RAPORT

KORONAWIRUS: MAPY, STATYSTYKI, PORADY

Wracają rozmowy o Kosowie. Absurd goni absurd

W niedzielę dojdzie do pierwszego od dwóch lat spotkania przedstawicieli Serbii i Kosowa (fot. PAP/EPA/ANDREJ CUKIC)

Od ostatnich rozmów przedstawicieli Serbii i Kosowa pod auspicjami Unii Europejskiej upłynęły prawie dwa lata. KE liczy, że niedzielne spotkanie okaże się przełomem w sprawie unormowania sytuacji w regionie. Sytuacja w obu krajach jest jednak obecnie daleka od normalności. W Serbii doszło niedawno do zbojkotowanych przez opozycję wyborów parlamentarnych, a jej prezydent oskarżany jest o autorytaryzm. Od kilku dni w Belgradzie trwają gwałtowne antyrządowe protesty. Kosowo też ma nie lada problem – jego przywódca zostanie w poniedziałek przesłuchany w Hadze w związku z oskarżeniami o popełnienie zbrodni wojennych.

Rosyjskie groźby bez efektów. NATO podnosi rzuconą rękawicę

Plany wycofania części amerykańskich żołnierzy z Niemiec, kolejne doniesienia o rosyjskich zbrojeniach i szerzona przez Kreml dezinformacja na...

zobacz więcej

W niedzielę premier Kosowa Avdullah Hoti i prezydent Serbii Aleksandar Vučić wezmą udział w wideokonferencji zorganizowanej przez Niemcy i Francję, której celem będzie wznowienie dialogu między tymi skłóconymi bałkańskimi krajami. Unia liczy, że w końcu uda się doprowadzić do normalizacji relacji. Oba państwa muszą to osiągnąć, by wykonać kolejne kroki w integracji z UE.

Problem jest jeden – ale zasadniczy – każda ze stron inaczej interpretuje pojęcie „normalizacji relacji” – UE i Prisztina chcą, by Serbia uznała Kosowo. Władze w Belgradzie są temu przeciwne – deklarują, że ta była serbska prowincja powinna powrócić do macierzy.

W połowie czerwca, podczas wspólnej konferencji prasowej z szefem rosyjskiej dyplomacji Siergiejem Ławrowem, prezydent Vučić powiedział, że jest gotowy na odrzucenie perspektywy członkostwa Serbii w UE, jeśli Bruksela nie pójdzie na ustępstwa w zamian za uznanie przez Belgrad niepodległości Kosowa. Nie sprecyzował jednak, o jakie konkretne ustępstwa mu chodzi.

Jako warunku wstępnego rozpoczęcia rozmów z Prisztiną – jak pisała wtedy agencja Reutersa – Belgrad domagał się utworzenia stowarzyszenia serbskich gmin w Kosowie i ustanowienie specjalnego statusu dla istniejących tam parafii prawosławnych i klasztorów.

Ostatni raz przywódcy obu państw rozmawiali ze sobą pod koniec 2018 roku. Od tego czasu relacje między nimi zostały zamrożone. Kosowo podwyższyło cła na serbskie produkty o 100 procent, tłumacząc, że w ten sposób ukarze Belgrad za utrudnianie starań wejścia Prisztiny do NATO i ONZ. Na początku czerwca Kosowo zniosło jednak wszelkie bariery handlowe.

Zbiegło się to z niedawnym zwycięstwem w wyborach parlamentarnych Serbskiej Partii Postępowej prezydenta Aleksandara Vučicia, która zdobyła prawie dwie trzecie głosów.

Atom jak CPK i Mierzeja Wiślana. Opozycja ma nowy cel ataku

Deklaracja wsparcia USA dla budowy elektrowni atomowej w Polsce była jednym z najważniejszych efektów spotkania prezydentów Andrzeja Dudy i Donalda...

zobacz więcej

Było to możliwe również z powodu bojkotu głosowania przez większość ugrupowań opozycyjnych. Podjęły one taką decyzję, protestując przeciwko autorytarnemu sprawowaniu władzy przez prezydenta i rząd.

Oskarżały one również rządzących, że z dnia na dzień znieśli obostrzenia, by móc przeprowadzić wybory 21 czerwca, chociaż sytuacja epidemiczna w kraju była wtedy wciąż zła.

Po sukcesie wyborczym SPP i prezydenta, którzy ogłosili historyczne zwycięstwo, władze ponownie wprowadziły godzinę policyjną, która miała obowiązywać w ten weekend - jako środek mający na celu zahamowanie rozprzestrzeniania się koronawirusa.

Przed kilkoma dniami Vučić uznał, że sytuacja, w szczególności w Belgradzie, jest – alarmująca i krytyczna – i podkreślił, że szpitale są już pełne chorych.

Z danych przedstawionych przez serbskie władze wynika, że zanotowano około 17 tys. przypadków zakażeń koronawirusem, a 330 osób zmarło. W szpitalach przebywa cztery tysiące pacjentów chorych na Covid-19.

W efekcie sąsiednia Czarnogóra, kraj, w którym wielu Serbów spędzało letnie wakacje, wprowadziła wobec nich wymóg obowiązkowej kwarantanny, a Grecja z kolei zabroniła im wjazdu do kraju.

Taka postawa władz w Belgradzie spotkała się z ostrą krytyką opozycji. Jej zwolennicy już od kilku dni wychodzą na ulice stolicy i gwałtownie protestują. Dochodziło w tym czasie do walki z policją, która używała gazu łzawiącego, aby rozproszyć tłum. Manifestanci obrzucili zaś policjantów kamieniami i próbowali wedrzeć się do parlamentu.

W środę policja na koniach i pojazdach opancerzonych interweniowała w centrum miasta, w celu wypchnięcia z niego demonstrantów i rozstawienia kordonów.

W reakcji na protest Vučić zapowiedział, że władze najprawdopodobniej zrezygnują z godziny policyjnej w weekend. Zamiast tego zostanie podjęta decyzja o skróceniu pracy w klubach nocnych i będą nakładane kary na osoby nienoszące masek.

Berlin chce wykorzystać UE do walki z Trumpem. Prezydencja Niemiec na rękę Rosji i Chinom

Przejmujące 1 lipca przewodnictwo w Unii Europejskiej Niemcy zamierzają wykorzystać tę organizację do uderzenia w USA. Berlin chce się w ten sposób...

zobacz więcej

Powiedział również, że za wtorkowymi nocnymi protestami „prawicowych i pro-faszystowskich demonstrantów” stoją zagraniczne tajne służby. Przekonywał przy tym, że ich celem było osłabienie pozycji Serbii przed odbywającymi się rozmowami z Kosowem.

Przedstawiciele opozycji przekonują zaś, że podczas demonstracji dochodzi do prowokacji ze strony chuliganów najętych przez władze, by skompromitować w ten sposób przeciwników politycznych.

– Nie mamy absolutnie nic wspólnego z ludźmi, którzy rzucają materiałami pirotechnicznymi i kamieniami w policjantów, co wywołuje ich nieproporcjonalną reakcję, skierowaną wobec pokojowych manifestantów – powiedział redakcji portal Europeanwesternbalkans Ljuban Panić, jeden z liderów opozycyjnej Partii Wolności i Sprawiedliwości (SSP).

W czwartek premier Ana Brnabić potwierdziła, że w stolicy kraju nie będzie godziny policyjnej. Tego dnia rząd wprowadził zakaz publicznych zgromadzeń z udziałem więcej niż dziesięciu osób. Pomimo tego przed budynkiem parlamentu znów protestowały tysiące ludzi. Tym razem manifestacja miała pokojowy przebieg.

Jak pisała po ogłoszeniu wyników wyborów w Serbii - Marta Szpala z Ośrodka Studiów Wschodnich - pomimo zastrzeżeń dotyczących ich uczciwego przebiegu, nie będzie to ciążyło na relacjach Belgradu z zagranicą.

„Silny mandat Vučicia nie jest kwestionowany, a Stanom Zjednoczonym i większości państw unijnych zależy na wznowieniu dialogu kosowsko-serbskiego. Władze Serbii nie są jednak gotowe na kompromis z Prisztiną. Będą kontynuować wielosektorową politykę zagraniczną utrzymywania bliskich relacji z najważniejszymi państwami UE i USA, a zarazem pogłębiania współpracy z Chinami, a także z Turcją i Rosją” – podkreśla Marta Szpala.

Przekonuje ona, że nie należy się też spodziewać znaczących postępów na drodze Serbii do UE, gdyż wymagane przez Unię reformy zagroziłyby pozycji prezydenta. Dodaje jednak, że deklaratywne zainteresowanie integracją będzie taktycznie podtrzymane.

Putin jak Breżniew. Każe wierzyć Rosjanom w iluzję

Gdy w styczniu Władimir Putin ogłaszał, że ma zamiar rozpisać referendum w sprawie zmian w konstytucji, które pozwolą mu wydłużyć sprawowanie...

zobacz więcej

Początkowo przewidywano, że podczas pierwszego spotkania przedstawicieli Belgradu i Kosowa reprezentantami obu narodów będą prezydenci.

Jednak w ostatnim momencie okazało się, że prezydenta Hashima Thaciego zastąpi premier Avdullah Hoti. Zamiast na spotkanie ze swoim serbskim odpowiednikiem, uda się on bowiem 13 lipca do Hagi. Będzie tam przesłuchany w sprawie oskarżenia o dokonywanie zbrodni wojenny podczas konfliktu z Serbią w latach w latach 1998-1999, gdy był dowódcą albańskiej partyzantki Armii Wyzwolenia Kosowa (UCK).

Jest to pokłosie decyzji wydanej pod koniec zeszłego miesiąca przez prokuratora Specjalnego Izby Sądowej Kosowa z siedzibą w Hadze, który poinformował o oskarżeniu Thaciego, a także byłego przewodniczącego parlamentu Kadriego Veselego.

Thaci zadeklarował już, że natychmiast ustąpi ze sprawowanego stanowiska, jeśli zostaną mu przestawione zarzuty dotyczące zbrodni wojennych.

Akty oskarżenia przeciwko nim nie są ostateczne. Sędziemu kilka miesięcy zajmie, aby podjąć decyzję, czy znajdujące się w posiadaniu prokuratury dowody są wystarczające, aby postawić ich przed sądem.

Do tej pory wysiłki międzynarodowych prokuratorów, badających sprawę zbrodni wojennych popełnianych przez UCK na Serbach i Romach, często nie przynosiły rezultatów. Wynikało to m.in. z zastraszania światków, a także z tego, że kosowska ludność w większości uważa byłych partyzantów za wyzwolicieli.

Chiny pożarły Hongkong. Pekin wciąż jest głodny

Narzucone Hongkongowi przez komunistyczne władze w Pekinie prawo o bezpieczeństwie narodowym oznacza de facto ograniczenie jego autonomii. Już w...

zobacz więcej

Nie należy się spodziewać, by niedzielne rozmowy przedstawicieli Belgradu i Prisztiny stały się przełomem. Pozytywne jest jednak to, że sam dialog może działać łagodząco na sytuację w Kosowie, gdzie w jego północnej części żyje mniejszość serbska dążąca do połączenia z Serbią i nie uznająca władzy Prisztiny.

Sprzeciw przede wszystkim Berlina wobec propozycji podziału Kosowa, czy też wymiany terytoriów zamieszkiwanych przez mniejszości - praktycznie uniemożliwia osiągnięcie porozumienia. Obie strony będą jednak chciały wykazywać się chęcią dialogu, licząc na unijne wsparcie polityczne i finansowe.

Sytuacja jednak może się zmienić, jeśli KE, przy inicjatywie Berlina i Paryża, zaproponuje Belgradowi „coś” w zamian za uznanie Kosowa. Silna pozycja Vučicia i jego partii w serbskim społeczeństwie, daje szansę na zaakceptowanie przez niego takiego stanu rzeczy.

Petar Petrović

Autor jest dziennikarzem Polskiego Radia



źródło:
Zobacz więcej