RAPORT

KORONAWIRUS: MAPY, STATYSTYKI, PORADY

Był najmłodszym powstańcem. Po wojnie został cenionym zegarmistrzem

Jerzy Grzelak regularnie uczestniczył w obchodach rocznicy Powstania Warszawskiego (fot. PAP/Jakub Kamiński)

Gdy wybuchło Powstanie Warszawskie, Jerzy Grzelak ps. Pilot miał zaledwie 9 lat. Był tym samym najmłodszym znanym z nazwiska uczestnikiem stołecznego zrywu. Po wojnie całkowicie oddał się swojej pasji, jaką były zegarki. Przez lata prowadził własny zakład zegarmistrzowski na Mokotowie, był też wielokrotnie nagradzany za zasługi dla polskiego rzemiosła.

Prezydent: Powstańcy warszawscy to najwięksi bohaterowie

Powstańcy Warszawscy to najwięksi bohaterowie nie tylko dzisiejszego dnia, tej kolejnej, już 76. rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego, ale...

zobacz więcej

Miałem przyjemność rozmawiać z panem Jerzym w 2017 r. Najmłodszy powstaniec wiele opowiadał o swoim ojcu Aleksandrze – żołnierzu 26. Pułku Ułanów. Podkreślał, że w jego rodzinnym domu od zawsze były obecne tradycje patriotyczne.

Mój rozmówca wspominał, że w kamienicy, w której mieszkał, często bywali koledzy jego ojca wywodzący się ze słynnego Centrum Wyszkolenia Kawalerii w Grudziądzu. Opowiadał też, że jako dziecko wprawiał w zachwyt wszystkich gości witając się z nimi w stroju ułańskim.

Po demobilizacji tata pana Jerzego był akcjonariuszem dobrze prosperującej spółki wydawniczej „Trzaska, Evert i Michalski”. Do czasu niemieckiej agresji na Polskę rodzinie powodziło się dobrze.

„Rodzice oprócz akcji giełdowych mieli też duże oszczędności, które w momencie wybuchu wojny okazały się bez wartości. Stracili nie tylko oszczędności życia, lecz także pracę” – wspominał po latach pan Jerzy. Jak wyjaśniał w wywiadzie dla „Polityki”, pieniądze zgromadzone przez jego rodziców straciły wartość, ponieważ Niemcy wprowadzili nowe banknoty.

Pierwsze zadania

Podczas okupacji tata Jerzego Grzelaka działał w konspiracji. „Ojciec się ukrywał, a Mama nie pracowała. Od czasu do czasu wyprzedawała różne rzeczy z domu. Często bywało, że nie mieliśmy co jeść, więc na mnie spoczął ciężar zarabiania na życie dla nas dwojga. Starsi koledzy nauczyli mnie, jak się robi papierosy, które później sprzedawałem na ulicy” – wspominał pan Jerzy. Pomimo młodego wieku zaczął wkrótce otrzymywać zadania od kolegów ojca z ruchu oporu. Tak opisywał po latach swoją pierwszą ważną misję:

V edycja akcji pisania kartek do powstańców BohaterON – włącz historię

Dzięki kolejnej, piątej, odsłonie kampanii BohaterON – włącz historię Powstańcy Warszawscy ponownie otrzymają kartki z podziękowaniami za ich...

zobacz więcej

„(…) poprosili mnie, żebym obserwował mieszkanie piętro wyżej, w którym mieszkała kobieta z synem. Była to pani lekkich obyczajów, odbywały się u niej częste orgie z udziałem Niemców. Koledzy Ojca wiedzieli, że odwiedza ją pewien Ukrainiec – konfident Gestapo. Mnie poprosili, żebym zapisywał dni i godziny, kiedy on do niej przychodzi i kiedy wychodzi”.

Jerzy Grzelak obserwował wspomnianego Ukraińca przez ok. miesiąc, zapisując wszystko skrupulatnie w swoim zeszycie. Ustalił, że mężczyzna przychodzi do budynku ok. 2 w nocy, a wychodzi ok. 11 rano. Niedługo potem konfident został zlikwidowany.

Nie było to jedyne zadanie, które pan Jerzy otrzymał przed wybuchem Powstania Warszawskiego. Uczestniczył też w akcjach małego sabotażu, w tym m.in. w akcji kinowej. Jego starsi koledzy wpuszczali gaz do kina „Olimp” przy ul. Puławskiej (polskie podziemie starało się zniechęcać rodaków do seansów w ramach walki z hitlerowską propagandą filmową), a on wypatrywał, czy nie idą Niemcy. Zbierał również puszki po środku do czyszczenia klamek, z których konspiratorzy produkowali potem bomby.

„Naciągana” metryka

Po wojnie pan Jerzy stwierdził, że 1 sierpnia 1944 r. był dla niego dniem pożegnania z ojcem. W rozmowie z Archiwum Historii Mówionej tak wspominał pierwszy dzień Powstania Warszawskiego:

„Jest moment, pamiętam jak dziś, ojciec mój ubiera się rano, była godzina chyba koło dziesiątej - dziewiąta, dziesiąta – buty, typowe oficerskie, spodnie bryczesy, marynarka w kratkę, angielski styl – bardzo elegancki mężczyzna był, pedant dosłownie – czapka cyklistówka i mówi: »Niusieńka. Zaczęło się. Dzisiaj« . Mama płacze, mówi: »Jak to?«. – »Słuchaj, to będzie trwało kilka godzin, maksimum do trzech dni. I będę w domu, nie martw się«”.

Pan Jerzy i jego mama przez całe Powstanie nie otrzymali jednak żadnych wieści od pana Aleksandra. Po wojnie dowiedzieli się od jego kolegów, że zginął trzeciego dnia zrywu w pobliżu alei Róż. Nigdy nie udało im się odnaleźć miejsca jego pochówku.

„Cisza i ciemność. Wielu nawet po latach nie chce rozmawiać o ewakuacji kanałami”

– Powstańcy, przechodząc kanałami brodzili w szlamie. Płoszyli szczury, które żerowały na leżących ciałach. Na górze wisiały wieszane przez...

zobacz więcej

Kilkanaście dni przed Powstaniem kolega pana Jerzego Zbyszek Wroński ps. „Kret” odebrał od niego przysięgę w stolarni przy ul. Boryszewskiej. Dziewięcioletni wówczas Jerzy Grzelak dołożył sobie pięć lat, ponieważ oficjalnie trzeba było mieć 14, aby wstąpić do AK lub Szarych Szeregów. „Koledzy wiedzieli, ile mam lat, ale zapytali mnie, ile bym chciał mieć” – wspominał najmłodszy powstaniec. Podczas stołecznego zrywu zlecano mu m.in. przenoszenie listów i małych paczek. Jak opowiadał po wojnie, czasem były to lekarstwa, a czasem amunicja.

W pamięci najmłodszego powstańca zapisała się tragiczna historia jego kolegi Jureczka, który chciał pomóc w gaszeniu pożaru. Poprosił on pana Jerzego, aby pożyczył mu swój hełm. – Mówię: „Jureczku, nie mogę, bo pęknięty jest”. Poleciał. Minęło dziesięć minut – niosą go. Dosłownie na moich rękach zmarł, jeszcze go objąłem, postrzał w głowę – opowiadał pan Jerzy w rozmowie z Archiwum Historii Mówionej.

Zegarek Cyrankiewicza

Po upadku Powstania Niemcy kazali mieszkańcom stolicy opuścić miasto. Pan Jerzy i jego mama, która była świeżo po operacji przepukliny, zostali. Ukrywali się przez parę tygodni w piwnicy i jedli to, co udało się znaleźć Jerzemu Grzelakowi w opuszczonych mieszkaniach.

Któregoś dnia pojawili się Niemcy, którzy przymierzali się wyraźnie do wysadzenia budynku, w którym znajdowali się najmłodszy powstaniec i jego mama. W tym momencie postanowili się ujawnić. Niemcy skierowali w ich stronę lufy karabinów, ale ostatecznie jeden z generałów rozkazał zaprowadzić pana Jerzego i jego mamę do ciężarówki jadącej do Pruszkowa. Przyznał wprost, że uratował im życie, ponieważ ma w Berlinie żonę i syna w wieku Jerzego Grzelaka. Po dojechaniu do Pruszkowa trafili do obozu mieszczącego się na terenie zakładów kolejowych. Po kilku dniach wypuszczono ich na wolność.

Niedługo po wojnie pan Jerzy spotkał znajomego zegarmistrza, który pamiętając jego zamiłowanie do czasomierzy zaprosił go do swojego zakładu. Pasja przerodziła się w zawód najmłodszego powstańca. Jerzy Grzelak był m.in. współtwórcą polskiej fabryki zegarków w Błoniu. Przez wiele lat prowadził też własny zakład zegarmistrzowski na Mokotowie.

Zdobycie budynku PAST-y pokazało, że powstańcy nie powiedzieli ostatniego słowa

– Zdobycie budynku PAST-y (Polskiej Akcyjnej Spółki Telefonicznej – red.) to było jedno z największych zwycięstw podczas Postania Warszawskiego....

zobacz więcej

Zegarek ocalił zresztą kiedyś życie jego ojcu. Pewnego dnia Niemcy urządzili podczas okupacji łapankę w tramwaju, którym jechał pan Aleksander. Pasażerowie byli prowadzeni na miejsce egzekucji. Ojciec najmłodszego powstańca został jednak puszczony wolno przez jednego z Niemców, ponieważ oddał mu swój złoty zegarek.

Pan Jerzy szybko stał się cenionym fachowcem. Z jego usług korzystał nawet sam premier Józef Cyrankiewicz. Szef rządu miał nie lada problem – za tydzień miał jechać na zjazd do Moskwy i chciał założyć radziecki zegarek, który otrzymał od Nikity Chruszczowa, ale urządzenie przestało działać. Polityk próbował ponoć bezskutecznie naprawić go w całej Polsce. W końcu skierowano go do fabryki, w której pracował najmłodszy powstaniec. Po kilku dniach panu Jerzemu udało się naprawić zegarek premiera.

„Zapomnieć się nie da”

Spisane w 2012 r. wspomnienia Jerzego Grzelaka znalazły się wydanej dwa lata później książce „Dzieci ‘44”.

„Nie opisywałem okrucieństwa hitlerowców, którzy na moich oczach strzelali do dzieci. Chciałem o tych tragicznych dniach zapomnieć. Ale zapomnieć się nie da. O tej historii naszych dziejów powinni wiedzieć nasi synowie i wnuki, musimy o tym mówić po to, aby już więcej nie powtórzyło się to, co my przeżyliśmy, żeby już nigdy dziesięcioletni chłopcy nie musieli z butelką benzyny w ręku bronić swojego domu i ginąć” – pisał w podsumowaniu swojej historii.

Przez lata aktywnie uczestniczył w krzewieniu pamięci o Powstaniu Warszawskim. Działał w Środowisku Żołnierzy Pułku AK „Baszta” i innych Mokotowskich Oddziałów Powstańczych, gdzie jako przewodniczący Komisji Młodzieżowej współpracował z organizacjami harcerskimi ZHP i ZHR oraz z młodzieżą ze szkół mokotowskich.

Był pomysłodawcą, organizatorem i dowódcą Sztafety Pokoleń. Uczestniczył w zapalaniu i gaszeniu symbolicznego Ogniska Pamięci z okazji rozpoczęcia i zakończenia uroczystości upamiętniających Powstanie Warszawskie. Zmarł 26 kwietnia 2018 r. w wieku 83 lat.

źródło:
Zobacz więcej