Wybory 2020

Jak głosować w wyborach prezydenckich [PORADNIK]

Kamil D. z pierwszym aktem oskarżenia

Dziennikarz przyznał się tylko do jazdy pod wpływem alkoholu (fot. arch.PAP/Hanna Bardo)

Jest pierwszy akt oskarżenia przeciwko Kamilowi D. – poinformował dziennik „Fakt”. Były dziennikarz odpowie przed sądem za sprowadzenie bezpośredniego niebezpieczeństwa katastrofy w ruchu lądowym, kierując samochodem w stanie nietrzeźwości.

„Wróciłem”. Durczok: Nie będę milczał przez „utrudniających życie” prokuratorów

Wróciłem. Polityka trzymania mordy na kłódkę, to durna polityka – pisze Kamil Durczok i zaznacza, że nie będzie milczał z powodu „utrudniających mu...

zobacz więcej

Według śledczych w momencie kolizji Kamil D. był nie tylko pod wpływem alkoholu, ale także leków uspakajających.

„Biegli wykazali, że po zażyciu tych leków nie można prowadzić pojazdów przez 24 godziny. A oskarżony zażywał te leki w połączeniu z alkoholem, co również obniża koncentrację i zdolność reakcji kierującego pojazdem na ewentualne pojawiające się zagrożenia drogowe” – powiedział gazecie Witold Błaszczyk, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Piotrkowie Trybunalskim.

Sprawa dotyczy kolizji drogowej, którą w lipcu ubiegłego roku spowodował dziennikarz na drodze krajowej nr 1 pod Piotrkowem Trybunalskim. Doszło do niej na remontowanym odcinku trasy. 52-letni Kamil D. wjechał wówczas swoim BMW X6 – jak podkreślali świadkowie z dużą prędkością – w słupki odgradzające pasy jezdni, ustawione tam z powodu robót drogowych. Jeden ze słupków uderzył w nadjeżdżający z naprzeciwka samochód i uszkodził go. Nikomu nic się nie stało.

Okazało się, że Kamil D. miał 2,6 promila alkoholu w wydychanym powietrzu. Trafił do policyjnej izby zatrzymań. Po wytrzeźwieniu został przewieziony do piotrkowskiej prokuratury, gdzie przedstawiono mu dwa zarzuty – sprowadzenia bezpośredniego niebezpieczeństwa katastrofy w ruchu lądowym, którego dopuściła się osoba będąca w stanie nietrzeźwości, oraz kierowania pojazdem w stanie nietrzeźwości.

W trakcie śledztwa dziennikarz przyznał się tylko do jazdy pod wpływem alkoholu. Śledczy skierowali wniosek do sądu o areszt dla podejrzanego, ale sąd nie przychylił się do niego i zastosował wobec dziennikarza poręczenie majątkowe, dozór policyjny i zakaz opuszczania kraju.

Śledztwo w tej sprawie trwało niemal rok. – To rzeczywiście dość długo, ale musieliśmy ustalić i przesłuchać sporą liczbę świadków – osób, które poruszały się po tej drodze bezpośrednio przed zdarzeniem, które spowodował oskarżony – wyjaśnił prok. Błaszczyk.

To niejedyne problemy z prawem dziennikarza. Pod koniec ubiegłego roku Prokuratura Regionalna w Katowicach postawiła mu zarzuty podrobienia dokumentów umożliwiających uzyskanie kredytu i przedłożenia ich w banku oraz doprowadzenia banku do niekorzystnego rozporządzenia mieniem wielkiej wartości.

źródło:

Zobacz więcej