RAPORT

KORONAWIRUS: MAPY, STATYSTYKI, PORADY

Bloki przerosły Mroza

„Załóżcie czapki, bo Mróz nadchodzi na osiedla" – mówi z okładki najnowszej książki Remigiusza Mroza „Osiedla RZNiW” Onar, raper z warszawskiego Ursynowa (fot. PAP/Jan Morek)

„Załóżcie czapki, bo Mróz nadchodzi na osiedla" – mówi z okładki najnowszej książki Remigiusza Mroza „Osiedla RZNiW” Onar, raper z warszawskiego Ursynowa. Cóż, byłoby lepiej dla wszystkich, gdyby „najpopularniejszy polski pisarz” w blokowiska nigdy się nie zapuszczał.

Wciągające kryminały na wakacje: Grzegorzewska, Mróz i debiutująca Stachula

Zostało jeszcze trochę wakacyjnego czasu, warto więc sięgnąć po polski kryminał. A mamy autorów, którzy naprawdę znają się na rzeczy.

zobacz więcej

Dwa tygodnie temu miała miejsce premiera najnowszego kryminału Remigiusza Mroza, „Osiedle RZNiW”. Rzecz uderza nas z plakatów na przystankach i z reklam słuchowiska, w którym mają wziąć udział Antoni Królikowski, Julia Wieniawa oraz Vienio, raper z legendarnej „Molesty”.

Jak czytamy w blurpie / zajawce na okładce:

"Wczesne lata dwutysięczne. Blokowisko na osiedlu RZNiW żyje w rytmie rapu, oddycha dymem z jointów i nie toleruje obcych. Na dwunastym piętrze jednego z bloków mieszka Deso – wychowujący się bez rodziców chłopak, który na co dzień musi zmagać się z życiem w skrajnej nędzy. Pewnej nocy otrzymuje esemesa z nieznanego numeru. Nadawca pisze: „Boję się. Chyba ktoś za mną idzie”. (…) Osiedle RZNiW to nie tylko fascynująca historia kryminalna, ale także świeże spojrzenie na hip-hopową subkulturę przełomu wieków i wciąż obecny problem ubóstwa w Polsce".

Obudzić nostalgię

Polska widziana z okna bloku to wciąż terra incognita dla twórców kultury. Niezależnie od tego, czy mówimy o końcu PRL-u, latach 90., czy właśnie – o momencie przełomu związanego z akcesem do Unii Europejskiej. Ten ostatni okres to początek wielkiej emigracji zarobkowej, czas bezrobocia. To także okres reformy edukacji i idących za tym problemów w gimnazjach, w których wyrwana z dotychczasowego środowiska młodzież musiała na nowo budować relacje, co skutkowało wybuchami agresji i nierzadkimi dramatami. To czasy raczkującego internetu, IRC-a, czaterii i kafejek internetowych. To wreszcie (pierwsza) złota era polskiego hip-hopu. Nic więc dziwnego, że opowieść o tym to także sprzedażowy samograj. Nastolatkowie z „wczesnych lat dwutysięcznych” z nostalgią patrzą dziś na okres młodości, gdy nikt nie słyszał jeszcze o korporacjach, targetach i biurach typu „openspace”.

Remigiusz Mróz rozsierdził wójta „niespotykanie spokojnej miejscowości”

Popularny pisarz wydał w tamtym roku kryminał „Listy zza grobu”, który jest początkiem nowej serii powieściowej. W książce opisał fikcyjną szajkę...

zobacz więcej

Dlatego z nadzieją sięgnąłem po „Osiedle RZNiW” i jednocześnie po raz pierwszy po książkę autorstwa „najpopularniejszego polskiego pisarza”, jak przedstawia się na skrzydełku okładki Remigiusz Mróz. Niestety. Od faktografii, przez sposób przedstawienia postaci i realiów, aż do intrygi – w książce nic nie trzyma się kupy.

Już strona, na której zwyczajowo znajdujemy motto otwierające książkę, mówi nam wiele o sposobie, w jaki ta jest napisana. Mróz zamiast jednego cytatu serwuje nam aż pięć fragmentów tekstów hip-hopowych. Zupełnie, jakby nie mógł się zdecydować lub co gorsza na siłę chciał wykazać się znajomością „rymów”. Zważywszy, że są to evergreeny w typie „Damy radę” warszawskiej ekipy WWO czy „Jest jedna rzecz” Pei, to wiedza ta – cóż - nie może imponować.

Machy z gibona

O samej fabule nie sposób powiedzieć wiele więcej niż napisano w zajawce. Jeśli ktoś jest w stanie uwierzyć, że dwójka licealistów stawia czoło lokalnym drabom, skorumpowanej policji i seksualnym zwyrodnialcom, a w dodatku ukrywa amfetaminę o czarnorynkowej wartości 160 tysięcy zł. (Mróz nie wiedzieć czemu zaokrągla to do „minimum 320 tysięcy”), by w przerwie słuchać „Seniority” Pezeta i nieśmiało się dotykać, to proszę bardzo – „Osiedle” jest dla niego. Tego, co dzieje się w finale opowieści, oczywiście nie zdradzę, skupiając się na scenerii i realiach, którymi istotnie „zaskakuje” nas Autor.

Książki Andrzeja Sapkowskiego bestsellerami Amazona

W pierwszej dziesiątce najpopularniejszych książek na Amazonie (w kategorii Science Fiction & Fantasy) aż pięć pozycji zajęły powieści Andrzeja...

zobacz więcej

I tak Mróz dosłownie zalewa nas potokiem grepsów i rzekomego slangu, mającymi uwiarygadniać „osiedlowe” pochodzenie bohaterów i tym samym „kumatość” autora. Dzieje się dokładnie odwrotnie, Mróz jest niewiarygodny, a sposób kreacji postaci sprawia, że zachowują się one bardziej jak Vanilla Ice niż Ice T.

Jak wtedy, gdy główny bohater, siedemnastoletni Deso mówi: „Niecały rok później kopyta wyciągnął mój dziadek. Odwalił kitę z okazji wyjątkowo złośliwego nowotworu”. Tu zażenowanie czytelnika i tak jest mniejsze niż przy fragmencie: "Od jakiegoś czasu brakowało mi jednak siana na bakanie i musiałem zrobić sobie przymusowy odwyk. Może nie licząc kilku machów z gibona, którego użyczył mi jeden z ziomków". A wtedy gdy bohaterowie szukają „jumacza, który zaiwanił ich własność” czytelnik krzywi się tylko trochę mniej niż wówczas, gdy Mróz w przeciągu jednego akapitu raczy go określeniami na masturbację w stylu „szlifowania mikrosztangi” czy „miętoszenia gąbki”. I tak przez blisko czterysta stron.

Nie, doktorze Mróz. Nikt tak nigdy nie mówił. Brzmi to bardziej tak, jakby podczas pisania książki autor podpierał się „słownikiem slangu”. Tym, który w internecie czytają rodzice, chcący dowiedzieć się czegoś o zbuntowanych dzieciach. Zamiast realnego świata blokowisk otrzymujemy jego nieudaną karykaturę rodem z fabularyzowanego reportażu w „Dużym Formacie”, gdy dziennikarka pisząca dotąd o problemach „pierwszego świata” postanowi „ruszyć na bloki”.

„Żona chciała, żebym mógł z Tobą spać dwa razy w roku”. Syn Orwella opublikował jego listy

Brytyjski pisarz George Orwell pisał w liście do koleżanki, że za zgodą jego żony mogą uprawiać seks dwa razy w roku. Rozwiązłość Orwella wyszła na...

zobacz więcej

Tu się nic nie klei

Najbardziej zawiedzie się jednak ten, kto liczył na rzekome „świeże spojrzenie na hip-hopową subkulturę przełomu wieków”. Niczego takiego w „Osiedlu RZNiW” nie znajdujemy. Mróz opisuje temat powierzchownie. Książkowi nastolatkowie zasłuchują się w największych przebojach z lat 2002-2004, główny bohater w przeciwieństwie do wszystkich początkujących raperów w tym czasie nie udziela się na forum portalu hip-hop.pl (jednocześnie podglądając koleżanki na „naszej klasie”, który to serwis został uruchomiony w końcu 2006 r.). Nie poznajemy fragmentów jego tekstów, a jego playlista (zamieszczona na końcu książki) to hity puszczane na okrętkę w Vivie Polska. Co więcej, bohaterowie roztrząsają konflikt, jaki na polskiej scenie rap wybuchł w 2003-2004 roku za sprawą epizodycznego nurtu zwanego „hiphopolo” i wykonawców jak Ascetoholix, Mezo czy Owal Emcedwa. Nie, to nie jest „świeże spojrzenie”, a powielanie największego ze stereotypów.

Deso ma poza „zajawką na rapy” także inne cechy, niespotykane wśród ówczesnej (i żadnej innej) młodzieży. Ten mieszkający z babcią łebek w przerwie między próbami tekściarskimi stawia warunki finansowe lokalnej mafii, pyskuje do policji kryminalnej, sypia ze swoją nauczycielką, morduje rówieśnika, by w finale okazać się… Nie, to już zostawię tym, którzy zdecydują się przebrnąć przez „Osiedle RZNiW”. Dość jednak powiedzieć, że to zestaw cech raczej niespotykany. W „normalnych” realiach polskiego osiedla policja w dziesięć minut wytrząsnęłaby z Desa zeznania, a lokalni mafiosi przy pomocy kombinerek wycisnęliby z niego miejsce przechowywania skradzionych narkotyków jeszcze szybciej.

Nie żyje Christopher Tolkien. Był wykładowcą akademickim, pisarzem

Syn J.R.R. Tolkiena, Christopher Tolkien, zmarł w czwartek w wieku 95 lat. Był wykładowcą akademickim, pisarzem, a przez lata zarządzał dorobkiem...

zobacz więcej

Warto dodać, że o nieznajomości przez Remigiusza Mroza realiów polskich blokowisk świadczy fakt, że Deso przedstawiany jest jako „żyjący w skrajnej nędzy”, a książka jako „poruszająca wciąż istniejący problem ubóstwa”. Owo ubóstwo objawia się tym, że babcia głównego bohatera prowadzi warzywniak, ma samochód (zdezelowane seicento, ale zawsze), a na obiad serwuje wnuczkowi kotlety schabowe. Przekonywanie, że to ówczesna bieda to nie mieć na paczkę viceroy’ów, jest równie wiarygodne jak to, że Mróz uznał iż siedemnastolatek o swoim procesie twórczym mógłby powiedzieć: „Czytam Kafkę, Kunderę, Pilcha i innych konkretnych zawodników, dzięki którym moje teksty nie wyglądają, jak wysrane z macicy”.

Podglądając blokersów

Podobnie absurdalnie nakreślona jest postać towarzyszki przygód Desa, jego rówieśniczki Wiki. To dziewczynka z dobrego domu, przyjmująca kamienny wyraz twarzy, gdy po pokoju, w którym ukrywa kilka kilogramów narkotyków, przechadza się policjant z dochodzeniówki i na domiar absurdu robiąca mu wykład z tego, jak powinno odbywać się przesłuchanie („nie życzę sobie, żeby nasze rozmowy odbywały się bez urządzeń rejestrujących” - mówi dziecko do funkcjonariusza). Szczyt absurdu następuje jednak wówczas, gdy krucha licealistka pada ofiarą zbiorowego molestowania seksualnego, po czym otrzepuje się jak po zimnym prysznicu. Jednocześnie rażą ją wulgarne słowa wypowiadane przez Desa (swoją drogą, wkładając w usta siedemnastolatki sprzed ponad półtorej dekady słowa, takie jak „seksizm” czy „mizoginia” Mróz kolejny raz ociera się o śmieszność).

Podsumowując należy stwierdzić, że pomijając miałkość fabuły, „Osiedle RZNiW” było doskonałą okazją, by pokazać realia Polski sprzed około piętnastu lat. Tak niestety się nie dzieje. Mróz porusza się w imaginarium, w którym wycięci ze stereotypów bohaterowie prezentują postawy nie mogące zaistnieć w rzeczywistości. Nie jest to rzeczywistość blokowisk ani też ich dystopijna wizja, choćby taka, jaką świetnie zbudowała Gaja Grzegorzewska w „Betonowym Pałacu”.

„Osiedle RZNiW” to raczej świat, jakim chcą wiedzieć go pisarze, i dziennikarze, węszący przypadkowo po klatkach i piwnicach w poszukiwaniu inspiracji lub tematu, albo socjologowie rwący włosy z głów nad kondycją ”dzisiejszej młodzieży”. To obraz, jaki widzi ktoś, kto chcąc przypodobać się odbiorcy na siłę małpuje młodzieżową subkulturę.

Już dziś premiera „Wiedźmina”

„Wiedźmin” zachowuje to, co najważniejsze w literaturze Andrzeja Sapkowskiego: odcień powagi, ale też sarkazmu, dobrego, czarnego, polskiego humoru...

zobacz więcej

Większa część książki wygląda tak, jakby rzeczywistość „osiedla” Mróz znał jedynie z relacji piątkowego ucznia, który zamiast na domówkę na przedmieściach, trafił na kibolską imprezę w gierkowskim bloku. I choć to „tylko” kryminał, to rzecz jest obecnie najpopularniejszą książką w Polsce i może na stałe wykrzywić obraz polskich blokowisk przełomu wieków, obraz subkultur, przestępczości, biedy i sposób radzenia sobie z tym przez ówczesnych nastolatków.

By oddać sprawiedliwość – „Osiedle RZNiW” ma fragmenty, gdy czyta się je bez zażenowania. Mróz czuje się najlepiej, gdy patrzy na rzeczywistość zza pleców oskarżonego, z sądowej sali, czemu poświęcony jest w „Osiedlu…” osobny wątek. Sceny, w których widzimy zdenerwowanie prokuratora, grę aktorską świadków i znudzone wyczekiwanie sędziego, niedbale poprawiającego łańcuch z orłem sprawiają, że czytelnik ma wrażenie, że autor wie, o czym pisze. Zapewne nie bez wpływu jest tu prawnicze wykształcenie doktora Remigiusza Mroza (pomijając fakt, że w pewnym momencie myli podejrzanych z oskarżonymi, czym oblałby egzamin na pierwszym roku studiów). Być może powinien zostać przy postaci Joanny Chylki i jej prawniczych zagadkach, wszak napisał o niej już jedenaście książek. Po co pchał się między bloki? Aha, Onar! Powiedz na osiedlu, czy naprawdę przeczytałeś tę książkę?

Remigiusz Mróz, „Osiedle RZNiW”

Wydawnictwo: Czwarta Strona

Data wydania: 2020-07-15

Liczba stron: 400

ISBN: 9788366553798

Wojciech Mucha

Dziennikarz, publicysta, autor powieści „Miasto noży. Najniebezpieczniejsza powieść o Polsce lat 90”.

źródło:
Zobacz więcej