RAPORT

KORONAWIRUS: MAPY, STATYSTYKI, PORADY

Berlin chce wykorzystać UE do walki z Trumpem. Prezydencja Niemiec na rękę Rosji i Chinom

Niemcy obawiają się, że sankcje USA uniemożliwią wybudowanie Nord Stream 2 (fot. Guido Bergmann/Bundesregierung via Getty Images)

Przejmujące 1 lipca przewodnictwo w Unii Europejskiej Niemcy zamierzają wykorzystać tę organizację do uderzenia w USA. Berlin chce się w ten sposób zemścić na Donaldzie Trumpie za sankcje na Nord Stream 2, za zapowiedź wycofania części amerykańskich żołnierzy z Niemiec i częstą krytykę na arenie międzynarodowej. Celem Niemiec jest uczynienie z Europy strefy neutralnej w globalnych konfliktach, dalekiej i chłodnej wobec USA i współpracującej z Chinami i Rosją.

Merkel dla „Le Monde”: W interesie Niemiec jest, aby UE nie upadła

W wywiadzie dla francuskiego dziennika „Le Monde” kanclerz Niemiec Angela Merkel ocenia, że w interesie jej kraju leży, aby Unia Europejska nie...

zobacz więcej

Większość niemieckiej klasy politycznej od samego początku prezydentury Donalda Trumpa nie ukrywała swojej niechęci do amerykańskiego lidera. Rozczarowanie nad Łabą jego brakiem obaw przed krytyką ze strony lewicowych elit polityczno-medialnych sięga zenitu. Właściwie każda jego decyzja spotyka się tam z gwałtowną, histeryczną negacją. Niemcy wciąż nie rozumieją, że Trump mówiąc „America First” nie rzucał słów na wiatr i że nie boi się on wychodzić poza ramy narzucane przez polityczną poprawność.

Jeśli Niemcy – najsilniejsza gospodarka Europy, a przy tym jej najbardziej wpływowy kraj – łamią umowę wypracowaną na szczycie NATO, w myśl której każdy jego członek przeznacza 2 proc. swojego PKB na armię, czy gdy, wbrew ostrej krytyce licznych państw Europy Środowo-Wschodniej, współpracuje z Rosją przy budowie NS2, czy też, jakby nigdy nic, zacieśnia współpracę gospodarczą z Kremlem – to musi liczyć się z tym, że ktoś taki jak Trump nie będzie udawać, że tego nie widzi.

Jak reagują na te, jak najbardziej prawdziwe zarzuty Niemcy? Histerycznie. Większość tamtejszych mediów i polityków z lewa i prawa utyskuje na Trumpa – raczej stroni od merytorycznych argumentów, a w ich miejsce operuje obelgami, insynuacjami, lekceważeniem.

Niemiecka antyamerykańskość – owoc licznych kompleksów i tradycyjnej miłości do Rosji – otrzymała, od momentu gdy Republikanin zasiadł w Białym Domu, kolejne wzmocnienie. To zaś sprawia, że Berlin w coraz mniejszym stopniu kryje się ze swoją niechęcią. Nie mając jednak sił na to, by przeciwstawić się samodzielnie Waszyngtonowi na arenie międzynarodowej, stara się wykorzystywać do tego swoje wpływy w UE.

Merkel rozważa wspólne retorsje UE wobec USA w sprawie Nord Stream 2

Rząd Angeli Merkel rozważa nakłonienie krajów UE do zastosowania wspólnych retorsji wobec USA, jeśli prezydent Donald Trump zrealizuje groźbę...

zobacz więcej

Jak informowała niedawno agencja Bloomberga, rząd Angeli Merkel chciałby nakłonić kraje UE, by wspólnie z nim odpowiedziały retorsjami na amerykańskie sankcje, których celem jest uniemożliwienie dokończenia budowy NS2.

Agencja ta dotarła do dokumentu ministerstwa gospodarki Niemiec, w którym przekonuje ono, że retorsje te nie będą dotyczyć jedynie niemieckich firm, ale również innych z UE, a także banków i agencji państwowych. Tym sposobem Berlin chciałby wzbudzić gniew u innych członków wspólnoty i wykorzystać go do wspólnego uderzenia w USA.

O tym, że interes Niemiec w kwestii NS2 jest zgodny z interesem całej UE, przekonanych jest wielu tamtejszych parlamentarzystów – pomimo tego, że muszą mieć oni świadomość, że wiele krajów członkowskich myśli inaczej, to jednak wciąż powtarzają jak mantrę, że projekt ten nie jest polityczny, a gospodarczy i przy tym jest opłacalny dla całej Europy.

Wbrew faktom, logice, głośno formułowanym głosom sprzeciwu, politycy tacy jak choćby przewodniczący komisji gospodarczej Bundestagu Klaus Ernst twierdzą, że restrykcje stanowiłyby pogwałcenie prawa międzynarodowego. Już wtedy – przed prawie dwoma tygodniami – wzywał on do odpowiedzi – za pomocą retorsji – Niemcy i UE.

Niemcy i Rosjanie podnoszą lament. Zatrzymanie Nord Stream 2 realne jak nigdy

Jeszcze niedawno przeciwnicy Nord Stream 2 uważali za sukces, że gazociąg ten będzie podlegać unijnej dyrektywie, poważnie ograniczającej...

zobacz więcej

Chęć wykorzystania UE do walki z USA pokazuje, jak bardzo Niemcy nie rozumieją, że skończyły się już czasy, gdy mogły one za pomocą prounijnych haseł i zakulisowych nacisków realizować swoje zamierzenia w Europie i w szczególności w jej środkowo-wschodniej części.

Reakcja unijnych krajów na te zapowiedzi na pewno nie ucieszy włodarzy w Berlinie. Dyplomaci z państw członkowskich, z którymi rozmawiała korespondentka Polskiego Radia Beata Płomecka, podkreślali, że nie widzą powodów, by ręka w rękę z Niemcami atakować USA. Szanse naszych zachodnich sąsiadów w tej sprawie są zerowe, gdyż reżimy sankcyjne w Unii uzgadnia się jednomyślnie.

Część krajów unijnych może co prawda z miejsca odrzucić niemieckie żądania, ale unijne instytucje będą zapewne brały udział w bronieniu interesów tego kraju – nawet wtedy, gdy są one sprzeczne z polityką innych jego członków.

Wysoki przedstawiciel do spraw polityki zagranicznej i bezpieczeństwa Josep Borrell już zapowiedział, że KE przygotowuje, w obliczu groźby sankcji USA wobec projektu NS2, środki na rzecz ochrony interesów UE.

Europa zadba o siebie sama? Niepewność w Niemczech po deklaracji Trumpa

Po zapowiedziach dotyczących wycofania części amerykańskich wojsk z Niemiec coraz głośniejsze stają się apele o przejęcie przez Europę...

zobacz więcej

„Komisja przygotowuje grunt pod przyjęcie wzmocnionego mechanizmu, który poprawi odporność Europy na skutki sankcji eksterytorialnych nałożonych przez kraje trzecie” – podkreślił Borrell. Tłumaczył również – popierając tym samym linię Berlina – że sankcje USA „są niedopuszczalne i sprzeczne z prawem międzynarodowym, a Unia zdecydowanie się im sprzeciwia”. Ocenił on przy tym, że firm europejskie pracujące przy NS2 „prowadzą legalne i zgodne z prawem interesy na mocy prawa europejskiego”.

Co więcej, ostrzegł on Waszyngton przed prowadzeniem takiej polityki, mówiąc że w konsekwencji osłabią one unijne stanowisko w sprawie agresji rosyjskiej na Ukrainę. Na razie jednak nic nie wskazuje na to, by USA wycofały się z potężnego uderzenia w ten niemiecko-rosyjski projekt. Wprost przeciwnie. Przed kilkoma dniami w Kongresie znalazł się kolejny projekt rozszerzenia sankcji wobec NS2, a także wobec innego projektu - Turkish Stream z Rosji do Turcji.

Jak podaj BiznesAlert.pl projekt ten uściśla definicje układania rur, działalności z nim związanej, a także nakłada na Departament Stanu USA obowiązek publikacji raportu na temat sankcji do 90 dni od ich wdrożenia. Senatorzy Ted Cruz, Genie Sheikjin, John Barrasso, Ron Johnson i Tom Cotton zaproponowali, żeby poszerzone sankcje wobec NS2 trafiły do budżetu obronnego USA na rok fiskalny 2020-21 rozpoczynający się pierwszego października.

„Wpisanie sankcji do budżetu obronnego może przyspieszyć ich implementację i utrudnić ewentualne weto prezydenckie. W grudniu 2019 r. zostały w ten sposób zapisane pierwsze sankcje wobec tego spornego projektu gazociągu. Teraz propozycja senatorów musi zyskać poparcie Izby Reprezentantów” – podkreśla BiznesAlert.pl.

Trump podpisał rekordowy budżet Pentagonu. Będą sankcje dla firm budujących Nord Stream 2

Prezydent USA Donald Trump podpisał w piątek ustawę o budżecie Pentagonu na 2020 rok w rekordowej wysokości 738 mld dol. Wpisano w nią m. in....

zobacz więcej

„Wpisanie sankcji do budżetu obronnego może przyspieszyć ich implementację i utrudnić ewentualne weto prezydenckie. W grudniu 2019 r. zostały w ten sposób zapisane pierwsze sankcje wobec tego spornego projektu gazociągu. Teraz propozycja senatorów musi zyskać poparcie Izby Reprezentantów” – podkreśla BiznesAlert.pl.

Amerykańska propozycja zakłada objęcie sankcjami firm, które chciałyby certyfikować NS2, co umożliwia dopuszczenie inwestycji do pracy. Bez tego Rosjanie nie będą mogli rozpocząć dostaw gazu. To zaś pokazuje, jak bardzo zdesperowane są Moskwa i Berlin. Niemcy liczą jednak na to, że uda im się za pomocą mobilizacji UE uniknąć tego rozwiązania. Liczą też na utrzymanie dobrych relacji gospodarczych z Rosją.

Pomimo konfliktu USA i Chin, nasi zachodni sąsiedzi mają też nadzieję na kontynuowanie bliskiej współpracy z Państwem Środka. Kilka dni temu „Wall Street Journal” pisał, że Berlin nie umie i nie chce opowiedzieć się po którejś ze stron konfliktu między Waszyngtonem i Pekinem. Naszym zachodnim sąsiadom do tej pory nie przeszkadzały metody utrzymywania się u władzy chińskich komunistów, którzy w ostatnim czasie stali się coraz bardziej agresywni na arenie międzynarodowej – i to zarówno w kontekście Hongkongu, jak i wobec państw basenu Morza Południowochińskiego.

„Niechęć Niemiec do opowiedzenia się po jednej ze stron osłabia szersze wysiłki Europy na rzecz stworzenia zjednoczonego frontu wobec Chin, pomniejszając siłę bloku w kształtowaniu nowej globalnej układanki” – pisze amerykańska gazeta.

Trump krytykuje Niemcy za wspieranie Nord Stream 2

Prezydent USA Donald Trump zapewnił przywódców państw bałtyckich o poparciu Stanów Zjednoczonych dla Litwy, Łotwy i Estonii. Przypomniał, że...

zobacz więcej

Zwraca ona uwagę na to, że Berlin może bardzo dużo stracić na konflikcie amerykańsko-chińskim. Mają bowiem świadomość, jak bardzo może ich uderzyć odwrócenie się od USA.

„Wall Street Journal” podkreśla, że to właśnie wzmożone relacje handlowe z Chinami i USA przysłużyły się Niemcom w ciągu ostatnich dwóch dekad do zapewnienia im stałego wzrostu gospodarczego. „Niemcy eksportują prawie tyle samo co Stany Zjednoczone, mimo że mają tylko jedną czwartą ludności co USA” – podkreśla gazeta. Zaznacza przy tym, że kraj ten jest nastawiony na eksport i potrzebuje dostępu do rynku i Stanów Zjednoczonych i Chin.

Z badania z maja dla ośrodka Pew Research Center wynika, że niemieccy obywatele widzą obecnie relacje swojego państwa z Chinami, jako tak samo ważne, jak te z USA. Są też znacznie mniej pozytywnie nastawieni wobec Ameryki niż reszta Europejczyków.

Niemieckie podejście do USA, Rosji i Chin będzie rzutować na politykę UE, co może uderzyć w interesy Polski i krajów naszego regionu. To zaś oznacza, że prezydencja sprawowana przez naszych zachodnich sąsiadów może generować wiele dodatkowych konfliktów.

Petar Petrović

Autor jest dziennikarzem Polskiego Radia

źródło:
Zobacz więcej