„Afryka mnie zmieniła”

Karolina Ropelewska-Perek, autorka bloga „Carola Travels The World”, do tej pory odwiedziła już 47 krajów na 6 kontynentach (fot. Carola Travels The World)

Od ponad 10 lat podróżuje z mężem na własną rękę. Karolina Ropelewska-Perek, autorka bloga „Carola Travels The World”, do tej pory odwiedziła już 47 krajów na sześciu kontynentach. Tym razem padło na Afrykę. Do Rwandy małżeństwo przywiozło dary dla dzieci ze zbiórki, którą zorganizowano jeszcze w Polsce. Z podróży zaplanowanej na sześć tygodni zrobiły się ponad trzy miesiące. Pandemia zatrzymała ich w Kenii.

Podróż, która zmieniła życie

Jeśli czegoś się boisz, to zrób to – uważa Maria Garus z Katowic, która trzy lata temu postawiła wszystko na jedną kartę. Wtedy jej życie wywróciło...

zobacz więcej

Wasza podróż przez Afrykę zaczęła się 26 lutego i przez pandemię trwa do dziś. Jak koronawirus zmienił wasze plany podróżnicze?

Plan tej podróży powstawał długo. Pomysł pojawił się rok temu pod koniec naszego pobytu w Ameryce Południowej i od tamtej pory dążyliśmy do jego realizacji. Sami organizowaliśmy bilety, rezerwacje hoteli, opracowaliśmy trasy, przejazdy lokalnymi środkami transportu, a także pozwolenia na trekking do goryli górskich w Bwindi. Wszystko zorganizowane bez pomocy agencji na kontynencie, który był dla nas obojga nowy i nieznany.

Plan realizowaliśmy bez żadnych problemów, przemieszczając się z miejsca na miejsce. Sytuacja zmieniła się w parku Queen Elisabeth w Ugandzie. Znalazłam informacje o zamykaniu granic Kenii, a my mieliśmy spędzić w stolicy Ugandy – Kampali - jeszcze dwa dni. Zdecydowaliśmy się skrócić pobyt, spędzić noc w mieście i wyjechać następnego dnia. Udało nam się dotrzeć do Kenii na dwie godziny przed zamknięciem granicy. Dotarliśmy do Nairobi. Byliśmy już jedynymi gośćmi w hotelu i z tego powodu postanowiono dać nam wygodniejszy pokój, niż zarezerwowaliśmy. Dostaliśmy apartament w tej samej cenie.

Planowaliśmy safari do parku Nakuru wynajętym samochodem, zarezerwowanym jeszcze na etapie planowania, ale teraz ceny tak spadły, że znaleźliśmy o połowę tańszy. Będąc już w Nakuru dowiedzieliśmy się o odwołanych lotach, ale nie przypuszczałam, że to się będzie tak przedłużać.

Marzyłam o Afryce całe moje życie, a teraz Afryka nie chce mnie wypuścić. Jednak nie narzekamy na całą sytuację, bo mieliśmy okazję zobaczyć parki narodowe zupełnie puste, bez dziesiątek samochodów wypełnionych turystami.

Jachtostopem przez ocean

Pięć razy przepłynął Atlantyk, na Pacyfiku pływał z wielorybami i docierał do miejsc nieodkrytych przez turystów. Opłynął Karaiby, rajskie wyspy...

zobacz więcej

Jakie kraje udało wam się zobaczyć w Afryce i który z nich zrobił na was największe wrażenie?

To nasza pierwsza podróż na ten kontynent i zaplanowałam wizytę w trzech krajach: Rwanda, Uganda i Kenia. Każdy z nich jest inny, ale każdy jest wyjątkowy, piękny i urzeka czymś innym. Rwanda to fantastyczni i przyjaźni ludzie, często żyjący w biedzie, ciężko pracujący, żeby przeżyć każdy dzień. Straszna historia ludobójstwa wpleciona jest w losy wszystkich jej mieszkańców, ale starają się budować swój kraj w jedności i zgodzie. Rwandę zawsze będę wspominać przez pryzmat ludzi, uśmiechu, życzliwości i chęci dzielenia się tym, co mają. Mieliśmy okazję zobaczyć, jak żyją ludzie na obrzeżach Kigali.

Zatrzymaliśmy się w domu naszego znajomego, poznanego przez moją stronę, którą prowadzę od lat na Facebooku. To było zderzenie z inną rzeczywistością. Dla większości ludzi żyjących w Europie prąd czy woda w kranie to coś normalnego, ale nie w Rwandzie. Tu woda dostępna była dwa, trzy razy w tygodniu, a prąd wyłączany jest kilka razy dziennie. Tu pierwszy raz zobaczyliśmy żółte baniaki z wodą, bo gdy w kranie jej nie ma, to trzeba ją kupić. W biedniejszych regionach kobiety i nawet dzieci noszą wodę w tych baniakach do domu, czasami muszą iść po nią daleko.

Rwandę będę również wspominać ze względu na nasz najtrudniejszy w tej podróży trekking do grobu badaczki goryli górskich Dian Fossey, która została zabita w swoim domu, na zboczach jednej z gór w obecnym Parku Wulkanów w pobliżu Ruhengeri. Wzruszające przeżycie – być w miejscu, gdzie zginęła osoba, którą podziwiam od dziecka, zobaczyć ten cudowny las, iść jej śladami.

Natomiast Uganda jest pięknym i zielonym krajem, ale uprzedzano nas, że tu nie jest tak bezpiecznie jak w Rwandzie, gdzie swobodnie poruszaliśmy się nawet w nocy. Szczególnie złe wrażenie zrobiła na nas Kampala. Większość ludzi, których spotkaliśmy, była jednak przyjazna i pomocna, ale ich pomoc nie była już tak bezinteresowna jak w Rwandzie.

Lyon – miasto Małego Księcia i narodzin kina

Perełka środkowo-wschodniej Francji. Położony nad dwiema rzekami, zachwyca romantycznymi zaułkami, pięknymi kamienicami, urokliwymi placami i...

zobacz więcej

Ten kraj na pewno zapamiętam przez zwierzęta. Tu spotkałam moje wymarzone goryle górskie, później szympansy. Z parkiem Queen Elisabeth wiążą się wspomnienia pierwszego słonia afrykańskiego, sunącego o świcie przez sawannę, stad hipopotamów w Kanale Kazinga. Tu miałam okazję zobaczyć na wolności mnóstwo zwierząt, które od dziecka oglądałam w książkach i programach przyrodniczych.

A Kenia? W tym kraju spędzacie przez pandemię najwięcej czasu.

Mieliśmy spędzić tu dwa tygodnie – trochę w sercu tego kraju, a trochę na wybrzeżu, żeby odpocząć po całej podróży. Nie chcieliśmy gotowego safari, z grupą innych ludzi upchniętych w jednym samochodzie. Chcieliśmy zrobić to sami, przeżyć te chwile z dzikimi zwierzętami w ciszy, napawać się widokami. Kenia dała nam szansę poznać się lepiej. Śmieję się, że pokochałam ją od pierwszego „jambo” słyszanego w głośnikach na lotnisku po przylocie z Polski.

Zawsze chciałam tu przyjechać i długo zajęło mi dotarcie na afrykańską ziemię, ale spodziewałam się trochę tego, że tu znajdę moje miejsce. Smutno mi na samą myśl o wyjeździe – chociaż z drugiej strony muszę wrócić do domu, do Polski. Kenia przytula, czaruje, nie wiem, kiedy i czy kiedykolwiek mnie wypuści z tego uścisku.

Jak sobie radzicie? Czy ktoś wam pomógł/pomaga?

Zmierzając z Nairobi w kierunku wybrzeża, byłam już w stałym kontakcie z właścicielem pensjonatu, w którym mieliśmy rezerwację na osiem dni. Negocjowałam cenę na dłuższy pobyt, bo już wtedy wiedzieliśmy, że musimy czekać miesiąc na przebukowany lot. Paolo pozwolił nam zostać w dużym domu, ale zapłaciliśmy jak za mały. Cała obsługa dba tu o nas, troszczy się. Mamy też kontakt z Polakiem, który jest tu, w Diani, od lat, często się spotykamy. Bardzo pomogli nam również znajomi z odbiorem naszego samochodu z parkingu w Warszawie, żeby nie generować większych kosztów. Niezastąpioną osobą jest też nasza sąsiadka, która przez cały ten czas zajmuje się naszymi kotami.

Nie chcieliście skorzystać z opcji oferowanej przez rząd „Lot do domu”?

Bliskie spotkanie z zorzą polarną. Zobacz niesamowite nagranie

Pracownicy Aurora Borealis Observatory w mieście Senja (Norwegia) umieścili na Facebooku nagranie ukazujące piękno zorzy polarnej. Na filmie widać...

zobacz więcej

Do Kenii wjechaliśmy w takim momencie, gdy większość turystów została ewakuowana przez biura podróży. „Lot do domu” odbył się z Zanzibaru należącego do Tanzanii. Jedna ze znajomych kupiła te bilety, ale nie zdążyła tam się dostać, gdyż Tanzania również zamknęła granice. Po długim czasie odzyskała pieniądze. My nie mogliśmy się ruszyć z Kenii i pozwolić sobie na stracenie kolejnych pieniędzy. Tym bardziej, że wiele linii lotniczych w zamian za anulowane loty wręcza vouchery. Tu trzeba jakoś przeżyć, a do tego potrzebna jest gotówka, nie voucher. Ambasada wysyła nam oferty lotów repatriacyjnych, ale ceny są bardzo wysokie, od 900 euro do nawet 3 tys. dolarów. Czekamy więc na nasz lot, który przekładany był już kilka razy, ale nie mamy innego wyjścia.

Jak wygląda walka z pandemią w Kenii?

Gdy wjechaliśmy do Kenii, obowiązkowe było dezynfekowanie rąk, nawet przy wejściu do sklepów, wprowadzono to wcześniej niż w Polsce. O zachowaniu dystansu również mówiono od początku. Dużo później pojawił się nakaz noszenia maseczek, głównie w miejscach publicznych i sklepach. Bada się również temperaturę. W połowie kwietnia zamknięto hrabstwa, gdzie odnotowano przypadki zakażenia wirusem, nie można do nich wjechać ani z nich wyjechać.

Jak wygląda teraz życie w Kenii? Możecie się przemieszczać? Odczuwacie obostrzenia?

Do początku kwietnia wszystko pozostawało bez większych zmian. Odwołano jedynie pociągi i nocne przejazdy autobusami – do Diani dojechaliśmy jednym z ostatnich. Po przyjeździe zdecydowaliśmy się pojechać do Parku Narodowego Tsavo East, jednak mogliśmy tam zostać jedną noc, bo zaczęto zamykać hrabstwa i musieliśmy wrócić na czas do Kwale. Od tamtej pory musimy pozostać na jego terenie, a opuścić je można jedynie mając pozwolenie. Należy też przestrzegać godziny policyjnej. Zakaz opuszczania miejsca zamieszkania obowiązuje od 19 do 5 rano.

Nie odczuwamy większych ograniczeń. Nadal można przemieszczać się w granicach Kwale. My zwiedzamy okolicę wynajętym motorem, chodzimy na plaże, które teraz świecą pustkami. Zamknięta jest duża część hoteli. Przez całą tę podróż zdarzało się, że byliśmy w hotelach jednymi gośćmi. Teraz również, przez co czujemy się tu trochę jak w domu.

(fot. Carola Travels The World)

Male – zatłoczona stolica Malediwów

Bielutki piasek, turkusowa woda, rajskie plaże i lasy palmowe. Ponad 1200 rajskich wysepek rozrzuconych na Ocenie Indyjskim tworzy archipelag...

zobacz więcej

Poza tym ludność nadal jest miła, pomocna i przyjazna, nikt za nami nie krzyczy na ulicy „koronawirus”, jak to miało miejsce np. w Ugandzie. Nastawienie ludzi do białych turystów potrafiło zmienić się z dnia na dzień. Tutaj na szczęście nadal są pozytywnie nastawieni i zawsze będę im za to wdzięczna.

Już ponad trzy miesiące jesteście w Afryce. Macie okazję dłużej niż inni obserwować codzienne życie mieszkańców, poznać inną kulturę. Czego nauczyła was ta podróż?

W trakcie naszych podróży często widzieliśmy biedę i życie w bardzo skromnych warunkach, ale nigdy nie mieliśmy okazji poczuć tego na własnej skórze. Tym razem, już na samym początku podróży, zatrzymaliśmy się u znajomego mieszkającego na obrzeżach Kigali wraz ze swoją rodziną. W naszym kraju mamy dylematy, jakie fronty wybrać do kuchni, a tu posiłki przygotowywane są w ciemnej kuchni na zewnątrz, w strumieniach deszczu. Przez całą podróż kilka razy widziałam lodówkę, a pralki – nigdy.

Pierwszy raz widziałam, jak ktoś prosi o zdjęcie z hamburgerem, gdy zaprosiliśmy na obiad chłopaka, który pomagał nam zorganizować pozwolenie na trekking w Ruhengeri. Każdy słyszał o głodzie w Afryce, ale co innego słyszeć, a co innego zobaczyć. Przekonaliśmy się, jak się żyje bez prądu i bieżącej wody. Pię dni wydawało się być całą wiecznością. Teraz zupełnie inaczej patrzę na niektóre rzeczy i mam wrażenie, że ja się tu zmieniłam. Jakbym znalazła w końcu swoje miejsce na ziemi.

Nigdy się tak nie uśmiechałam, jak w Afryce, co zauważyli nawet moi czytelnicy. Afryka ma jakąś niewytłumaczalną magię i gdy raz się ją wpuści do serca, to mimo trudności, jakie niesie za sobą podróż, pokaże swoje piękno w wielu wymiarach. Ziarenko tej czerwonej ziemi utknęło gdzieś w sercu i mam wrażenie, że będę je czuła zawsze, gdy cokolwiek przypomni mi ten czas spędzony w Afryce.

Agnieszka Wasztyl: Powitanie Arktyki

Rzędy drewnianych domów, zasypane białym puchem doliny, ośnieżone góry i widoki jak z pocztówki. 350 km za kołem podbiegunowym w otoczeniu...

zobacz więcej

Co będziesz najmilej wspominać?

Każdy dzień był przygodą, każdy spędzaliśmy intensywnie. Nawet przemieszczanie się lokalnymi środkami transportu było przeżyciem, bo zawsze byliśmy jedynymi turystami. W Rwandzie inni pasażerowie z ciekawością i uśmiechem dotykali mojej bladej skóry. Trekking w Rwandzie dostarczył niezapomnianych wspomnień. To nie tylko emocje związane z Dian Fossey, ale także duży wysiłek w niewyobrażalnej ilości błota i deszczu, na sporej wysokości, ponad 3000 metrów.

Będę wspominać także safari. Nigdy nie przypuszczałam, że będziemy jeździć po zupełnie pustych parkach. Słonia, który nas gonił w Tsavo, będę pamiętać do końca życia. Przyroda zawsze mnie fascynowała, a oglądanie jej na żywo to zupełnie inny wymiar przygody.

Podróżujesz z mężem i zawsze organizujecie wyjazdy na własną rękę. Dlaczego wybieracie taką formę podróżowania?

Od 11 lat wyjeżdżamy pod koniec zimy na różne krańce świata. Każda podróż trochę wynika z poprzedniej, nabywamy doświadczenia. Do Afryki musieliśmy dojrzeć, bo według mnie nie jest to łatwy do podróży kawałek świata, zwłaszcza na własną rękę. A dlaczego w ten sposób? Pozwala mi to odwiedzić miejsca czasem mało popularne wśród turystów, zarządzać samej naszym czasem, decydować, gdzie i kiedy zostaniemy dłużej.

To często większy wysiłek, ale także oszczędność pieniędzy. Nawet tutaj, w Kenii, budzi to zdziwienie, że przyjechaliśmy tu z Rwandy autobusami – a nie wygodnym samochodem z kierowcą. Taka bliskość pozwala poznać miejscową ludność, pobyć dłużej w każdym miejscu. Podróżując z plecakiem nie jest się raczej łakomym kąskiem dla złodziei czy porywaczy. Okrada się bogatych, a majętny człowiek nie pakuje się do brudnego autobusu z kurczakami.

Agnieszka Wasztyl z Włoch

Piękne krajobrazy, kolorowe miasteczka, strome klify i urokliwe zatoki. Park Narodowy Cinque Terre co roku przyciąga miliony turystów z całego...

zobacz więcej

Nie tylko podróżujecie, ale także działacie charytatywnie. Zorganizowaliście zbiórkę dla dzieci w Rwandzie. Ile udało się zebrać? I skąd ten pomysł?

Pomysł tej podróży podsunął nam Pascal, którego poznałam przez moją stronę na Facebooku. Zapraszał nas wielokrotnie, aż w końcu podjęliśmy to wyzwanie. Opowiadał o swoim trudnym dzieciństwie. Jako dziecko stracił całą rodzinę w trakcie ludobójstwa w Rwandzie. Przeżył dzięki pomocy wdowy, która przygarnęła go do swojego domu i zapewniła wykształcenie. A on postanowił pomagać innym, głównie dzieciom z biednych rodzin, często również sierotom.

Postanowiliśmy podzielić się swoim szczęściem, jakie niesie możliwość podróży. Wykorzystałam swoją stronę i bloga, by zebrać fundusze, artykuły szkolne, ubrania – bo wszystko jest potrzebne. Zebraliśmy równowartość 932 dolarów. Dzieci dostały oprócz tego różne długopisy, ołówki, piłki i ubranka. Bardzo się cieszyły. Część funduszy było przeznaczone na czynsz za wynajem budynku, a część – na budowę nowej siedziby szkoły w okolicach Kigali.

Pieniądze i dary zawieźliście osobiście potrzebującym. Czego jeszcze potrzebują? W jaki sposób można im pomóc?

Potrzeba właściwie wszystkiego. Dzieci często nie mają butów czy ubrań, a co dopiero mówić o kolorowych długopisach, plecakach czy zabawkach. Pomóc można przez prowadzoną przez Pascala fundację Strong Roots Foundation Rwanda lub przez bezpośredni kontakt z Nkurikiyineza Blaise Pascal. Myślę, że w trakcie następnej podróży również zdecydujemy się komuś pomóc, bo planujemy powrót do Afryki. Tym razem chcemy pojechać do Tanzanii i Malawi, być może Zambii lub Mozambiku. Czas pokaże.

źródło:
Zobacz więcej