RAPORT

KORONAWIRUS: MAPY, STATYSTYKI, PORADY

Lewandowski jest wielki, chce być jeszcze większy. Cel: Liga Mistrzów

Robert Lewandowski od lat marzy o wygranej w Lidze Mistrzów. Teraz jest naprawdę blisko (fot. Getty Images)

Nigdy nie mieliśmy takiego piłkarza i – być może – jeszcze długo mieć nie będziemy. Robert Lewandowski jest w świetnej formie, bije rekord za rekordem, ale w jego głowie jest tylko jedno: triumf w Lidze Mistrzów. Aż trudno uwierzyć, że jeszcze kilkanaście lat temu wróżono mu, że nigdy nie zrobi kariery...

Ile rekordów pobije jeszcze Robert Lewandowski?

Cztery gole Roberta Lewandowskiego – w starciu Ligi Mistrzów jego Bayernu Monachium z Crveną Zvezdą w Belgradzie – wzbudziły falę zachwytu nad...

zobacz więcej

Nie chciał iść do Wisły Kraków, bo bał się rywalizacji z Pawłem Brożkiem. Miał 20 lat, został właśnie królem strzelców II ligi, mógł za moment walczyć z Barceloną w eliminacjach Ligi Mistrzów, ale zamiast lepszego klubu i trochę większych pieniędzy, wybrał „spokój” w Poznaniu.

Cudzysłów nieprzypadkowy – gdziekolwiek jest Franciszek Smuda, o spokoju nie ma przecież mowy. Ileż było zamieszania wokół tego transferu... „Franz”, znany ze swojego „oka” do piłkarzy, po obejrzeniu Lewandowskiego miał żądać zwrotu pieniędzy za paliwo. Późniejszy selekcjoner reprezentacji Polski, który przekonywał, że dobrego zawodnika pozna po tym, jak wchodzi po schodach, uznał, że z młodego napastnika Znicza Pruszków ludzi nie będzie. Wyszedł w połowie obserwowanego meczu i tyle go widzieli.

Smuda bronił się potem, że powiedział tak tylko w ramach „taktyki negocjacyjnej”, a tak naprawdę w Lewandowskim zakochał się od razu. – Zadzwoniłem do dyrektora, Marka Pogorzelczyka, no i mówię mu: „bierz pieniądze, pakuj się, przyjeżdżaj!”. Wiedziałem, że z tego „Lewego” będzie wielki zawodnik – tłumaczył w swoim stylu.

Jak było naprawdę, nie dowiemy się prawdopodobnie nigdy. Faktem jest, że w grze o 20-latka były jeszcze Wisła Kraków, Legia Warszawa, Jagiellonia Białystok, Górnik Zabrze... Pół Polski. Transfer do Poznania wymarzył sobie sam Lewandowski.

– W Lechu byli fajni ofensywni piłkarze, stwarzali dużo sytuacji, było z kim grać – tłumaczył ówczesny agent zawodnika Cezary Kucharski. – Zarobił też nieźle. Chciał 10 tysięcy miesięcznie i 100 tysięcy za podpis, a w dwa lata wyciągnął prawie trzy miliony. Załatwiłem mu dziesięć razy więcej niż planował! – opowiada Kucharski.

Za czasów Roberta Lewandowskiego, Lech był najlepszym polskim zespołem (fot. PAP)

Dziś brzmi to nieprawdopodobnie, ale mało brakowało, by żadnej wielkiej kariery nie było. Kilka lat przed tym, zanim „Lewy” pierwszy raz założył niebieską koszulkę z „8” na plecach, lekarze przewidywali, że co jak co, ale w piłkę na poważnym poziomie ten chłopak nie pogra. Władze Legii, której wówczas był zawodnikiem, zasugerowały się opiniami medyków i nie przedłużyły rocznego kontraktu z 17-latkiem.

Kontuzja uda uniemożliwiała płynne chodzenie, a kosztowna rehabilitacja drenowała domowy budżet. Mniej więcej w tym samym czasie zmarł też ojciec Roberta, Krzysztof. Tyle złych wiadomości, tyle niesprzyjających momentów, a wszystko jeszcze przed 18. urodzinami...

– Zawsze będę żałował, że tata nigdy nie widział moich występów na żywo. Odszedł, kiedy stawiałem pierwsze kroki w seniorskiej piłce. Mam nadzieję, że teraz patrzy na moje mecze z góry – mówił potem, odbierając jedną z wielu nagród.

Takie momenty budują jednak wielkie charaktery. Lewandowski zacisnął zęby, wziął się do pracy, a pomocną dłoń wyciągnął doń Andrzej Blacha – trener Znicza, który od dawna przyglądał się uzdolnionemu napastnikowi. Pierwszy sezon w Pruszkowie (klub występował wówczas na trzecim poziomie rozgrywkowym w Polsce) „Lewy” do dziś wspomina jako najważniejszy w karierze: odbudował się, został królem strzelców rozgrywek, a podczas wyjazdu integracyjnego przed studiami poznał sympatyczną koleżankę z AWF – Annę Stachurską. Co było dalej, opowiadać nie trzeba.

Robert i Anna Lewandowscy od lat pozostają szczęśliwym małżeństwem (fot. Getty)

– Pamiętam, ile razy w Lechu była gra taktyczna, kontrolna taka, i ja zawsze mówiłem: „Robert, musisz poprawić krycie piłki ciałem”. I para z Arboledą. Ten chłopak coś skorzystał z tych pojedynków. On go wywracał, krzyczeli „faul!”, „trenerze, faul!”, ale ja mówiłem, że nie ma fauli. I co? Teraz przyjmuje piłkę w powietrzu nawet w kontakcie z obrońcą – cieszy się Smuda, podkreślając swoje zasługi w wychowaniu Lewandowskiego.

Choć z trenerem kłócił się często, choć wielokrotnie mieli różną wizję na temat futbolu, przenosiny do Poznania okazały się „strzałem w dziesiątkę”. Lech z Lewandowskim, Stiliciem czy Peszką grał wtedy najładniejszą piłkę w Polsce. Brylowali w Europie, ich mecze oglądały miliony kibiców, a na 22-letniego napastnika parol zaginały powoli coraz ciekawsze kluby.



I znów: mógł zarabiać więcej, mógł być gwiazdą, ale zamiast miłego kontraktu w Turcji czy Rosji, uparł się na przenosiny do Borussii. „Uparł” to dobre słowo: tak otwarcie mówił o tym, że chce się przenieść do Dortmundu, że zupełnie popsuł pole do negocjacji i Lechowi, i Kucharskiemu. Stratny jednak ostatecznie nikt nie był.

W Niemczech dołączył do Kuby Błaszczykowskiego i Łukasza Piszczka. Nie zostali przyjaciółmi, do dziś ich relacja z „Lewym” jest raczej chłodna, ale nie miało to większego znaczenia: gdy wychodzili razem na boisko, trzęśli się obrońcy od Berlina po Kolonię.

Na te piękne „polskie” momenty w Bundeslidze trzeba było jednak trochę poczekać. Pierwszym napastnikiem był wówczas w Borussii Paragwajczyk Lucas Barrios, a trener Juergen Klopp widział Lewandowskiego nie jako typowego snajpera, lecz gracza ustawionego tuż przed polem karnym. – Wtedy mi się to zupełnie nie podobało, często dyskutowaliśmy, ale po latach widzę, że gra na „dziesiątce” dała mi bardzo wiele – opowiadał Polak.

Lewandowski strzelił 400. gola w klubowej karierze

Robert Lewandowski zdobył 30. w tym sezonie bramkę w 30. kolejce Bundesligi, a jego Bayern Monachium pokonał w Leverkusen Bayer 4:2 i umocnił się...

zobacz więcej

19 września 2010 roku, niecały miesiąc po 22. urodzinach, Robert Lewandowski zdobył pierwszego gola w Bundeslidze – w wygranym 3:1 meczu z Schalke 04. Do końca sezonu grywał raczej w końcówkach, ewentualnie jako cofnięty napastnik, za Barriosem, ale widać było, że Klopp szuka sposobów, by dla obu utalentowanych graczy znaleźć miejsce w pierwszym składzie.

Zanim wystartowały kolejne rozgrywki, okazało się, że już nie musi. Przynajmniej przez kilka tygodni. Zerwany mięsień sprawił, że Paragwajczyk wypadł z gry, a jedynym wyborem trenera został Lewandowski. Nie trzeba mówić, że Polak szansę wykorzystał: jak nie strzelał, to asystował, a gdy przed kilkudziesięcioma tysiącami kibiców w Dortmundzie zdobył hat-tricka w starciu z Augsburgiem (1 października 2010), nikt nie wyobrażał sobie, że Klopp mógłby jeszcze kiedykolwiek wygonić go na ławkę.

Z Lewandowskim w składzie Borussia odzyskała mistrzostwo, rok później je obroniła, zahaczając też o finał Ligi Mistrzów. Zanim do niego doszło, w półfinale polski napastnik dokonał sztuki niezwykłej: strzelił cztery gole Realowi Madryt (pięć, licząc oba mecze), przyciągając uwagę największych klubów świata. Z Realem na czele.



W Bundeslidze czuł się jednak dobrze, miał tam ugruntowaną pozycję, a Bayern oferował najciekawszy – z perspektywy 26-letniego napastnika – projekt. Wielu przewidywało, że to i tak wciąż wyłącznie przystanek przed grą w Anglii czy Hiszpanii, którą „Lewy” miał sobie wymarzyć. Bayern? Przystanek? Wielu polskich kibiców nie mogło się spodziewać, że dożyją takich czasów...

Do Monachium trafił po wygaśnięciu kontraktu z Borussią: po czterech udanych latach, okraszonych dwoma tytułami mistrzowskimi, dwoma wicemistrzowskimi, przegranym finałem Ligi Mistrzów i świeżo zdobytą koroną króla strzelców ligi niemieckiej. Brak Pucharu Mistrzów bardzo go bolał, przyznawał to wielokrotnie, a w Dortmundzie – choć Klopp stworzył świetną drużynę – możliwości wygrania Ligi Mistrzów były mniejsze niż choćby w Bayernie. To, oraz znacznie lepsze warunki finansowe, przekonały go, by żółtą koszulkę zamienić na czerwoną.

UEFA zdecydowała. Euro za rok, Liga Mistrzów w Portugalii, Gdańsk bez finału Ligi Europy

Dokończenie Ligi Mistrzów w sierpniu w Lizbonie, Gdańsk w tym roku bez finału Ligi Europy, której rozgrywki będą kontynuowane w Niemczech i bez...

zobacz więcej

W Bawarii mistrzostwo wygrywa rok po roku, koronę króla strzelców mógłby dostać już niemal na własność (zdobył cztery, zaraz sięgnie po piątą), zachwycił świat pięcioma golami strzelonymi w dziewięć minut, ale upragnionej Ligi Mistrzów jeszcze nie zdobył.

We wtorek pobił kolejny rekord: więcej niż 30 bramek w jednym sezonie jeszcze nie zdobył. W starciu z Werderem strzelił 31., wyjątkową z dwóch względów – nie tylko pozwoliła mu przełamać kolejną barierę, ale i zapewniła Bayernowi ósme z rzędu mistrzostwo.

Co teraz? Nawet oficjalny Twitter Bayernu Monachium nie ma wątpliwości. Nie ma też wątpliwości, kto ma po upragnione trofeum zespół poprowadzić...

Awans do ćwierćfinału tegorocznych rozgrywek Bayern ma już właściwie zapewniony: po efektownym zwycięstwie z Chelsea (0:3) w pierwszym meczu, trudno będzie cokolwiek zepsuć. Rewanże 7 i 8 sierpnia. Kilka dni później, między 12 a 23 sierpnia, w Lizbonie rozegrany zostanie miniturniej. Zagra w nim osiem najlepszych zespołów (na pewno będą to Atletico, PSG, RB Lipsk i Atalanta). Zwycięzca przejdzie dalej, przegrany odpadnie już po jednym starciu. Do szczęścia brakuje więc bardzo niewiele, a w zgodnej opinii ekspertów, Bayern gra teraz najpiękniejszą, najbardziej efektowną piłkę w Europie.

Czyżby już za dwa miesiące miało się spełnić największe piłkarskie marzenie Lewandowskiego? No, poza mistrzostwem świata z reprezentacją Polski, rzecz jasna. Trzymamy kciuki!

Najważniejsze rekordy Lewandowskiego:

– najszybszy hat-trick w historii Bundesligi – 3 minuty i 22 sekundy
– najszybsze zdobyte cztery bramki w historii Bundesligi − 5 minut i 42 sekundy
– najszybciej zdobyte pięć bramek w historii Bundesligi − 8 minut i 59 sekund
– pierwszy zawodnik w historii Bundesligi, który strzelił 10 goli w pierwszych 6 kolejkach
– pierwszy zawodnik w historii Bundesligi, który strzelił 11 goli w pierwszych 7 kolejkach
– najszybciej strzelone 50 goli w Bundeslidze − w 64 spotkaniach
– najwięcej goli strzelonych przez obcokrajowca − 233.

źródło:
Zobacz więcej