RAPORT

KORONAWIRUS: MAPY, STATYSTYKI, PORADY

Bangkok – Miasto Buddy i Aniołów

Stolica Tajlandii choć głośna i zatłoczona przyciąga jak magnes, i mocno oddziałuje na zmysły (fot.Agnieszka Wasztyl)

Hałaśliwe skutery i tuk-tuki pędzą przez szerokie ulice nie zważając na przechodniów. Zapach jedzenia z ulicznych garkuchni sprawia, że człowiek od razu robi się głodny. Nowoczesne wieżowce dotykają nieba i kontrastują z podupadłymi budynkami położonymi wzdłuż kanałów. Oświetlone świątynie sąsiadują z kolorowymi neonami, a na ulicach tętni życie całą dobę. Stolica Tajlandii choć głośna i zatłoczona przyciąga jak magnes, i mocno oddziałuje na zmysły.

Ekstremalne temperatury, brak wody, kontuzje. „Byłem jak Indiana Jones”

Przejechał na rowerze ponad 30 krajów i dziewięć pustyń. Wybierał trasy z dala od szlaków turystycznych i dużych miast. Marcin Korzonek poprzeczkę...

zobacz więcej

Tajski masaż, tajski masaż, tanio – nawołują sympatyczne Tajki niemal na każdej ulicy. Jest już grubo po północy, ale miasto nigdy nie zasypia. Mimo późnej pory w salonach masażu na swoją kolej czeka wielu chętnych. Tym razem daję się namówić.

Na pół godziny oddaje się w ręce sympatycznej masażystki, która obiecuje, że będę czuła się jak nowo narodzona. Tajowie są specjalistami w tej dziedzinie. Twórcą masażu był Shivago Komarpaj, który- jak głosi legenda - był osobistym lekarzem Buddy.

Technika stosowana obecnie została opracowana w XIX wieku. Nie lubię masaży, ale ten zapamiętam na długo. Jeszcze nikt nie wymasował mi tak głowy i nóg. Miła chwila odprężenia po intensywnym dniu.

„Świat jest o wiele lepszy, niż nam się wydaje”

Dziewięć krajów, 12 tys. km, prawie 400 dni marszu. Arkadiusz Winiatorski cztery lata temu kupił bilet w jedną stronę i postanowił spełnić swoje...

zobacz więcej

Wenecja Wchodu

Do końca XIX wieku życie w Bangkoku toczyło się na wodzie dzięki przepływającej rzece i sieci kanałów – khlongów. Ludzie przemieszczali się łodziami i często na nich odbywał się handel - przez co miasto nazywano Wenecją Wschodu. Po wybudowaniu mostów wiele kanałów zasypano i przekształcono na ulice. Dziś khlongi pełnią jeszcze swoją funkcję w mniej rozwiniętej części Bangkoku i stanowią atrakcję turystyczną.

Wsiadamy do tramwaju wodnego razem z innymi turystami. Płyniemy najpierw szeroką rzeką Menam, z której wpływamy do kanałów. Rachityczne prowizoryczne domki stoją nad brzegami i sprawiają wrażenie, jakby zaraz miały się zawalić. Mijamy podupadłe dawne wille i małe buddyjskie świątynie. Jest tu niezwykle cicho. To miła odskocznia po zatłoczonym centrum. Przyjemny wiaterek daje ukojenie i wytchnienie od upału. Bangkok jest duszny i wilgotny. Należy do najgorętszych miast świata. Nagrzane od słońca ulice jeszcze bardziej potęgują wrażenie ciepła. Na wodzie można odetchnąć.

Na drewnianej łódce podpływa do nas starsza Tajka i oferuje sprzedaż owoców i kokosów. Handel w takiej formie praktykowany jest w Tajlandii od stuleci, ale przez rozwój cywilizacyjny kraju powoli zanika. W Bangkoku można spotkać pojedyncze łodzie, które podpływają do statków z turystami. Tym razem nic nie kupujemy. Rzeka jest szeroka i mocno faluje. W tle widać wieżowce, wspaniałą świątynię Świtu (Wat Arun), która jest jednym z symboli miasta. Legenda głosi, że król Taksin Wielki żeglował wzdłuż rzeki i przybył do świątyni o wschodzie słońca i stąd wzięła się nazwa Wat Arun. Budowla jest misternie zdobiona i pięknie wygląda nie tylko w dzień, ale także w nocy.

„Mieszka we mnie Polak i Tatar”

Na Podlasiu mieszkają od ponad 300 lat. I choć dziś jest ich niespełna 3 tysiące, to robią wszystko, żeby ich tradycja i obyczaje przetrwały....

zobacz więcej

Żaby, pająki i inne przysmaki

Tajlandia ma jedną z najlepszych kuchni świata. Za grosze można najeść się do syta stołując się na ulicznych bazarach. Polując na pad thaia lub mango sticky rice – mój ulubiony tajski deser - można ulec pokusie, by spróbować innych przysmaków - takich jak naleśniki z bananami czy lody w skorupce kokosa. Tajskie specjały zaspokoją nawet najbardziej wybredne gusta. Choć między straganami można kompletnie stracić głowę.

Wsiadamy do tuk-tuka i postanawiamy zobaczyć słynną chińską dzielnicę. Chińczycy mieszkają w tej części miasta od XVIII wieku. Z daleka rzucają się w oczy dwustronne czerwono-żółte banery, jaskrawe neony i ulice podświetlone lampionami. Jesteśmy na Yaowarat Road – najsłynniejszej ulicy w tej dzielnicy. Jest głośno i ciasno. Dźwięki klaksonów samochodów, nawołujący rikszarze, uliczni handlowcy i turyści. Jednym słowem miszmasz. Staram się chłonąć miasto wszystkimi zmysłami. Jest wieczór, więc na głównej ulicy, jej zaułkach i bocznych uliczkach – a właściwie to wszędzie – stoją stragany serwujące dania kuchni tajskiej, indyjskiej i oczywiście chińskiej. Czuję się jak w Pekinie. Wśród specjałów serwowane są takie przysmaki jak pieczone robaki, świerszcze, żaby na patyku czy pająki.

– Jemy coś? - zagadują mnie moje towarzyszki podróży.- Może robaczka? – odpowiadam przekornie, ale już po chwili wybieram dorodny okaz i postanawiam spróbować. Smakuje jak kurczak. Do tej pory jadłam tylko świerszcza i pieczonego węża. Odważyłam się ich skosztować podczas mojego pobytu w Chinach. Teraz przyszedł czas na inne rarytasy. Próbuję też żaby – może być. Robak jednak smaczniejszy.

W China Town warto zajrzeć także do kilku świątyń. Znajduje się tu m.in. Wat Traimit – Świątynia Złotego Buddy. Posąg Buddy ma aż 3 metry wysokości i waży 5 ton.

Polska kraina orientu i kolorowe wioski

Są takie miejsca, w których czas się zatrzymał. Życie toczy się niespiesznie, a często jedynym hałasem są odgłosy dzikich zwierząt lub koncerty...

zobacz więcej

Szmaragdowy i Leżący Budda

Bangkok stolicą Tajlandii jest dopiero od XVIII wieku. Zamieszkuje go oficjalnie 9 mln ludzi, choć liczba ludności jest znacznie większa. Statystyki nie obejmują imigrantów z innych krajów czy mieszkańców Tajlandii, którzy przyjechali do stolicy w poszukiwaniu swojej szansy i lepszego życia. Miasto od wielu lat dynamicznie się rozwija. Przyciąga inwestorów, biznesmenów i turystów. Oprócz wspaniałej kuchni, serdecznych ludzi, masaży i rozrywek, miasto zachwyca także wspaniałymi zabytkami. Świątynie, które sąsiadują ze zwykłymi sklepami czy domostwami oszołamiają nierzadko rozmachem i bogactwem.

Tą najważniejszą dla buddystów jest Wat Phra Kaew – Świątynia Szmaragdowego Buddy na terenie Wielkiego Pałacu Królewskiego. Została wybudowana w XVIII wieku. Znajduje się w niej wiele posążków Buddy zrobionych ze złota, srebra i kamieni szlachetnych. A najważniejsza jest figurka siedzącego Buddy o wysokości 66 cm. To narodowy skarb Tajlandii. Na mnie jednak większe wrażenie zrobiła Wat Pho – Świątynia Leżącego Buddy. Pozłacany posąg ma aż 46 metrów długości i 15 metrów wysokości. Na stopach Buddy wygrawerowano starożytne symbole. Kompleks Pałacowy ze świątyniami to niezwykłe miejsce na mapie Bangkoku. Trudno oderwać wzrok od złoceń, bogactwa i przepychu. Tutaj ma się wrażenie, jakby czas się zatrzymał. Tym bardziej, że cały teren oddzielony jest od ulicy prawie 2. kilometrowym murem. Jest tu także wiele figurek demonów- strażników, które chronią wejść do świątyń. Kompleks pałacowy jest jedną z wizytówek Tajlandii. To tu przez prawie 200 lat mieszkali tajscy władcy.

Opuszczamy Pałac Królewski i ruszamy dalej. Będąc w Bangkoku warto zajrzeć także do Muzeum Narodowego i do świątyni Wat Saket, w której przechowywane są relikwie Buddy. Znajduje się ona na wzgórzu, z którego rozpościera się wspaniały widok na miasto. Na sam szczyt prowadzi ponad 300 schodów. Złote chedi ma wysokość 58 metrów i już z daleka rzuca się w oczy.

Zmęczeni i głodni schodzimy na Khao San Road – najpopularniejszą ulicę w Bangkoku. Liczba straganów, małych sklepików, lokalnych agencji turystycznych i kolorowych neonów przyprawia o zawrót głowy. Z małego pubu dochodzi muzyka, a kilku turystów tańczy. Przyłączamy się do nich, ale już po chwili zamawiamy pad thaia i sok z kokosa.

Bangkok nazywany jest miastem aniołów, Buddy, niezdobytym miastem Boga, wielką stolicą świata – te wszystkie określenia znajdują się w oficjalnej nazwie miasta, która w tajskim języku ma aż 139 liter. Zastanawiam się czy Tajowie są w stanie ją w całości zapamiętać. Mówią, że Bangkok przytłacza... Że jest męczący i nieprzyjazny. Mnie nie zmęczył i nie przytłoczył. A wręcz przeciwnie. Chętnie tu jeszcze kiedyś wrócę.

źródło:
Zobacz więcej