RAPORT

KORONAWIRUS: MAPY, STATYSTYKI, PORADY

Akcja „Prezydent”, czyli wszystkie sztuczki Hołowni

Szymon Hołownia odgrywa specyficzną rolę w wyborach prezydenckich (fot. Artur Widak/NurPhoto via Getty Images)

Szymon Hołownia zakłada własne ugrupowanie i konsekwentnie realizuje napisany wcześniej scenariusz. W kolejnych wyborach parlamentarnych, ciągle brzydząc się polityką, zasiądzie pewnie w Koalicji Obywatelskiej czy jak tam się będzie wtedy nazywać obóz PO. Ale to dopiero za jakiś czas. Na razie produkt pt. Szymon Hołownia opowiada o swojej apolityczności, wspierając najbardziej „wygimnastykowanego” polityka, potrafiącego przyjąć każdą pozycję, by upodobnić się do kogoś, komu zaufa kolejna grupa wyborców.

„Ktoś nowy się pokazał”. Kogo poprą wyborcy Hołowni?

Na głosy jego wyborców liczą zarówno Rafał Trzaskowski jak i prezydent Andrzej Duda. Szymon Hołownia w pierwszej turze wyborów prezydenckich zdobył...

zobacz więcej

Trzeba przyznać, że Szymon Hołownia odniósł sukces. Gdy kilka miesięcy temu ogłaszał swój start w wyborach, wielu uznawało to za wygłup i pytało, czy będzie się ubiegał o miejsce w prezydenckim pałacu razem z Marcinem Prokopem, z którym dzielił scenę przed kamerami TVN.

Jacek Żakowski, lewicowy publicysta, rwał włosy z głowy i wyklinał politycznego żółtodzioba. Z drugiej strony brak doświadczenia jeszcze by mu jakoś darował, ale to przecież katol, a jak wiadomo, Kościół katolicki wszystkim powinien kojarzyć się z patologią. Na miejscu apolitycznego prezydenta marzyła mu się...Olga Tokarczuk. „Tu jest ten nowoczesny rys ekologiczny. Ona jest i nowoczesna, i jednocześnie niesłychanie mocno zakorzeniona w naszej historii, we wspólnocie” - mówił w rozmowie z naTemat.pl.

Z kolei faworytem Agnieszki Holland, reżyser o skrystalizowanych poglądach na rząd PiS, był właśnie Szymon Hołownia, bo w tym kraju „skutecznym kontrkandydatem dla Dudy może być tylko inny katolik”. Jednak prezydentem jej marzeń byłby... Adam Bodnar, obecny Rzecznik Praw Obywatelskich.

Inni eksperci zastanawiali się, komu więcej głosów odbierze produkt „Szymon Hołownia”. No bo z jednej strony niby katol – więc uszczupli stan posiadania Andrzeja Dudy. Jednak z drugiej – taki bardziej z tych „nowoczesnych” katoli (zbieżność z nazwą partii „Nowoczesna” nieprzypadkowa), więc jednak Małgorzacie Kidawie-Błońskiej bardziej uskubie wyborców.

„Partia Hołowni” w Sejmie? Tylko jedno ugrupowanie na tym nie traci [SONDAŻ]

42 proc. dla Prawa i Sprawiedliwości, 25 proc. – Koalicji Obywatelskiej i 14 proc – Lewicy. Tak w skrócie wygląda sytuacja na podium według...

zobacz więcej

Pierwsze kroki w kampanii kandydata też były jakieś niepewne. Niby śmiało zdradził swoje prawdziwe poglądy, publikując spot z papierowym samolocikiem rozbijającym się o brzozę, ale potem szybko się z tego wycofał, twierdząc, że to przypadek i że to nie mogło się komukolwiek skojarzyć z tragedią w Smoleńsku.

Potem musiał opowiadać do znudzenia o swoim powołaniu i pobycie w zakonie, ale w zasadzie, kogo to interesowało... więc w dalszej fazie kampanii zaczął coraz chętniej rozliczać Kościół, podkreślać konieczność trzymania go z daleka od państwa, a za prawdziwy akt wiary uznawał zdejmowanie krzyża ze ścian szkoły, gdyby choć jednemu dziecku on przeszkadzał. Okazało się, że katolicki publicysta najlepiej czuje się w cokolwiek palikotowej stylistyce.

Oczywiście co jakiś czas rzucił kamyczkiem w stronę Platformy, by uchodzić za polityka, który brzydzi się polityką, bo chodzi mu jedynie o pojednanie narodowe. A gdy zaczęło się robić cokolwiek nudno, ktoś postanowił do tego obrazka dodać trochę jaskrawych kolorków. Wówczas kandydatem zaczęły targać skrajne żywioły. To rozjuszony, z okiem szaleńca pomstował na przywłaszczającego sobie kraj prezesa Kaczyńskiego, to łkał rozczulony paragrafami konstytucji.

Jednych śmieszył, innych irytował, jeszcze inni odwracali wzrok z zażenowaniem; ale kandydat nie pozwolił o sobie zapomnieć. Histerycznie zmiennymi nastrojami przyćmił odświętny, ale jednostajny ton Władysława Kosiniaka-Kamysza czy niezmiennie szeroki od ściany do ściany uśmiech Roberta Biedronia. Ustabilizował notowania na poziomie kilkunastu punktów procentowych i potwierdził sondażowe prognozy w prawdziwym głosowaniu.

Hołownia: Zagłosuję na Trzaskowskiego, ale bez przyjemności

W II turze wyborów prezydenckich nie zagłosuję na Andrzeja Dudę, co oznacza zagłosowanie na Rafała Trzaskowskiego, ale zrobię to, jak to mówią, bez...

zobacz więcej

Tuż po nich zdobył się na chwilę szczerości i przyznał, że jego osiągnięcie jest wynikiem marzeń. I miał w pełni rację. Chwilę słabości szybko jednak przezwyciężył i wkrótce potem opowiadał już, że do końca wierzył w drugą turę.

Wierzył też, że ciągle pozostaje tajemniczy i nieprzewidywalny. Zaraz po pierwszej turze zapowiedział, że w ciągu najbliższych dni rozstrzygnie, na kogo sceduje swoje poparcie. Kraj wstrzymał oddech. Wprawdzie wybór był już niewielki, bo dużo wcześniej kandydat wskazał, kogo nie poprze, ale jednak spektakl trwał.

Wreszcie nadszedł czas na finał. Szymon Hołownia i Rafał Trzaskowski zdzwonili się i postanowili ostatecznie się rozmówić. Ale nie, żeby spotkanie w jakimś pokoju bez okien, sprawdzonym wcześniej, czy ktoś pluskwy nie podłożył. Postanowili prać brudy przed kamerami, podczas męskiej rozmowy dwóch obywateli plus bezstronny moderator.

– Jaka ustawka? Państwo są chyba ciut na bakier z semantyką pojęcia „ustawka” – dziwił się w rozmowie z dziennikarzami TVN24. – To był jakościowy precedens w polskiej polityce! Widzieliście kiedyś takie negocjacje dwóch liderów? – mówił, będąc wyraźnie pod wrażeniem samego siebie.

Hołownia: Zwolennicy Trzaskowskiego, odpuśćcie agitację na naszych profilach

Proszę moich zwolenników o spokój w komentarzach i wymianie opinii oraz tonowanie wypowiedzi w mediach społecznościowych, a zwolenników Rafała...

zobacz więcej

To prawda, czegoś takiego jeszcze nie było. Po poważnym wstępie moderatora Michała Koboski obydwaj liderzy rozpoczęli twarde negocjacje.

Szymon Hołownia raz po raz rzucał w stronę kandydata KO bezwzględne pytania, np.: „Czy nie podpisze pan jakiejkolwiek ustawy, która będzie powiększała, a nie pomniejszała kryzys wodny, jaki teraz mamy?” Albo: „Czy zobowiązuje się pan do wetowania każdej ustawy, która ograniczałaby kompetencje samorządów?”

Większość kandydatów miałaby zapewne problem z odpowiedzią na tak finezyjne zaczepki i przyznałaby, że będzie podpisywać jedynie ustawy prowadzące do powszechnej suszy. A mając swój elektorat głównie w dużych miastach, nieostrożny kandydat stwierdziłby, że będzie dążył do osłabienia samorządów...

Rafał Trzaskowski był jednak czujny i bezkompromisowo rozpoczynał swoje odpowiedzi od: „Bardzo uważnie wczytałem się w pana postulaty, w pełni się pod tym podpisuję...” lub: „No oczywiście, że tak, powiem więcej...”.

Raz nawet mu się wymsknęło: „To trochę wygląda jak przekonywanie przekonanego w 100 proc. od początku...”

Obydwaj dżentelmeni, dopiero co rywale, rozumieją się już niemal bez słów. I nigdy chyba nie było inaczej. Miało się wrażenie, że Szymon Hołownia jest wręcz stworzony dla Rafała Trzaskowskiego. No właśnie – i tu pojawia się problem, bo to może nie być tylko wrażenie.

Hołownia: To jest wynik moich marzeń

To jest wynik moich marzeń, oznacza, że przekonaliśmy już 2,5 mln ludzi; kiedy zaczynaliśmy naszą drogę, nikt nie pomyślałby, że to jest możliwe –...

zobacz więcej

Szymon Hołownia, podobnie jak pięć lat wcześniej Paweł Kukiz, pojawił się jako nowy człowiek w branży. I jeden, i drugi epatował swoją niezależnością i wstrętem do układów politycznych. Ruch Kukiza rodził się w potężnym chaosie organizacyjnym, ale ten zamęt wielu mogło odczytać jako autentyczne i spontaniczne działanie. Inna sprawa, że Kukiz w podobnym chaosie kończy swoje polityczne pięć minut.

Natomiast Szymon Hołownia wchodzi do polityki jako ładnie opakowany produkt, buntownik w nienagannym garniturze i krawacie. Opowiada o swojej niezależności oraz apolityczności, a jednocześnie cały czas wspiera najbardziej „wygimnastykowanego” polityka, potrafiącego przyjąć każdą pozycję, by upodobnić się do kogoś, komu zaufa kolejna grupa wyborców.

Hołownia już na początku swojej drogi jest tym, kim stał się ostatecznie Paweł Kukiz po kilku latach w Sejmie. Były dziennikarz TVN stał się starannie zaprogramowaną wersją Trzaskowskiego, zbierającą dla niego głosy na drugą turę. Gdy spełni kolejne zadania i zasiądzie w Sejmie wraz ze swoją grupą posłów, szybko okaże się, że w praktyce jego partia jest częścią szerokiej Koalicji Obywatelskiej, czy jak się tam ona będzie wtedy nazywać, potrafiącej przyjąć każdy kształt o dowolnej porze.

Jest tam dla nich miejsce, bo konserwatywne skrzydło tego tworu kilka lat temu przeleciało na drugą stronę barykady.

źródło:
Zobacz więcej