Wybory 2020

Jak głosować w specjalnym reżimie sanitarnym [PORADNIK]

Hongkong znów broni się przed zakusami Chin. Trump ostrzega, Pekin zgrzyta zębami

Do obecnych manifestacji dochodzi po tym, jak przez kilka miesięcy trwał tam względny spokój – na co wpłynęła porażka zarówno polityki Pekinu, wynikła z masowego oporu mieszkańców Hongkongu (fot. PAP/EPA/JEROME FAVRE)

To już nie tylko wzrost napięć, ale nowa zimna wojna – tak eksperci na całym świecie zaczynają określać obecne relacje USA i Chin. Kolejnym frontem ich sporu – po koronawirusie, handlu, technologii 5G, cyberprzestępczości czy kwestii regionu Morza Południowochińskiego – jest ponownie Hongkong. Coraz intensywniejsze prace Pekinu nad podważeniem jego autonomii wywołują ostrą reakcją Waszyngtonu.

Gaz na ulicach. To „koniec Hongkongu”?

Policja w Hongkongu użyła w niedzielę gazu łzawiącego do rozpędzenia antyrządowych demonstrantów sprzeciwiających się planom Pekinu bezpośredniego...

zobacz więcej

Gdy wydawało się, że pomiędzy USA i Chinami dojdzie do wyciszenia sporów, po tym jak kraje te podpisały nowe umowy handlowe, przyszła pandemia koronawirusa. Ostatnie tygodnie to zaś festiwal chińskiej obłudy. Komunistyczne władze w Pekinie wciąż unikają bowiem wzięcia jakiejkolwiek odpowiedzialności za wybuch pandemii i ucinają wszelką dyskusję na ten temat, stosując zużyte już wybiegi.

Co z tego, że np. podczas niedzielnej konferencji prasowej chiński minister spraw zagranicznych Wang Yi deklaruje, że jego kraj jest gotowy do współpracy międzynarodowej w celu ustalenia źródła koronawirusa, skoro wszyscy wiedzą, że nic to – oprócz wypowiedzenia paru okrągłych słów – za sobą nie niesie.

Chińskie władze odbijają bowiem jakiekolwiek pytania czy krytykę i przekonują, że to one są pierwszą ofiarą pandemii. Przypominają przy tym, że były w początkowej jej fazie chwalone nie tylko przez wielu obecnych krytyków, ale i przez Światową Organizację Zdrowia (WHO), która wciąż nie ma do nich żadnych uwag.

Wang Yi stoi przed mikrofonem i powtarza jak mantrę – że nie można łączyć sprawy koronawirusa z próbami „ingerencji politycznych” i zarzuca Amerykanom „rozpowszechnianie plotek” i „stygmatyzację” jego kraju. A na koniec – a jakże – chwali szefa WHO Tedrosa Adhanoma Ghebreyesusa za świetnie wykonaną pracę.

Pomimo wielotygodniowej amerykańskiej batalii, która zyskuje zrozumienie u coraz większego grona światowych przywódców, Pekin nie zamierza zmieniać swojej retoryki.

WHO także twardo stoi przy swoim – chwali Chiny i nadal utrzymuje, że nic nie można powiedzieć o pochodzeniu koronawirusa i że nie ma żadnych podstaw, by winić Państwo Środka za jego rozprzestrzenienie. To zaś oznacza, że Donald Trump najprawdopodobniej obetnie tej organizacji całkowicie fundusze. WHO liczy zaś zapewne, że z ratunkiem finansowych przyjdzie znowu – tak jak zrobił to ostatnim razem – Pekin.

Sekretarz stanu USA ostrzega Chiny ws. ingerencji w media w Hongkongu

Amerykański sekretarz stanu Mike Pompeo ostrzegł Chiny, że jakakolwiek ingerencja w pracę amerykańskich i miejscowych dziennikarzy w Hongkongu...

zobacz więcej

UE tymczasem nie chce mieszać się do tego sporu i wydaje się, że najlepiej czuje sie w roli statysty. Wiele państw członkowskich liczy na dalsze robienie z Chinami intratnych interesów i obawia się, że spór Państwa Środka z USA może, tak jak to miało miejsce po niedawnym nałożeniu amerykańskich sankcji na Iran, skutecznie to uniemożliwić.

Napięcia nie znikają – przemieniają się w permanentny konflikt – codzienne ostre starcia. Sytuację tę pogarsza sprawa Hongkongu. Jego mieszkańcy znów zmuszeni są wychodzić na ulice, by bronić przed Pekinem swojej niezależności.

Chiny starają się bowiem obecnie narzucić jego mieszkańcom nowe przepisy dotyczące bezpieczeństwa narodowego. Chociaż wciąż nie wiadomo, jaki dokładnie kształt przybiorą ani kiedy zostaną wprowadzone w życie, to przygotowywanie ich przez chińskich komunistów budzi uzasadnione obawy.

Według projektów mają one bowiem dotyczyć zwalczania działalności terrorystycznej, separatystycznej i wywrotowej, a także zagranicznych ingerencji w sprawy regionu. Co więcej, przewidziano, że to agencje bezpieczeństwa narodowego rządu centralnego miałyby egzekwować przepisy na terenie Hongkongu.

To zaś oznacza ogromne możliwości do prześladowania zarówno opozycjonistów, jak i krytyków. Praktyka chińska w tym zakresie należy do najgorszych na świecie.

Dlatego też plany chińskich komunistów budzą uzasadnione obawy zwolenników zachowania niezależności regionu. W ocenie licznych ekspertów mamy do czynienia z najmocniejszą próbą ograniczenia autonomii Hongkongu po tym, jak został on przed 13 laty przyłączony do Chin kontynentalnych.

„Najbrutalniejszy ucisk od lat”. HRW potępia Chiny za łamanie praw człowieka

Organizacja praw człowieka Human Right Watch (HRW) w opublikowanym corocznym raporcie potępiła Chiny za nieprzestrzeganie praw człowieka. Wezwano...

zobacz więcej

Przypomnijmy – do obecnych manifestacji dochodzi po tym, jak przez kilka miesięcy trwał tam względny spokój, na co wpłynęła zarówno porażka polityki Pekinu, wynikła z masowego oporu mieszkańców Hongkongu, jak i ograniczenia wywołane przez pandemię koronawirusa.

ChRL nie ma zaś żadnych wątpliwości, że przepisy należy wprowadzić, by bronić bezpieczeństwa w Hongkongu i powstrzymać antyrządowe protesty, które znów zostały utożsamione przez władze tego kraju z terroryzmem.

Siłą Hongkongu są jego mieszkańcy, z których większość jest wyczulona na zakusy komunistów i ma odwagę, by brać udział w demonstracjach, które nieraz kończą się starciami z policją.

Dużym wsparciem dla nich jest postawa Waszyngtonu, który stanowczo sprzeciwia się narzucaniu Hongkongowi nowych przepisów, co utożsamia z próbą ograniczenia jego autonomii. Stany Zjednoczone grożą, że mogą zakwestionować status tej byłej brytyjskiej kolonii jako autonomicznego centrum finansowego i że nałożą sankcje na ten region i na Chiny.

Pekin odpiera krytykę i grozi retorsjami. Chińscy komuniści zapewne zdają sobie jednak sprawę, że – w kontekście oskarżeń o przyczynienie się do wybuchu pandemii – Donald Trump nie cofnie się w sprawie Hongkongu o krok.

Pekinowi będzie zaś najprawdopodobniej zależało na tym, by zmiany prawne wprowadzić jak najszybciej, gdyż na wrzesień zaplanowano w Hongkongu wybory do tamtejszego parlamentu. Manifestanci liczą zaś, że uda im się w ten sposób zmienić obecny, prochiński gabinet.

Tymczasem rośnie międzynarodowy sprzeciw wobec zakusów władz w Pekinie. Zostały one potępione w oświadczeniu przygotowanym przez ostatniego brytyjskiego gubernatora Hongkongu Christophera Pattena i byłego szefa brytyjskiej dyplomacji Malcolma Rifkinda, które podpisało ponad 200 wpływowych osobistości politycznych, w tym obecnych i byłych parlamentarzystów z ponad 20 krajów świata.

Rozpaczliwy list biskupa. „Na kolanach” błaga Watykan o pomoc

O ochronę kościołów przed zniszczeniami i wiernych przed prześladowaniami ze strony komunistów chińskich poprosił Stolicę Apostolską biskup senior...

zobacz więcej

„To wszechstronny atak na autonomię, praworządność i podstawowe wolności miasta. Integralność jednego kraju, dwóch systemów wisi na włosku” - napisano w oświadczeniu.

W rozmowie z gazetą „The Times” Chris Patten ocenił zaś, że mamy do czynienia z „nową chińską dyktaturą”. – Myślę, że mieszkańcy Hongkongu zostali zdradzeni przez Chiny, które po raz kolejny udowodniły, że nie można im ani trochę ufać – zaznaczył był gubernatorem Hongkongu.

Podkreślił przy tym, że brytyjski rząd powinien jednoznacznie ogłosić, że obecna sytuacja to dowód na „całkowite zniszczenie Wspólnej Deklaracji” z 1984 r. o zwrocie Hongkongu Chinom.

Na razie jednak Wielka Brytania, obok Kanady i Australii, wydała jedynie pod koniec zeszłego tygodnia wspólne oświadczenie, w którym wyraża „głębokie zaniepokojenie” chińskimi propozycjami przepisów dla Hongkongu. W dokumencie podkreślono jednak, że jeśli Pekin będzie chciał narzucić Hongkongowi nowe przepisy, to podważy tym samym zasadę „jeden kraj, dwa systemy”.

Pekinowi nie udało się w zeszłym roku zdławić wolności w Hongkongu. Obecnie znów podejmuje próby siłowego narzucenia swojej woli, wbrew podpisanej umowie i stanowionemu prawu.

W najbliższym czasie okaże się, czy Państwo Środka jest gotowe, by pomimo sprzeciwu Waszyngtonu,realizować swoje cele, czy znów na pewien czas się przyczai, by zaatakować w wybranym przez siebie momencie.

Petar Petrović

Autor jest dziennikarzem Polskiego Radia

źródło:
Zobacz więcej