Wybory 2020

Jak głosować w specjalnym reżimie sanitarnym [PORADNIK]

Politolog przekonuje: Dla sztabów ważniejsze są wybory 12 lipca

Wybory prezydenckie 2020. Prezydent RP Andrzej Duda (fot. PAP/Darek Delmanowicz)

Większość sondaży wskazuje, że do II tury wyborów wejdą Andrzej Duda i Rafał Trzaskowski. W ostatecznym starciu kluczowe będzie to, ilu wyborców głosujących wcześniej na innych kandydatów poprze któregoś z liderów starcia o Pałac Prezydencki. – W II turze frekwencja jest zazwyczaj wyższa. Co ciekawe, pojawiają się również głosujący, którzy zazwyczaj mniej wczuwają się w spór polityczny, a nagle mają uproszczony wybór – mówi portalowi tvp.info politolog dr Maciej Onasz.

Trzaskowski mówił o Annie Walentynowicz. Jej wnuk: Są gotowi powiedzieć wszystko

Rafał Trzaskowski odwiedzając Gdańsk stwierdził, że Anna Walentynowicz to jedna z tych postaci, dzięki którym żyjemy w wolnej Polsce. Gdy w...

zobacz więcej

Jeżeli Andrzej Duda w pierwszej turze nie przekroczy progu 50 proc. poparcia, w lipcu czeka nas wybór między jednym z dwóch kandydatów. Politologa z Uniwersytetu Łódzkiego pytamy, w kierunku których elektoratów zwróci się wówczas sztab obecnego prezydenta.

– W szczególności ku wyborcom Kosiniaka-Kamysza – mówi nam Maciej Onasz. – W przypadku Krzysztofa Bosaka duża część jego wyborców wcześniej popierała PiS, więc tam również Andrzeja Duda może szukać wsparcia – dodaje.

Podkreśla, że jeśli chodzi o Szymona Hołownię, tam rezerwa obecnego prezydenta jest niewielka. – Większość analiz pokazywała, że były dziennikarz TVN długo czerpał poparcie z elektoratu pozostałych kandydatów opozycyjnych. U zwolenników Roberta Biedronia Duda nie ma za bardzo czego szukać. Pytanie więc, jak będą układały się relacje między tymi kandydatami. Jeśli będą ona ostrzejsze i negatywne, rośnie prawdopodobieństwo, że po I turze ich wyborcy się wycofają – komentuje.

Walka o narrację

Ekspert podkreśla, że dla „głównych sztabów coraz ważniejsze są wybory 12 lipca, a nie 28 czerwca”. – Ponieważ spodziewamy się II tury, Duda i Trzaskowski będą się teraz koncentrować na tym, aby nie zrażać do siebie zwolenników innych ugrupowań – mówi Onasz.

Przełomowe sondaże. Duda z szansą na zwycięstwo w I turze

Najnowsze sondaże pokazują, że Andrzej Duda mógłby wygrać już w I turze. – Musiałby dystansować się od personalnych ataków, na czym skupia się...

zobacz więcej

Politolog zauważa, że 3 tygodnie do wyborów to niewiele czasu i ewentualne zmiany poparcia do końca miesiąca mogą wynikać z tego, kto w kampanii będzie miał inicjatywę. – Obecnie trwa próba narzucenia swojej narracji przez PiS. Oceniam, że to się jeszcze w pełni nie udało i wciąż inicjatywę ma Koalicja Obywatelska. Ten efekt wzmacnia skupienie uwagi na nowym kandydacie jakim jest wymieniony polityk Platformy – mówi.

W rozmowie z portalem tvp.info Onasz twierdzi, że „relacje sił między dwoma głównymi politykami już się chyba ustabilizowały”, a teraz czeka nas przede wszystkim przepływ głosów wśród kandydatów opozycji. Z kolei w II turze pojawić mogą się nowi wyborcy.

– W II turze frekwencja jest zazwyczaj wyższa. Co ciekawe, pojawiają się również głosujący, którzy zazwyczaj mniej wczuwają się w spór polityczny, a nagle mają uproszczony wybór. To bardzo ważne, bo pokazuje, że część osób nie jest żywo zainteresowana ciągłymi starciami, a aktywizują się, gdy do wyboru są tylko dwie możliwości – wskazuje.

Liczba uściśniętych dłoni już nie tak ważna

Andrzej Duda: Kandyduję, by nikt nas nie cofnął o pięć lat

Przybywam jako kandydat na urząd prezydenta prosząc pokornie o wsparcie i o głosy, by Polska dalej mogła się rozwijać i podążać tą dobrą drogą....

zobacz więcej

Część ekspertów sugeruje, że istotny jest obecnie fakt, iż obostrzenia po epidemii są stopniowo odmrażane. Wskazują, że Andrzej Duda, który gromadzi największe tłumy, ma szanse zyskać dzięki temu kolejne kilka procent poparcia. Dr Maciej Onasz wyjaśnia jednak, że bezpośrednie przełożenie liczby uściśniętych dłoni na wynik wyborczy nie jest tak silne, jak kiedyś.

– Elementy kampanii bezpośredniej wracają, ale wciąż są częściowo ograniczone, a na wielu wyborców silnie oddziałuje czynnik psychologiczny i obawa przed pojawianiem się w dużych skupiskach. W przypadku bezpośrednich spotkań z Polakami pamiętajmy, że mamy XXI wiek i nie jest to już tak ważne, jak kilkanaście czy kilkadziesiąt lat temu. Wielkie konwencje nie są istotne pod względem liczby zgromadzonych obywateli, z którymi polityk może się spotkać, ale jako element wykorzystywany później PR-owo do pokazywania pozytywnych obrazków – tłumaczy.

źródło:
Zobacz więcej