RAPORT:

KORONAWIRUS: MAPY, STATYSTYKI, PORADY

„Nie wiem, czy to prawda”. Posłanka Lewicy powiela mit o szarży polskiej kawalerii na czołgi

Jechanie z szabelkami na czołgi już było w naszej historii – powiedziała w TVP Info posłanka Lewicy Hanna Gill-Piątek. Dopytywana przez dziennikarza, w którym roku takie wydarzenie miało miejsce, stwierdziła ostatecznie, że „nie wie, czy to prawda”, ale „można posłużyć się symbolem i paralelą tego, że byliśmy bezsilni wtedy”. O komentarz do wypowiedzi posłanki poprosiliśmy historyka wojskowości z UKSW, dr. Adama Buławę.

„Konie i ułani są głęboko zakorzenieni w kulturze i świadomości Polaków”

W historii polskiej wojskowości wyjątkowe miejsce zajmują konie. – Od czasów husarii mamy wyjątkowy stosunek do koni. Nas, ułanów rekonstruktorów,...

zobacz więcej

Dr Adam Buława podkreślił, że mit o szarży polskiej kawalerii na niemieckie czołgi był rozpowszechniany zarówno przez niemiecką, jak i komunistyczną propagandę. – Niestety jest on tak głęboko zakorzeniony, przede wszystkim wśród obcokrajowców, ale też wśród naszego społeczeństwa, że pojawia się jako taki synonim polskiego dyletanctwa, czy nawet polskiej głupoty – mówi historyk.

Jak wyjaśnia dr Buława, Niemcy chcieli w ten sposób pokazać swoją przewagę militarną nad Polską. – Według tej propagandy polskie wojsko musiało bronić się przed czołgami kawalerzystami wyposażonymi w szable i lance – wyjaśnia historyk.

Rozmówca portalu tvp.info wskazał także, że 1 września 1939 r. odbyła się bitwa pod Krojantami, podczas której polscy ułani zostali zaskoczeni przez niewidoczne i zamaskowane niemieckie transportery.

– Tam doszło do szarży pułku ułanów na żołnierzy z batalionu piechoty. I w tym momencie, nagle, ze skrzydła zaatakowały ich transportery opancerzone, które ostrzelały ich z karabinów maszynowych – powiedział dr Buława.

Następnego dnia po bitwie – jak wyjaśnia nasz rozmówca – przybyli włoscy korespondenci, którzy mieli dowiedzieć się od strony niemieckiej, że polscy ułani ponieśli śmierć w czasie szarż na czołgi.

MON odpiera zarzuty Trzaskowskiego: Wojsku Polskiemu ufa aż 83 proc. Polaków

Każdego roku wydajemy co najmniej 2 proc. PKB na obronność, a dzięki inicjatywie prezydenta Andrzeja Dudy wydatki te będą rosły do 2,5 proc. PKB;...

zobacz więcej

Historię tej bitwy w wersji niemieckiej opisał włoski korespondent Indro Montanelli, który nie był świadkiem domniemanych szarż.

– Tak naprawdę całą relację wręcz wymyślił, na co jest dowód, ponieważ po wojnie w dzienniku „Corriere della Sera” pojawiła się jego odpowiedź na zapytanie Radosława Sikorskiego. Montanelli przyznał, że relacja z tamtej bitwy to były jego konfabulacje – mówi portalowi tvp.info dr Buława.

Dodał, że polska armia nie musiała dokonywać takich samobójczych szarż, ponieważ była wyposażona w broń pancerną i przeciwpancerną.

– Można powiedzieć, że jednostki ułańskie to była taka nowoczesna wersja dragonów. Kawalerzyści podjeżdżali i na miejscu bitwy walczyli spieszeni wykorzystując broń przeciwpancerną. Kawaleria manewrowała konno i walczyła pieszo. Przeciwko wozom pancernym i czołgom mogła wykorzystywać działania opóźniające w oparciu o przeszkody naturalne i zapory. Warto podkreślić, że w ogóle nie rozważano frontalnego ataku kawalerii na czołgi z użyciem broni białej czy palnej – powiedział nasz rozmówca.

– W czasie kampanii wrześniowej kawaleria polska dokonała 17 szarż, z których żadna nie miała na celu atakowania czołgów. Najczęściej były to ataki na piechotę, na kawalerię, na tabory, na obozy. Co ciekawe, większość zakończyła się sukcesem – podsumowuje dr Buława.

Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne
źródło:
Zobacz więcej