Wybory 2020

Jak głosować w wyborach prezydenckich [PORADNIK]

Koronawirus na Półwyspie Arabskim: Drakońskie kary i niejednoznaczne efekty

Kraje Półwyspu Arabskiego wciąż jednak są dalekie od pokonania epidemii (fot. Francois Nel/Getty Images)

Większość państw muzułmańskich utrzymała radykalne ograniczenia poruszania się w okresie niedawno zakończonego, świętego dla wyznawców Allaha, miesiąca Ramadan. Kraje Półwyspu Arabskiego wciąż jednak są dalekie od pokonania epidemii. Szczególnie dotyczy to Kataru, który przygotowuje się do organizacji Mistrzostw Świata w Piłce Nożnej w 2022 r.

Raport ONZ: W tym roku na koronawirusa może umrzeć w Afryce 300 tys. osób

Nawet w najlepszym rozpatrywanym scenariuszu, z powodu koronawirusa w Afryce może umrzeć w tym roku 300 tys. osób – wynika z opublikowanego w...

zobacz więcej


Maska albo więzienie


Katar wprowadził niedawno niezwykle ostre kary za nieprzestrzeganie zasad związanych z epidemią. Za nienoszenie obowiązkowej maski grozi kara do 55 tys. dolarów grzywny oraz 3 lat pozbawienia wolności. Brak maski dozwolony jest jedynie w przypadku samotnej jazdy samochodem. Warto o tym pamiętać, gdyż ten bezwzględny obowiązek dotyczy też lotniska w Dosze, które jest jednym z głównych hubów tranzytowych na świecie. Co prawda obecnie ruch lotniczy niemal zamarł, ale Qatar Airways, uznawane za jedne z najlepszych na świecie, są jedynymi liniami, które ani na chwilę nie wstrzymały lotów. Dzięki temu wielu pasażerów, w tym Polacy, którzy utknęli za granicą ze względu na odwołanie lotów innych przewoźników, mogło wrócić do domu. W przypadku Polaków były to loty do Berlina, skąd do Polski można się było już dostać autobusem.

Katarczycy początkowo nie wprowadzali jednak radykalnych restrykcji ani w samolotach, ani na lotnisku. Co prawda zamknęli granice, ograniczając funkcjonowanie portu lotniczego Hamad do roli tranzytowej, ale jeszcze w kwietniu funkcjonowało ono na pełnych obrotach, z otwartymi sklepami i tłumami pasażerów przewalających się przez jego ogromną powierzchnię. Tylko ci, którzy przybywali z krajów wówczas uznawanych za szczególnie zagrożone, np. Korei, byli częściowo izolowani do czasu otwarcia ich gate’ów, ale i tak potem przemierzali sami drogę przez strefę tranzytu. I większość osób, w tym obsługa lotniska nie nosiła masek.

Co się stanie z Bliskim Wschodem po pandemii?

Bliski Wschód jest jednym z najbardziej zapalnych regionów na świecie, a Europa wielokrotnie odczuła skutki toczących się tam konfliktów....

zobacz więcej

Katarski mundial powodem infekcji

Dziś personel pokładowy Qatar Airways wygląda niczym kosmici: z białymi kombinezonami, rękawiczkami, goglami i maskami. I trudno się dziwić takiemu ostremu podejściu tego małego i bardzo bogatego kraju arabskiego. Jeśli bowiem nie liczyć lilipuciego San Marino, to niespełna 3-milionowy Katar jest obecnie krajem z najwyższym odsetkiem infekcji. Teraz jest to już niemal 50 tys., z czego ponad 35 tys. aktywnych przypadków, co oznacza ponad 17 tys. chorych na milion mieszkańców. Dla porównania, pomijając mikropaństewka o populacji nie przekraczającej 100 tys. osób, w żadnym innym liczba ta nie przekracza 6,5 tys. infekcji na milion.

Pierwsze infekcje w Katarze pojawiły się 11 marca, ale do połowy kwietnia dziennych zachorowań było tam niewiele. Od miesiąca sytuacja jest jednak coraz gorsza i obecnie przybywa tam ok. 1500-1800 chorych dziennie, przy czym nie widać żadnego spadku. W takich warunkach wyzwaniem dla Kataru, podobnie jak dla innych państw muzułmańskich, był ramadan, czyli święty miesiąc muzułmański, zakończony świętem Eid al-Fitr (24 maja). Katar utrzymał w tym czasie restrykcje dotyczące dystansu społecznego i nie zaczął odmrażać gospodarki, choć ramadan to okres szczególnie intensywnych zakupów.

Z drugiej jednak strony meczety nie zostały w tym okresie całkowicie zamknięte. Ponadto kluczowym problemem tego państwa jest rozprzestrzenianie się zarazy wśród azjatyckich gastarbeiterów, a Katar nie wstrzymał realizacji inwestycji związanych z planowanym w Dosze w 2022 r. mundialem. To zresztą również nie-Katarczycy stanowią większość obsługi lotniska czy personelu pokładowego Qatar Airways i tym można tłumaczyć to, że początkowo nie przywiązywano zbyt dużej wagi do rozprzestrzeniania się zagrożenia wśród tych osób. W rezultacie od początku ramadanu do jego końca liczba dziennych zachorowań w Katarze wzrosła niemal trzykrotnie, z nieco ponad 600 do ok. 1800.

Pandemia, ropa i pokój na Bliskim Wschodzie

Pandemia COVID-19 oraz związany z nią kryzys na rynku ropy doprowadził do gwałtownych zmian w politycznej układance na Bliskim Wschodzie....

zobacz więcej

Surowe kary również w Kuwejcie

Problem z rozprzestrzenianiem się epidemii wśród azjatyckich imigrantów zarobkowych dotyczy zresztą całego Półwyspu Arabskiego, co związane jest z fatalnymi warunkami, w których oni żyją. Katar nie jest też jedynym państwem, które wprowadziło ostre kary za nieprzestrzeganie reguł sanitarnych. W Kuwejcie za nienoszenie masek grozi grzywna do 16 tys. dolarów i 3 miesiące więzienia, a za złamanie reguł lockdownu – 32 tys. dolarów oraz do 3 lat więzienia. Kuwejt z 23 tys. zarażeń i nieco ponad 4-milionową populacją jest w pierwszej 10-tce państw pod względem liczby zarażeń na milion mieszkańców. W przeciwieństwie jednak do Kataru liczba zakażeń w Kuwejcie od tygodnia spada (z poziomu 1000 dziennie do niespełna 700). Kuwejt jednak w okresie ramadanu nie tylko utrzymał wszelkie restrykcje związane z lockdownem, w tym zakaz wychodzenia z domów od piątej po południu do czwartej rano (w okresie ramadanu główna aktywność przenosi się na noc, gdyż od świtu do zmierzchu obowiązuje post), ale utrzymał również zamknięcie meczetów, a także wprowadził obowiązkową aplikację na komórki „Ramadan w twoim domu”, kontrolującą mieszkańców.

W pierwszej dziesiątce państw świata z największym odsetkiem zarażeń jest też najmniejszy kraj Półwyspu Arabskiego tj. nieco ponad 1,5-milionowy Bahrajn, w którym liczba infekcji zbliża się do 10 tys. (5,7 tys. na milion). Kraj ten, tuż przed rozpoczęciem ramadanu nie miał zbyt dużej liczby infekcji i w związku z tym otworzył meczety (z zachowaniem dystansu w czasie modłów), a także rozluźnił restrykcje związane z funkcjonowaniem gospodarki, w tym popularnych w czasie ramadanu bazarów. W rezultacie liczba infekcji gwałtownie wzrosła i negatywna tendencja utrzymuje się do dziś.

WHO: Część krajów w Europie wchodzi w okres łagodzenia restrykcji

Część krajów w Europie wchodzi w ten etap pandemii, w którym potrzebne jest stopniowe zdejmowanie ograniczeń – powiedział w czwartek dyrektor WHO w...

zobacz więcej

Linie Emirates wznawiają loty

W czasie ramadanu sytuacja pogorszyła się również w Zjednoczonych Emiratach Arabskich, których linie Emirates są największą światową konkurencją dla Qatar Airways. Emirates, w przeciwieństwie do linii katarskich, na krótko całkowicie zawiesiły loty, a następnie wznowiły je w bardzo ograniczonym zakresie. Od połowy maja linie te zaczęły jednak przywracać kolejne połączenia, przy zachowaniu daleko idących restrykcji sanitarnych: mierzenie temperatury, obowiązkowe maski i rękawiczki dla pasażerów oraz zabezpieczenia personelu pokładowego. Ruch ten nie wynika jednak z poprawy sytuacji, ale raczej ze strat, jakie poniosły te linie w wyniku uziemienia oraz obaw przed przegraniem z konkurencją. W niespełna 10-milionowych Emiratach jest obecnie 32 tys. zarażonych, a dziennie przybywa ok. 800-900 nowych. Przed ramadanem było to ok. 500, przy czym kraj ten utrzymał w okresie świąt wszystkie restrykcje, w tym zamknięcie meczetów.

Oznaki poprawy sytuacji widać za to w Arabii Saudyjskiej, choć pojawiają się komentarze podające w wątpliwość wiarygodność danych statystycznych z tego kraju. Chodzi przy tym nie tyle o fałszowanie danych, co o bardzo dużą „szarą strefę”, czyli migrantów, w tym nielegalnych, którzy obawiają się przeprowadzania testów i zgłaszania się do lekarza ze względu na grożącą deportację. Arabia Saudyjska utrzymała przy tym większość restrykcji, w tym (początkowo) zamknięcie wszystkich meczetów. Niemniej w trakcie ramadanu król Salman zarządził otwarcie najważniejszych meczetów tj. w Mekce i Medynie (z ograniczonym dostępem). Wiąże się to z toczącą się coraz ostrzejszą rywalizacją o przywództwo w świecie muzułmańskim, gdzie pozycja Arabii Saudyjskiej opiera się właśnie na tym, że król tego kraju jest jednocześnie strażnikiem tych dwóch meczetów.

Niepotrzebni migranci siedliskiem zarazy

W naftowych monarchiach Półwyspu Arabskiego mieszka prawie 60 mln osób, ale ponad połowę stanowią migranci zarobkowi. Po wybuchu pandemii...

zobacz więcej

Pielgrzymka pod znakiem zapytania

Mekka ma dodatkowe znaczenie dla świata islamu, gdyż każdy muzułmanin musi co najmniej raz w ciągu swego życia odbyć pielgrzymkę do tego miejsca. Około tygodniowy okres masowych pielgrzymek (tzw. hadź) ma miejsce od 8 do 12 dnia ostatniego miesiąca islamskiego kalendarza. Ponieważ jest on księżycowy, więc według naszego solarnego kalendarza święto to jest ruchome i w tym roku wypada na przełomie lipca i sierpnia. W tym czasie zwykle do Mekki zmierzają miliony muzułmanów z całego świata. Ale od pojawienia się pandemii pielgrzymki zostały wstrzymane i wciąż nie wiadomo, czy w tym roku hadź w ogóle się odbędzie. A jest do dla Saudów kwestia nie tylko religijna, ale również prestiżowa i finansowa.

Niemniej w 35-milionowym królestwie jest obecnie (oficjalnie) 78,5 tys. zarażonych (51 tys. aktywnie). Od połowy maja liczba dziennych infekcji spadła natomiast z 2,8 tys. do 1,8 tys. Tyle że najwięcej zachorowań jest właśnie w okolicach Mekki i Medyny, a ponadto to właśnie pielgrzymi przenieśli wirusa w marcu do innych krajów muzułmańskich, w tym np. Turcji. Jeśli więc odbędzie się hadź, może to oznaczać globalny nawrót choroby i to również w Europie, w której wszak również mieszka wielu wyznawców Allaha. Warto dodać, że w tym okresie wypada muzułmańskie święto ofiarowania Eid al-Adha (zwane też Kurban Bajram), którego kulminacją jest ceremonia zarzynania baranów. Pandemia będzie również wyzwaniem w tym zakresie. A na listopad w Rijadzie zaplanowany jest też szczyt G-20 i jego odwołanie byłoby prestiżowym ciosem dla saudyjskiego następcy tronu Mohammada bin Salmana.

Bogate państwa arabskie niezbyt dobrze radzą sobie zatem z pandemią, a fakt, iż zaczęły częściowo znosić restrykcje, zwłaszcza w odniesieniu do połączeń lotniczych, wynika ze względów finansowych. Fakt, iż nie panuje tam demokracja powoduje jednak, że mogą sobie pozwolić na drakońskie kary, których wyegzekwowanie w tamtych warunkach nie będzie wiązało się z żadnym problemem, a w Europie, w tym w Polsce, byłoby całkowitą abstrakcją. Pozytywną stroną przebiegu pandemii na Półwyspie Arabskim jest natomiast bardzo niska śmiertelność. Proporcjonalnie najwyższa jest w Kuwejcie (41/milion – dla porównania w Polsce jest to 27/milion), ale i tak jest on dopiero 46. w światowym rankingu pod tym względem, a dzienna śmiertelność nie przekracza 10 osób. W ZEA odnotowano 255 zgonów, w Arabii Saudyjskiej 425, a w Katarze zaledwie 30 (10/milion), co plasuje ten ostatni kraj dopiero na 84. miejscu w rankingu zgonów w przeliczeniu na milion mieszkańców.

źródło:
Zobacz więcej