RAPORT

KORONAWIRUS: MAPY, STATYSTYKI, PORADY

USA budują koalicję przeciwko Chinom. Berlin i Paryż chcieliby pozostać z boku

Chiny prowadzą coraz agresywniejszą politykę zagraniczną i dążą do rozbicia Zachodu (fot. Kyle Lam/Bloomberg via Getty Images)

Stany Zjednoczone apelują do Zachodu o utworzenie frontu sprzeciwu wobec agresywnej polityce Chin. Unijni urzędnicy - Berlin i Paryż - wciąż jednak uważają, że nie muszą się opowiadać za żadną ze stron. Ta polityka ustępstw osłabia pozycję Waszyngtonu w sporze z Pekinem, który w ostatnim czasie ostentacyjnie pokazuje, że nie będzie się liczył z nikim i niczym.

Ukraina w rosyjskich kleszczach. Kijów obawia się zbliżających się manewrów

Rosja jest gotowa, by w każdej chwili rozpocząć inwazję na Ukrainę. Przy wspólnej granicy i na Krymie zgrupowała potężne siły zbrojne. Za niecałe...

zobacz więcej

Relacje USA z Chinami są uznawane za najgorsze od wielu lat, a lista punktów zapalnych niebezpiecznie się wydłuża – do wcześniejszych sporów o kwestie handlowe i gospodarcze, w ostatnim czasie doszła sprawa odpowiedzialności za pandemię koronawirusa, złamanie autonomii Hongkongu, a także postawy Państwa Środka na Morzu Południowochińskim, która odbierana jest przez inne kraje regionu za zagrożenie.

Sytuacja jest na tyle poważna, że w czwartek sekretarz stanu USA Mike Pompeo przywołał słowa Richarda Nixona, który porównał komunistyczne Chiny do Frankensteina. – Wolny świat musi zatriumfować nad tą nową tyranią – podkreślił podczas spotkania w Bibliotece Richarda Nixona w Yorba Linda w Kalifornii, m.in. w obecności chińskich dysydentów. Dodał również, że „obronienie naszych wolności przed Komunistyczną Partią Chin jest misją naszych czasów”.

Przyznał przy tym, że USA i reszta Zachodu popełniły błąd, gdyż ich polityka wobec ChRL „wskrzesiła upadającą chińską gospodarkę, tylko po to, by zobaczyć, jak Pekin gryzie międzynarodowe ręce, które go karmiły”.

W środę Departament Stanu USA ogłosił, że dał władzom w Pekinie 3 doby na zamkniecie konsulatu w Houston w Teksasie. Decyzję tę uzasadniono „ochroną amerykańskiej własności intelektualnej i prywatnych informacji”. Przewodniczący senackiej komisji do spraw wywiadu Marco Rubio stwierdził, że placówka ta stanowi centrum chińskich operacji szpiegowskich na terytorium Stanów Zjednoczonych. Potwierdził to później także Pompeo.

Chińczycy uznali te oskarżenia za wymysł, którego celem jest „zniesławienie” ich kraju i zapowiedzieli odwet. W piątek zażądali od USA, by zamknęły konsulat w mieście Chengdu na środkowym zachodzie.

We wtorek zaś szef amerykańskiej dyplomacji Mike Pompeo prowadził w Londynie rozmowy ze swoim brytyjskim odpowiednikiem Dominikiem Raabem i premierem Borisem Johnsonem. Amerykanin otwarcie mówił, że USA zależy na zbudowaniu koalicji państw, które zdają sobie sprawę z zagrożenia jakie stanowi Komunistyczna Partia Chin.

Wracają rozmowy o Kosowie. Absurd goni absurd

Od ostatnich rozmów przedstawicieli Serbii i Kosowa pod auspicjami Unii Europejskiej upłynęły prawie dwa lata. KE liczy, że niedzielne spotkanie...

zobacz więcej

Padały również zarzuty dotyczące pandemii koronawirusa – Waszyngton oskarża Pekin o ukrywanie jego źródeł i rzeczywistych rozmiarów, a także podważenia autonomii Hongkongu. USA krytykują również mocarstwowe ambicje Pekinu na Morzu Południowochińskim, czy prześladowania muzułmańskiej mniejszości Ujgurów w regionie Sinciang na zachodzie Chin.

Przylot szefa amerykańskiej dyplomacji do brytyjskiej stolicy miał miejsce po tygodniu od ogłoszenia decyzji przez rząd Borisa Johnsona dotyczącej wykluczenia chińskiego koncernu Huawei z budowy sieci 5G na Wyspach. Spotkało się to z pochwałą prezydenta USA Donalda Trumpa.

Chińskie władze odrzucają wszelkie zarzuty, uznając je za bezzasadne, czy też jako przejaw wtrącania się w swoje wewnętrzne sprawy. Grożą przy tym konsekwencjami i retorsjami USA, Wielkiej Brytanii, a także Kanadzie i Australii, które należą do grona krajów najmocniej krytykujących postawę Pekinu w spornych kwestiach.

Wyrażają również oburzenie kolejnymi amerykańskimi sankcjami. W ostatnich dnia kolejne chińskie firmy, przede wszystkim z branży tekstylnej, zostały ukarane przez USA wpisaniem na czarną listę handlową ze względu na wykorzystywanie pracy przymusowej Ujgurów.

To już kolejny raz, gdy Waszyngton upomina się o prawa tej mniejszości muzułmańskiej w ChRL. Wcześniej nałożył restrykcje na chińskich urzędników działających przeciwko tej społeczności. Ujgurzy są w tym kraju zmuszani do pracy, zatrzymywani, wymusza się na nich kontrolę urodzeń, a także prześladuje ich wiarę i kulturę.

Oskarżenia te potwierdzają eksperci z całego świata, w tym z ONZ, którzy oceniają, że prześladowania mogą dotyczyć ponad milionowej społeczności, która jest przetrzymywana w obozach internowania w Sinciangu.

Berlin chce wykorzystać UE do walki z Trumpem. Prezydencja Niemiec na rękę Rosji i Chinom

Przejmujące 1 lipca przewodnictwo w Unii Europejskiej Niemcy zamierzają wykorzystać tę organizację do uderzenia w USA. Berlin chce się w ten sposób...

zobacz więcej

Chińscy komuniści początkowo utrzymywali, że nie ma tam żadnych obozów, później zmienili retorykę i przekonywali, że są – ale ośrodki szkolenia zawodowego. Służące – a jakże – do szczytnego celu – przeciwdziałania muzułmańskiemu radykalizmowi i tendencjom separatystycznym.

Państwo Środka ostro krytykuje też każdą deklarację broniącą niezależności Hongkongu. Zdecydowane stanowisko w tej sprawie Londynu, który jednoznacznie stwierdził, że jest to złamanie dwustronnej chińsko-brytyjskiej deklaracji i podważenie autonomii jego dawnej kolonii, zostało odebrane jako ingerencja w wewnętrzne sprawy Państwa Środka – a to za każdym razem opatrywane jest groźbami „ponoszenia konsekwencji”.

Nie wpływa to jednak na Brytyjczyków, którzy zawiesili traktat ekstradycyjny z Hongkongiem i są gotowi umożliwić jego mieszkańcom przyjmowanie ich obywatelstwa.

A dotyczyć to może grupy prawie 3 mln Hongkończyków posiadających brytyjskie obywatelstwo zamorskie BNO. Będą oni mieli, od stycznia przyszłego roku, możliwość przyjazdu do Wielkiej Brytanii i ubiegania się o pełne obywatelstwo tego kraju.

Dlatego też sprawa sieci 5G w Wielkiej Brytanii i wykluczenia z jej budowy chińskiego koncernu telekomunikacyjnego Huawei jest naturalną konsekwencją drogi ostentacyjnego konfliktu, którą od pewnego czasu obrały Chiny.

Rząd w Londynie poinformował w poniedziałek, że zdecydował o zawieszeniu traktatu w związku z narzuconymi Hongkongowi przez władze centralne ChRL kontrowersyjnymi przepisami bezpieczeństwa państwowego. W opinii wielu zachodnich komentatorów podważają one autonomię regionu i naruszają dwustronną chińsko-brytyjską deklarację w sprawie zarządzania Hongkongiem po jego przekazaniu ChRL.

Putin jak Breżniew. Każe wierzyć Rosjanom w iluzję

Gdy w styczniu Władimir Putin ogłaszał, że ma zamiar rozpisać referendum w sprawie zmian w konstytucji, które pozwolą mu wydłużyć sprawowanie...

zobacz więcej

Narzucone temu autonomicznemu regionowi nowe przepisy dotyczące bezpieczeństwa państwowego przewidują kary nawet dożywotniego więzienia za przestępstwa, które ChRL uzna za związane z działalnością wywrotową, separatystyczną, terrorystyczną.

Osoba, która naraziła się komunistycznym władzom może być również sądzona na terenie Chin kontynentalnych. To zaś oznacza, że każdy przeciwnik, czy choćby krytyk Pekinu musi od tego momentu liczyć się z konsekwencjami swojej działalności. Choćby wpisów i słów.

Coraz częściej Chiny są również krytykowane za przeprowadzanie cyberataków i cyberprzestępstw.

Dzień przed ogłoszeniem decyzji dotyczącej konsulatu w Houston, ministerstwo sprawiedliwości USA oskarżyło dwóch obywateli Chin, którzy dla własnego zysku i rządu w Pekinie, próbowali włamać się do systemów informatycznych firm, pracujących nad szczepionką na koronawirusa.

– Chiny kradną własność intelektualną i badania, które wzmacniają ich gospodarkę, a następnie wykorzystują ten nielegalny zysk jako broń do uciszenia każdego kraju, który odważyłby się zakwestionować ich nielegalne działania – ocenił wicedyrektor Federalnego Biura Śledczego (FBI) David Bowdich.

Wizyta Pompeo w Londynie była potwierdzeniem dla całego Zachodu, że nie tylko USA są gotowe do podniesienia rzuconej przez chińczyków rękawicy i że mogą liczyć też na wsparcie z Wysp. Wcześniejsze deklaracje Australii i Kanady pozwalają wierzyć, że będą one również wspierały Waszyngton w rywalizacji z Pekinem.

Amerykanie liczą też na jasną deklarację UE, Berlina i Paryża. Na razie jednak mogą czuć się rozczarowani ich postawą. Niemcy mają bowiem za dużo interesów do stracenia w Chinach, by wyjść poza utartą retorykę, że Unia musi mówić wobec Pekinu jednym głosem. Zamiast więc rządu wypowiadają się w tej sprawie niemieckie media, które w większości… krytykują decyzje podejmowane przez USA.

Chiny pożarły Hongkong. Pekin wciąż jest głodny

Narzucone Hongkongowi przez komunistyczne władze w Pekinie prawo o bezpieczeństwie narodowym oznacza de facto ograniczenie jego autonomii. Już w...

zobacz więcej

Jest to dla nich bardzo wygodne, gdyż atakują przy tym znienawidzonego Donalda Trumpa.

I tak, dziennik „Sueddeutsche Zeitung” oceniał, że do 3 listopada – gdy w USA odbędą się wybory prezydenckie - niewiele się zmieni, ponieważ Chiny są „tym zewnętrznym wrogiem, którego Donald Trump potrzebuje do zmobilizowania swoich wyborców (...)”. A więc problemu komunistów chińskich nie ma – temat ten został wymyślony na poczet kampanii.

„Frankfurter Allgemeine Zeitung” pisał z kolej, że jeśli Waszyngton dąży do celu, jakim jest „przymuszenie Chin do okiełznania swojej agresywnej polityki, nie uda się to za pomocą nieskoordynowanych gestów pod publiczkę i żądań pod adresem kolejnych państw”.

Dziennik przekonywał przy tym, że partnerzy Waszyngtonu byliby zapewne gotowi na sojusz z USA, „tyle, że w przypadku tego prezydenta nigdy nie wiadomo, kiedy wykona on ponowną gwałtowną woltę”. Tak więc, Stany Zjednoczone nie mają co liczyć na sojuszników europejskich, gdyż niemieckie media uważają ich prezydenta za zmiennego niczym chorągiewka.

Ekonomiczny dziennik „Handelsblatt” pisał zaś, że byłoby lepiej, gdyby Europa i USA wspólnie określiły owe strategiczne dziedziny, w przypadku których z powodu interesów gospodarczych czy bezpieczeństwa potrzebny byłby dystans. „W ten sposób Zachód mógłby jednocześnie zasygnalizować Pekinowi, że w wielu innych obszarach, takich jak ochrona klimatu czy ochrona zdrowia, można ściśle ze sobą współpracować”.

Najbliższy czas pokaże, czy UE, Berlin i Paryż nadal będą udawać, że w tym konflikcie można pozostawać na uboczu, czy w końcu odważą się na zmianę polityki wobec Pekinu.

Petar Petrović

Autor jest dziennikarzem Polskiego Radia

źródło:
Zobacz więcej