Wybory 2020

Jak głosować w wyborach prezydenckich [PORADNIK]

„GW jest podmiotem prywatnym”. Bodnar umywa ręce ws. ataków na Zaradkiewicza

RPO Adam Bodnar o artykule Dobrosz-Oracz (L) i Czuchnowskiego (P) (fot. PAP/Radek Pietruszka, arch.PAP/Paweł Supernak,Paweł Kula)

Wojciech Czuchnowski i Justyna Dobrosz-Oracz w artykule pt. „Niebezpieczna przeszłość Kamila Zaradkiewicza” ujawnili orientację znienawidzonego sędziego. Gdy po publikacji zrezygnował on z pełnienia obowiązków I prezesa SN i zastąpił go Aleksander Stępkowski – Czuchnowski dał do zrozumienia, że jego celem było odejście Zaradkiewicza, ale gdyby wiedział, że zastąpi go „taki brzydal”, to „nigdy nie napisałby swojego tekstu”. Co na to Adam Bodnar? RPO umywa ręce, jednocześnie przyznając, że zapoznał się z artykułem.

„Gazeta Wyborcza” hejtuje sędziego za orientację. Fala krytyki w sieci

Kamil Zaradkiewicz powołany do wykonywania obowiązków I prezesa SN stał się obiektem ataków. Tradycyjnie najmocniejsze działa wytoczyła gazeta,...

zobacz więcej

Na początku maja „Gazeta Wyborcza” znana z bronienia patologii wśród sędziów, zaatakowała obyczajówką sędziego. Dobrosz-Oracz i Czuchnowski pokazali, do jakich metod są w stanie się posunąć w niszczeniu ludzi – łamiąc zapisane w Konstytucji RP prawo do ochrony życia prywatnego. Ujawnili w swoim tekście, w dwóch miejscach, orientację seksualną prof. Zaradkiewicza. W jednym z nich poprzez zacytowanie byłego prezesa Trybunału Konstytucyjnego, który o tym mówi – Andrzeja Rzeplińskiego.

Co więcej, jeden z autorów artykułu „Gazety Wyborczej”, Wojciech Czuchnowski 11 dni później przyznał się, jakie były jego prawdziwe motywacje:

Wcześniej twierdził, że konsultował swoją publikację z dwiema osobami z kręgu Kampanii Przeciw Homofobii, co organizacja publicznie zdementowała. „Nikt z obecnego zespołu pracowniczego Kampanii Przeciw Homofobii nie czytał tekstu o Kamilu Zaradkiewiczu przed jego publikacją. Jako organizacja LGBTI uważamy, że decyzję o „wyjściu z szafy” powinna podejmować osoba, której to dotyczy” – oświadczyło stowarzyszenie.

W Konstytucji RP (art. 47) czytamy: „Każdy ma prawo do ochrony życia prywatnego, rodzinnego, czci i dobrego imienia oraz do decydowania o swoim życiu osobistym.” Sytuacja ta nie oburza jednak Adama Bodnara, który w odpowiedzi na pytanie portalu tvp.info, stwierdził jedynie, że „ujawnienie w tekście faktów o prywatnym życiu sędziego Kamila Zaradkiewicza budzi istotne wątpliwości”, jednak jego „szczególne obawy” i zainteresowanie skupiło się na czym innym – na oskarżeniach wysuwanych przez „GW”.

– Rzecznik zapoznał się z artykułem autorstwa Wojciecha Czuchnowskiego i Justyny Dobrosz-Oracz pt. „Niebezpieczna przeszłość Kamila Zaradkiewicza”, opublikowanym w dniu 4 maja 2020 r. w „Gazecie Wyborczej”. Szczególne obawy Rzecznika wzbudziły ujawnione w tym tekście informacje o przypadkach mobbingu w Trybunale Konstytucyjnym. Rzecznik planuje skierować w tej sprawie wystąpienie do TK z prośbą o przedstawienie wyjaśnień – napisał portalowi tvp.info Adam Bodnar.

Zaradkiewicz: Zażenowanie i smutek z powodu metod „GW”

W rozmowie z portalem wPolityce.pl, wykonujący obowiązki I prezesa Sądu Najwyższego prof. Kamil Zaradkiewicz odniósł się do artykułu „Gazety...

zobacz więcej

Zdaniem RPO nie musi on publicznie stawać w obronie i interweniować ws. Kamila Zaradkiewicza, ponieważ miejsce, w którym zmieszano go z błotem jest „podmiotem prywatnym”. Do faktu, iż sędzia jest osobą publiczną, piastującą stanowisko w instytucji publicznej – Bodnar się nie odnosi.

– Zgodzić się należy, że istotne wątpliwości budzi ujawnienie w tekście faktów o prywatnym życiu sędziego Kamila Zaradkiewicza. Uprzejmie informuję, że sam zainteresowany nie zwrócił się do RPO z wnioskiem o podjęcie działań w tej sprawie. Należy zwrócić uwagę, że „Gazeta Wyborcza” jest podmiotem prywatnym, a kompetencje Rzecznika dotyczą przede wszystkim działań organów publicznych – tłumaczy się Rzecznik Praw Obywatelskich.

Podkreśla jednocześnie, że „z uwagą śledzi debatę publiczną toczącą się za pośrednictwem mediów, starając się podejmować działania zapewniające poszanowanie zarówno wolności słowa, jak i dóbr osobistych i prywatności osób fizycznych”. W tym wypadku jednak postanowił pokierować się „zasadą subsydiarności”, dlatego uznał, że nie musi interweniować, „gdy jednostka jest w stanie samodzielnie dochodzić swoich praw”, a „zainteresowanemu przysługują środki ochrony dóbr osobistych przewidziane w kodeksie cywilnym”.

źródło:
Zobacz więcej