RAPORT

KORONAWIRUS: MAPY, STATYSTYKI, PORADY

Zmiana czasu?

Zatrzymanie Sławomira Nowaka (fot. PAP/Wojciech Olkuśnik)
Zatrzymanie Sławomira Nowaka (fot. PAP/Wojciech Olkuśnik)

Trudno wzbudzić w opinii publicznej współczucie wobec Sławomira Nowaka, często nazywanego po prostu „Sławkiem”. Jako symbol niejasnych praktyk środowiska Platformy Obywatelskiej polityk funkcjonował nie od dziś. W swoim czasie kosztowało go to przecież nawet pozycję w krajowej polityce.

Platforma przestaje bronić Nowaka. Przyjęli nową strategię

W myśl zasady „najlepszą obroną jest atak”, politycy PO uderzają w służby za to, że podsłuchiwały Sławomira Nowaka - jednego z członków ich sztabu...

zobacz więcej

Prześledźmy niektóre punkty tej pięknej kariery. Już w dwa lata po ukończeniu studiów Sławomir Nowak zostaje z zawodu dyrektorem, dokładniej zaś wiceprezesem Radia Gdańsk. Jego wcześniejsze doświadczenie zawodowe to kilka lat pracy we własnej agencji reklamowej. Mniej więcej w tym samym czasie, co w biznes, Nowak wchodzi też w politykę. Jego szlak jest typowy, nie ma tu niespodzianek w rodzaju UPR, jak u innego Sławomira N., czyli Sławomira Neumanna z Platformy. Najpierw Kongres Liberalno-Demokratyczny, potem wraz z całym KLD Unia Wolności, wreszcie PO. Równolegle „Młodzi Demokraci”, młodzieżówka UW, która płynnie stała się młodzieżówką Platformy. Kandydat do sejmu w 2001 roku (przegrany), poseł w miejsce kolegi wybranego do PE (Janusza Lewandowskiego, w czym, być może, ktoś dostrzeże pewną symbolikę) lecz dopiero jako czwarty z listy potencjalnych następców.

Później szło już lepiej – reelekcja w 2005 i, ze znakomitym w skali regionu wynikiem, w 2007. Za czasów rządów Platformy sekretarz stanu w kancelarii Premiera i szef gabinetu politycznego Donalda Tuska. Dymisja w 2009 roku i objęcie funkcji wiceprzewodniczącego klubu. To wynik afery hazardowej. Nowak ma pilnować kolegów w sejmie. „Kumpel premiera z boiska i najmłodszy dworzanin Tuska. Pracowity, medialny i gładki, ale też ambitny i bezwzględny, a do kariery, według niektórych, dążący po trupach. Także dawnych przyjaciół. Takie opinie krążą o Sławomirze Nowaku, którego szef rządu po aferze hazardowej wysłał na 'front walki o prawdę' w Sejmie” – pisze wówczas portal TVN 24. Autor notatki przypomina, że polityk był między innymi protegowanym Pawła Piskorskiego, od którego odwrócił się, gdy tylko ten zaczął mieć kłopoty. Sam Nowak w kłopoty wpadnie trochę później, ale nie uprzedzajmy faktów.

„Nazwisko prokuratora i sędziego?!” – Balcerowicz reaguje na areszt Nowaka

Krótki tweet – taki jak w tytule tego artykułu – to reakcja Leszka Balcerowicza na wiadomość o tymczasowym aresztowaniu Sławomira Nowaka. Były...

zobacz więcej

W 2010 roku Nowak był szefem sztabu Bronisława Komorowskiego, a od sierpnia szefem regionu pomorskiego PO, kontynuując równocześnie prace w charakterze wiceszefa klubu parlamentarnego. Problemy Sławomira Nowaka zaczęły się rok później, gdy w ramach kolejnych partyjno-rządowych roszad, po drugich wygranych przez swoja partie wyborach, został szefem newralgicznego resortu transportu, budownictwa i gospodarki morskiej. Kontrowersyjna polityka kadrowa, kontrakt na dostawę Pendolino z firmą Alstom, wreszcie wątpliwości wokół oświadczenia majątkowego, zakończone dymisją w 2013 roku. Od tamtej pory były minister kojarzony jest głównie z zegarkami i dwa razy w roku w memach przypomina nam o zmianie czasu. W czerwcu tego samego roku dowiadujemy się też o rozmowach Nowaka z wiceministrem finansów Andrzejem Parafianowiczem na temat kontroli skarbówki dotyczącej działalności żony polityka. Nowak odchodzi z Platformy i, wydawałoby się, z polityki.

W 2015 roku nie znamy jeszcze „doktryny Neumanna” (przypomnijmy – „Sądy dzisiaj – ja ci gwarantuję – nie rozstrzygną żadnej sprawy przed wyborami. Żadnej. Przez rok nie zrobią ku***a nic. Będą prowadzić sprawy – i ch***j”), znają ją jednak przedstawiciele wymiaru sprawiedliwości Rzeczypospolitej. Sądowe rozstrzygnięcia są dla Sławomira Nowaka bardzo łaskawe. Klimat polityczny nie sprzyja jednak powrotom. Kiedy w sprawie apelacyjnej warszawski sąd umarza warunkowo postępowanie w sprawie niejasności w oświadczeniach majątkowych, mija trzeci dzień od drugiej tury wyborów prezydenckich, przegranych przez Bronisława Komorowskiego.

Nowak traci kolejne luksusowe przedmioty. Resort wyjaśnia, jak to możliwe

– Opozycja robiła wszystko, aby do tego nie dopuścić, a jednak wprowadziliśmy konfiskatę rozszerzoną. Dzięki niej w latach 2016-2019 przejęliśmy od...

zobacz więcej

W październiku 2016 roku Sławomir Nowak zostaje szefem ukraińskiej agencji drogowej, noszącej sowiecko brzmiąca nazwę Ukrawtodor, przyjmuje też ukraińskie obywatelstwo. Rok później ustępuje, między innymi w wyniku oskarżeń o… zatajenie majątku w oświadczeniu majątkowym. Jak wiemy od kilku dni, sprawa się na tym nie kończy, oskarżenia wobec Nowaka są poważniejsze, śledztwo dotyczące jego nadużyć prowadzą prokuratury i służby dwóch krajów, a kwity wydają się być mocne, skoro polski sąd decyduje się na przyjęcie wniosku o zastosowanie trzymiesięcznego aresztu, co, jak wiemy z praktyki ostatnich lat, jest rzadkością w sprawach, które wizerunkowo mogą zaszkodzić elitom politycznym Trzeciej Rzeczpospolitej.

Trudno wyobrazić sobie, by koledzy Sławomira Nowaka nie mieli pojęcia, ile ciągnie się za nim spraw, choć być może nie spodziewali się tak gwałtownego przyspieszenia akcji. Jest jednak faktem, że Nowak zniknął, jak się przynajmniej wydawało, z polskiej polityki, a powiedzmy sobie szczerze, takie sytuacje zdarzają się u nas rzadko. Samo to wskazuje na powagę sytuacji. Tymczasem okazuje się, że choć formalnie dawnego ministra transportu w naszej polityce nie ma, nieformalnie jednak się w niej znalazł i to w najbliższym otoczeniu Rafała Trzaskowskiego. Z zachowaniem proporcji i świadomości, że to zupełnie inny rodzaj przewinień, przypomina mi to trochę casus Lesława Maleszki – skompromitowanego dziennikarza „Gazety Wyborczej”, byłego działacza opozycji i donosiciela Służby Bezpieczeństwa, działającego w kręgu krakowskiej opozycji studenckiej drugiej polowy lat 70-tych. Przyjaciela i współpracownika Bronisława Wildsteina i zamordowanego Stanisława Pyjasa, a już w latach 90-tych żarliwego przeciwnika lustracji, jak się okazało, mającego w jej blokowaniu własny interes. Gdy wokół Maleszki zrobiło się zbyt dużo zamieszania, oficjalnie odszedł z „Gazety Wyborczej”. Jednak kilka lat później, gdy Ewa Stankiewicz i Anna Ferenc nakręciły dla TVN (takie to były czasy!) film „Trzech kumpli” poświęcony Pyjasowi, Wildsteinowi i Maleszce, okazało się, że ten ostatni cały czas współpracuje z „Wyborczą”, konsultuje teksty i ma wpływ na linię redakcyjną dziennika. I podobnie jest z Nowakiem – oficjalnie skala problemu, tym większa, że zapowiadająca problemy jeszcze poważniejsze, jest powodem do wycofania się z polityki. Nieoficjalnie zaś nie przeszkadza jego przyjaciołom, by powierzać mu istotne dla bieżącej walki politycznej zadania. W czasie kampanii trudno było dowiedzieć się, kto kieruje kampanią Rafała Trzaskowskiego, dziś okazuje się, że jedną z kluczowych jej postaci był Sławomir Nowak właśnie.

„Złote dziecko PO”. Wzlot i upadek Sławomira Nowaka

Sąd aresztował na trzy miesiące byłego ministra transportu Sławomira Nowaka. Byłego polityka PO zatrzymało CBA, ma zarzuty kierowania grupą...

zobacz więcej

Nie da się ukryć, że dla Platformy jest to duży problem wizerunkowy. W chwili, gdy Trzaskowski próbuje zadekretować powstanie „nowej Solidarności”, sprawa Nowaka przypomina, czym była – i, jak należy wnosić po ważnej roli tego polityka w ostatniej kampanii, pozostaje – Platforma Obywatelska. Stąd też zaobserwować możemy cały wachlarz reakcji, od odcinania się od człowieka i tematu, do próby odwrócenia wymowy akcji i zrobienia z niej operacji podsłuchiwania sztabu wyborczego kontrkandydata Andrzeja Dudy. Tradycyjnie główną linią obrony jest oskarżenie służb o motywy polityczne, co jednak mocno utrudnia zarówno międzynarodowy charakter afery, jak decyzja sądu, który, według słów samego podejrzanego, „dał się zwieść”. Wybronić więc Nowaka trudno, zwłaszcza, że nie zadziała tu raczej sposób, jaki w swoim czasie uratował Beatę Sawicką wraz z cała Platformą, łez i omdlenia nikt na poważnie nie weźmie. Tym ciekawiej wygląda fakt pojawienia się w szeregu mediów artykułów, które w sposób wręcz bałwochwalczy ocieplają wizerunek żony byłego (choć jak widzimy, nie do końca byłego) polityka Platformy. Jeden z plotkarskich portali należący do Onetu, pisze np. o „bogini w ciele dentystki”, inny opisuje dzielną kobietę, zawsze bezkompromisowo broniącą męża. Czy takie przeniesienie sympatii zadziała? To raczej wątpliwe, ta bomba jest jednak na tyle groźna, że zobaczymy jeszcze niejedną próbę jej rozbrojenia.

źródło:
Zobacz więcej