RAPORT

Wojna na Ukrainie

Emir nie żyje, co na to Afryka?

Informacja o zabiciu Abdelamaleka Drukdela przez Francuzów została zepchnięta na margines przez doniesienia o kolejnych protestach (fot. REUTERS/Khalil Ashawi)
Informacja o zabiciu Abdelamaleka Drukdela przez Francuzów została zepchnięta na margines przez doniesienia o kolejnych protestach (fot. REUTERS/Khalil Ashawi)

Informacja o zabiciu Abdelamaleka Drukdela przez Francuzów w północnym Mali została zepchnięta na margines przez doniesienia o kolejnych protestach i zamieszkach przetaczających się przez USA, a także Europę. Tymczasem chodzi o jednego z najważniejszych dżihadystów, ponoszącego kierowniczą odpowiedzialność za liczne zamachy i porwania. Jego rola niewiele ustępowała tej jaką odgrywał Osama bin Laden czy Abubaker al-Bagdadi.

Zabito szefa północnoafrykańskiej Al-Kaidy. Jego współpracownicy „zneutralizowani”

Minister obrony Francji Florence Parly potwierdziła w piątek, że francuski kontyngent w Mali zlikwidował 3 czerwca szefa Al-Kaidy w Afryce Płn.,...

zobacz więcej

Początek – algierska wojna domowa

Wszystko zaczęło się w 1991 r., gdy wybory parlamentarne w Algierii wygrali islamiści. Armia dokonała wtedy zamachu stanu i rozpoczęła się wojna domowa w tym północnoafrykańskim kraju. Urodzony w miejscowości Meftah w północnej Algierii Abdelmalek Drukdel był wtedy 21-letnim studentem matematyki. Poza tym niewiele wiadomo o jego karierze do 2004 r., gdy stanął na czele dżihadu w północnej Afryce. Prawdopodobnie przez jakiś czas walczył w Afganistanie, gdzie poznał Abu Musabę al-Zarqawiego, pierwszego emira Al-Kaidy w Iraku.

Zarqawi, nawet jak na standardy Al-Kaidy był bardzo radykalny, kierując się ideologią takfiri, zgodnie z którą muzułmanie nie podzielający salafickiej ortodoksji i dżihadystycznego ekstremizmu uznawani są za apostatów i jako niewierni zasługują na śmierć. Zarqawi z cała pewnością odegrał ważną rolę w ukształtowaniu Drukdela i jego późniejszych działań w Algierii oraz całej Afryce Północnej. Algierczyk, w przeciwieństwie do swego mentora, którego Amerykanie zabili już w 2006 r., nie dał się jednak tak łatwo zlikwidować.

W trakcie wojny domowej w Algierii doszło do licznych podziałów w gronie islamistów. Wiązały się one z terrorem wobec cywilów ze strony radykalniejszych grup, z którymi od samego początku związany był Drukdel. Skrajni dżihadyści sprzeciwiali się też negocjacjom z władzami Algierii, a wojnę chcieli przenieść również na terytorium Francji dokonując tam zamachów. W 2002 r. walczący z rządem algierskim dżihadyści byli jednak już zdziesiątkowani. Główna organizacja terrorystów tj. Islamska Grupa Zbrojna (GIA) praktycznie przestała istnieć.

Na placu boju pozostała powstała w 1998 r. niewielka Salaficka Grupa Kaznodziejstwa i Walki (GSPC), której lider Nabil Sahrawi został zabity w 2004 r. Jego poprzednik Hassan Hattab poddał się natomiast władzom Algierii. Wtedy na czele grupy, pozbawionej pieniędzy i ograniczającej swą działalność do drobnych potyczek z algierską policją i wojskiem, stanął 34-letni Drukdel.

Jak Amerykanie rosyjskiego generała schwytali. Pustynne gry wojenne

Siły USA wciąż są w Syrii – i to jest ogromny problem dla Asada, Erdogana i Putina. Amerykanie nadal de facto współpracują z Kurdami i odstraszają...

zobacz więcej

Dżihadystyczny skok na kasę – porwania

Nowy lider szybko zreorganizował całą strukturę, przyjmując strategię opartą na sianiu terroru poprzez zamachy samobójcze oraz zbieraniu pieniędzy dzięki kontroli szlaków przemytniczych oraz porywaniu europejskich turystów podróżujących po Saharze. Jeśli chodzi o tą drugą kwestię to zapoczątkował ją inny Algierczyk, Abderrazak „El Para”, który w 2003 r. porwał 32 turystów (głównie z Niemiec i Austrii), w trakcie ich podróży po pustyni na południu Algierii.

Całe to wydarzenie budziło później wątpliwości, czy aby nie były w nie zamieszane algierskie służby specjalne, gdyż porwani byli traktowani bardzo dobrze, (co nie miało miejsca przy następnych porwaniach). Le Monde Diplomatique w 2005 r. zasugerowało, że El Para był agentem algierskim, a porwanie miało charakter „false flag”, co miało też potwierdzać to, że po tym, jak w 2004 r. El Para znalazł się w rękach algierskich władz, to nie odbył się żaden proces, tylko słuch po nim zaginął.

Tak czy siak za porwanych zapłacono okup, (choć nikt tego oficjalnie nie potwierdził), co zachęciło do kolejnych porwań, znacznie bardziej brutalnych. W międzyczasie Drukdel złożył przysięgę wierności Al-Kaidzie, a GSPC przekształciło się w Al-Kaidę Islamskiego Maghrebu (AQMI) z Drukdelem na czele jako emirem. Jako lider Drukdel nie kierował przy tym bezpośrednio akcjami terrorystycznymi. To należało do podporządkowanych mu katib (oddziałów), na których czele stali często pustynni watażkowie, tacy jak Mokhtar Belmokhtar, znany też jako Mister Marlboro, czy Abu Zeid. Belmokhtar, choć również walczył w Afganistanie, był przede wszystkim przemytnikiem (stąd przezwisko), a sojusz z dżihadystami wynikał z jego biznesowego pragmatyzmu. Abu Zeid, również Algierczyk, był natomiast znacznie bliższy Drukdelowi i okrutniejszy od Belmokhtara. To on był odpowiedzialny za egzekucje (odcięcie głowy) brytyjskiego turysty Edwina Dyera w 2009 r. i pracownika humanitarnego Micheala Germaneau w 2010 r.

Hezbollah, Iran i Turcja odrzucają plan pokojowy USA dla Bliskiego Wschodu

Wspierana przez Iran libańska organizacja Hezbollah odrzuciła ogłoszony przez prezydenta USA plan pokojowy dla Bliskiego Wschodu i określiła go...

zobacz więcej

Kokainowe interesy dżihadystów z politykami

Porwania dały AQMI dziesiątki milionów euro na jej terrorystyczną działalność. Drugim intratnym źródłem dochodu był natomiast przemyt, w tym narkotyków, a w szczególności pochodzącej z Ameryki Płd. kokainy. Okrężna droga przez Afrykę do Europy była znacznie bezpieczniejsza, a powszechna korupcja w Afryce ułatwiała szmuglowanie narkotyków. Dotyczyło to również rządów w Mali, zwłaszcza za kadencji Amadou Toumani Tourre (2002 – 2012). W listopadzie 2009 r. proceder ten został przypadkowo ujawniony, dzięki katastrofie Boeinga 727 (znanego później jako Air Cocaine), który rozbił się na Saharze w płn. Mali, przewożąc ok. 10 ton białego proszku z Kolumbii.

Deale prezydenta Amadou Toumani Toure z AQMI doprowadziły do tego, że organizacja ta stworzyła sobie w północnym, pustynnym Mali bezpieczne schronienie, w tym bazy wypadowe, z których dokonywała ataków na terenie Mauretanii, Algierii czy Nigru, w tym również porwań. Układ z Mali był taki, że w tym kraju AQMI nie atakowała, za to tu trzymała zakładników i obcinała im czasem głowy. Ale nie to było oczywiście celem, tylko kasa. A kasa płynęła dzięki mediacji, której podejmował się prezydent Mali. Łącznikiem był natomiast Iyad ag Ghali, Tuareg z arystokratycznej kasty Ifoghas, a zarazem jeden z przywódców nacjonalistycznej rebelii Tuaregów w latach 90. Dziś, po śmierci Drukdela, to właśnie 66-letni Iyad ag Ghali jest najprawdopodobniej nr 1 Al-Kaidy (i szerzej świata dżihadu) w Afryce Północnej.

Przełomowy rok 2012

W 2011 r. obalenie Muammara Kadafiego w Libii zburzyło ład w całej Afryce Północnej. Dżihadyści wypełnili lukę po dyktatorze w Libii, znacznie wzmacniając swoją pozycję w całym regionie. Państwa Sahelu, takie jak Mali czy Niger, straciły wsparcie ze strony Libii, które konieczne im było dla utrzymywania etnicznej równowagi. Państwa te, sztucznie stworzone przez francuskie władze kolonialne, zamieszkiwane są przez różne, transgraniczne plemiona takie jak Fulani, Songhai czy Tuaregowie (w przypadku tych ostatnich dochodzi kwestia rasowa bo według standardów afrykańskich nie są oni Czarni). Kadafi otaczał się również byłymi rebeliantami tuareskimi, których służba u libijskiego przywódcy była na rękę władzom Mali czy Nigru, bo mieli spokój. W 2011 r. skończył się on i Tuaregowie wrócili do domu niemal od razu wzniecając rebelię. 17 stycznia 2012 r. nowe ugrupowanie o nazwie Ruch Narodowy Wyzwolenia Azawadu (MNLA) ogłosił powstanie niepodległego państwa o nazwie Azawad ze stolicą w Timbuktu (tymczasowo w Gao, a potem w Kidalu).

Izraelski atak rakietowy na Syrię. Informuje Damaszek, Jerozolima milczy

Co najmniej trzy rakiety wystrzelił Izrael z okupowanych Wzgórz Golan na cele w pobliżu stolicy Syrii, Damaszku – poinformowała syryjska agencja...

zobacz więcej

MNLA nie miała agendy dżihadystycznej lecz nacjonalistyczną, a Tuaregowie starali się przekonać świat do poparcia ich sprawy twierdząc, że są jedyną siłą zdolną skutecznie zniszczyć Al-Kaidę na Saharze. Nie uzyskali jednak wsparcia, a sytuacja bardzo szybko skomplikowała się wraz z pojawieniem się dwóch innych organizacji, ściśle związanych z AQMI: Ansar Dine z Iyadem ag Ghalim na czele oraz MUJAO (Ruch Monoteizmu i Dżihadu w Afryce Zachodniej), zdominowanego przez Sahrawijczyków, (czyli mieszkańców okupowanej przez Maroko Sahary Zachodniej), ale z katibami tworzonymi według podziałów etnicznych przez Fulanich, Songhai czy malijskich Arabów. Oczywiście Abu Zeid i Mokhtar Belmoktar również odgrywali kluczową rolę w tym dżihadzie prowadzonym jednocześnie przeciwko MNLA, jak i malijskim władzom.

Francja ratuje Bamako

AQMI, MUJAO i Ansar Dine okazały się bardzo skuteczne, opanowując niemal całe północne Mali, w tym dwa główne miasta: Gao i Timbuktu i wprowadzając tam rządy oparte na zasadach przypominających te obowiązujące później w Państwie Islamskim. Co ciekawe Drukdel, który nie wychodził z ukrycia, okazał się wówczas w pewnym sensie „głosem rozsądku i umiarkowania”, apelując do liderów powstającego w Mali emiratu o to, by nowe zasady wprowadzali stopniowo, tak by zyskać wsparcie miejscowej ludności.

We wrześniu oddziały Iyada ag Ghali zajęły miejscowość Douentza w środkowym Mali i stało się jasne, że zamierza iść dalej na południe, by zdobyć stolicę tego kraju Bamako. Francuzi, którzy mają w sąsiednim Nigrze kopalnie uranu, zdecydowali się na przeprowadzenie (przy współpracy z Czadem) interwencji wojskowej o nazwie Operacja Serwal. W pierwszym etapie okazała się ona dość skuteczna, gdyż dżihadyści bardzo szybko zostali rozbici. Abu Zeid próbował schronić się w górach Tighargharu ale Francuzi dorwali go tam, likwidując wraz z nim około 40 dżihadystów. Sahrawijczycy z MUJAO uciekli do swojej enklawy Tindouf w Algierii. Więcej szczęścia miał Ag Ghali, a także (przynajmniej do czasu) Belmokhtar.

Nocny ostrzał bazy wojskowej w Homs. Syria oskarża Izrael

Syryjska armia poinformowała o nalocie na bazę lotniczą T-4 w prowincji Homs. Damaszek uważa, że ataku dokonała armia izraelska. Tel Awiw nie...

zobacz więcej

Niepotwierdzony koniec jednookiego szmuglera

Relacje Belmokhtara z Drukdelem były napięte, gdyż Mister Marlboro ogłosił, że nie podlega pod emira Maghrebu, ale bezpośrednio pod lidera całej Al-Kaidy, czyli Ajmana al-Zawahiriego. Chodziło oczywiście o pieniądze, tj. podział dochodów z porwań i przemytu, którymi jednooki szmugler nie miał ochoty dzielić się z emirem. Był jednak zbyt skuteczny, by Al-Kaida chciała się go pozbyć, a Drukdel ryzykował konfrontację. W sierpniu 2013 r. Belmokhtar zorganizował głośny atak na rafinerię In Amenas. Celem było wzięcie zakładników i zdobycie okupu, ale sytuacja się skomplikowała i zakończyło się to masakrą. Belmokhtara już ogłoszono trupem, ale okazało się, że się wymknął (już wcześniej jednym z jego przydomków był „Nieuchwytny”).

Jego nowa, konkurencyjna wobec AQMI, organizacja nosiła nazwę al-Mourabitun i po tym, jak w 2014 r. w północnej Afryce pojawiło się też Państwo Islamskie, stała się przedmiotem zabiegów wysłanników „kalifa”, który chciał przeciągnąć jednookiego szmuglera na swoją stronę. Belmokhtar zachował jednak lojalność wobec Zawahiriego, przynajmniej formalną. W czerwcu 2015 r. jego kariera zakończyła się w wyniku pewnego nalotu USA na południu Libii. Co prawda jego śmierć nigdy nie została potwierdzona, ale od tego czasu słuch po nim zaginał.

Dżihadystyczni Fulani

Drukdel raczej nie płakał po krnąbrnym przemytniku. Tymczasem w lipcu 2014 r. Francuzi ogłosili zakończenie operacji Serwal. Ale problem z dżihadystami w Afryce Północno-Zachodniej wcale nie był załatwiony, tylko charakter działań wojskowych uległ zmianie. Zaczęła się operacja Barkhane, prowadzona pod przywództwem Francji, ale m.in. ze wsparciem USA, i obejmująca swym zasięgiem cały obszar Sahelu.

Repetowicz: Krwawa farsa w Syrii

Syryjska wojna domowa coraz bardziej przypomina krwawą tragifarsę, w której deklaracje poszczególnych aktorów rozmijają się z ich faktycznymi...

zobacz więcej

Terroryści też się przegrupowali. Na początku 2015 r. powstał Front Wyzwolenia Macina, złożony z członków grupy etnicznej Fulani i nawiązujący do państwa istniejącego w XIX w. Fulani, nazywani czasem Cyganami Afryki, to lud koczowniczy, często wchodzący w konflikty z osiadłymi plemionami rolniczymi. Ma jednak tradycje państwowe. Na początku XIX w. Fulani ogłosili dżihad, którego rezultatem było założenie kilku opartych na szariacie państw m.in. kalifatu Sokoto oraz Imperium Masina. Dziś populacja Fulanich liczy ok. 25 mln osób i rozrzucona jest po kilkunastu krajach Afryki. W wielu z nich, w tym w szczególności w Mali i Burkina Faso, oddziały Fulanich odpowiedzialne są za liczne masakry. Odpowiedzią na nie są kontrmasakry, których ofiarą padają mieszkańcy wiosek Fulanich.

Nowe ataki i nowe podziały

Wzmocnieniu dżihadystów, zwłaszcza Fulanich, w Sahelu pomogło też obalenie autokratycznego prezydenta Burkina Faso Blaise’a Compaore w październiku 2014 r. W rezultacie terroryści związani z AQMI odzyskali zdolność do przeprowadzania spektakularnych zamachów. W listopadzie 2015 r. w zamachu na hotel Radisson Blue w Bamako wzięto 170 zakładników, a ostatecznie zginęło 20 osób. Dwa miesiąc później Al-Kaida dokonała masakry w stoicy Burkina Faso Ouagadougou. Kolejny atak na luksusowy ośrodek turystyczny w Bamako miał miejsce w czerwcu 2017 r. Natomiast spore połacie wschodniej części Burkina Faso znalazły się de facto poza kontrolą rządu.

Wzmocnieniu aktywności AQMI w Sahelu służyło połączenie się w marcu 2017 r. Ansar Dine i Frontu Wyzwolenia Macina w jedną organizację o nazwie Dżama’at Nasr al-Islam wa al-Muslimin (JNIM), wciąż podległą Drukdelowi jako emirowi. Szefem JNIM został Iyad ag Ghali, a jego zastępcą Amadou Kouffa (Fulani). W międzyczasie pojawiła się jednak konkurencja w postaci Państwa Islamskiego, którego struktury pod nazwą Państwo Islamskie Wielkiej Sahary (IS-GS) założyli w maju 2015 r. dżihadyści sahrawijscy. Na czele stanął jeden z ex-dowódców MUJAO Adnan Abu Walid al-Sahrawi. Nie ulega przy tym wątpliwości, że JNIM jest silniejsze i postanowiło wykończyć rywali. Gwałtowne starcia miedzy obydwoma grupami wybuchają od kilku miesięcy i nie można ich oddzielić od plemiennych rywalizacji Fulanich, Sahrawijczyków i Tuaregów.

Nowy emir?

Nie bez znaczenia jest również to, że od pewnego czasu trwają negocjacje między władzami Mali a Iyadem ag Ghalim. W końcu ma on długie doświadczenie w układaniu się w kwestiach zresztą nie tylko politycznych, lecz i kryminalnych. Nie można więc również wykluczyć, że intensyfikacja ataków JNIM przeciw IS-GS motywowana jest chęcią usunięcia przeszkody lub konkurenta do zawarcia intratnego dealu z władzami Mali obejmującego swoiste koncesje przemytnicze, a być może i kidnaperskie. Czy wyeliminowanie Drukdela też jest z tym związane? Trudno powiedzieć ale w tym świecie jest to bardzo prawdopodobne. Otwartą kwestią jest jednak to czy Iyad ag Ghali bez problemu przejmie kontrolę nad całą strukturą AQMI jako nowy emir. Dotąd emirami byli tu Arabowie, a nie Tuareg.

Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne
źródło:
Zobacz więcej