbyśmy naprawdę wchodzili w trzy lata spokoju bez wyborów i żadnych większych kłopotów.

Te jednak czają się tuż za rogiem. W jednym, najbardziej chyba przykrym dla większości obserwatorów przypadku, nawet w sensie dosłownym. W nocy ze środy na czwartek doszło do ingerencji przedstawicieli środowiska LGBT w wygląd kilku kluczowych dla Warszawy miejsc. Tęczowe flagi „ozdobiły” (jak określiła to dość zaskakująco pierwsza depesza PAP) między innymi warszawską Syrenkę z twarzą Krystyny Krahelskiej i Chrystusa dźwigającego krzyż z rzeźby przed kościołem Św. Krzyża na Krakowskim Przedmieściu. Tak się składa, że obie rzeźby są wyjątkowo ważne i symboliczne dla Warszawy i jej historii, w przypadku drugiej dochodzą oczywiście kwestie uczuć osób wierzących. Reakcje polityków prawicy są tu jednoznaczne, opozycji – niejednoznaczne. Część z nich akcję potępia, część uważa, że swoim radykalizmem szkodzi wyłącznie sprawie, której w teorii ma służyć, dla dużej grupy jest zaś po prostu usprawiedliwionym lub wręcz udanym happeningiem.

Prawdziwe programy są gdzie indziej

Program Rafała Trzaskowskiego to zastąpienie na urzędzie prezydenta RP Andrzeja Dudy i utorowanie Platformie Obywatelskiej drogi do ponownego...

zobacz więcej

Analizie tych postaw i wypowiedzi można by spokojnie poświęcić oddzielny tekst, tu jednak skupimy się na stanowisku warszawskich władz. Te po prostu schowały głowę w piasek. Rafał Trzaskowski, nagabywany o sprawę przez dziennikarzy po spotkaniu z prezydentem stwierdził, że… nie zna tematu. Kontrolowana w pełni przez Platformę Obywatelską Rada Warszawy podczas obrad zwyczajnie odrzuciła wniosek opozycyjnych radnych o ustosunkowanie się do tematu. Jakby tego było mało, z porządku obrad zdjęto też punkt dotyczący przywrócenia dzisiejszej ul. Armii Ludowej imienia prezydenta Lecha Kaczyńskiego, choć jego upamiętnienie natychmiast po wyborach Rafał Trzaskowski obiecywał w kampanii wyborczej.

Tyle że kampania się skończyła, o czym nie tylko radnym PiS przyszło się przekonać. Prezydent Warszawy mocno doświadcza w ostatnich dniach tych spośród wyborców Krzysztofa Bosaka, którzy zdecydowali się poprzeć go w drugiej turze wyborów. Co prawda, swoje poparcie przekazali mu raczej zwolennicy wolnorynkowego niż narodowego skrzydła Konfederacji, pamiętamy jednak wszyscy patriotyczną zmianę w retoryce kandydata Platformy. Po wyborach Trzaskowski szybko wrócił do starych przyzwyczajeń i dziś nie mami nikogo wizją swojej obecności na bezpiecznym i patriotycznym Marszu Niepodległości, grozi za to natychmiastowym rozwiązaniem Marszu Powstania Warszawskiego, jeśli tylko pojawią się na nim nieodpowiednie hasła.

Przypomnijmy, że choć w zeszłym roku marsz odbył się bez przeszkód (dwa lata temu został zdelegalizowany przez Hannę Gronkiewicz-Waltz), Rafał Trzaskowski próbował administracyjnie zablokować inną demonstrację środowisk narodowych planowaną na 1 maja 2019 roku. Ma więc wprawę w tego typu działaniach. O liberałach włodarz Warszawy też nie zapomina, wprowadzając kolejne podwyżki miejskich opłat, jak choćby wczoraj – za nielegalne parkowanie. Mimo że Warszawa jest wielkim ośrodkiem społecznego poparcia dla opozycji i samego Trzaskowskiego, czy to jako przedstawiciela Platformy, czy ewentualnego ruchu społecznego, będzie też dla niego potężną kulą u nogi. Dlatego bezpieczniej rozmawiać o wzroście polityków.

źródło:
Zobacz więcej