RAPORT

KORONAWIRUS: MAPY, STATYSTYKI, PORADY

Hej, hej, wraca NBA! Milionerzy zamknięci w „bańce”

Eksperci przewidują, że o mistrzostwo NBA zagrają Los Angeles Lakers i Milwaukee Bucks (fot. Getty Images)

Dwie wiadomości: dobra i jeszcze lepsza. Dobra jest taka, że wraca NBA. Lepsza, że podczas dwumiesięcznej uczty kibicom serwowane będą niemal wyłącznie specjały: mało meczów o nic, mało obijania słabeuszy, w dodatku sporo tego - co kluczowe z perspektywy fanów w Europie - znośną, wieczorową porą. Będzie ciekawie i... inaczej niż zwykle. Jak?

Gwiazdor NBA przekaże fortunę koleżankom po fachu

Jeden z czołowych graczy NBA, gwiazdor Brooklyn Nets Kyrie Irving postanowił wesprzeć kwotą 1,5 miliona dolarów koszykarki, które z różnych...

zobacz więcej

Ostatnią kolejkę Ekstraklasy oglądało z trybun ponad 30 tysięcy osób. W Niemczech, Hiszpanii czy we Włoszech stadiony świeciły co prawda pustkami, ale piłkarze podróżowali normalnie: od miasta do miasta, stosując się do kilku niezbyt restrykcyjnych wytycznych. Nie wiadomo, czy kolejny sezon w najważniejszych ligach rozpocznie się z udziałem fanów, ale raczej tak niż nie. Piłka nożna powoli wraca do normalności – a przynajmniej jej namiastki.

Sytuacja w Stanach Zjednoczonych jest bardziej skomplikowana. Rekordowa liczba zakażeń, kolejne „ogniska”, do tego seria problemów natury logistycznej: duże odległości między „zainteresowanymi” miastami, częstotliwość gier, samoloty, hotele...

Gdy władze NBA ogłosiły, że chcą rozmawiać z zawodnikami na temat dokończenia sezonu, wielu pukało się w czoło. W grę wchodzą miliony, może miliardy dolarów, ale w kraju, którego pandemia zraniła najbardziej, sport zdawał się zejść na drugi, trzeci, może i dziesiąty plan. Oczywistym było, że rozwiązania „europejskie” nie wchodzą w grę, że o zdrowie i bezpieczeństwo zawodników trzeba zadbać bardziej niż gdziekolwiek indziej. Pomijając względy i dramaty czysto ludzkie, gdyby któryś z graczy przegrał walkę z koronawirusem, nie pomógłby ani zastęp prawników, ani specjalistów od marketingu. Tym bardziej, że wielu deklarowało, że powrotu do gry wcale nie chce.


***

Padło na Orlando. W Walt Disney World Resort, parku rozrywki tylko odrobinę mniejszym od Rzeszowa czy Torunia, stworzono specjalną "bańkę", w której grupa najlepszych koszykarzy świata przebywa od kilku tygodni. Ci, którym pójdzie najlepiej, „zakoszarowani” zostaną aż do października. – Żegnając się z rodziną, czułem się, jakbym trafiał do więzienia – śmiał się LeBron James, jedna z gwiazd ligi.

Nikogo nie ściągnięto tam jednak przymusem: w specjalnym dokumencie, liczącym 113 stron, znalazł się szereg zapisów, dotyczących między innymi chronienia graczy „narażonych” (to oceniali specjaliści) i tych z „wymówkami” (troska o zdrowie, rodzinę czy zwykły strach) – z milionowych „meczówek” stracą nieco ponad procent. Wszystkim dano też sporo czasu do namysłu: aż do 24 czerwca. Zrezygnowali nieliczni. Nawet Joel Embiid, który długo krytykował pomysł dokończenia sezonu, w końcu pojawił się na Florydzie - w białym kombinezonie, z wymownym cytatem „Get rich or die tryin’”, czyli: „wzbogać się lub zgiń próbując”. Czy „wzbogaci się” o mistrzowski pierścień? Wątpliwe, ale o tym później.

Choć w NBA gra na co dzień 30 drużyn, do „bańki” trafiły zaledwie 22 – liczba nieprzypadkowa, tyle bowiem zespołów wciąż ma szansę na grę w fazie play-off. W Orlando najpierw dojdzie więc do szybkiego dokończenia sezonu, crème de la crème przyjdzie potem.

Zawodnicy zamieszkali w trzech wysokiej klasy ośrodkach: Gran Destino, Grand Floridian i Yacht Club. Przydziału dokonano na podstawie bilansów w sezonie zasadniczym: osiem najlepszych zespołów trafiło do najnowszego i najbardziej luksusowego Gran Destino, najsłabsi zamieszkali z kolei w Yacht Clubie. Władze Walt Disney World Resort zapewniają jednak, że różnice w jakości poszczególnych miejsc są „symboliczne”.

Spora część zawodników, na co dzień przecież milionerów, przyzwyczajonych do luksusu, blichtru i wielohektarowych przestrzeni, ze sporym dystansem podchodziła do warunków, jakie czekały na nich w pokojach w Orlando. Wielu jednak, jak choćby Giannis Antetokounmpo, podeszło do sprawy z należytą pokorą. – Gdy byłem młodszy, w podobnej wielkości pokoju żyła cała moja sześcioosobowa rodzina – wyznał, dając do myślenia wielu kolegom po fachu.

Gdzie mieszkają poszczególne zespoły?

Gran Destino: Bucks, Lakers, Raptors, Clippers, Celtics, Nuggets, Jazz, Heat 
Grand Floridian: Thunder, 76ers, Rockets, Pacers, Mavericks, Nets, Grizzlies, Magic 
Yacht Club: Blazers, Kings, Pelicans, Spurs, Suns, Wizards

Gwiazdor przyłapany w klubie ze striptizem. Twierdził, że miał pogrzeb dziadka

Czołowy koszykarz Los Angeles Clippers Lou Williams podpadł władzom klubu. Odłączył się od drużyny przygotowującej w Orlando się do wznowienia...

zobacz więcej

Życie w Orlando to wyzwanie i wielka odpowiedzialność. Zawodnicy funkcjonują w wyznaczonych strefach, których nie można przekroczyć choćby o centymetr. Kara? Nawet dziesięć dni dodatkowej kwarantanny. Ci, którzy odebrali skrzydełka od dostawcy robiąc krok za daleko, więcej takiego błędu nie popełnią.

Do tego testy, testy i jeszcze raz testy. Codziennie, do końca pobytu. Prócz tego zasady natury higienicznej: częste mycie rąk, maseczki, zakaz oblizywania palców, utrzymywanie odpowiedniego dystansu oraz wymóg korzystania ze specjalnych przyrządów sprawdzających stan zdrowia. Surowo zabronione jest odwiedzanie się w pokojach hotelowych. Orlando można opuścić tylko w sytuacjach nadzwyczajnych, do których zakwalifikowano między innymi narodziny dziecka czy śmierć w rodzinie. Wracający zawodnik musi jednak liczyć się z koniecznością odbycia kwarantanny.

Głośno było ostatnio o przypadku Lou Williamsa: koszykarz Los Angeles Clippers, nie informując ludzi w klubie, udał się na pogrzeb przyjaciela. Kłopot w tym, że „przy okazji” odwiedził też klub ze striptizem. Efekt? Doświadczonego obwodowego, bezcennego rezerwowego, zabraknie na starcie sezonu...

Ale „bańka” to nie tylko ograniczenia i zakazy. Są też jasne strony: władze ligi zrobiły wszystko, by gwiazdy czuły się prawie jak w domu. Na terenie ośrodka mają więc fryzjerów, manicurzystki, pokoje gier, pływalnie, pola golfowe i imprezy z udziałem czołowych DJów. W dni wolne będą mogli też chodzić na mecze innych drużyn.


***

Tyle o bezpieczeństwie. Co ze sportem?

W trakcie czteromiesięcznej przerwy zawodnicy nie zapomnieli o tym, by dbać o formę. Kilku, jak Carmelo Anthony czy Nikola Jokić, zaimponowali nowymi sylwetkami. Pierwsze spotkania „rozgrzewkowe” potwierdziły, że o poziom rywalizacji kibice nie powinni się martwić.

Pewnych udziału w fazie play-off jest już tuzin z szesnastu zespołów (po sześć na Wschodzie i Zachodzie). Co ciekawe, jeśli po rozegraniu wszystkich spotkań dziewiąty zespół będzie w zasięgu czterech meczów od ósmego, przewidziany jest specjalny baraż. Jeśli dziewiąta drużyna dwukrotnie (w dwóch meczach) pokona ósmą, zapewni sobie awans jej kosztem.

Dalej wszystko już „po staremu”: pierwszy z ósmym zespołem, drugi z siódmym, trzeci z szóstym, czwarty z piątym – i tak w obu konferencjach, do czterech wygranych meczów. Aż do wielkiego finału.

Faworytami są Milwaukee Bucks z najbardziej prawdopodobnym MVP ligi (Giannis Antetokounmpo) w składzie, sporo do powiedzenia powinny mieć też oba zespoły z Los Angeles (w Lakers grają m.in. LeBron James i Anthony Davis, w Clippers Kawhi Leonard i Paul George).

Zaskoczyć może jednak każdy: Miami Heat zdają się być zbudowani po to, by pokonać Bucks (na pojedynki Giannisa z Bamem Adebayo kibice już teraz zacierają ręce), a Denver Nuggets testowali ostatnio najwyższą „piątkę” w historii NBA, gdzie rolę rozgrywającego pełnił mierzący 213 centymetrów Nikola Jokić.

Już w maju sporo mówiło się o rzucającym za trzy Benie Simmonsie. Rozgrywający Philaldephii 76ers to w teorii koszykarz niemal kompletny: świetnie broni, dużo widzi na parkiecie, ma szybkość, przebojowość, ale... fatalnie rzuca za trzy. A właściwie: nawet nie próbuje. Coś miało się zmienić, Australijczyk sporo trenował, w jednym z meczów przygotowawczych trafił nawet zza łuku, wzbudzając aplauz komentatorów i kolegów.

Brett Brown, szkoleniowiec Sixers, nie wierzy chyba jednak, że Simmons może stać się prawdziwym zagrożeniem w tym aspekcie, więc zajął się testowaniem ustawienia, w którym zamiast na pozycji rozgrywającego, 24-letni koszykarz będzie... silnym skrzydłowym, tworzącym parę pod koszem z Joelem Embiidem. Manewr nieco w kontrze do tego, co przygotowują Nuggets.

Kibice z uwagą będą przyglądać się Luce Donciciowi, przed którym pierwszy poważny test w karierze. Młody Słoweniec błyszczy na parkietach ligi odkąd tylko zamienił Madryt na Dallas, ale dopiero w fazie play-off skupi się na nim cała strategia defensywna rywali. Już w sezonie zasadniczym, pomimo wielu wspaniałych osiągnięć, notował aż cztery straty na mecz. Czy udźwignie presję rywalizacji „na poważnie”, stając oko w oko z graczami pokroju LeBrona Jamesa czy Kawhiego Leonarda?

Pytań jest znacznie więcej. Odpowiedzi, na szczęście, już niebawem. Pierwsze mecze w nocy z czwartku na piątek (30/31 lipca), kolejne – tu gratka dla kibiców – nawet o 18 polskiego czasu. Początek zmagań w fazie play-off zaplanowano na 17 sierpnia.

źródło:
Zobacz więcej