RAPORT

KORONAWIRUS: MAPY, STATYSTYKI, PORADY

Serbia wciąż gościnna. Do Rosji dołączyły Chiny

Rosja i Chiny uważają Serbię za swojego głównego sojusznika na Bałkanach (fot. Mikhail Metzel\TASS via Getty Images)

Pod rządami prezydenta Aleksandara Vučicia i jego Serbskiej Partii Postępowej (SNS) Serbia jest dziś głównym sojusznikiem Rosji i Chin na Bałkanach. Władza ta cieszy się też poparciem Zachodu, gdyż ten liczy, że Vučić osiągnie porozumienie z Kosowem, co jest kluczem do stabilizacji regionu. Chociaż UE zapowiedziała, że Belgrad i Prisztina będą kontynuować w lipcu zerwane przed dwoma laty rozmowy, to jednak ciężko uwierzyć, by Moskwa, której zależy na permanentnym kryzysie w tym regionie, dopuściła do osiągnięcia porozumienia.

Dezinformacja i agresja. Rosja także w obliczu pandemii pozostaje Rosją

Pandemia koronawirusa nie wpłynęła na zmniejszenie agresywnych poczynań Kremla zarówno w dezinformacji i manipulacji, jak i prób zastraszania...

zobacz więcej

Tak jak się można było spodziewać, niedzielne wybory parlamentarne w Serbii okazały się wielkim sukcesem prezydenta Aleksander Vučicia i jego Serbskiej Partii Postępowej (SNS), która uzyskała 61 procent głosów. Na drugim miejscu uplasowała się sprzymierzona z nią Socjalistyczna Partia Serbii (SPS) z 10,43 proc. głosów, a trzecie miejsce zajął Sojusz Patriotyczny Serbii (SPAS) z 3,73 proc. Frekwencja wyniosła około 48 proc.

SNS zajmie 189 miejsc w 250-osobowym parlamencie, SPS - 32, zaś SPAS - 12. Reszta miejsc przypadnie przedstawicielom mniejszości: węgierskiej (9), albańskiej (3) i dwóm partiom muzułmańskim (3 i 2 posłów) – wynika z prognozy organizacji pozarządowej Centrum Wolnych i Demokratycznych Wyborów.

Ogromnych rozmiarów zwycięstwo SNS nie byłoby możliwe, gdyby opozycja nie zbojkotowała wyborów. Jej przedstawiciele przekonują jednak, że nie powinny się one w ogóle odbyć, gdyż jeszcze niedawno w Serbii obowiązywały surowe zasady bezpieczeństwa epidemicznego, wynikające z dynamicznego rozprzestrzeniania się koronawirusa w tym kraju. Po tym, jak rządzący zdecydowali o przeniesieniu wyborów na czerwiec, zniesiono w szybkim tempie wszystkie ograniczenia.

Opozycja oskarża rządzącego od lat Aleksandara Vučicia - teraz prezydenta, wcześniej dwukrotnie premiera, swojego czasu zwolennika Slobodana Miloševicia i jego wizji Wielkiej Serbii, który następnie z dnia na dzień przemienił się w proeuropejskiego polityka – o autorytaryzm i wykorzystywanie mediów do niszczenia opozycji. Pod jego adresem i adresem jego ugrupowania padają zarzuty o przyzwolenie na korupcję, nepotyzm i powiązania ze zorganizowaną przestępczością.

Szczególnie ostro przedstawiciele opozycji zareagowali na słowa szefa Europejskiej Partii Ludowej Donalda Tuska, który na kilka dni przed wyborami chwalił i wspierał prezydenta Aleksandara Vučicia. Jeden z liderów opozycji Dragan Djilas, szef Partii Wolności i Sprawiedliwości (SSP), w liście otwartym do Tuska, opublikowanym na stronach portalu euractiv.com, oceniał, że „wsparcie EPL dla Vučicia jest hańbą”.

Bałkany wymykają się Rosji. W kolejce do NATO czekają Ukraina i Gruzja

Sojusz Północnoatlantycki dysponuje realną siłą i potrafi przyciągać nowych członków. Jest aktywny, reaguje na zagrożenia i dotrzymuje obietnic....

zobacz więcej

„Serbia pod rządami Vučicia nie jest krajem sukcesu gospodarczego, lecz państwem z najniższą stopą wzrostu PKB w regionie, z jednymi z pensjami należącymi do najniższych w Europie. Państwem, które rokrocznie opuszczane jest przez 60 tys. emigrantów; państwem, którego dług urósł o dwie trzecie i które wpadło w pułapkę zadłużenia wobec Chin” - pisał Djilas.

I chociaż to uległość wobec Rosji jest od dawna wpisana w politykę zagraniczną Belgradu, to od dłuższego już czasu także Pekin rozszerza swoje wpływy w tym regionie. Uległość serbskich władz w stosunku do Państwa Środka zwiększyła się jeszcze w trakcie pandemii.

To właśnie wtedy, pod koniec marca, Vučić pocałował chińską flagę w trakcie ceremonii powitania przylatującego z Chin samolotu, na którego pokładzie znajdowali się specjaliści i środki medyczne wysłane przez komunistyczne władze w Pekinie. Serbia zaciągnęła też w tym kraju ogromne pożyczki, które na lata uzależniają ją od Państwa Środka także politycznie.

W analizie Warsaw Institute Paweł Paszak podkreśla, że od objęcia funkcji prezydenta przez Vučicia w 2017 roku nastąpiła intensyfikacja kontaktów bilateralnych z Chinami, co doprowadziło do realizacji licznych wspólnych projektów i inwestycji infrastrukturalnych.

„Od 2005 roku ich łączna kwota przekroczyła 10 mld USD, czyli pięciokrotnie więcej niż w przypadku Polski (2,18 mld USD). Mimo relatywnie niewielkiej gospodarki, Serbia wyrosła na lidera współpracy z Chinami w Europie Środkowo-Wschodniej w ramach powołanego w 2012 r. formatu „17+1” („16+1” do 2019 r.)” – podkreśla ekspert.

Ocenia on, że polityka Pekinu zmierza nie tylko do osiągnięcia korzyści gospodarczych, ale także do zbudowania trwałych wpływów geopolitycznych w państwach aspirujących do członkostwa w UE.

Na kolejne chińskie inicjatywy w Serbii zwraca także w swoim opracowaniu ekspert PISM Marcin Przychodniak, który zaznacza, że dla Belgradu wsparcie Pekinu to nie tylko element nacisku na UE, ale także kluczowy element polityki zagranicznej dotyczącej m.in. braku uznania niepodległości Kosowa. Ekspert zaznacza przy tym, że retorykę o silnych związkach Serbii z Chinami propaguje też - i to po serbsku - wiele wywodzących się z ChRL kont w mediach społecznościowych.

ChRL na Bałkanach Zachodnich koncentruje się – jak zwraca uwagę Marcin Przychodniak - na tworzeniu przeciwwagi dla UE poprzez pogłębianie współpracy z państwami kandydującymi do Unii.

Rosyjskie groźby bez efektów. NATO podnosi rzuconą rękawicę

Plany wycofania części amerykańskich żołnierzy z Niemiec, kolejne doniesienia o rosyjskich zbrojeniach i szerzona przez Kreml dezinformacja na...

zobacz więcej

„ChRL stara się także wykorzystywać potrzeby inwestycyjne Bałkanów Zachodnich. Państwa regionu są skłonne korzystać nie tylko ze środków unijnych i państw członkowskich, np. włoskich (obwarowanych m.in. ograniczeniami w procedurach przetargowych), lecz także chińskich” – zaznacza ekspert PISM.

„W tym drugim przypadku – ze względu m.in. na ogromne potrzeby – zgadzają się na model oznaczający długoterminowe kredyty i większościowy udział firm z ChRL podczas realizacji inwestycji, co zwiększa dług tych państw i nie tworzy miejsc pracy” – dodaje.

Ten schemat kooperacji dotyczy obecnie ponad 90 proc. realizowanych na Bałkanach Zachodnich projektów – ocenia Marcin Przychodniak - a nierzadko wykorzystuje istniejące tam korupcyjne reguły związane np. z przetargami.

Głównym rozgrywającym w Serbii jest jednak Rosja – a uzależnienie władz w Belgradzie od Moskwy rośnie z każdym rokiem. Co prawda serbskie władze zapewniają, że w konflikcie Zachodu z Rosją pozostają neutralne, ale kupują broń od Kremla i również z nim organizują kolejne manewry wojskowe. To wzbudza niepokój nie tylko w Brukseli, ale i o sąsiadów tego kraju w regionie.

Jak podkreśla Anna Maria Dyner z PISM, „Serbia nie tylko pozostaje tradycyjnym sojusznikiem Rosji na Bałkanach, ale też jest zainteresowana uczestnictwem w rosyjskich projektach energetycznych”.

Te relacje wzmacniane są na wielu poziomach. Już przed kilkoma laty w analizie OSW Marta Szpala zwracała uwagę, że ważnym elementem oddziaływania Rosji w Serbii jest szeroka sieć instytucji, organizacji i fundacji finansowanych przez Moskwę, których celem jest propagowanie odpowiadającej Kremlowi wizji sytuacji międzynarodowej i relacji serbsko-rosyjskich.

„Coraz bardziej aktywna polityka Rosji wobec Serbii, ale także wobec mniejszości serbskich w państwach ościennych – Bośni i Hercegowinie, Czarnogórze oraz Kosowie, wpisuje się w szerszy plan zahamowania integracji państw bałkańskich ze strukturami euroatlantyckimi oraz utrzymania w bezpośrednim sąsiedztwie UE obszaru niestabilności i zamrożonych konfliktów” – podkreślała Marta Szpala.

źródło:
Zobacz więcej