RAPORT

KORONAWIRUS: MAPY, STATYSTYKI, PORADY

Ryzykowne menu

Czy tak silne podgrzewanie nastrojów będzie skuteczną bronią w trwającej kampanii prezydenckiej? (fot. PAP/Paweł Supernak)

Czy tak silne podgrzewanie nastrojów będzie skuteczną bronią w trwającej kampanii prezydenckiej? Taktyka powodująca, przede wszystkim, mobilizację własnego, twardego elektoratu wokół bardzo silnych, negatywnych emocji okazuje się być głównym pomysłem otoczenia, również medialnego, Rafała Trzaskowskiego. Wiele wskazuje jednak na to, że ten plan prowadzenia politycznej walki może nie wystarczyć.

Znów pogardą w przeciwnika

Tematem zamykającym przedostatni tydzień przed wyborami powinno być podsumowanie jedynej w tym sezonie debaty przedwyborczej. Ktoś jednak...

zobacz więcej

Przekazanie poparcia Rafałowi Trzaskowskiemu przez Szymona Hołownię było chyba najbardziej spodziewanym ruchem po pierwszej turze wyborów prezydenckich, ale chyba nikt nie spodziewał się, że odbędzie się to tak szybko, łatwo. I, tak naprawdę, bezwarunkowo. W obozie, lubiącym nazywać się demokratycznym, obejrzeliśmy przedstawienie godne putinowskiej Rosji. Nowa nadzieja, głos ludzi zmęczonych podziałami, angażujący emocje tych, którzy nie chcą już PiS, ale nie widzą nadziei w Platformie, szybko umościła się na scenie politycznej bliżej tej drugiej. Ludzie z zaplecza Tuska i Komorowskiego dobrze odnaleźli się za plecami Hołowni, choć niektórzy jeszcze przed pierwszą turą przenieśli swoje sympatie na Rafała Trzaskowskiego. Jak analityk Piotr Kuczyński, zarządzający do marca zespołem ekspertów ekonomicznych kandydata, który na kilka dni przed pierwszą turą pisał na Twitterze: „(…)Nie zmarnuj głosu (…). Daj go temu, który będzie w 2 turze, a nie temu, który chce pomóc Andrzejowi Dudzie po to, żeby zwiększyć poparcie dla tworzonego, własnego ugrupowania”.

Jak możemy pamiętać z przedwyborczych sondaży, Szymon Hołownia i Władysław Kosiniak-Kamysz byli, w zależności od badania, przedstawiani jako kandydaci, mogący pokonać w drugiej turze Andrzeja Dudę. Tych wyników nie zmieniło nawet wejście do gry Rafała Trzaskowskiego, który mając największe szanse na drugą turę, miał równocześnie największy elektorat negatywny. Obciążony bagażem rządów Platformy i dziedzictwem Donalda Tuska według badań, w odróżnieniu od pozostałej dwójki, w starciu jeden do jednego przegrywał z urzędującym prezydentem. Czy tak się ostatecznie stanie, przekonamy się niedługo. Wiemy jednak, że o ile Hołownia w pierwszej turze zdobył właściwie, co chciał, o tyle Kosiniak-Kamysz nie ma się za bardzo z czego cieszyć. Tyle tylko, że Hołownia niemal od razu przystąpił do trwonienia swojego kapitału.

Restart kampanii, restart sondaży

Najczęstszą reakcją sympatyków PiS na informację, że premier planuje zwrócić się do Sejmu o wotum zaufania, było zdziwienie. Kto jednak słuchał...

zobacz więcej

Przy obecnym tak głębokim pęknięciu sceny politycznej możemy spokojnie uznać, że kto z czystym sumieniem i spokojnym sercem chciał pomoc w wyścigu do pałacu Trzaskowskiemu, oddał na niego głos już 28 czerwca. Pozostali, którzy nie zdecydowali się na wybór prezydenta Warszawy, nie głosując przy tym na Andrzeja Dudę, a na kogoś z pozostałych kandydatów, czekają z utęsknieniem na koniec polityki opartej o konflikt dwóch wielkich partii. Zgromadzenie zaś przy sobie ponad dwóch i pół miliona wyborców daje mandat do dalszej pracy i próby wykreowania nowej siły politycznej. Pięć lat temu spróbował tego Paweł Kukiz i, jak wiemy, dla niego samego nie skończyło się to najlepiej, jednak udało mu się zmienić mapę polskiej polityki, wprowadzając do niej (lub, w kilku przypadkach, raczej „przywracając jej”) wiele ciekawych i ważnych nazwisk, wreszcie – torując w jakiś sposób drogę Konfederacji. Jakby na to nie patrzeć, nawet Kukiz, znajdujący się w orbicie PSL, z której zresztą planuje, jak się zdaje, zdezerterować, to nie to samo, co Kukiz w Platformie, czy nawet w PiS.

Tymczasem Hołownia, nie mając jeszcze nawet własnej partii, lecz wciąż deklarując plan jej stworzenia, od razu stawia się na pozycji wasala Rafała Trzaskowskiego, deklarując oddanie na niego głosu po pełnej frazesów rozmowie. Fakt, że równocześnie Szymon Hołownia nie apeluje o to samo do swoich wyborców, nie ma większego znaczenia. Ci, którzy zorientowani byli bardziej antysystemowo, raczej nie pójdą w jego ślady, jednak reszta zapewne uzna, że tak po prostu trzeba. Potwierdzi się tym samym opinia wszystkich, którzy od początku widzieli w projekcie Hołowni jedynie narzędzie do zdobycia okrężną drogą dodatkowych głosów dla Rafała Trzaskowskiego. Słuszność tej tezy potwierdza również fakt, że poparcie Trzaskowskiego bez wyborców Hołowni jest tożsame ze społecznymi sympatiami do Platformy Obywatelskiej.

Z trzeciego na pierwsze

Już po pierwszych publicznych wypowiedziach Tomasza Grodzkiego po objęciu przez niego funkcji marszałka senatu można było zorientować się, że ego...

zobacz więcej

Życie pisze czasem zaskakujące puenty. Kolejni polscy celebryci padają ofiarą oszustów, którzy bez ich zgody wykorzystują ich nazwiska i wizerunek w kampaniach reklamowych wirtualnych operacji finansowych, które rzekomo prowadzić mają do wielkich zysków. Schemat jest zawsze ten sam – niemający o niczym tak naprawdę pojęcia posiadacz znanego nazwiska zdradzać ma milionom Polaków, w jaki sposób wzbogacił się szybko i bez wysiłku. W ostatnich dniach ofiarą tego procederu stał się najpierw Rafał Trzaskowski, później – Szymon Hołownia. „Szymon Hołownia wykorzystany przez oszustów: znany schemat, nowy <>” – pisze o sprawie jeden z branżowych portali i nie sposób uciec od wrażenia, że to o wiele bardziej uniwersalne stwierdzenie niż tylko opis nadużycia nieuczciwych reklamodawców.

Kampania z dnia na dzień staje się coraz bardziej agresywna. Zwolennicy Rafała Trzaskowskiego niszczą taśmowo bannery Andrzeja Dudy, zaś w Internecie dwoją się i troją, by wykazać swoją przewagę nad politycznym przeciwnikiem. Przewaga ta polega głownie na wskazywaniu na rzekomą „gorszość”, życiową niezaradność, brak wykształcenia i niewłaściwe pochodzenie sympatyków obecnego prezydenta. „Wspólna Polska” Trzaskowskiego według wielu jego sympatyków nie sięga poza rogatki miast. W ich obrębie paszporty rozdaje według cenzusu majątku i wykształcenia, a i to robi mocno uznaniowo, bowiem niewłaściwe poglądy odbierają i „miastowość”, i wykształcenie. Mamy wreszcie wyjątkowo cyniczny atak niektórych mediów na samego prezydenta. Nagonka, prowadzona pod chwytliwym hasłem „Prezydent ułaskawił pedofila”, jest skrajnie cyniczna, wyjątkowo nieuczciwa, lecz poprzez odwołanie się do powszechnie podzielanych emocji bardzo niebezpieczna i potencjalnie skuteczna.

Prawdziwe programy są gdzie indziej

Program Rafała Trzaskowskiego to zastąpienie na urzędzie prezydenta RP Andrzeja Dudy i utorowanie Platformie Obywatelskiej drogi do ponownego...

zobacz więcej

Nasi czytelnicy pamiętają na pewno, jak wiele lat temu do studia TVN dwóch dziennikarzy tej stacji zaprosiło Andrzeja Leppera, by dokonać na nim bezprecedensowego medialnego linczu. Po audycji Lepper był skończony jako polityk i faktycznie, był to praktycznie koniec jego i tak podupadającej już kariery. Dziś można być pewnym, że debata, prowadzona przez nastawionych do PiS wrogo dziennikarzy, w nieukrywających politycznego zaangażowania mediach, była bardzo podobną pułapką, zastawioną tym razem na Andrzeja Dudę. Ponieważ plan nie został zrealizowany, postanowiono inaczej wykorzystać nagromadzoną amunicję.

Jak wspomniałem już, jest to działanie bardzo z punktu widzenia samego prezydenta niebezpieczne, przez swoją obrzydliwość niesie ono jednak ryzyko również dla jego autorów. Ponieważ atak przeprowadzony został z bardzo łatwych do opisania pozycji, nie będzie skuteczny w zniechęcaniu do Dudy jego wyborców. Wręcz przeciwnie, spowoduje raczej ich mobilizację. Co więcej jednak, skoro bardzo częstą motywacją elektoratu Szymona Hołowni było ogólne zmęczenie, a nawet obrzydzenie dwubiegunową polityką, czy właśnie nie dostają oni potwierdzenia swoich odczuć? Potwierdzenia, które nie zbliży ich do Dudy, lecz odsunie od Trzaskowskiego?

Nie czas na tańce

Być może za wprowadzeniem do kampanii wyborczej tematu LGBT stała piętrowa kalkulacja otoczenia Andrzeja Dudy. Rafał Trzaskowski zgodnie z...

zobacz więcej

Gra więc ryzykowna, jednak podjęta. Czy z desperacji, czy tylko wyrachowania, nieprędko się dowiemy. Szybciej życie zweryfikuje jej skuteczność. Oprócz opisanych wyżej manipulacji, zaobserwować możemy jeszcze inny, tym razem na szczęście tylko komiczny element tej kampanii, jakim jest batalia o głosy wyborców Krzysztofa Bosaka. Internautów chyba nic dawno nie rozbawiło tak, jak nagła miłość Platformy do narodowców i uczestników Marszu Niepodległości. Brakuje chyba już tylko deklaracji, że działacze Platformy zawsze byli w głębi serca tak radykalnymi narodowcami, że chodzili na marsz w kominiarkach, pierwsi rzucali kamieniami w policję, a nawet spalili budkę pod ambasadą Rosji i auto TVN.

Z drugiej strony, niektórzy pozwalają sobie na szczerość i wprost piszą, że to wszystko „tylko na wybory”, po których dzisiejszy potencjalny elektorat znów stanie się „faszystami”. „Nazistami” Andrzej Halicki nazwał uczestników MN jeszcze kilka dni temu, gdy w Brukseli bronić trzeba było słów Guya Verhofstadta, kiedyś wygodnych, dziś zapomnianych, na temat uczestników listopadowej imprezy. Agresja, cynizm, kłamstwa, na deser zaś hipokryzja – to kampanijne menu, zebrane pod hasłem „Wspólna Polska”. Ciekawe, kiedy i komu zaszkodzi, bo że zaszkodzi, jest absolutnie pewne. „Nie jesteśmy gotowi na polityka zupełnie uczciwego” – tłumaczyła posłanka PO Izabela Leszczyna zamianę Małgorzaty Kidawy-Błońskiej na Rafała Trzaskowskiego. Każdy dzień kampanii potwierdza jej słowa.

źródło:
Zobacz więcej