RAPORT

KORONAWIRUS: MAPY, STATYSTYKI, PORADY

BCG szczepionką wielofunkcyjną

Szczepienie BCG w pierwszych dobach życia zmniejsza ryzyko zachorowania na gruźlicę o ciężkim przebiegu u dzieci pod postacią rozsianą, gruźliczego zapalenia opon mózgowo-rdzeniowych lub zgonu (fot. Andre Coelho/Getty Images)

Historia tej szczepionki, która wsparła walnie walkę z gruźlicą, zwłaszcza u małych dzieci, liczy sobie już 100 lat. Jej kariera w sytuacji pandemii COVID-19 trwa od końca marca 2020. BCG, bo o niej mowa, jest na celowniku naukowców i epidemiologów. Czy zanim powstanie skuteczna i bezpieczna szczepionka przeciw SARS-CoV-2 będziemy doszczepiani BCG? I dlaczego to miałoby być skuteczne?

Wieści z zaplecza wojny – stare, ale może jare leki i szczepionki

WHO rozpoczęła pierwszy w swej historii globalny test kilku różnych kombinacji leków przeciw COVID-19, wcześniej znanych i zarejestrowanych....

zobacz więcej

Szczepionka powszechna w Polsce i obowiązkowa nie jest niestety taką – z różnych przyczyn – na świecie. Np. jej nikłe zastosowanie w USA wynika z tego, że grasował tam (i nadal powoduje gruźlicę) szczep Mycobacterium tuberculosis, czyli prątka gruźlicy, zakażający skutecznie osoby zaszczepione BCG. Czyli zdolny niejako ominąć zgrabnym driblingiem pułapkę offside’ową zastawiona na niego przez tę szczepionkę. W innych krajach, jak liczne państwa Europy Zachodniej, szczepionka ta jest podawana dzieciom do 1. roku życia tylko na życzenie.

We Francji wyłącznie do niedawna w centrach obsługujących medycznie i socjalnie rodziny w kryzysie, np. bezdomności, z tzw. marginesu społecznego czy mające inne poważne problemy, głównie ekonomiczne. Z tych też powodów szczepionka nie jest wytwarzana powszechnie, ale produkują ją nieliczni, m.in. w BIOMED Lublin.

Jak informują materiały Państwowego Zakładu Higieny (PZH) w Warszawie, BCG jest szczepionką żywą, zawiera atenuowany (osłabiony dzięki pasażowi 231 razy przez podłoże mikrobiologiczne z żółcią) prątek bydlęcy Mycobacterium bovis BCG. Szczepienie BCG w pierwszych dobach życia zmniejsza ryzyko zachorowania na gruźlicę o ciężkim przebiegu u dzieci pod postacią rozsianą, gruźliczego zapalenia opon mózgowo-rdzeniowych lub zgonu w przebiegu gruźlicy. I dlatego nadal ją stosujemy w Polsce obligatoryjnie, gdyż gruźlicy w populacji dorosłych jest nadal wiele, więc maleńkie dziecko może mieć kontakt z tą groźną bakterią.

Szczepionka jest bardzo wiekowa, obmyślili ją, traktując jeszcze gruźliczego prątka jako pałeczkę (Bacillus) we Francji w roku 1921 panowie Calmette i Guerin (i od ich nazwisk pochodzi nazwa tej szczepionki). Jej produkcję w Polsce rozpoczęto już w 1924 roku w PZH, a szczepienia nią podjęto w 1926 roku, głównie w Poznaniu, Warszawie, Wilnie, Łodzi i Częstochowie. W 1925 roku powołano Komitet Szczepień pod kierownictwem prof. M. Michałowicza. Organizacją szczepień zajmował się Polski Związek Przeciwgruźliczy. Do II WŚ zaszczepiono w Polsce ponad 70 tys. osób. Szczepionkę podawano noworodkom, rzadziej starszym dzieciom, wyjątkowo dorosłym. Przeważała doustna droga podania, zdecydowanie rzadziej podawano szczepionkę śródskórnie.

Genetycznie wrażliwi bardziej na wirusa, czyli… kto pierwszy do szczepienia

Uczeni z Uniwersytetu w Portland (Oregon, USA) ustalili, kto z nas genetycznie jest bardziej, a kto mniej predysponowany do zachorowania na...

zobacz więcej

Masowe szczepienia nastąpiły po wojnie, tzw. szczepem duńskim BCG już od października 1945, zwłaszcza w latach 1949-51. Była to część tzw. International Tuberculosis Compaigne. Zaszczepiono śródskórnie 4,5 mln dzieci i młodzieży (1-18 lat). Ponieważ szczep duński w naszej populacji dawał wiele niekorzystnych odczynów poszczepiennych u dzieci, w 1955 r. BIOMED Lublin zaczął produkować BCG na bazie tzw. odszczepu brazylijskiego. Jest nadal obowiązkowa w kalendarzach szczepień w krajach Europy Środkowo Wschodniej, a zanim komunizm upadł, szczepiono nią masowo także w Niemczech wschodnich.

I stąd dzisiaj jej druga młodość i nowa kariera. Bo internet obiegły mapy pokazujące, gdzie się szczepi BCG, a gdzie COVID-19 święci tryumfy. Oczywiście, jako że gruźlica towarzyszy nam w sposób udokumentowany od głębokiej starożytności, szczepionka nadal jest potrzebna w swym podstawowym wskazaniu – jako zabezpieczenie przed gruźlicą, która w swej formie latentnej (uśpionej i niezakaźnej w danym momencie) dotyka dziś jednej czwartej światowej populacji.

Nowe zakażenie dotyczy co setnego z nas. Na świecie w roku 2018 było ponad 10 mln aktywnych przypadków gruźlicy, a zmarło na nią 1,5 mln ludzi. Co czyni z gruźlicy zakaźnego zabójcę numer jeden na świecie. Niemal połowa zdiagnozowanych przypadków dotyczy Azji południowo-wschodniej, następna jedna czwarta jest w Afryce. Niemal co piaty gruźlik żyje w rejonie zachodniego Pacyfiku. Jeśli chodzi o nowe przypadki, 27 proc. jest diagnozowane w Indiach, 9 proc. w Chinach, 8 proc. w Indonezji, 6 proc. na Filipinach, tyleż samo w Pakistanie, 4 proc. w Nigerii oraz w Bangladeszu.

Od roku 2000, dzięki wielu programom krajowym, regionalnym i globalnym, inicjowanym przez WHO, opartym o profilaktykę BCG i stały monitoring zakażeń oraz izolację osób prątkujących, gruźlica jest dziś w odwrocie. Zatem co daje nam szczepionka BCG i dlaczego ją utrzymywać? Po pierwsze wiadomo, że jest ochronna, co najmniej w 30 proc. także w zabezpieczaniu ludzi przed trądem – wywoływanym przez innego spokrewnionego prątka – Mycobacterium leprae.

Poza koroną istnieje nauka

Laboratoria badawcze, uniwersyteckie, należące do akademii nauk i branżowe, przeżywają podobne trudności co reszta walczącego z pandemią świata....

zobacz więcej

Po drugie, już od ponad ćwierć wieku znane są (i były wielokrotnie tyleż cytowane, co oprotestowywane przez naukowców) wyniki Petera Aaby i Christine Benn, którzy w ramach swej misji medycznej w Afrykańskiej Gwinea Bissau zauważyli, że dzieci szczepione BCG są w ponad 30 proc. zabezpieczone także przed innymi infekcjami w co najmniej rok od podania szczepionki. Efekt ten zresztą – tzw. wytrenowanie układu odporności – jest obserwowany także w przypadku innych żywych atenuowanych szczepionek. Problem: świat dziś od nich odchodzi, wywołują bowiem znacznie więcej niepożądanych reakcji poszczepiennych niż szczepionki współczesne, rekombinowane, w których nie ma żywych atenuowanych mikroorganizmów, a jedynie ich białka lub kwasy nukleinowe.

Nie jest jasne na poziomie molekularnym, na czym polega „trening” wrodzonych mechanizmów immunologicznych przez szczepionki atenuowane typu BCG. Mniej więcej wiadomo, jak szczepienie ma zbudować odporność nabytą i pamięć immunologiczną. Natomiast wpływ szczepień na mechanizmy wrodzone odporności to tajemnica jeszcze nie wydarta naturze.

Wiadomo na pewno, bo szczepionka BCG bywa wykorzystywana w immunoterapii raka pęcherza moczowego, że pobudza ona produkcję czynnika martwicy nowotworów alfa (TNFα), co wpływa znacząco na działanie i życie limfocytów T, tak kluczowych np. w trakcie choroby COVID-19.

Dlatego naukowcy australijscy ze swymi holenderskimi kolegami z Uniwersytetu i centrum medycznego w Nijmegen, pod wodzą Mihai Netea już w marcu rozpoczęli badanie, mające odpowiedzieć na pytanie, co będzie, jeśli personel medyczny zaszczepimy BCG? Czy w jakiś sposób uodporni ich to na zakażenia SARS-CoV-2 albo pomoże im przechodzić COVID-19 niskoobjawowo? Badanie jest trudne i wciąż czekamy na ostateczne rezultaty, albowiem jak każdy z nas pamięta, szczepionka przeciwgruźlicza powoduje wyraźny ślad w miejscu zaszczepienia i najczęściej stan podgorączkowy, czego oczywiście nie da się uzyskać podając podskórnie sól fizjologiczną.

A zatem ciężko stworzyć prawdziwą grupę kontrolną, bo zaszczepieni pracownicy medyczni wiedzą już po kilkudziesięciu godzinach, co tak naprawdę im podano. Zatem mają szansę zupełnie inaczej się zachowywać i inną mieć reakcję psychologiczną i behawioralną (a zatem i odpornościową) związaną z COVID-19.

Dziś jednak wiadomo, że we krwi pobranej 3 miesiące po rozpoczęciu tego badania na 20 ochotnikach (15 BCG, 5 kontroli) dzieje się. Przede wszystkim cały system wydaje się działać w ramach strategii: ostrzeżony – uzbrojony. Powstaje wiele cytokin, ale uwaga: to nie burza, tylko linia obrony. Zanim dojdzie do zakażenia. A zatem to tworzenie zasieków i okopów, a nie bezładna walka na kamikadze, gdy do zakażenia już dojdzie. Walka, która w przypadku COVID-19 kosztuje wielu ich życie i zdrowie. Inne geny są zatem czynne u ludzi zaszczepionych BCG i u tych, którzy otrzymali placebo.

Chlorokina, „The Lancet”, WHO i nauka w czasach zarazy na ostrym zakręcie

3 czerwca dziennikarze śledczy „The Guardian” wykryli i opisali, że w jednym z najbardziej prestiżowych tygodników medycznych „The Lancet” 22 maja...

zobacz więcej

Z kolei naukowcy niemieccy z LIMES Institute na Uniwersytecie w Bonn pod kierunkiem dr. Andreasa Schlitzera ustalili, że szczepionka BCG zmienia w sposób długotrwały genetyczny program realizowany tam, gdzie nasze komórki układu odporności powstają, czyli w szpiku kostnym. Pewne geny stają się bardziej dostępne – zatem się ich używa.

Co więcej, geny owe, które stają się bardziej dostępne, a więc potencjalnie bardziej aktywne, nie tylko sterują produkcją istotnych cytokin. Są także swoim działaniu poddane kontroli przez czynnik zwany HNF. Skrót ten oznacza „wątrobowy czynnik jądrowy” – dla immunologów i genetyków oznacza to, że wytwarzane w sposób „na szybkie żądanie” cytokiny będą jednak pod ścisłą kontrolą i żadna burza się nie przydarzy. I to odkrycie uczonych z Bonn dałoby się przy okazji COVID-19, ale i innych poważnych chorób zakaźnych, wykorzystać terapeutycznie.

Z przyczyn dla nas jeszcze wciąż tajemnych w Polsce, Czechach, na Słowacji Węgrzech, Łotwie, Litwie i w Estonii pandemia przebiega łagodniej niż w winnych krajach (dane białoruskie i rosyjskie są w tej materii mało wiarygodne, więc ich tu nie uwzględniam). Z pewnością ten fenomen nie ma jednej przyczyny. Są nią i mutacje wirusa – znanych jest już 6822 takich zmutowanych miejsc po zsekwencjonowaniu 15691 wirusów wyizolowanych w różnych miejscach na świecie podczas tej epidemii. Każdy taki genom ma mniej więcej 30 tys. zasad RNA długości, czyli potencjalne miejsce zmutowane pojawia się co czwarte-piąte miejsce w sekwencji.

Ewidentnie, jak poucza ewolucjonizm chorób zakaźnych, kolejne „pasaże” wirusa przez ludzi powodują reakcje ich układu odporności, a co za tym idzie adaptację wirusa na poziomie genetycznym. Wirus nam łagodnieje. I taka jest na ogół historia relacji pasożyt-żywiciel. Dominuje jedna z tych mutacji (czyli dziś ponad 70 proc. wyizolowanych i poznanych na poziomie sekwencji szczepów ją niesie – nazywa się D614G).

Trwają jednak nadal nie bez kozery podjęte badania nad wpływem szczepionki BCG na tę przedziwną epidemiologiczną sytuację. Oczywiście jeszcze w marcu była to tylko zgrabnie wyglądająca korelacja (tam gdzie masowo szczepiono BCG, tam epidemia się nie rozbujała) i przyznam szczerze, że i ja – publicznie – byłam sceptyczna wobec tej hipotezy. Wiadomo bowiem, że korelacja, nawet dość ścisła, nie oznacza związku przyczynowo-skutkowego.

Dziś… Może pod wpływem obiecujących wyników wstępnych uzyskanych na 15 ochotnikach nie podjęłabym od razu decyzji o masowej akcji szczepień BCG (lub doszczepień, jak w przypadku Polski i innych krajów Europy wschodniej) przed jesiennym powrotem kolejnego wcielenia COVID-19, który jest raczej nie do uniknięcia. Jednak z pewnością zintensyfikowałabym badania nad tym niemal 100 lat liczącym specyfikiem, który został podany dotąd w miliardowych dawkach i uratował życie i zdrowie setkom milionów ludzi zanim pandemia COVID-19 nawet się pojawiła.

źródło:
Zobacz więcej