RAPORT

Prorosyjska era Tuska

Wojna o wodę? Rosja znów może uderzyć

Wg rosyjskiego centrum hydrometeorologicznego zbiorniki z naturalnymi przepływami strumieniowymi na Krymie zgromadziły 110 mln m³  do wczesnego lata 2020 r., 2,3 razy mniej niż rok temu (fot. Sergei Malgavko/TASS/Getty Images)
Wg rosyjskiego centrum hydrometeorologicznego zbiorniki z naturalnymi przepływami strumieniowymi na Krymie zgromadziły 110 mln m³ do wczesnego lata 2020 r., 2,3 razy mniej niż rok temu (fot. Sergei Malgavko/TASS/Getty Images)

Najnowsze

Popularne

Mieszkańcy Krymu modlą się o deszcz. Przez ostatnie pół roku z nieba nie spadło prawie nic. Niektórzy rysują apokaliptyczną wizję pustynnego półwyspu. Ale apokalipsa – wojenna – może spotkać mieszkańców sąsiedniego obwodu chersońskiego. Kreml może bowiem, pod pretekstem walki o dostęp do wody, zaatakować Ukrainę.

„Apokalipsa 5G”, koronawirus, szczepionki. Tak Rosja podpala Zachód

Ludzi zabija nie koronawirus, ale promieniowanie 5G. Światowy rząd robi to, by zmusić ludzi do szczepień. Kto wymyślił te spiskowe teorie?...

zobacz więcej

Po aneksji Krymu w 2014 roku Kreml uruchomił szereg potężnych infrastrukturalnych projektów mających na dobre połączyć okupowany półwysep z Rosją. Wymienić można, chyba najbardziej medialny, Most Kerczeński, ale też Autostradę Taurydzką czy elektrownie cieplne na Krymie. Moskwie udało się rozwinąć samowystarczalność energetyczną Krymu, rozbudować komunikację i logistykę (gaz, prąd, koleje, lotniska), a przede wszystkim przekształcić półwysep w wielką fortecę wojenną Rosji na Morzu Czarnym. Łącznie inwestycje rosyjskie na Krymie od 2014 do 2022 roku mają wynieść 15 mld dolarów. Jednej jednak – bardzo ważnej kwestii – Rosji rozwiązać się nie udało.

Półwysep Krymski od dekad boryka się z deficytem wody. Oczywiście tej słodkiej. Problem ten pogłębiły jednak bardzo ostatnie zimy z małą ilością deszczu czy śniegu. W ostatnich miesiącach można mówić już nawet o krytycznej sytuacji. Rosyjskie władze okupacyjne mówią o zmniejszeniu zasobów wody pitnej aż o 60 proc. Jeszcze tego lata wody może po prostu zabraknąć. Rosja może się w tej sytuacji pokusić nawet o militarną akcję przeciwko Ukrainie pod pretekstem uzyskania dostępu do słodkiej wody. Kijów bowiem dał do zrozumienia, że nie będzie jej sprzedawał okupacyjnym władzom Krymu.

Grzegorz Kuczyński: Nie zatrzymamy Nord Stream 2, ale trzeba go maksymalnie opóźniać

– Polski rząd musi skupić się przede wszystkim na dywersyfikacji własnych źródeł dostaw gazu. I on to robi, zwiększając import LNG i dążąc do...

zobacz więcej

Wysuszony półwysep

Dopiero ostatnia bardzo sucha zima spowodowała, że okupanci mają przysłowiowy nóż na gardle. Dlaczego? Przypomnijmy, skąd mieszkańcy Krymu czerpali słodką wodę w 2013 roku, a więc tuż przed aneksją: 86,65 proc. pochodziło z Dniepru (na półwysep woda była dostarczana Kanałem Północno-Krymskim), 8,7 proc. z lokalnych zbiorników, 4,41 proc. to wody gruntowe, 0,16 proc. uzdatniona woda morska. Trudno nie zauważyć, że w pewnym sensie Krym stał się pod tym względem zakładnikiem Ukrainy. Po aneksji Kijów wstrzymał dostawy wody i okupanci muszą polegać wyłącznie na lokalnych studniach, wodach gruntowych i zbiornikach słodkiej wody. Półwysep ma łącznie 22 takie zbiorniki o łącznej pojemności 334,2 mln m³. Ale już w maju tego roku część z nich była niemal wysuszona, a inne z bardzo niskim poziomem wody. Jeszcze rok temu były wypełnione w dwóch trzecich, ale teraz to już mniej niż jedna trzecia.

Brak wody najmocniej odczuwa wschodnia część półwyspu, szczególnie takie miasta jako Teodozja, Kercz, Sudak, ale też w części Symferopol i Sewastopol. Ale problemy z tym związane uderzają też w innych częściach półwyspu. Brak wody spowodował już katastrofę ekologiczną w Armiańsku leżącym na północy, niedaleko terenów kontrolowanych przez Ukrainę, gdzie działa największy producent pigmentu dwutlenku tytanu w Europie Wschodniej, Zakłady Titan. We wrześniu 2018 r. z powodu braku dopływu wody do obiektu niebezpieczne odpady chemiczne wytwarzane przez zakład zaczęły parować do atmosfery. Władze okupacyjne zostały zmuszone do ewakuacji około 4000 dzieci i młodzieży z północnego Krymu.

Susza najmocniej uderza jednak w rolników. Według danych krymskiego ministerstwa rolnictwa z 2019 roku, miejscowa gospodarka traci 210 mln dolarów rocznie z powodu braku wody. Zarzucono uprawę ryżu, ograniczono uprawę innych złóż, głównie kukurydzy i soi.

Wśród najbardziej poszkodowanych są Tatarzy krymscy, którzy uprawiają rolę w stepowej strefie półwyspu. Skalę problemu pokazuje wielkość nawadnianych terenów rolnych. W czasach sowieckich to było nawet ponad 400 000 hektarów. W 2013 roku, przed aneksją, nawadniano 140 000 ha. Ale w już w 2014 roku areał ten skurczył się do zaledwie 17 000 ha, a w 2015 – 10 000 ha. Potem nieco się to poprawiło: 14 000 ha w 2017 roku i 17 000 ha w 2018. Do końca tego roku jest plan osiągnięcia 20 000 hektarów. Rosyjskie władze okupacyjne próbują rozwiązać problem, wiercąc więcej studni i przedłużając rurociągi do miast; ponadto ogłosili plany budowy zakładów uzdatniania wody. Rosjanie pracują nad stworzeniem skomplikowanego systemu nowych studni artezyjskich, ale to nie rozwiąże całkowicie problemu. Zresztą intensywne wykorzystanie podziemnych źródeł wody może prowadzić do zasolenia gleby. A poziom wód gruntowych w większości Krymu dramatycznie spadł. Obecnie jest zbyt niski, aby można było sadzić owoce i warzywa w północnej części półwyspu, a budowa oczyszczalni, takich jak te w Izraelu, to kwestia dość dalekiej przyszłości. Tymczasem Krym czeka perspektywa niedoborów wody zarówno dla rolnictwa, jak i ludności.

Śmierć nadchodzi z nieba. Rosyjskie zbrodnie w Syrii

Od początku ofensywy lądowej w Idlib zginęło w tej prowincji przeszło 400 cywilów, wielu pod bombami zrzucanymi przez Rosjan. Zorganizowana...

zobacz więcej

Podczas styczniowej wizyty na półwyspie, na spotkaniu w Jałcie poświęconym rozwojowi socjalno-ekonomicznemu półwyspu, Władimir Putin krytykował miejscowych oficjeli za ich niewystarczającą uwagę poświęconą rozwiązaniu problemu dostaw wody. Lokalne okupacyjne władze proponowały zakup wody od Ukrainy, ale Kijów odmówił. Mimo to są politycy w obozie Zełenskiego skłonni sprzedawać wodę Krymowi. Na przykład deputowany Sługi Narodu Jurij Aristow, szef komisji budżetu, mówił w styczniu, że Ukraina mogłaby sprzedawać wodę okupacyjnemu reżimowi tak, jak Izrael sprzedaje ją wrogim sąsiadom czy Autonomii Palestyńskiej. Z kolei w lutym szef większości parlamentarnej, Dawid Arachamia (Sługa Narodu) powiedział że można wznowić dostawy wody na Krym w zamian z pewne ustępstwa rosyjskie odnośnie Donbasu. Z nieoficjalnych doniesień wynika, że wznowienie dostaw wody na Krym to jeden z warunków stawianych przez Kreml, by móc rozmawiać w ogóle o pokoju. Temat ten miał się pojawić na szczycie czwórki normandzkiej w Paryżu (grudzień 2019) i w ostatnich rozmowach telefonicznych Putina z Zełenskim. Jednak jeszcze w maju wicepremier Ołeksij Reznikow powiedział jasno: „Woda dla Krymu z innych części Ukrainy będzie tylko po deokupacji. To jednolite stanowisko rządu”.

Komentatorzy ukraińscy zauważają, że konwencja genewska z 1949 roku określa, że „odpowiedzialność za zapewnienie ludności” takich potrzeb jak bezpieczna do picia woda spoczywa na państwie okupującym. Gdyby Ukraina zaczęła zaopatrywać w wodę okupowany Krym, byłoby to pośrednio uznaniem aneksji.

Fortel cara ropy. Umknął Amerykanom, ograbił Rosjan

Rosja to kluczowy sojusznik lewicowego reżimu w Wenezueli. Od lat głównym łącznikiem między tymi krajami był Igor Sieczin, a jego koncern Rosnieft...

zobacz więcej

Wojna „humanitarna”?

W Kijowie, i nie tylko, rosną obawy, że Rosja wykorzysta problem z wodą dla Krymu i uderzy na Ukrainę „aby uniknąć klęski humanitarnej na półwyspie”. Według ostatnich szacunków armii ukraińskiej, na Krymie znajduje się 32,5 tys. rosyjskich żołnierzy, w tym 11 tys. z sił lądowych. Do tego 200 pojazdów bojowych, 31 czołgów, 100 systemów artyleryjskich, 34 śmigłowce, 63 samoloty. Siły lądowe to dwie brygady i jeden batalion. Jednak dowódca Operacyjnego Dowództwa Wschód gen. Serhij Najew, zapewniał jeszcze 10 lipca, że nic nie wskazuje na to, by Rosjanie formowali jakąś grupę uderzeniową. - Póki co, nie zidentyfikowaliśmy żadnych bezpośrednich zagrożeń atakiem rosyjskich sił zbrojnych na obwód chersoński – mówił generał Najew. Ale to nie rozwiewa obaw.

W południowej części Rosji, graniczącej z Donbasem i Krymem, trwa koncentracja dużych sił zbrojnych. Oficjalnie mają one na początku września rozpocząć doroczne strategiczne manewry wojskowe – tym razem Kaukaz-2020. Ukraińscy sztabowcy twierdzą, że już teraz Rosja ma w tym rejonie ponad 85 000 żołnierzy, około 1100 czołgów, 2200 pojazdów opancerzonych, 300 samolotów i 230 śmigłowców. - Ukraina musi być mentalnie gotowa do tego, że Rosja użyje sił zbrojnych, by osiągnąć swoje cele polityczne i ekonomiczne - oświadczył w wywiadzie dla agencji Interfax-Ukraina 29 czerwca wiceszef ukraińskiego MSZ Wasyl Bodnar. - Opinię w sprawie możliwości ofensywy zbrojnej podziela znaczna liczba wojskowych ekspertów i analityków - oznajmił Bodnar. W Kijowie obawiają się, że w razie potrzeby, Rosja może szybko przerzucić dużą część tych sił na Krym, a następnie uderzyć z półwyspu na Ukrainę. Celem miałby być obwód chersoński.

Obwód chersoński ma duże znaczenie strategiczne. Dla Ukrainy, po utracie Krymu, to nowa wodna brama do Ukrainy. Dla Rosji zajęcie tego regionu otworzyłoby drogę do lądowego połączenia z okupowanym Donbasem, ale też drogę do Odessy i Naddniestrza. Niedawno w rozmowie z jednym z ukraińskich mediów generał Ben Hodges ostrzegł, że wojskowe manewry Kaukaz-2020 mogą posłużyć nie tylko dla zajęcia Chersonia, a dokładniej jego wodnej infrastruktury, ale całego południa Ukrainy. Kluczowy cel Rosjan to jednak tama na Dnieprze w Nowej Kachowce (obwód chersoński). To stąd zwykle płynęła woda na Krym. W obwodzie chersońskim Rosjanie prowadzą już szeroko zakrojoną kampanię informacyjną. Główne hasło to kryzys humanitarny. 5 czerwca gen. Serhij Najew, stojący na czele Operacyjnego Dowództwa Wschód, poinformował, że wojsko, ale też inne struktury siłowe wzmocniły ochronę infrastruktury krytycznej w obwodach chersońskim i mikołajowskim z powodu groźby inwazji rosyjskiej. Przede wszystkim chodzi o infrastrukturę dostaw wody. Z wypowiedzi przedstawiciela wywiadu wojskowego (HUR) wynika, że obecnie na Krymie widać zwiększanie rosyjskich komponentów powietrzno-desantowego i morskiego, kładzie się też nacisk na poszerzanie możliwości użycia lotnictwa transportowego.

Od lat pracował dla Rosji, wpadł dopiero teraz. Dziwna kariera generała SBU

Zdemaskowanie wysoko postawionego szpiega Rosji ukraiński kontrwywiad przedstawia jako swój wielki sukces. Sprawa generała Szajtanowa to jednak też...

zobacz więcej

Były szef sztabu generalnego ukraińskiej armii gen. Wiktor Mużenko twierdzi jednak, że atak nastąpi z Donbasu. Dlaczego? „Jeśli Rosja przekroczy, jak ona twierdzi, państwową granicę, a ja mówię o granicy administracyjnej Krymu z obwodem chersońskim, oddziałami regularnego wojska, to od razu wywoła negatywną reakcję faktycznie całej społeczności światowej i pociągnie za sobą nasilenie odpowiednich sankcji. Myślę, że w Rosji o tym wiedzą” - mówi ukraiński generał. Dlatego jego zdaniem bardziej prawdopodobne jest eskalacja działań wojennych na wschodzie – czyli ofensywa sił „republik ludowych” w celu przebicia lądowego korytarza łączącego okupowany Donbas z Krymem. Zdaniem byłego szefa sztabu generalnego armii Ukrainy, musi być jednak w tym celu spełniony szereg warunków. Po pierwsze, chaos polityczny w Kijowie, paraliż wszystkich organów państwowego i wojskowego zarządzania krajem. Drugi krok to kampania dywersyjnych, sabotażowych, hybrydowych ataków. A potem ofensywa otwarta.

Ważne będą jeszcze dwa inne czynniki. Po pierwsze, sytuacja w Rosji. Jeśli stan gospodarki po pandemii koronawirusa pogorszy się jeszcze bardziej, a społeczne niezadowolenie wzrośnie, Putin może zdecydować się na zewnętrzną agresję, by odwrócić uwagę Rosjan od wewnętrznych problemów. Po drugie, istotny będzie rozwój wydarzeń na Zachodzie. Na jesieni rozkręci się na dobre kampania prezydencka w USA (jak w 2008 roku, gdy Rosja napadła na Gruzję, także wykorzystując manewry Kaukaz do koncentracji sił) i Kreml może liczyć na brak reakcji lub słabą reakcję Ameryki na ewentualną nową agresję Rosji. Putin wie, że czas nie gra na jego korzyść. Potencjał wojskowy Ukrainy i to ten morski, wciąż rośnie – a kluczową rolę odgrywają w tym właśnie Amerykanie. W 2014 ukraińska Flota Czarnomorska utraciła 80 proc. swego potencjału bojowego. We wrześniu 2018 roku USA przekazały Ukrainie dwa kutry patrolowe klasy Island. Ochraniać one mają dostępy do Odessy.

W czerwcu tego roku amerykański rząd zaakceptował plany potencjalnej sprzedaży dla Ukrainy szesnastu przybrzeżnych kutrów patrolowych Mk VI wraz z wyposażeniem. To jednostki uznawane za jedne z najnowocześniejszych w swojej klasie na świecie. 5 lipca w Odessie świętowano Dzień Sił Wojenno-Morskich Sił Zbrojnych Ukrainy. Prezydent Wołodymyr Zełenski zapowiedział, że wprowadzanie do uzbrojenia systemu rakietowego Neptun pozwoli Ukrainie być silniejszym graczem na Morzu Czarnym i Morzu Azowskim. Na pewno nie taki, który mógłby stawić sam czoła Rosji, ale na pewno ograniczający jej możliwości – zwłaszcza biorąc pod uwagę wzrost zainteresowania tym akwenem w NATO, jak też psujące się relacje Moskwy z Turcją.

Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne
źródło:
Zobacz więcej