RAPORT

KORONAWIRUS: MAPY, STATYSTYKI, PORADY

Kocioł etniczny w Etiopii bliski eksplozji

Etiopia przypomina dziś kocioł, w którym wrze od etnicznej rywalizacji i animozji (fot. Stephen Maturen/Getty Images)

Etiopia przypomina dziś kocioł, w którym wrze od etnicznej rywalizacji i animozji. Nagrodzony dwa lata temu pokojowym Noblem premier Abiy Ahmed z trudem panuje nad sytuacją i oskarżany jest przez własną grupę etniczną, Oromo, o tolerowanie jej marginalizacji oraz prześladowanie oponentów. Z kolei odsunięci od władzy Tigray coraz głośniej mówią o secesji. Sytuację komplikuje odwołanie wyborów pod pretekstem pandemii, a także planowane wkrótce napełnianie zbiorników tamy GERD, co jest z kolei przyczyną konfliktu między Etiopią a Egiptem i Sudanem.

Chalifa Haftar idzie po władzę w Libii. Krwawe walki o Trypolis

Wskazywanie przez niektórych polskich komentatorów Rosji jako odpowiedzialnej za ofensywę gen. Haftara na Trypolis jest równie prostym...

zobacz więcej

Ofiary wojska czy pogromów?

Od 30 czerwca w zamieszkach przetaczających się przez etiopski region Oromia zginęło już ponad 150 osób, a ponad tysiąc zostało aresztowanych. Przyczyną niepokojów było zabójstwo popularnego muzyka Haczalu Hundessy, który został zastrzelony przez nieznanych sprawców w etiopskiej stolicy Addis Abebie. Hundessa był oromskim bardem, który po pięciu latach pobytu w więzieniu, gdzie trafił jako 17-latek za udział w protestach antyrządowych, zaczął śpiewać o cierpieniach Oromo, marginalizacji tej grupy etnicznej i jej prześladowaniu. Tuż przed swoją śmiercią przyznawał, że dostaje pogróżki. Po jego zabójstwie oromscy nacjonaliści domagali się zorganizowania pogrzebu w Addis Abebie ale władze odmówiły, powołując się na wolę rodziny i zarządziły przetransportowanie zwłok do rodzinnej miejscowości zamordowanego muzyka, tj. Ambo, w regionie Oromia.

Informacje dotyczące aktualnej sytuacji w Etiopii są niepewne gdyż po rozpoczęciu starć władze zarządziły całkowitą blokadę internetu. Panuje też ostra cenzura, a wielu dziennikarzy zostało aresztowanych. Dotyczy to przede wszystkim telewizji Oromia Media Network, która została oskarżona o podżeganie do pogromów nie-Oromów, w szczególności Amharów, przez oromskie bojówki. W mediach społecznościowych roi się natomiast od sprzecznych relacji pochodzących od diaspory etiopskiej rzucającej wzajemne oskarżenia w zależności od przynależności etnicznej. Amharowie oskarżają bojówki Oromo i zinfiltrowane przez nich oddziały wojska i policji o masowe mordy na innych grupach etnicznych, natomiast Oromo twierdzą, że to oni stali się ofiarą ludobójstwa, a mordy zostały popełnione na członkach ich grupy etnicznej przez wojsko nasłane przez premiera Abiya.

Międzynarodowa gra wokół Iraku

W nocy z czwartku na piątek iraccy antyterroryści wkroczyli do bazy proirańskiej milicji Kataib Hezbollah w Bagdadzie. Dalszy ciąg zdarzeń rodzi...

zobacz więcej

Podbita Oromia podnosi głowę

Oromscy nacjonaliści wiążą zabójstwo Hundessy z wywiadem, jakiego udzielił on w Oromia Media Network, w którym skrytykował premiera Abiya, a także mówił o podboju Oromii przez żyjącego na przełomie XIX i XX w. cesarza Menelika II, uznawanego za jednego z najwybitniejszych władców tego kraju. Cesarz Menelik II wywodził się z amharskiej linii dynastii salomońskiej (uznającej się za potomków biblijnego króla Salomona i królowej Saby). Oromowie znaleźli się bowiem pod rządami etiopskich władców dopiero w latach 90. XIX w., a ich historyczne związki z państwem etiopskim sięgają tylko XVI w., gdy zaczęli wędrować na północ i w ten sposób zetknęli się z dominującymi w historycznej Etiopii Amharami.

Oromowie, którzy dziś liczą 40 mln osób, czyli 35 proc. 115-milionowej populacji Etiopii, to naród kuszycki, luźno spokrewniony z Somalijczykami, zamieszkującymi sąsiedni region Ogaden (Somali). Niewiele ich natomiast łączy z zaliczanymi do ludów semickich Amharami i Tigrajczykami, czyli dwoma głównymi komponentami historycznego narodu etiopskiego. Wszystkie kolejne królestwa powstałe na terenie tego kraju, a po których pozostały tak przepiękne zabytki, jak Aksum, Gondar czy Lalibela, rządzone były albo przez Tigrajczyków albo Amharów. Inne grupy etniczne praktycznie nie odgrywały roli w historii tego kraju i to również po jego ekspansji terytorialnej na przełomie XIX i XX w.

Warto również dodać, że wchłonięcie Oromii i Ogadenu spowodowało zmianę struktury religijnej tego tradycyjnie kojarzonego z chrześcijaństwem państwa. Somalijczycy i ponad połowa Oromów to bowiem muzułmanie. Somalijczycy obecnie są przy tym trzecią największą grupą etniczną w Etiopii (ponad 6 proc.) minimalnie prześcigając Tigrajczyków. Odsetek muzułmanów w Etiopii to natomiast ok. 34 proc.

Chaos polityczny i koronawirus z Iranu w Iraku

Przeciwnikom irackiego premiera Mohammeda Allawiego udało się zablokować powołanie nowego rządu. Przyczyną była próba odpartyjnienia składu nowego...

zobacz więcej

Somalijski Ogaden – wojna i partyzantka

W XX w. Etiopia doświadczyła m.in. okupacji włoskiej oraz terroru komunistycznego reżimu pułkownika Mengistu Hajle Mariama. Jednak jedno się nie zmieniło – elita władzy pochodziła albo z grupy Amhara albo Tigray. Przy czym w nowożytnej historii Etiopii to Amharowie byli górą, choć w 1871 r. tron na 18 lat udało się opanować Janowi IV z tigrajskiej linii dynastii salomońskiej. Ostatni cesarz Etiopii Haile Selassie I po zakończeniu okupacji włoskiej w 1941 r. rozpoczął politykę centralizacyjną opierając się na Amharach. To spowodowała pierwszą rebelię Tigrajczyków, znaną jako woyane. Po obaleniu cesarza Amharowie pozostali dominującą elitą kraju, choć sam płk. Mengistu Hajle Mariam pochodził z Oromo. W tym też czasie Tigrajczycy byli grupą najbardziej prześladowaną i to oni dominowali w zbrojnej opozycji.

W 1977 r. sąsiednia Somalia rządzona przez Siada Barre postanowiła wykorzystać coraz większą słabość komunistycznej Etiopii i zbrojnie zająć zamieszkany przez Somalijczyków Ogaden. Etiopczycy wygrali tę wojnę dzięki wsparciu Kuby ale Ogaden pozostał do dziś zakazanym terytorium niedostępnym dla zagranicznych dziennikarzy. W 1984 r. powstał tam separatystyczny Narodowy Front Wyzwolenia Ogadenu (ONLF), który od 1994 r. do 2018 r. prowadził walkę partyzancką z władzami etiopskimi.

Meles Zenawi i nowe rządy Tigrajczyków

Tymczasem w trwającej od 1974 r. do 1991 r. wojnie domowej główną siłą zbrojnej opozycji przeciwko reżimowi płk Mengistu Hajle Mariama był Tigrajski Ludowy Front Wyzwolenia (TPLF). I to Tigrajczycy stali się nową elitą Etiopii gdy w 1991 r. władzę przejął lider TPLF Meles Zenawi rządzący do swej śmierci w 2012 r. Etiopia nie stała się przy tym krajem demokratycznym, a rolę partii władzy przejął Etiopski Ludowo-Rewolucyjny Front Demokratyczny (EPRDF), złożony z czterech członów, reprezentujących odpowiednio Amharów, Tigrajczyków, Oromów i plemiona południa, ale zdominowany przez TPLF.

Wojna turecko-egipska wisi na włosku

Egipski prezydent ogłosił w sobotę, że armia tego kraju jest gotowa do zapewnienia bezpieczeństwa narodowego zarówno wewnątrz jak i poza jego...

zobacz więcej

Osobno walkę z reżimem Mengistu Hajle Mariama prowadził też Erytrejski Ludowy Front Wyzwolenia (EPLF) Isaiasa Afwerki, który w 1993 r. doprowadził do secesji Erytrei pod despotycznymi rządami Afwerkiego. Co ciekawe, w Erytrei Tigrajczycy stanową 55 proc. populacji, a spokrewnieni z nimi Tigre kolejne 30 proc. (przy czym nomadyczni Tigre w przeciwieństwie do Tigrajczyków są w przeważającej większości muzułmanami). Sam Afwerki jest zresztą Tigrajczykiem. W 2001 r. Erytrea zaczęła wspierać tigrajskich separatystów z Tigrajskiego Ludowego Ruchu Demokratycznego (TPDM), prowadzących partyzantkę przeciwko TPLF.

Cierpkie owoce demokratyzacji

Kolejną siłą walczącą z reżimem Mengistu Hajle Mariama był Front Wyzwolenia Oromo powstały w ostatnim roku panowania cesarza Hajle Mariama i kontynuujący walkę zbrojną po przejęciu władzy przez TPLF. W latach 90. OLF był oskarżany o terroryzm, a EPRDF krwawo tępił w Oromii wszystkich podejrzanych o związki z OLF.

Po śmierci Zenawiego początkowo niewiele się zmieniło ale w 2016 r. wybuchły protesty (głównie Amharów i Oromów), które doprowadziły w 2018 r. do wyboru na nowego lidera EPRDF i zarazem premiera stosunkowo młodego Abiya Ahmeda. Nowy przywódca Etiopii pochodzi z Oromów a jego ojciec był muzułmaninem (on sam jest jednak protestantem). Abiy Ahmed od razu rozpoczął radykalne reformy i obiecał przeprowadzenie pierwszych całkowicie demokratycznych wyborów.

Początkowo wszystko wyglądało pięknie. W sierpniu 2018 r. Front Wyzwolenia Oromo zawarł pokój z rządem, a dwa miesiące później to samo uczynił Narodowy Front Wyzwolenia Ogadenu. Było to możliwe gdyż organizacje te straciły głównego sponsora – Erytreę, z którą Abiy podpisał porozumienie pokojowe w lipcu 2018 r. W tym ostatnim zapewne pomogli Chińczycy, którzy są głównym partnerem handlowym zarówno Erytrei, jak i Etiopii i byli zainteresowani uspokojeniem sytuacji tak, by móc rozwijać swoją quasi-kolonialną ekspansję w Rogu Afrykańskim.

Skrytobójczy mord na policjantach

Nieznani sprawcy rozstrzelali dziewięciu policjantów we wsi Muzayreeb położonej w pobliżu granicy z Jordanią, w prowincji Dara. Od czasu przejęcia...

zobacz więcej

Za te osiągniecia Abiy otrzymał pokojową Nagrodę Nobla w 2019 r. Ale w kraju zaczęły znów rosnąć napięcia. Tigrajczycy stracili swoje wpływy i zaczęły się aresztowania wśród dotychczasowych elit, w tym wysoko postawionych generałów, oskarżonych o korupcję. W reakcji na to wśród Tigrajczyków zaczęły narastać tendencje separatystyczne, w tym pomysły o stworzeniu Wielkiego Tigrayu (z etiopskich i erytrejskich terenów zamieszkanych przez Tigrajczyków) lub połączeniu z Erytreą. W grudniu 2019 r. EPRDF został rozwiązany a na jego miejsce powstała Partia Dobrobytu, do której jednak nie przystąpiło TPLF. Za to TPDM zjednoczyło się z TPLF.

Odwołane wybory i separatyzm Tigrajczyków

Mimo znacznej utraty wpływów w stolicy TPLF nadal ostrożnie podchodziło do pomysłu secesji, wiedząc, że wiąże się to też z ryzykiem utraty władzy w samym Tigrayu na rzecz konkurentów politycznych. Ponadto Tigray jest bardzo zależny ekonomicznie od rządu federalnego.

Ale problemy nie dotyczyły tylko Tigrajczyków. W czerwcu zeszłego roku doszło do nieudanej próby puczu w regionie Amhara, dokonanej przez szefa sił bezpieczeństwa tego regionu gen. Asaminewa Tsige, który zabił m.in. szefa sztabu etiopskiej armii oraz gubernatora regionu Amhara. Powodem było niezadowolenie ze zbytniego, zdaniem Amharów, wzrostu roli ludu Oromów. Obecne zamieszki w Oromii pokazują jednak, że Oromowie postrzegają to zupełnie inaczej, twierdząc, że nadal są marginalizowani.

Napięcia spotęgowało to, że zaplanowane na 29 sierpnia wybory zostały odłożone na przyszły rok. Oficjalną przyczyną jest pandemia koronawirusa, ale Etiopia nie odnotowała wcale dużej liczby przypadków zakażeń. W czerwcu TPLF zapowiedziało, że samo przeprowadzi wybory w swoim regionie i wezwało komisję wyborczą do udzielenia wsparcia, czego ta odmówiła. Od razu pojawiły się oskarżenia, że jest to wstęp do planów secesji.

Jak nie ISIS, to Turcja, kwarantanna w trumnie

Pandemia koronawirusa nie tylko nie powstrzymała aktywności Państwa islamskiego (ISIS), ale spowodowała, że ataki tej organizacji w Syrii i Iraku...

zobacz więcej

Smaczku dodaje fakt, że obejmując władzę w 1991 TPLF zadbało o to by w konstytucji znalazł się zapis umożliwiający legalną secesję każdego regionu. Miało to być zabezpieczeniem na wypadek odsunięcia od władzy TPLF co właśnie nastąpiło.

Oromscy nacjonaliści chcą władzy

Tymczasem w Oromii powstała nowa organizacja pod nazwą Kongres Federalistyczny Oromo (OFC), której jednym z liderów został Jawar Muhammed. Po wywiadzie, jakiego udzielił telewizji Al Jazeera, w którym zadeklarował, że jest przede wszystkim Oromem, a nie Etiopczykiem, władze oskarżyły go o związki z dżihadystami, a także o podżeganie do waśni międzyetnicznych. Po zabójstwie Haczalu Hundessy próbował też przejąć jego zwłoki i zorganizować pogrzeb w stolicy, co doprowadziło do zbrojnej konfrontacji jego ochroniarzy z etiopskimi służbami bezpieczeństwa i ostatecznie aresztowania jego oraz wielu innych członków kierownictwa OFC. Oromowie domagają się teraz ich uwolnienia, rezygnacji premiera i jak najszybszych wyborów.

Wiele wskazuje na to, że śmiałe plany demokratyzacji Abiya zderzyły się z rzeczywistością mocno podzielonego kraju. Historyczne zaszłości oraz fakt, że art. 39 konstytucji Etiopii pozwala na legalną secesję (po spełnieniu określonych warunków) powoduje, że dalsze istnienie tego pięknego ale wciąż bardzo ubogiego kraju wisi na włosku.

Wszyscy Etiopczycy stracą na rozpadzie kraju

Ewentualny rozpad Etiopii nie przyniesie niczego dobrego. Region Oromia obejmuje nie tylko tereny podbite przez Meleka II, ale również ziemie należące historycznie do Amharów, którzy zresztą stanowią największą grupę (prawie połowę) wśród mieszkańców stolicy Etiopii. Addis Abeba jest natomiast również stolicą Oromii. Ewentualna secesja Tigray również może doprowadzić do wojny, w tym wznowienia konfliktu z Erytreą. A to wszystko może doprowadzić do gigantycznego kryzysu humanitarnego, głodu, epidemii i masowej migracji.

W wymiarze geopolitycznym byłoby to nie na rękę Chinom. Ale byliby też beneficjenci. Na przykład toczące z Etiopią ostry spór o Wielką Tamę Renesansu (GERD) Egipt i Sudan. Co ciekawe ostatnie kłopoty wewnętrzne Etiopii mają miejsce w krytycznym momencie negocjacji między tymi państwami, prowadzonych pod auspicjami Unii Afrykańskiej. Egipt chce powstrzymać rozpoczęcie napełnienia zbiorników tamy, które Etiopia zaplanowała na lipiec. Władze Etiopii zgodziły się wprawdzie w ostatniej chwili na mediację Unii Afrykańskiej ale zapowiedziały jednocześnie, że jeśli porozumienie nie zostanie zawarte w ciągu 2 tygodni to zbiorniki i tak zaczną być napełniane. Wcześniej zaś obie strony w publicznych wypowiedziach wspominały nawet o wybuchu wojny, choć ona nie byłaby korzystna dla żadnej z nich.

źródło:
Zobacz więcej