Wybory 2020

Jak głosować w wyborach prezydenckich [PORADNIK]

Fenomen Andrzeja Dudy. Po I turze

Andrzej Duda w I turze wyborów prezydenckich zdobył poparcie 43,5 proc. Polaków (fot. PAP/Adam Warżawa)

Gdy w styczniu 2020 roku napisałem dla portalu tvp.info felieton „W sondażach wciąż górą. Fenomen Andrzeja Dudy”, część czytelników i znajomych publicystów podejrzewała mnie o sporą przesadę.

W sondażach wciąż górą. Fenomen Andrzeja Dudy

Hejt na Andrzeja Dudę w niczym nie pomaga opozycyjnym partiom. Na większości wyborców nie robi on żadnego wrażenia.

zobacz więcej

RAPORT: KAMPANIA 2020

Było to jeszcze przed pandemią, więc twierdzili na przykład, że to Szymon Hołownia będzie poważnym zagrożeniem dla urzędującego prezydenta. Krytykę przyjąłem spokojnie, bo znam trochę realia prowincjonalnej Polski (i to dwóch różnych jej regionów: Wielkopolski i Spiszu) i wiem, jakie są tam nastroje. Jaka życzliwość Polski B dla Andrzeja Dudy. Szczególnie zasługuje to na uwagę w przypadku Wielkopolski, która niegdyś była zdecydowanie bardziej proplatfomerska, a od lat powoli zmieniają się tam sympatie elektoratu: w kierunku centroprawicy i narodowej prawicy. Byłem zatem dziwnie spokojny o wynik wyborów – przynajmniej do wybuchu pandemii.

Później pojawiło się jednak kilka znaków zapytania. Główne wiązały się z pandemicznym tąpnięciem nastrojów. Wejście do gry Rafała Trzaskowskiego spora część sympatyków Andrzeja Dudy przyjęła z dużym niepokojem. Było jasne, że największy błąd, jaki może popełnić zaplecze Andrzeja Dudy, to zlekceważyć nowego konkurenta. Tym bardziej, że również Hołownia sondażowo utrzymywał swój stan posiadania.

Szybko jednak zorientowałem się, że wielkomiejskie banieczki opinii to jedno – na prowincji, na wsiach i w miasteczkach, które znałem, widać było niesłabnące poparcie dla Andrzeja Dudy. Tylko że liberalne media akurat tego elektoratu prawie nie znają. A jeśli już mają z nim kontakt, to odnoszą się do niego bardzo protekcjonalnie. Podobnie zresztą jak niemała część elektoratu Platformy Obywatelskiej, czyli właśnie Rafała Trzaskowskiego – oni często Polską B pogardzają, podobnie jak celebryci, w których głos chętnie się wsłuchują.

PKW podało oficjalne wyniki głosowania ze wszystkich komisji wyborczych

Na Andrzeja Dudę głosowało 43,50 procent wyborców, na Rafała Trzaskowskiego 30,46 proc., a na Szymona Hołownię – 13,87 proc. – poinformowała...

zobacz więcej

I pewne jest jedno: wkrótce znów powróci ten pełen pogardy celebrycki ton mówienia o Polkach i Polakach, którzy nie głosują tak, jak chcą elity III RP. Pani Maria Nurowska już dała tego przedsmak, mówiąc o „ryjach” wyborców/wyborczyń Andrzeja Dudy i Prawa i Sprawiedliwości. Ta pogarda, nienawiść, złość wobec plebejskiej Polski mocno tam buzuje i kipi – pod maskami światłych i tolerancyjnych lewicowo-liberalnych demokratów.

Tak, Andrzej Duda, polityk wywodzący się z wielkomiejskiej wzbogaconej inteligencji, stał się reprezentantem Polski plebejskiej, Polski prowincjonalnej, Polski B, a czasem wręcz Polski C. Nie ma nic obraźliwego w tych terminach – obraźliwy ton nadali im demiurgowie polskiej transformacji. Ludzie, którzy sukces w III RP zarezerwowali do naprawdę dość nielicznej grupy społecznej: jeszcze w latach 90. opierał się on na szemranym uwłaszczeniu, w którym na ogół mogli uczestniczyć „sami swoi”, a później: na układach, układzikach.

A zwykli ludzie? Częściej niż superbeneficjenci transformacji musieli płacić słone podatki – ale nic z tego nie mieli od państwa. Państwo się po prostu zwijało: szczególnie za rządów Platformy Obywatelskiej. Jaka była reakcja elit? Gdy młodzi ludzie skarżyli się prezydentowi Komorowskiemu, że mają coraz bardziej pod górkę, słyszeli: „zmień pracę, weź kredyt”. Komorowski mówił to w czasach wysokiego wciąż bezrobocia i w czasach, gdy coraz trudniej było nie tylko o kredyt, ale i o zarobki na tyle sensowne, by go stabilnie spłacać.

Andrzej Duda jest świetnym mówcą, ma bardzo dobry kontakt ze zwykłymi ludźmi z tych wszystkich mniejszych ośrodków powiatowej Polski, które odwiedza. Ale chodzi o coś więcej: ma za sobą dotrzymane obietnice i zrealizowane projekty.

Podkarpacie za Dudą. Mimo tragicznych ulew wysoka frekwencja

Prezydent Andrzej Duda wygrał na Podkarpaciu pierwszą turę wyborów prezydenckich, uzyskując 60,69 proc. To więcej niż pięć lat temu, kiedy zdobył...

zobacz więcej

Ma elektorat, coraz szerszy, jak się okazuje, który nie widzi powodu, by szukać sobie innego prezydenta – skoro czuje, że ten rzeczywiście jest „ich człowiekiem”.

Trzaskowski w tych małych miejscowościach jawi się jak ktoś, kto wchodzi do cudzego domu i mówi: „co prawda moja partia kiedyś wynosiła wam meble z mieszkania, ale uczymy się przecież na błędach. I jak ja będę rządzić, to dam wam na nowe”. To oczywiście przenośnia: ale mniej więcej taka jest strategia polityka Platformy Obywatelskiej w tych wyborach. Obiecuje, bo to nic nie kosztuje, a ma mu pomóc przynajmniej zneutralizować, jeśli nie pozyskać, ten plebejski elektorat, którym PO właściwie nigdy tak naprawdę nie była zainteresowana. Z którego kpili i szydzili celebryci, tęskniący za powrotem Platformy do władzy.

Ale to wszystko nie znaczy, że można drugą turę zbagatelizować. Że w drugiej turze Polska B może zostać w domach – wprost przeciwnie. To jest moment, który musi pokazać polskiej opinii publicznej, politykom opozycji i władzy, czego Polacy chcą. To jest też odpowiedzialność Andrzeja Dudy i rządzącej koalicji – żeby faktycznie ta Polska plebejska, od zawsze w III RP traktowana „per noga”, czuła się uszanowana. Potrzebne są nowe pomysły: i społeczne, i tożsamościowe, patriotyczne. Bo widać, że to Polaków obchodzi, że projekty kosmopolitycznej, obyczajowej lewicy po prostu nie działają, że Polska B – przynajmniej wśród bardziej dojrzałego wiekowo elektoratu jest bardziej konserwatywna niż lewicowa kulturowo.

A na koniec nieco gorzka pigułka. Wyborcy pokazali: fenomen Andrzeja Dudy jest faktem. Czy rozumieją to również koalicjanci PiS w rządzie?

źródło:
Zobacz więcej