Wybory 2020

Jak głosować w wyborach prezydenckich [PORADNIK]

Faszyzm à la PiS

Im więcej opozycja mówi o autorytaryzmie władzy, tym bardziej Polską trzęsie rządzony przez opozycję senat (fot. PAP/Mateusz Marek)

Im więcej opozycja mówi o autorytaryzmie władzy, tym bardziej Polską trzęsie rządzony przez opozycję Senat.

Apolityczni jak Trzaskowski z Mannem

Liberalne, opiniotwórcze środowiska przez dekady III RP z powodzeniem udawały obiektywizm i apolityczność. Ale w 2020 roku mało kto się na to...

zobacz więcej

W nocy z poniedziałku na wtorek Senat pod światłym przewodnictwem marszałka Tomasza Grodzkiego przegłosował poprawki do ustawy o wyborach prezydenckich.

Nie ma w tym właściwie niczego dziwnego w demokratycznym państwie – na tym rzecz cała polega, że poszczególne stronnictwa, w mniejszych lub większych bólach, wygrywają w parlamentarnej grze, albo osiągają kompromis. I jakiekolwiek gry planował marszałek Grodzki – najwyraźniej w jego własnej partii bardzo mocno dano mu zrozumienia, że czas przedłużania politycznej gry wyborami właśnie dobiegł końca.

A wszystko wskazuje na to, że entuzjazm Platformy Obywatelskiej w sprawie jak najszybszego przeprowadzenia wyborów urósł wraz z notowaniami podmienionego kandydata na prezydenta. Hasło „Nasz prezydent, wasz premier” może się przecież ziścić.

Tragikomiczne w tym wszystkim jest co innego. W Polsce, jak wiadomo, od kilku lat panuje faszyzm i autorytaryzm.

Czy to bardziej faszyzm, czy może jednak autorytaryzm PRL-owskiej proweniencji trochę zależy od tego, czy opiniotwórczy ludzie lewoliberalnej opozycji wstali akurat z łóżka lewą czy prawą nogą. Czasem się komuś pióro lub wypowiedź omsknie bardziej w stronę faszyzmu, czasem autorytaryzmu. I cały elektorat opozycji smętnie kiwa głowami, że owszem, faszyzm, że nie ma demokracji i ogólnie brak wolności.

Rafał Trzaskowski i media. Liberałom wolno więcej

Gdyby jakikolwiek polityk centroprawicy pozwolił sobie na pogróżki wobec liberalnych mediów, zostałby wgnieciony w ścianę.

zobacz więcej

Pokażcie mi jednak państwo drugą taką faszystowską partię rządzącą autorytarnie, która pozwala opozycji mocno wodzić się za nos w sprawie wyborów. Partię, która nie tylko pod presją oponentów rezygnuje z wyznaczonego legalnie terminu wyborów, co ułatwia przeciwnikom grę i pozwala wymienić kandydatkę na kandydata z wielką dla siebie korzyścią. Ja się z takim faszyzmem i autorytaryzmem jeszcze nie spotkałem.

Co więcej, ta faszystowska ponoć władza niczego się obecnie tak nie obawia, jak sondaży wyborczych. Lepszych lub gorszych, ale generalnie wskazujących na pandemiczne tąpnięcie nastrojów. Władza ta przez ostatnich pięć lat, zamiast masowo zamykać przeciwników politycznych w więzieniach, hojnie sypała społeczeństwu groszem – starając się pokazać, że można III RP rządzić trochę inaczej, niż to na ogół bywało.

Gdyby choć jakaś Bereza Kartuska. Wypadałoby przecież w autorytarnym i faszystowskim państwie mieć jakąś Berezę. A tu, panie, nic z tych rzeczy, rokrocznie: a to Czarny Protest, a to Obywatele RP na ulicach, a to światełko do nieba. Autorytety liberalnej opozycji na gościnnych występach w zaprzyjaźnionych mediach im głośniej mówiły o faszyzmie, im bardziej szydziły z „Kaczora” i jego zauszników, im bardziej pluły wyżej niż pod nogi na elektorat PiS – tym większym cieszyły się uznaniem.

Niebezpiecznie rośnie frustracja opozycji

Zapowiedzi fizycznej likwidacji polityków PiS to już coś więcej niż szum epoki mediów społecznościowych.

zobacz więcej

To, że słowa tracą znaczenie w galimatiasie ostrego konfliktu, nie jest niczym nowym ani zaskakującym. Nie ma w Polsce ani faszyzmu, ani autorytaryzmu, ani żadnej innej despotii. Jest za to kryzys wizerunkowy rządzącej partii i pierwsza od lat tak potężna kontrofensywa opozycji.

Opozycji w żaden sposób niepacyfikowanej, nieniszczonej, nieosłabianej niedemokratycznym metodami. Ale elektorat opozycji nie chce tego widzieć i o tym mówić: bo mu się to nie opłaca. Tym bardziej nie opłaca się to opiniotwórczym mediom liberalnej opozycji, które bardzo już czekają na dobrą dla siebie zmianę.

Całą tę hipokryzję, politycznie opłacalną, świetnie było widać po zupełnie niepotrzebnej historii z piosenką Kazika. Lider Kultu przez chwilę był bohaterem wszystkich demokratycznych sił w Polsce. Dopóki nie powiedział u Roberta Mazurka, że on tam nie czuje się pozbawiony wolności. I że wsparcia żadnego od nikogo nie potrzebuje. Co było jednak sporym prztyczkiem w nos dla wszystkich, którzy chcieli go wciągnąć na swoje sztandary.

Co zrobić, by opozycja znów mogła rządzić?

Gdyby opozycja mogła czuć się pewna jakiegokolwiek politycznego zwycięstwa, nie musiałaby sięgać po coraz bardziej demagogiczne argumenty dotyczące...

zobacz więcej

Bo Kazik dobrze wiedział, o czym mówi: przez ostatnich pięć lat ludzie swobodnie mogli głosić poglądy, wyjeżdżać za granicę, planować przyszłość, wkurzać się na władzę i protestować przeciw niej. Owszem, musieli przyjąć do wiadomości, że rządzi akurat taka a nie inna demokratycznie wybrana władza. I z tym mieli największy problem: że przegrywają kolejne demokratyczne wybory.

Aż przyszła pandemia. Wpłynęła na nastroje społeczne, wyostrzyła konflikty w łonie samej Zjednoczonej Prawicy, dała opozycji szansę, której dotąd ona sama stworzyć sobie nie potrafiła.

I co robi faszystowska władza? Nikogo nie wsadza do więzień. Akceptuje polityczną grę w Senacie. I czeka na demokratyczny werdykt w wyborach prezydenckich. Zaiste, perfidia Prawa i Sprawiedliwości i w tym względzie nie zna granic. W tym musi być przecież jakiś kruczek.

źródło:
Zobacz więcej