RAPORT

KORONAWIRUS: MAPY, STATYSTYKI, PORADY

Barbie śpiewa

Były prezydent Meksyku Felipe Calderon miał utrzymywać kontakty z kartelami narkotykowymi (fot. arch.PAP/EPA/Ricardo Maldonado Rozo)

Plata o plomo – srebro albo ołów. Nie chcesz po dobroci, to znikniesz. Przed takim wyborem staje wielu urzędników i funkcjonariuszy w Ameryce Łacińskiej. Stawiają go kartele narkotykowe, którym upatrzyło się wykorzystanie konkretnej osoby do swoich celów. Wiadomo, że w wielu krajach przestępcy dotarli w ten sposób do najwyższych szczebli władzy. Jeden ze współpracowników meksykańskiego Kartelu Beltran-Leyvów ujawnił, że grube miliony trafiły do otoczenia ówczesnego prezydenta kraju Felipe Calderona.

Narkodyktatura

Przemyt narkotyków z Ameryki Południowej do Stanów Zjednoczonych to niezwykle dochodowy interes. Zwęszyły go nie tylko kartele; okazuje się, że...

zobacz więcej

Trudno nie odnieść wrażenia, że wojna z narkotykami w Ameryce Łacińskiej jest skazana na porażkę. Służby mogą wygrywać pojedyncze bitwy, okazywać skuteczność w kampaniach, ale ostatecznie i tak przestępczość zorganizowana będzie górą. Dzieje się tak z prostej przyczyny. Działalność gangów nakręca stale rosnący popyt Amerykanów na narkotyki.

Dopóki w Stanach Zjednoczonych dziesiątki milionów osób będą chciały korzystać ze środków odurzających, od marihuany po metamfetaminę, fentanyl i heroinę, dopóty funkcjonować będą organizacje stawiające sobie za punkt honoru, żeby im te substancje dostarczyć. Oznacza to permanentną wojnę między samymi kartelami i tysiące ofiar, gdyż w tym przypadku tak rozwiązuje się nieprzyjemny problem ekonomicznego mechanizmu konkurencji, oraz wojnę ze służbami.

W przypadku Meksyku mechanizm jest tyleż prosty co ponury. Kraj jest wprawdzie zakwalifikowany przez Międzynarodowy Fundusz Walutowy tylko do państw rozwijających się, ale ma jedną z kluczowych gospodarek na świecie. Po pierwsze, zaopatruje Stany Zjednoczone w tanią siłę roboczą. Po drugie, jest głównym eksporterem narkotyków do USA. Ich wartość to setki miliardów dolarów rocznie.

Narkologistyka

Narkotyki wytwarzane w Meksyku zalewają USA, ale jest to też ostatni przystanek przed podróżą do Stanów Zjednoczonych dla środków odurzających wyprodukowanych w Ameryce Południowej – głównie kokainy. Kraj jest więc najważniejszym centrum logistycznym w obrocie narkotykami.

Całość oznacza ogromne pieniądze, niestety nie przekłada się to na wzrost zamożności społeczeństwa czy poprawę infrastruktury. Zyski trafiają do karteli, które inwestują je w najmniej potrzebny produkt – dalszy wzrost przemocy. Od 2006 roku w wojnie narkotykowej zginęło już ponad 200 tysięcy osób, głównie w stanach Chihuahua, Sinaloa i Tamaulipas. Średnio kosztuje ona życie około stu osób miesięcznie.

Republika kokainowa

„Plata o plomo” – srebro albo ołów. To ponure hasło jest ulubioną przepustką karteli narkotykowych do korumpowania funkcjonariuszy i urzędników...

zobacz więcej

Jakkolwiek wojna by nie była okrutna i kosztująca życie wielu cywilów, wydaje się ona być przykrą koniecznością. Tracą na niej wszystkie strony, ale trudno, żeby państwo nie chciało zwalczać przestępczości zorganizowanej. Pierwszym prezydentem Meksyku, który wypowiedział jej bezwzględną wojnę był Felipe Calderon.

Już pierwszego dnia po zaprzysiężeniu w grudniu 2006 roku konserwatywny polityk (rządził do 2012 roku) rozkazał wprowadzenie podwyżek dla funkcjonariuszy Policji Federalnej oraz żołnierzy. Rewolucją Calderona było wprowadzenie do akcji przeciwko kartelom wojska, argumentując, że policja lokalna sobie nie radzi, do tego jest podatna na korupcję.

W kieszeni bossów

Połączone siły armii i Policji Federalnej – policja stanowa zwykle siedzi w kieszeni bossów karteli albo jest zastraszona – zaczęła urządzać obławy na członków organizacji przestępczych, niszczyć plantacje maku, z którego robi się heroinę oraz konopi i przejmować transporty kokainy. Aresztowano wielu członków gangów, choć w wielu przypadkach brakowało skuteczności również po stronie wymiaru sprawiedliwości, ale z sądownictwem władza centralna już nie potrafiła sobie poradzić.

Kartele odpowiedziały przemocą. Po obu stronach zaczęli ginąć ludzie, efekt był w zasadzie łatwy do przewidzenia. Osłabienie jednego kartelu powodowało, że natychmiast zyskiwała konkurencyjna organizacja. Rywalizacja między nimi tylko zwiększała chaos.

Wojna z narkotykami zdaje się być z góry skazana na porażkę (fot. DEA)

100 mln dolarów łapówki? „El Chapo” miał przekupić prezydenta Meksyku

W 2012 roku ówczesny prezydent Meksyku Enrique Pena Nieto przyjął łapówkę w wysokości 100 mln dolarów od meksykańskiego barona narkotykowego...

zobacz więcej

Jedną z grup, które udało się rozbić był Kartel Beltran-Leyvów, przez pewien czas należący do najgroźniejszych organizacji przestępczych w Meksyku. Warto mu się przyjrzeć, gdyż właśnie on miał rzekomo skorumpować prezydenta Calderona i jego kamarylę. Powstał w 2008 roku jako gałąź Kartelu z Sinaloa Joaquina „El Chapo” Guzmana. Założyło go pięciu obrotnych braci Beltran-Leyva: Marcos Arturo, Carlos, Alfredo, Mario Alberto oraz Hector.

Kierowani przez Arturo bracia przez wiele lat współpracowali z Guzmanem. Gdy w marcu 2003 roku został aresztowany Osiel Cardenas, lider konkurencyjnego Kartelu z Zatoki, i „El Chapo” obmyślił zająć jego terytoria, jedną z kluczowych ról w ofensywie na północnym wschodzie Meksyku odegrali bezwzględni Beltran-Leyvowie. Za swoje zaangażowanie otrzymali prawo do założenia własnej organizacji.

Szerokie spektrum zainteresowań

Bracia okazali się być niezwykle skuteczni. W krótkim czasie opanowali znaczne obszary Meksyku, głównie północną część stanu Sinaloa, Morelos i Guerrero. Działali również w stanach Quintana Roo, Oaxaca, Chiapas i Nayarit, zaś ich placówki handlowe działały amerykańskich stanach Kalifornia, Nevada, Teksas i Nowy Meksyk. Nie ograniczali się tylko do przemytu narkotyków, nie gardzili również przemytem ludzi, handlem bronią, wymuszeniami, porwaniami czy paserstwem.

Beltran-Leyvowie doskonale rozumieli rolę przekupywania funkcjonariuszy, polityków i urzędników wymiaru sprawiedliwości, „smarowali” nawet agentów Interpolu. Nie uchroniło ich jednak to przed upadkiem. W zasadzie zaskakująco szybkim. Zaczęło się już w styczniu 2008 roku od aresztowania Alfredo „El Mochomo”, który wówczas kierował organizacją, a obecnie odsiaduje wyrok dożywocia w USA.

Co ciekawe, nie osłabienie przywództwa przesądziło o porażce, a nieprzymyślana zemsta i zatarg z „El Chapo”. Odpowiedzią Beltran-Leyvów na aresztowanie Alfredo w pierwszej kolejności był zamach na komisarza Policji Federalnej Edgara Eusebio Millana Gomeza i kilku innych wysokich rangą funkcjonariuszy w stolicy kraju.

Korupcja, narkotyki, chaos. Prezydent nie zamierza ustępować

Przemyt narkotyków i pranie brudnych pieniędzy niekoniecznie muszą być domeną typów spod ciemnej gwiazdy. Takie dodatkowe źródła dochodu potrafią...

zobacz więcej

Zamachów byłoby zresztą więcej, w mieście Meksyk zatrzymano grupę sicarios mającą dziesiątki karabinów szturmowych, pistoletów i granatników, 30 granatów i kamizelki kuloodporne z wymownymi napisami FEDA – skrót po hiszpańsku od Siły Specjalne Artura.

Strategiczny błąd

Kolejnym błędem było oskarżenie Guzmana, że wsypał Alfredo, swojego głównego specjalistę od prania pieniędzy. Żądny krwi Arturo zarządził krwawą zemstę. Do „El Chapo” nie udało się dotrzeć, „Grubasek” za dobrze się chronił, ale udało się zamordować jego 22-letniego syna Edgara Guzmana Lopeza. W maju 2008 roku na parkingu przy centrum handlowym w Culiacan w stanie Sinaloa na tamten świat wyprawiło go co najmniej piętnastu zamachowców uzbrojonych między innymi w karabiny szturmowe i granatniki.

Sprzymierzenie się z potężnymi organizacjami przestępczymi – Kartelem z Juarez oraz Los Zetas – nie pomogło braciom. Wojna z Guzmanem i polowanie ze strony służb sprawiło, że Kartel Beltran-Leyvów został ostatecznie rozbity w październiku 2014 roku. Jako ostatni wpadł Hector, za którego amerykański Departament Skarbu wyznaczył 5 milionów dolarów nagrody. Zmarł za kratkami w listopadzie 2018 roku na zawał serca.

Ponieważ świat przestępczy nie lubi próżni, resztki kartelu podzieliły się na mniejsze, niezależne grupki, żywot niektórych był krótki, inne sprzymierzyły się z większymi organizacjami. Wydawałoby się, że tak zakończyła się historia Kartelu Beltran-Leyvów, ale ma ona obecnie ciąg dalszy. Miejscowe media ujawniły, że bracia w swoim korupcyjnym procederze dotarli do szczytów meksykańskiej władzy.

Wgląd w działalność kartelu dał Edgar Valdez Villarreal, który przemycał dla braci narkotyki do Stanów Zjednoczonych, ale nie jako byle kierowca z kokainą skitraną w baku auta a menedżer wysokiego szczebla. Okazało się, że w latach 2008-10 – gdy w najlepsze szmuglował kontrabandę – był jednocześnie informatorem amerykańskich służb. Valdez, obywatel USA znany jako „La Barbie” ze względu ze względu na swoją jasną skórę, współpracował zarówno z DEA jak i FBI.

Wojna o narkotunele

Wyrok dożywocia i odsiadka w więzieniu supermax Joaquina „El Chapo” Guzmana to ogromny sukces w walce z narkotykami. Być może największy od...

zobacz więcej

Odtajnione dokumenty

Jego zeznania wyszły na jaw po odtajnieniu dokumentów z procesu, który przeprowadzono w Atlancie stanie Georgia, a w którym w 2018 roku skazano go na 50 lat więzienia. Nasuwa się oczywista wątpliwość, że Valdez mógł zmyślać, oczerniać innych, licząc na łagodniejszy wyrok. Tego nie da się wykluczyć, można jednak domniemywać, że zapewne mówił prawdę, inne jego informacje się bowiem potwierdzały.

Co zatem zeznał „La Barbie”? Ujawnił on między innymi, że skorumpowani urzędnicy gabinetu prezydenta Calderona przekazali Kartelowi z Sinaloa oraz Kartelowi Beltran-Leyvów tożsamości agentów DEA działających w Meksyku. Mało tego, organizacje przestępcze otrzymały nawet zdjęcia rzeczonych agentów oraz informacje o tym, gdzie przebywają, co oznaczało dla nich wyrok, a potem bolesną śmierć. Faktycznie, w rzeczonym okresie został zamordowany co najmniej jeden agent DEA.

Oczywiście zeznania Valdeza nie opierały się tylko na słowach, że ktoś coś komuś przekazał. Meksykańska dziennikarka Anabel Hernandez opublikowała w serwisie „Aristegui Noticias” artykuł, w którym wskazała, że w 2012 roku prawnik przemytnika dał jej list od przestępcy z informacjami o tym jak dawał wielomilionowe łapówki – oczywiście w dolarach nie peso – Genaro Garcii Lunie, Sekratarzowi ds. Bezpieczeństwa Publicznego w rządzie Calderona, jednemu z jego najbliższych i najbardziej zaufanych współpracowników prezydenta.

Zarzuty korupcyjne wobec Luny pojawiały się już wielokrotnie. W 2013 roku amerykański magazyn „Forbes” umieścił go na liście najbardziej skorumpowanych Meksykanów. Luna oczywiście poszedł w zaparte, wysłał do redakcji list, w którym nazwał twierdzenia kłamstwem.

Po raz kolejny jego nazwisko wypłynęło w trakcie procesu „El Chapo”. Jesus Zambada Garcia, brat wspólnika Guzmana Ismaela Zambady Garcii, zeznał, że dwukrotnie przekazywał Lunie walizki wypchane trzema milionami dolarów w gotówce.
Edgar Valdez Villarreal „La Barbie” oskarżył byłego prezydenta Meksyku (fot. Agencia de Investigacion Criminal)

Kartele przejmują rządy w Meksyku

Krwawa wojna domowa w Meksyku cały czas przybiera na sile. Mimo zapowiedzi kolejnych prezydentów o zajęciu się problemem, sytuacja pogarsza się z...

zobacz więcej

Były minister Calderona został aresztowany w grudniu ubiegłego roku w Dallas pod zarzutem przyjmowania łapówek od Kartelu z Sinaloa w celu importu wielu ton kokainy do USA. Pieniądze miał ukrywać na kontach między innymi w Stanach Zjednoczonych, Zjednoczonym Królestwie, Hongkongu, Izraelu a także na Barbados, Cyprze i Łotwie. Łącznie miał w ten sposób uciułać przeszło 50 milionów dolarów.

Obecnie przebywa on w amerykańskim areszcie i czeka na proces. Jeszcze nie wiadomo, gdzie się on odbędzie, gdyż władze Meksyku chcą przeprowadzenia ekstradycji, by osądzić go w kraju. W marcu i kwietniu tego roku prawnicy Luny chcieli, by amerykański sąd wyznaczył kaucję, ale ten się oczywiście na to nie zgodził.

Ambasador odpaliła bombę

Kolejną bombę odpaliła była ambasador USA w Meksyku Roberta S. Jacobson, która na początku maja oświadczyła, że Calderon wiedział o związkach Luny z kartelami. W wywiadzie dla meksykańskiego magazynu „Proceso” odrzuciła twierdzenia, że amerykańskie służby nie podjęły działań w sprawie skorumpowanego sekretarza.

– Obwinianie USA za to, że posiada konkretne informacje i sugerowanie, że rząd meksykański nie miał takich samych informacji o korupcji i problemach urzędnika jest niezwykle naiwne i gorsze od dwulicowości – powiedziała umiarkowanie dyplomatycznie. Dodała, że Departament Stanu USA uzyskał informacje o korupcji Luny od amerykańskich urzędników w Meksyku, którzy mieli je ze źródeł meksykańskich.

Calderon naturalnie stanowczo zaprzeczył tym twierdzeniom. Co ciekawe, sugestie, że prezydent wiedział o układach Sekretarza ds. Bezpieczeństwa Publicznego pokrywają się z zeznaniami „Barbiego” spisanymi w liście do Hernandez. Dziennikarka poinformowała, że przemytnik napisał o spotkaniu Calderona z czołowymi przedstawicielami karteli. Miało do niego dojść pod koniec 2006 roku, wkrótce po tym jak nowo zaprzysiężony prezydent ogłosił swoją wojnę z narkotykami.

„El Mencho” znaczy śmierć. Meksyk w odmętach wojny domowej

Ciała rozpuszczane w kwasie, zwłoki wywieszane na wiaduktach z wiadomościami od karteli, głowy poniewierające się po ulicach, brutalne morderstwa...

zobacz więcej

Oceniła, że Valdez podzielił się tą wiedzą z DEA i FBI gdy współpracował z tymi agencjami. Sam prawnik przemytnika przekonywał, że rzekomy konflikt Calderona z kartelami nie był wojną przeciwko narkotykom a „wojną dla narkotyków”.

Ofiara prześladowań?

Były współpracownik Kartelu Beltran-Leyvów przekonywał zaś, że został aresztowany w Meksyku, ponieważ nie chciał współpracować z Calderonem. „Moje aresztowanie było konsekwencją prześladowań politycznych stosowanych przez Felipe Calderona, który zaczął mnie nękać, gdyż odmówiłem udziału w porozumieniu, którą Calderon chciał zawrzeć ze wszystkimi zorganizowanymi grupami przestępczymi” – zacytowała go Hernandez.

Może tak było, tego nie przesądzimy, choć warto dalej śledzić tą sprawę, bo ani chybi będzie miała swoją kontynuację. Pewnym jest natomiast, że DEA już w trakcie prezydentury Calderona wiedziało, że Beltran-Leyvowie dają łapówki wysokim rangą urzędnikom. W raporcie z 2009 roku wymieniono w tym kontekście między innymi zastępcę Prokuratora Generalnego Jose Luisa Santiago Vasconcelosa.

Vasconselos, który przysłużył się w przeprowadzeniu ekstradycji do USA Osiela Cardenasa, lidera Kartelu z Zatoki oraz Los Zetas, już nie może się bronić. Zginął w listopadzie 2008 roku w tajemniczej katastrofie śmigłowca. Już wcześniej dochodziło do prób zamachów na jego życie.

Jeżeli korupcja w gabinecie Calderona się potwierdzi, były prezydent dołączy do niechlubnej listy przywódców w Ameryce Łacińskiej, którzy zamiast walczyć z organizacjami przestępczymi czerpali profity z ich działalności. Jest ona coraz dłuższa. Dołączyć może do niej także następca Calderona Enrique Pena Nieto, którego podczas procesu „El Chapo” kolumbijski boss narkotykowy Alex Cifuentes oskarżył o przyjęcie 100 milionów dolarów łapówki. Pazerny prezydent miał się ponoć domagać ćwierć miliarda.

źródło:
Zobacz więcej