Wybory 2020

Jak głosować w specjalnym reżimie sanitarnym [PORADNIK]

Wraca Ekstraklasa! Legia i... walka o drugie miejsce?

Mecz Lecha z Legią może zamieszać układem ligowej tabeli. Liga będzie ciekawsza? (fot. Getty Images)

PKO Ekstraklasa jako jedna z pierwszych europejskich lig wznowi w piątek rozgrywki po przerwie spowodowanej pandemią koronawirusa. Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że tytuł odzyska warszawska Legia, która 11 kolejek przed końcem ma aż osiem punktów przewagi nad drugim zespołem w tabeli.

Ekstraklasa na pohybel koronawirusowi. Cieszyć się czy płakać?

Badania laboratoryjne potwierdziły zakażenie koronawirusem u kolejnych 301 osób, zmarło pięcioro pacjentów – podało w środę rano Ministerstwo...

zobacz więcej

Gdy 9 marca Adnan Kovacević pokonywał strzałem z rzutu karnego Arkadiusza Malarza, nikt nie spodziewał się, że na kolejną bramkę kibicom Ekstraklasy przyjdzie czekać... prawie trzy miesiące.

Pandemia trwa, wszyscy są świadomi ryzyka, ale w efekcie wzorowej współpracy pomiędzy władzami ligi, rządem a PZPN, Polska jako jeden z pierwszych krajów może cieszyć się z powrotu ligowej piłki. Co prawda wciąż bez kibiców, ale i na to przyjdzie – szybciej niż później – czas.

Rzut oka na tabelę nie pozostawia złudzeń: wracać warto, bo wydarzyć się może jeszcze naprawdę sporo.

Zacznijmy od końca. Z Ekstraklasy spadną w tym sezonie aż trzy zespoły (z pierwszej ligi awansują dwa najlepsze oraz zwycięzca barażów dla drużyn z miejsc 3-6), więc na dole tabeli trwa wyjątkowo zacięta walka o przetrwanie.

Przesądzony wydaje się los ŁKS. Łodzianie zwolnili niedawno Kazimierza Moskala (choć mówi się o odejściu „za porozumieniem stron”), sprowadzając w jego miejsce Wojciecha Stawowego. Stawowy, który kilka lat wcześniej obiecywał Cracovii Ligę Mistrzów, a 10-letni kontrakt zerwano z nim... po miesiącu, chce udowodnić, że wciąż może grać „tiki-takę” na najwyższym poziomie.

W Łodzi na pytanie: „grać ładnie czy skutecznie?”, bez wahania odpowiadają więc: ładnie. Nawet kosztem spadku, który wydaje się nieunikniony. Stawowy ma budować fundamenty już na ewentualny powrót do Ekstraklasy, nikt nie oczekuje od niego cudów.

Ekstraklasa piłkarska. Brak widzów odczuwalny dla piłkarzy i kibiców

– Piłka nożna to zjawisko kulturowe, kibicowanie jest jej integralną częścią. Brak widowni, oprawy, okrzyków, synchronizacji między kibicami,...

zobacz więcej

Cudów oczekują za to w Gdyni. Nowi właściciele, rodzina Kołakowskich, sprowadziła nad morze Ireneusza Mamrota, licząc na to, że sześciopunktową stratę do trzynastego miejsca da się jeszcze odrobić. W Arce płacą nieźle, skład mają dobry, ale czy to wystarczy? Przed nimi mecze z Lechią, Śląskiem i Legią. Terminarz nie sprzyja...

Nie wiadomo, jak zmiany na stanowiskach trenerskich wpłyną na postawę Arki i ŁKS. Wiadomo natomiast, jak wpłynęły na Wisłę Kraków: odkąd Macieja Stolarczyka zastąpił Artur Skowronek, „Biała Gwiazda” jest jednym z najlepszych, najbardziej skutecznych zespołów Ekstraklasy. Krakowianie nie przegrali ośmiu kolejnych spotkań, odbili się od ligowego dna, gdzieniegdzie przebąkując nawet o walce o pierwszą ósemkę. Tu, podobnie jak w przypadku gdynian, problemem może być terminarz: na początek mistrz z Gliwic i Legia.

Zawieszonych pomiędzy walką o utrzymanie a marzeniami o grupie mistrzowskiej (przypomnijmy: po 30 kolejkach osiem najlepszych zespołów trafia do grupy mistrzowskiej, reszta do grupy spadkowej; podziału punktów nie ma) jest co najmniej sześć zespołów.

Siódmą w tabeli Lechię Gdańsk (38 pkt) dzieli od dwunastego Górnika Zabrze (33) zaledwie pięć punktów. Pomiędzy nimi są jeszcze Jagiellonia (37), Raków (36), Wisła Płock (36) i Zagłębie Lubin (33) – kibice tych zespołów wielkich emocji już raczej nie przeżyją. Ani nie szykuje im się walka o europejskie puchary, ani spadek nie stanowi (jeszcze?) realnego zagrożenia.

Im wyżej, tym ciekawiej. I jeszcze ciaśniej. Pierwsza w tabeli Legia ma aż 51 punktów, osiem więcej niż broniący tytułu gracze z Gliwic. Tuż za Piastem (43) są: Cracovia (42), Śląsk (42), Lech (42) i Pogoń Szczecin (41). Nawet jeśli warszawski zespół wydaje się nie do prześcignięcia, walka o drugie i trzecie miejsce (premiowane awansem do europejskich pucharów) zapowiada się ekscytująco. A może dojdzie do niespodzianki? Rok temu też przecież nikt nie spodziewał się, że liga rywalizacja zakończy się tak...

Co do Legii – sytuacja zespołu Aleksandara Vukovicia może się znacząco skomplikować już w sobotę. Tak się bowiem złożyło, że w pierwszej kolejce po przerwie Legioniści zagrają w Poznaniu z Lechem. „Ligowego klasyku” nie urozmaici tym razem doping 40 tysięcy gardeł (mniej więcej tyle kibiców śledzi zwykle przy Bułgarskiej te potyczki), ale starcie i tak zapowiada się wyjątkowo smakowicie.

W przypadku porażki – przewaga Legii zmniejszy się do "zaledwie" pięciu punktów. Jeśli warszawianie wygrają, nie tylko obedrą z marzeń wielkiego rywala, ale i potwierdzą, że w tym sezonie już raczej nikt ich nie zatrzyma.

Kibice ostrzą sobie zęby na rywalizację dwóch młodych, zdolnych, którzy lada moment mogą bić transferowe rekordy ligi: Kamila Jóźwiaka z Lecha i Michała Karbownika z Legii. Do tego jest trochę hiszpańskiego polotu (Dani Ramirez), nutka Brazylii (Luquinhas) i kilku reprezentantów Polski (Artur Jędrzejczyk, Paweł Wszołek, wspomniani wcześniej Jóźwiak i Karbownik). Przepis na hit? Nie może być inaczej. Transmisja meczu Lecha z Legią już 30 maja o 20:00 w TVP2.

Przewidywane składy na mecz Lecha z Legią (fot. Przegląd Sportowy)

Sport wraca na dobre. Rząd odwiesza imprezy

Otwarte siłownie i kluby fitness, ale, co dla kibiców najważniejsze, powrót rywalizacji sportowej we wszystkich dyscyplinach. W ciągu kilku dni...

zobacz więcej

Uparty Boniek

Nikt nie lekceważy zagrożenia pandemicznego. Piłkarze zostali wielokrotnie przebadani i wszyscy są gotowi do gry. Większy problem stanowią... potencjalne kontuzje. – Dotknęła nas nadzwyczajna sytuacja. Doszło do tego, że piłkarze byli poza boiskiem przez długi czas. W tym okresie realizowano treningi indywidualne, a niektóre drużyny wysłały swoich piłkarzy na jeden czy dwa tygodnie urlopów. Zawodnicy byli na zupełnie innym poziomie aktywności w porównaniu do tego, do czego przywykli – tłumaczył na łamach TVP Sport Łukasz Bortnik, trener przygotowania fizycznego Legii.

Między innymi dlatego, w większości „powracających” lig zdecydowano się na wprowadzenie pięciu, a nie - jak to zwykle bywa – trzech dozwolonych zmian. Na straży porządku (?) stoi Zbigniew Boniek, który twierdzi, że „na razie nie ma tematu”, a żadne modyfikacje nie są potrzebne.

Prezes PZPN tłumaczy, że w ciągu czterech najbliższych kolejek Ekstraklasa tylko raz zagra w środku tygodnia, więc „nie ma mowy o wielkim obciążeniu meczowym”. Dodaje też, że „nie ma kompleksów wobec Niemców”, a kopiowania zaproponowanych przez nich rozwiązań nie uważa za najlepszy z możliwych pomysłów.

Eksperci straszą, że taka postawa narazi na szwank zdrowie zawodników, może też doprowadzić do sytuacji, w której jeden lub drugi zespół zmuszony będzie – z powodu kontuzji – kończyć mecz w dziesiątkę.

I takie argumenty do Bońka nie docierają. – Cały czas szukamy dla nich wymówek i zastanawiamy się, jak im życie ułatwić. Teraz chcemy nie wiadomo ile zmian, bo jest ryzyko kontuzji. Jeśli piłkarz się dobrze prowadzi, to omijają go urazy. Spójrzmy na przykłady Roberta Lewandowskiego czy Cristiano Ronaldo – mówił na łamach Interii.

Czas pokaże, kto w tym sporze miał rację. Dla dobra wszystkich: lepiej, żeby był to prezes PZPN.


***

27. kolejka potrwa od piątku do niedzieli. Poza meczem Lecha z Legią, znakomicie zapowiadają się też derby Pomorza (Lechia z Arką) i starcie mistrza Polski (Piast Gliwice) z niezwykle groźną w ostatnim czasie Wisłą Kraków.

29 maja, piątek
Śląsk Wrocław – Raków Częstochowa (18.00)
Pogoń Szczecin – KGHM Zagłębie Lubin (20.30)

30 maja, sobota
ŁKS Łódź – Górnik Zabrze (15.00)
Piast Gliwice – Wisła Kraków (17.30)
Lech Poznań – Legia Warszawa (20.00)

niedziela, 31 maja
Wisła Płock – Korona Kielce (12.30)
Cracovia – Jagiellonia Białystok (15.00)
Lechia Gdańsk – Arka Gdynia (17.30)

źródło:
Zobacz więcej