RAPORT

KORONAWIRUS: MAPY, STATYSTYKI, PORADY

Prawdziwe programy są gdzie indziej

Program Rafała Trzaskowskiego to utorowanie PO drogi do ponownego przejęcia władzy w Polsce (fot. PAP/Marcin Obara)

Program Rafała Trzaskowskiego to zastąpienie na urzędzie prezydenta RP Andrzeja Dudy i utorowanie Platformie Obywatelskiej drogi do ponownego przejęcia władzy w Polsce. Co więcej, jest to program o tyle dobry, że trafiający w potrzeby olbrzymiej części wyborców, którzy mogą zdecydować o wyniku wyborów. Cała reszta, zebrana w dokumencie program jedynie udającym, jest nie tyle zbyt późna, co zupełnie niepotrzebna. To tylko zbiór frazesów, dający politycznym przeciwnikom porcje amunicji.

Nie czas na tańce

Być może za wprowadzeniem do kampanii wyborczej tematu LGBT stała piętrowa kalkulacja otoczenia Andrzeja Dudy. Rafał Trzaskowski zgodnie z...

zobacz więcej

Jak inaczej określić bowiem spis zapowiedzi, które, gdy tylko wychodzą poza poziom ogólników, okazują się powieleniem bądź to rzeczy, których Trzaskowski nie zrealizował nawet w Warszawie lub wręcz przeciwnie, bądź działań, które zostały już wprowadzone przez tak krytykowaną przez prezydenta stolicy władzę. Mamy więc zapowiedź walki z kopciuchami (w Warszawie zrealizowaną w wersji, mówiąc delikatnie, minimalistycznej), ale też obietnicę przywrócenia 50 proc. kosztów uzyskania dla artystów, którą to w swoim czasie Platforma zabrała, ale PiS dawno już oddał.

Wszystko to sprawia, że odczekanie z opublikowaniem, a być może również napisaniem programu, do ostatniej chwili było całkiem niezłym posunięciem Rafała Trzaskowskiego i jego otoczenia. Jednak prawdziwe intencje widać zupełnie gdzie indziej, choćby po stosunku do wizyty prezydenta Andrzeja Dudy w Waszyngtonie. Jeszcze nim prezydencki samolot wystartował, spora cześć naszych mediów, a wraz z nimi również polityków, próbowało amerykańską wyprawę Dudy zdezawuować. Było to jednak zadanie dość trudne i prowadzące do różnych paradoksów.

Jeśli bowiem, jak chcieli jedni, wizyta w Stanach była jedynie gestem wsparcia, jakiego urzędujący prezydent potrzebował na finiszu kampanii, udzielonym przez Donalda Trumpa, znaczy to, że trudno przedstawić Polskę jako kraj zmarginalizowany i osamotniony.

Z trzeciego na pierwsze

Już po pierwszych publicznych wypowiedziach Tomasza Grodzkiego po objęciu przez niego funkcji marszałka senatu można było zorientować się, że ego...

zobacz więcej

Jeśli lider największego wciąż światowego mocarstwa uznaje za słuszne takie symboliczne wsparcie polskiego przywódcy, znaczy to, że jest to dla niego inwestycja nie tylko w przyszłość naszego kraju, lecz również Ameryki, potwierdza więc tym samym słuszność polityki zagranicznej i obronnej obecnych władz.

Przynajmniej z amerykańskiego, a więc ważnego dla nas przecież, a dla wielu ekspertów wręcz kluczowego przy niestabilnej geopolityce głównych unijnych graczy punktu widzenia. Jeżeli zaś, jak chcą drudzy, to Trump potrzebował Dudy bardziej nawet, niż Duda Trumpa, świadczy to o znaczeniu prezydenta RP.

Jeśli przyjąć taką interpretację wizyty, okazuje się, że uznawany przez wielu za mało samodzielnego wykonawcę partyjnych poleceń (co jest zresztą straszną bzdurą, ponieważ Duda realizował jedynie program, z którym sam szedł do wyborów w 2015 roku) i pogardliwie nazywany „Adrianem” lub „długopisem” polityk może przesądzić o wyniku wyborczym w potężnych Stanach Zjednoczonych. Tak źle i tak niedobrze.

Restart kampanii, restart sondaży

Najczęstszą reakcją sympatyków PiS na informację, że premier planuje zwrócić się do Sejmu o wotum zaufania, było zdziwienie. Kto jednak słuchał...

zobacz więcej

W komentarzach po wizycie przewija się pewien niedosyt. Zamiast konkretów niektórzy dostrzegają wyłącznie deklarację, zapowiedź dalszej współpracy w miejsce jej konkretnych przejawów.

Czy miałaby być to informacja o przeniesieniu do Polski części lub całości amerykańskich jednostek z Niemiec, czy podpisanie kontraktu na budowę elektrowni atomowej, czy nawet nieistniejąca jeszcze szczepionka na Covid-19 – przecież według Rafała Trzaskowskiego rząd ukrywa przed nami datę zakończenia epidemii.

Patrząc jednak realistycznie, wizyta przyniosła akurat tyle, ile przynieść mogła w sytuacji, gdy obu prezydentom za chwile kończą się kadencje, a wbrew medialnym łatkom, przywódcy demokratyczni werdyktu swoich narodów pewni będą dopiero po ogłoszeniu wyników wyborów. Gdyby Andrzej Duda przywiózł ze sobą wiadomości o przyjęciu w Polsce amerykańskich żołnierzy, a może nawet, jak chcieliby niektórzy, instalacji amerykańskiego arsenału atomowego, w mediach rozpętałaby się jeszcze większa burza.

I niepotrzebna byłaby do niej nawet rosyjska bądź niemiecka inspiracja, choć tych na pewno by nie brakowało. Słyszelibyśmy o braku konsultacji z obywatelami, o podejmowaniu strategicznych kroków tuz przed wyborami, a więc być może zostawianiu swojemu następcy rozwiązań, na które nie było powszechnej zgody, postawienie Polaków przed faktem dokonanym.

Nowa prezes, prezydent i jedynie słuszny kandydat

Prezydent Andrzej Duda zmarnował okazję, by przekazać swoje konstytucyjne uprawnienia Borysowi Budce i wybrał innego, niż oczekiwał tego lider...

zobacz więcej

Choć geopolitycznie byłoby to prawdopodobnie słuszne, nie jest wcale pewne, czy krótkoterminowo przyniosłoby polityczne zyski Andrzejowi Dudzie. I Polsce, w której do dotychczasowych linii podziałów doszłyby nowe, nie mniej ostre.

Przecież polityka zagraniczna dawno przestała być dziedziną, w której jakimś cudem udało się zachować konsensus głównych sił politycznych. PO wejściu do Unii Europejskiej i NATO wspólne cele zniknęły z agendy, a i sama obecność w UE przestała być ogólnonarodowym aksjomatem. Co by się działo, widać zresztą po reakcjach polityków Koalicji Obywatelskiej na zapowiedzi budowania z Amerykanami elektrowni atomowej.

Nagle straszy się Polaków obrazkami z Czarnobyla, choć nie trzeba szukać tak daleko, by znaleźć zapowiedź otwarcia w bieżącym roku pierwszego reaktora, złożoną przed laty przez Donalda Tuska.

Tak więc zamiast żołnierzy i atomu dostaliśmy mocną, pokazaną w towarzystwie prezydenta największego światowego mocarstwa, obietnicę i zapowiedź kontynuowania polityki bezpieczeństwa narodowego, opartej o ścisły sojusz ze Stanami Zjednoczonymi.

Znów pogardą w przeciwnika

Tematem zamykającym przedostatni tydzień przed wyborami powinno być podsumowanie jedynej w tym sezonie debaty przedwyborczej. Ktoś jednak...

zobacz więcej

Można to traktować wyłącznie jako element kampanii wyborczej, trzeba jednak widzieć w tym przede wszystkim mocną deklarację na arenie międzynarodowej i zobowiązanie wobec własnych obywateli. Niektórzy zarzucali zresztą Dudzie, że o tych ostatnich zapomniał, co jest zarzutem wyjątkowo bałamutnym, gdy popatrzeć na estymę, jaka darzy on Polskę lokalną, Polskę gmin, powiatów i dawnych miast wojewódzkich. Ledwo zresztą prezydent wrócił do kraju, już był w Radomiu, mieście nie wiedzieć czemu bardzo często dla liberalnych elit będącym negatywnym symbolem.

Tymczasem jest to miasto wciąż żywego w pamięci robotniczego zrywu, które do dziś musi upominać się o swoją godność. Cztery lata temu na okolicznościowej imprezie radomski raper Kękę połączył historię miasta z jego teraźniejszością, w brawurowy sposób wykonując stary utwór Jana Krzysztofa Kelusa „Ballada o szosie E-7”. „Czerwony Radom, pamiętam siny, jak zbite pałką ludzkie plecy, szosa E-7, na dworcach gliny, jakieś pieniądze, jakieś adresy” – niosło się po mieście, łącząc czasy, style i pokolenia.

I do takiego właśnie Radomia ze swoim hołdem, lecz również z propozycjami na przyszłość trafia Andrzej Duda, wcześniej odwiedzający setki miast i miasteczek, do których większości polityków, poza kampaniami wyborczymi, jest bardzo, bardzo daleko.

Czy odpowiedzią na to jest opublikowany w ostatniej chwili program, czy raczej wszystko to, co słyszymy przez ostatnie lata – o przegranych transformacji, którzy są sami sobie winni i chcą jedynie żerować na tych, którym się udało, o niezasługującej na pomoc i uwagę metropolii „Polsce B”? Czy może ociekające najgorszymi historycznymi skojarzeniami wypowiedzi o „innej budowie mózgów” wyborców Prawa i Sprawiedliwości, jakich ostatnio przytrafiło się liderom opinii opozycji całkiem sporo? Liderom opinii, którzy obrażają już nawet potencjalnych sprzymierzeńców.

Kto odchoruje Trzaskowskiego?

Zmiana sondażowych notowań po wymianie kandydata Platformy Obywatelskiej pokazuje, że wracamy pomału do naszej nienormalnej normalności – niemal...

zobacz więcej

Tak niecierpliwie oczekując głosów elektoratów Biedronia czy Hołowni, tak chcąc powtórzyć sukces Rafała Trzaskowskiego w warszawskich wyborów samorządowych, że gotowi są zarzucać tym, których za chwile naprawdę mogą potrzebować zdradę lub chorobę psychiczną.

Czy wreszcie prawdziwym programem są rozpowszechniane w sieci kolejne fake newsy, nastawione na wywołanie silnych emocji u normalnie niegłosujących lub zastanawiających się nad głosowaniem pierwszy raz w życiu młodych ludzi – wyrywanie z kontekstu kolejnych wypowiedzi, tworzenie atmosfery zagrożenia podstawowych swobód czy na pozór niewinne kampanie profrekwencyjne, o których napisano już wystarczająco dużo, by nikt nie miał wątpliwości, do jakich odwołują się emocji?

źródło:
Zobacz więcej