Wybory 2020

Jak głosować w wyborach prezydenckich [PORADNIK]

Tryumf w przestworzach, ogień na ziemi – nadchodzi wielka próba dla prezydenta Trumpa

USA tryumfalnie wróciło do przestrzeni kosmicznej (fot. REUTERS/Joe Skipper)

Sytuacja w USA nie przestaje zaskakiwać. Akurat teraz, 30 maja 2020 r., gdy mimo koronawirusowego kryzysu liczba bezrobotnych po raz pierwszy wyraźnie spadła, liczba ofert pracy wyraźnie wzrosła, a USA tryumfalnie wróciło do przestrzeni kosmicznej – w miastach Ameryki wybuchła nowa wojna.

Dzieci pijanego boga. Przestańcie racjonalizować tragedię

Pandemia COVID-19 to światowa katastrofa, a nie żadne oczyszczenie. Jest niepotrzebna, szkodliwa, niesprawiedliwa. Niczego nie naprawia, niczego...

zobacz więcej

Jakiś czas temu uczyłem się surfować na przylądku Canaveral, a później dobijałem targu z klientem w Minneapolis. Nigdy bym się nie spodziewał, że to właśnie te dwa spokojne miejsca splącze niebawem w jednej dacie zawierucha dziejów. Wszystko zaczęło się podobnie jak inne tragiczne wypadki tego typu: podczas zatrzymania podejrzanego policjant użył przemocy. Policjant był biały, podejrzany – czarny. Jego przewinienie polegało na sfałszowaniu banknotu dwudziestodolarowego. Policjant przycisnął kolanem szyję podejrzanego do ziemi.

Podejrzany nie stawiał oporu, nie był uzbrojony, prosił tylko: „Pozwól mi oddychać. Nie mogę oddychać”. Policjant dociskał dalej. Podejrzany wkrótce zmarł. Nazywał się George Floyd. Film z tego wydarzenia obiegł kraj. Słowa „Nie mogę oddychać” stały się wkrótce hasłem protestów. Policjant, Derek Chauvin, został wyrzucony z pracy a wkrótce potem – aresztowany. Postawiono mu zarzut zabójstwa, a jego żona złożyła momentalnie pozew rozwodowy. Minneapolis eksplodowało.

Amerykańska policja dokonuje ponad 10 mln aresztowań rocznie. Wiele z nich oznacza bezpośrednie zagrożenie życia dla policjanta. Słyszymy oczywiście tylko o tych, w których poszkodowany jest zatrzymywany. Nie mówi się wcale ani o tych przypadkach, w których policja zachowała się wzorowo, ani o tych, w których policjanci zostali zabici. Nie umniejsza to tragedii zmarłego George’a Floyda ani winy policjanta – Floyd nie był uzbrojony, nie był niebezpieczny, prosił jedynie o oddech. Niemniej, w świetle sprawdzalnych danych tezy o szczególnej brutalności policji amerykańskiej jako rzekomo podyktowanej nienawiścią rasową nie bronią się wcale. W gruncie rzeczy ryzyko śmierci z ręki policjanta podczas próby aresztowania jest wyższe, jeśli jest się białym. Udokumentowane przypadki śmierci czarnych Amerykanów z rąk policji są jednak na pewno bulwersujące i oddziaływują silnie na zbiorową świadomość.

Zakaz handlu nie spowodował kryzysu. Nakaz nie uczyni koniunktury

Powszechnie uważa się, że zamknięcie sklepów, hoteli i restauracji oraz ograniczenie ruchu na ulicach spowodowało, że miliony ludzi straciły prace....

zobacz więcej

Wczesna reakcja wymiaru sprawiedliwości w sprawie George’a Floyda była uznana za niedostateczną. Wybuchły demonstracje w całych Stanach. Zapłonęły komisariaty w Minneapolis, budynek sądu w Denver, centrala CNN (sic!) w Atlancie i wiele innych budynków. Stan na niedzielę wieczór to zamieszki w przynajmniej 100 miastach: od Miami po Seattle, od LA po Boston. Wszędzie trwają uliczne bitwy. Czyja to wojna?

Sklepy podpalone i rozkradzione w Minneapolis należały w sporej części do czarnych. Te w LA – do Latynosów. Rozkradziono i zniszczono skromny majątek ciężko pracujących ludzi. To oni przez te zamieszki stracili dobytek, większość nie była na taką okoliczność ubezpieczona. Czarni komentatorzy z lewa i prawa, od Vana Jonesa po Candace Owens, wypowiadają się o rozruchach bardzo negatywnie.

Prezydent Trump przypisuje winę skrajnej lewicy, burmistrzowie i media wspominają również o skrajnej prawicy. Generalnie jednak prawicowy prezydent i lewicowi burmistrzowie mówią uderzająco podobnym językiem: nasze miasta są atakowane przez siły zła, które ze słusznym gniewem za śmierć George’a Floyda nie mają już nic wspólnego. Taką narrację prowadzą włodarze miast objętych rozruchami – zarówno czarni (pani burmistrz Atlanty Keisha Lance Bottoms, burmistrz Denver Michael Hancock), jak i biali (burmistrz Minneapolis Jacob Frey, burmistrz Los Angeles Eric Garcetti). To nie jest wojna na linii czarni – biali. To nie jest wojna na linii lewica – prawica.

Koronawirus a roboty: co natura zepsuła, to technologia naprawi

Większość rozważań o świecie postcovidowskim koncentruje się na tym, jak zmienią się stosunki międzyludzkie na poziomie rodziny, grup przyjaciół,...

zobacz więcej

Wśród rozpalonych miast pokazywanych na telewizyjnych planszach jest tez Nowy Jork. Poszedłem więc w sobotni wieczór do serca Harlemu, żeby zobaczyć te płonące ulice. I co? I nic. Ludzie się bawią na każdym rogu. Jedzą, piją, lulki palą. Parki pełne rodzin, muzyka na całą parę, jak to na Harlemie. Przeszedłem dzielnicę wzdłuż i wszerz. Pod komisariatem 28. w samym jej sercu – spokój. Na flagowej arterii – ulicy 125 - to samo. Nastrój zabawy. Kilka radiowozów, tu i ówdzie na skrzyżowaniu policjanci gaworzą z bawiącymi się ludźmi. Odszedłem od głównych ulic w różne zaułki. Weekend jak każdy inny. Ładna pogoda, ludzie podrygują przy muzyce z zaparkowanych samochodów. Dokładnie tak, jak na rapowych teledyskach. Żadnych bójek, żadnego napięcia w powietrzu. Piknik. Tak n i e wygląda czarna dzielnica w dobie spontanicznego powstania na tle rasowym.

W tym samym czasie w sobotni wieczór na Union Square przy Czternastej ulicy trwa zadyma. Grupki agresywnej młodzieży – czarnej, białej i mieszanej – rzucają kamieniami i butelkami w policjantów. Nie stanowią zwartego bloku i są zdecydowaną mniejszością wśród zebranych. Zaczynają z jednej strony, potem szybko zmieniają pozycje. Część z nich jest na rowerach lub motorowerach. Reszta ludzi stoi, rozgląda się, prawie co druga osoba nakręca tę scenę na telefonie.

Propaganda wyparcia nie wyleczy świata

Coraz częściej widzimy manifesty demaskujące światowy spisek w sprawie koronawirusa. Pandemii nie ma. Problemem świata jest panika, a nie –...

zobacz więcej

Czy znaczy to, że telewizja kłamie? Nie. Minneapolis, Atlanta, Denver, Chicago, LA, Portland i inne miasta są bez wątpienia areną zamieszek. Agresywny tłum oblega Biały Dom. Z wyjątkiem Minneapolis dotyczą one tylko niewielkich zapalnych punktów, ale sam stan zapalny jest faktem.

Nie jest to jednak na pewno powszechny, spontaniczny gniew ludu. Gdyby tak było – Harlem wyglądałby jak strefa bitwy, a nie jak jeden wielki melanż nocy letniej. Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują na to, że obecne rozruchy przebiegają według znanego schematu: prawdziwe emocje społeczne wywołane przez tragiczne wydarzenie zostają bardzo szybko przejęte i wykorzystane przez siły, które ani ze słusznością, ani ze spontanicznością nie mają nic wspólnego.

Większość agresywnych prowodyrów, którzy niszczą sklepy i podpalają samochody, to nie lokalni mieszkańcy, wzburzeni przez niesprawiedliwość rasową. Tacy mieszkańcy też współuczestniczą w manifestacjach, ale to nie oni decydują o obecnym obrazie sytuacji. Prym wiodą łowcy zadym. Potwierdzają to dane: wszyscy aresztowani w Saint Paul (miasto-bliźniak Minneapolis) to osoby, które przyjechały spoza stanu. W podobnym tonie o aresztowanych w Denver mówił burmistrz Hancock: „Nie znamy ich. Nie są stąd”.

W Nowym Jorku wśród zatrzymanych za nielegalne zgromadzenie są miejscowi, jak córka burmistrza De Blasio, ale duża część zawadiaków przyjechała do miasta skądinąd. Skąd więc są? Skąd wzięli się ci ludzie, którzy słuszny protest przekształcili w bandyckie rozruchy? Kto rozsyła te patogeny po miastach Ameryki?

Fałszywa alternatywa: gospodarka albo zdrowie

Przez Nowy Jork przeszedł właśnie największy atak pandemii COVID-19, jaki do tej pory widziano na świecie. Choroba zabiła kilkanaście tysięcy...

zobacz więcej

Oczywiście nie ma jednej pewnej odpowiedzi na to pytanie. Można jednak się pokusić o uzasadnione przypuszczenia. Klucz do rozwiązania jest zawsze taki sam: cui bono? Kto na tym skorzysta?

Pierwsza grupa, która może być tu rozpatrywana, to Antifa. W jej bezpośrednim interesie jest zarówno bezpośredni atak na znienawidzone służby porządkowe, jak i bardziej długofalowy efekt w postaci destabilizacji sytuacji w kraju na tyle, żeby zdyskredytować prezydenta Trumpa. Jeśli zareaguje zdecydowanie – oskarży się go o brutalność wobec protestujących. Jeśli nie – oskarży się go o to, że nie panuje nad sytuacją. Ten schemat destabilizacji był stosowany również w Polsce.

Druga grupa, której udział w tych wydarzeniach jest bardzo prawdopodobny, to skrajna anarchoprawica. Jej odłamy dążą do wywołania w USA drugiej wojny secesyjnej. Ten kierunek interpretacji podjęły chętnie media takie jak Vice, powołujące raport organizacji Network Contagion Research Institute (NCRI) na temat wykorzystania internetu przez skrajne organizacje militarystyczne w USA. Samo NCRI, którego nazwę można by przetłumaczyć jako Instytut Badań nad Zarazą W Sieci, jest ciałem ponadpartyjnym, stworzonym przez trzech naukowców (psychologa, informatyka i fizyka), związanych przede wszystkim z Uniwersytetem w Princeton. Zajmuje się najogólniej rzecz biorąc monitorowaniem niecnego wykorzystania internetu. Raport, o którym mowa, jest solidnie udokumentowany i pokazuje przede wszystkim sieciowe przejawy ruchu określanego terminem „boogaloo” czyli konstelacji białych anarchomilitarnych bojówek wzywających do zbrojnego powstania przeciw rządowi. Boogaloo to termin określający zarówno sam ruch jak i jego cel – rewolucję w postaci wojny domowej.

Trump grozi wystąpieniem USA z WHO. Daje organizacji miesiąc

Prezydent Stanów Zjednoczonych Donald Trump zagroził trwałym wstrzymaniem finansowania Światowej Organizacji Zdrowia (WHO). W liście skierowanym do...

zobacz więcej

Nie można wykluczyć, że Boogaloo Bois i inne tego typu grupy są zaangażowane w eskalację obecnych zdarzeń, ślady internetowe takiej mobilizacji odnotowano. Jednak, przypisywanie białej prawicowej ekstremie wyłącznego sprawstwa obecnego chaosu, zwłaszcza na podstawie raportu NCRI, ma dwie podstawowe logiczne wady. Po pierwsze, co widać gołym okiem, agresywni uczestnicy zajść, ci wszyscy rozjuszeni zadymiarze, to ludzie wszelkich ras: czarni, biali, kolorowi, a nie – aryjscy supremiści. Po drugie, raport NCRI nie może dotyczyć sprawy George’a Floyda, bo został opublikowany 7 lutego, o czym już media takie jak Vice nie wspominają. Można oczywiście twierdzić, że powoływany w NCRI schemat działa i teraz, ale wychodząc z takiego założenia należy wziąć pod uwagę też inne opisane schematy, które mogą działać i teraz. Komu jeszcze, oprócz Antify i Boogaloo zależy na podpaleniu USA?

W 2019 r. pojawiła się praca trojga naukowców zajmujących się informatyką i sztuczną inteligencją: Ugochukwu Etudo i Niama Yaraghiego z Uniwersytetu Connecticut oraz Victorii Yoon z Virginia Commonwealth University. Praca ma samowyjaśniający tytuł: „Z Facebooka na ulice – Ogłoszenia rosyjskich trolli a protesty Black Lives Matter”. Wykorzystując różne techniki komputerowej obróbki języka (OCR do analizy dokumentów, Topic Modelling i NMF do klasteryzacji), przealizowali oni aktywność fejsbukową z lat 2015-18 sławetnej rosyjskiej „fabryki trolli”, czyli ulokowanej na przedmieściach Petersburga państwowej agencji cyberwojennej, działającej pod szyldem Internet Research Agency (IRA).

Trump zapowiada uznanie Antify za organizację terrorystyczną

Prezydent USA Donald Trump poinformował w niedzielę na Twitterze, że zamierza uznać skrajnie lewicowy ruch Antifa za organizację terrorystyczną....

zobacz więcej

Naukowcy przenalizowali też chronologię i natężenie protestów ulicznych, które przetoczyły się przez USA w tym samym czasie pod egidą walki o sprawiedliwość rasową („Black Lives Matter”). Wyniki tej analizy pokazują, że Rosjanie poprzez tysiące ściśle targetowanych reklam na Facebooku wzniecali, radykalizowali i eskalowali napięcia w USA.

Mechanizm tego działania był zbliżony do tego, którym posługiwała się Cambridge Analytica: pokazujemy użytkownikowi treści, które najbardziej go drażnią, złoszczą, ogłupiają. Wysyłamy go na ulicę. To samo w wersji a rebours pokazujemy jego przeciwnikowi. I jego również wysyłamy na ulice. Potem podżegamy obie strony do przemocy. Pokazujemy ogień, krew, cierpienie. Da capo al fine. Tak działa IRA.
b,r> Do podobnych wniosków doszli badacze z Uniwersytetu Waszyngtońskiego w badaniu aktywności na Twitterze z 2017 r. Spora część najbardziej aktywnych, radykalnych i agresywnych uczestników wszelkich internetowych wojen ideologicznych w USA – czy chodziło o kwestie rasowe, aborcję, działania policji czy dowolny inny temat polaryzujący społeczeństwo – okazała się nadawać z rosyjskich kont. Modus operandi był zawsze taki sam – operowanie skrajnymi emocjami i dezinformacją tak, aby wytworzyć możliwie głęboki i dramatyczny konflikt. Zauważmy, że Moskwa od pewnego czasu obstawia w takich akcjach i lewicę, i prawicę. Tak było również tutaj: trolle obsługiwały najbardziej agresywne frakcje obu stron i nakręcały je wzajemnie przeciw sobie.

Protesty i zamieszki w USA: 25 miast w 16 stanach wprowadziło godzinę policyjną

W 25 miastach w 16 amerykańskich stanach wprowadziło godzinę policyjną z powodu zamieszek po śmierci George'a Floyda. Demonstracje odbyły się co...

zobacz więcej

Czy teraz jest tak samo? Trudno uwierzyć, że nie. Taki kierunek, czyli destabilizacja USA (a także UE czy Wielkiej Brytanii) przez zmasowany atak zapalnych patogenów w postaci trolli, od dawna jest znakiem firmowym rosyjskich służb. Zmieniła się jednak taktyka; o ile dawniej taka zapalna propaganda była dość łatwa do wykrycia, choćby poprzez prostą analizę tych samych błędów językowych popełnianych przez trolli, obecnie – co pokazuje artykuł „How Russia’s Troll Farm Is Changing Tactics Before the Fall Election” w „New York Times”, rosyjski trolletariat przeszedł pewne wysublimowanie i posługuje się językiem, który dużo trudniej rozpoznać na pierwszy rzut oka. Co więcej, ma więcej możliwości technicznych.

W 2015 r. techniki NLP (Natural Language Processing) były dużo mniej zaawansowane. Nie było jeszcze dwóch kluczowych modeli dostępnych teraz: BERT autorstwa Google i GPT-2 autorstwa OpenAI. I jeden, i drugi model w zasadzie pozwala maszynom pisać teksty nieodróżnialne od ludzkich. Wzniecanie w Amerykanach nienawiści do osób odpowiedzialnych za śmierć George’a Floyda z jednej strony, oraz rozsiewanie nienawiści do rządu federalnego, a także mobilizacja do walki o rewolucję anarchistyczną – to dla tych algorytmów łatwizna. Trudno uwierzyć, że mając takie narzędzia, rosyjskie służby tym razem powstrzymałyby się od swoich klasycznych intryg i knowań.

Fałszywa alternatywa: gospodarka albo zdrowie

Przez Nowy Jork przeszedł właśnie największy atak pandemii COVID-19, jaki do tej pory widziano na świecie. Choroba zabiła kilkanaście tysięcy...

zobacz więcej

Oczywiście nie znaczy to, że Rosja ukartowała bieżący cykl zamieszek w USA. To nie Siergiej Ławrow uklęknął na szyi George’a Floyda, to nie zakamuflowane FSB wyszło na ulice Minneapolis. Jednak już etap zupełnie nieadekwatnej eskalacji tych protestów, ich natężenie i brak związku z dalszym ciągiem samej sprawy (w końcu sprawca został aresztowany i ma postawione zarzuty morderstwa) wskazują na to, że IRA może być teraz, podobnie jak wcześniej, bardzo aktywnie zaangażowana w zdalne podpalanie USA: w szczucie ludzi przeciw ludziom i kreowanie ogólnego chaosu.

Zresztą, spójrzmy, kto najbardziej zatroskał się zapaścią amerykańskiego porządku publicznego. Szwajcaria? Norwegia? UE? Nie. Rosja, ojczyzna wolności słowa i swobód obywatelskich, jako pierwsza wyraża głębokie zatroskanie obecną sytuacją w USA i wzywa do poprawy. W wydanym w piątek oświadczeniu rosyjski MSZ w zasadzie upomina USA, stwierdzając, że nadużywanie siły przez amerykańską policję zdarza się zbyt często i świadczy o „endemicznym” problemie z prawami człowieka. Rosja wezwała też USA do śledztwa w sprawie śmierci George’a Floyda oraz do poszanowania standardów ONZ w zakresie dozwolonych uprawnień policji wobec obywateli.

Tako rzecze kraj, w którym nieprawomyślni dziennikarze kończą jak Anna Politkowska, a nieposłuszni władzy lekarze, jak Jelena Nepomniaszczaja z Krasnojarska, wyrzucani są przez okno. I taki kraj poucza świat o prawach człowieka. To nie żart. To agencja TASS. Na serio.

Trump: Rosja znów oszukuje

Stany Zjednoczone nic na tym nie stracą, jeśli chodzi o bezpieczeństwo. Ich sojusznicy być może trochę tak. Oczywiście Rosja znów będzie krzyczała,...

zobacz więcej

Szczególnego wymiaru całej sprawie dodaje to, co w tym samym czasie wydarzyło się na Przylądku Canaveral. USA po latach nieobecności wróciło w przestrzeń kosmiczną z finezją i rozmachem. W tej edycji walki o kosmos zabrzmiała bowiem dodatkowa nuta – oto bezczelna i pewna siebie jednostka rzuciła sobie i światu wyzwanie: skolonizujemy kosmos dzięki prywatnej innowacyjności.

Elon Musk, jakim jest, każdy wie. Potrafi olśnić i zirytować, ale jest twórcą pierwszej w historii świata prywatnej firmy, która potrafiła wysłać człowieka w kosmos. Przypomina nieco postacie z marzeń Ayn Rand. Taka wizja postępu dzięki genialnej jednostce jest na każdym możliwym poziomie solą w oku Kremla. Jest to cios w duginowską wizję świata, w której wolność i odpowiedzialność jednostki to liberalne mrzonki godne pogardy. Jest to również bardzo praktyczny i kolejny krok zwiększający przewagę USA nad Rosją w wyścigu o kosmos. Tradycyjnie strona, która ten wyścig przegrywa, stara się go odwołać. Dlatego Putin od dawna stara się napiętnować „militaryzację” przestrzeni kosmicznej, oczywiście po cichu pracując nad systemami zakłócającymi komunikację między satelitami. Dysproporcja sił w kosmosie jest dla niego szczególnie dotkliwa.

źródło:
Zobacz więcej