Wybory 2020

Jak głosować w wyborach prezydenckich [PORADNIK]

Putin przegrywa z koronawirusem

Władimir Putin nie tak wyobrażał sobie 20. rocznicę objęcia rządów (fot. PAP/EPA/ALEXEI NIKOLSKY/SPUTNIK /KREMLIN POOL / POOL)

Epidemia koronawirusa mało komu pokrzyżowała plany jak Władimirowi Putinowi. Prezydent Rosji miał w tym roku, w 20. rocznicę przejęcia władzy na Kremlu, pokazać światu swoją potęgę. Supremację dorównującą Stanom Zjednoczonym. Służyć temu miała 75. rocznica zakończenia II wojny światowej i parada na Placu Czerwonym. Zamiast tego jest dalsze tracenie znaczenia na arenie międzynarodowej oraz poważne problemy na domowym podwórku.

Pranie miliardów Putina

Jeff Bezos, Bill Gates, Warren Buffett – wiadomo, kto jest w czołówce najbogatszych ludzi świata. Każda oficjalna lista jest jednak nieaktualna....

zobacz więcej

CZYTAJ WIĘCEJ W RAPORCIE

Sama parada na Placu Czerwonym 9 maja miała być tylko jednym z elementów obchodów rocznicowych. Scenariusz ten sam co zawsze – defilada wojsk, pokaz czołgów i wyrzutni rakiet Iskander oraz Topol. Świat miał podziwiać i się bać. Przekaz zarówno na rynek wewnętrzny i zewnętrzny.

W tym roku Putin miał w zanadrzu coś ekstra. W parku „Patriot” w Kubince pod Moskwą miało dojść do poświęcenia Świątyni Zmartwychwstania Chrystusa – głównej cerkwi Sił Zbrojnych Federacji Rosyjskiej. Pieniądze pochodziły z wielkiej narodowej zbiórki, w której nie zabrakło oczywiście miłośników prezydenta Rosji, chcących pokazać miarę swojego przywiązania odpowiednio sowitym datkiem.

Świątynia symboliką aż kipi. Średnica głównej kopuły mierzy dokładnie 19,45 metra, co oczywiście upamiętnia rok zakończenia II wojny światowej. Wieża dzwonnicza ma 75 metrów wysokości, wiadomo. Z kolei mniejsza kopuła ma 14,18 metra średnicy, co symbolizuje liczbę dni, podczas których Związek Sowiecki wojował z III Rzeszą.

Triumfator

1418 to także liczba stopni na ścieżce pokrytej szkłem akrylowym, pod którą znajdują się zdobyte niemieckie sztandary, które w 1945 roku rzucono Józefowi Stalinowi do stóp, a teraz miał po nich przejść triumfujący Putin. Godny następca triumfatora z Wielkiej Wojny Ojczyźnianej, ponieważ zwycięstwo właśnie w tym konflikcie symbolizuje Świątynia. Nie II wojnę światową.

W Rosji II wojna światowa nie funkcjonuje w przestrzeni publicznej. Dla Rosjan karmionych fałszowaną historią podlaną propagandowym sosem wojna rozpoczęła się 22 czerwca 1941 roku, wcześniej jej nie było. Nie było agresji na Polskę oraz kraje bałtyckie i Finlandię. Nie było więc też zbrodni katyńskiej.

Kłamstwa i prowokacje. Rosyjska agresja mimo pandemii koronawirusa

Podczas gdy Zachód i większość liczących się państw na świecie swoje siły zbrojne rzuca na front walki z koronawirusem, Rosja się nie zmienia....

zobacz więcej

Jak można mówić o ludobójstwie w czasie wojny – brzmi oficjalny przekaz – skoro nie było wojny a jedynie wyzwalanie ludności rosyjskojęzycznej spod panowania polskich panów? Rosja była więc w myśl oficjalnej ideologii ofiarą, która przekuła mękę w triumf. Miało przy tym dojść jednocześnie do symbolicznej rehabilitacji ZSRR, którego rozpad Putin potrafił nazwać „największą katastrofą geopolityczną XX wieku, ale również prawdziwym dramatem dla Rosjan”.

Wnętrze świątyni mogącej pomieścić 6 tysięcy osób zdobiły mozaiki upamiętniające dwa wydarzenia z udziałem żołnierzy sowieckich i rosyjskich: pokonanie Niemiec w 1945 oraz zajęcie Krymu w 2014 roku. Można było tam zobaczyć wizerunki polityków, w tym Stalina, odpowiedzialnego za zamordowanie tysięcy duchownych, Putina i obecnego szefa rosyjskiego resortu obrony Siergieja Szojgu. Co ciekawe, ogarnięty megalomanią Putin nakazał usunięcie własnej podobizny, choć akurat nie można tego traktować jako przypływu skromności.

Pomazaniec

Niezależnie od usunięcia podobizny Putina ze świątyni przekaz był jasny. Po pierwsze – aneksja Krymu wpisuje się w chwalebną tradycję rosyjskiego oręża wyznaczonego przez pokonanie III Rzeszy. Po drugie ma nadawać agresywnej polityce Rosji nimb świętej sprawiedliwości, a samemu pomazańcowi Putinowi – niemal boską chwałę, zgodnie z zasadą zgrabnie ujętą przez króla Ludwika XIV, że „państwo to ja”.

Zwycięstwo – w II wojnie światowej oraz pozorne na Kaukazie i na Ukrainie – stało się nową oficjalną ideologią Rosji. Obchody 75. rocznicy zakończenia II wojny światowej miały być symbolicznym zakończeniem budowy nowej optyki, zgodnie z którą Rosjanie jako zwycięzcy w wojnie ze Złem mieliby mieć moralne prawo do interweniowania w innych państwach – na Ukrainie, w Syrii.

Przepustką były niefortunne bombardowania NATO w Kosowie – Sojusz może a my nie? Gdy Rosja już pod panowaniem Putina wzmocniła swój potencjał militarny, zaczęła uzurpować sobie prawo do własnych „działań obronnych”, atakując Gruzję i Ukrainę oraz przeprowadzając operacje w Syrii w ramach wojny z terroryzmem.

Obchody 75. rocznicy zakończenia II wojny światowej miały być sygnałem dla Zachodu (fot. PAP/EPA/SERGEI ILNITSKY)

Rosja przegrywa z koronawirusem. Kreml manipuluje danymi i piekli się stanem gospodarki

Rozprzestrzeniający się w zastraszającym tempie po Rosji koronawirus i indolencja władz centralnych, które nie potrafią zatrzymać negatywnych...

zobacz więcej

Rosyjska propaganda przedstawia wojnę na Ukrainie jako swego rodzaju kontynuację Wielkiej Wojny Ojczyźnianej. Organizuje się ochotnikom z Doniecka defiladę zwycięstwa, ze zbrodniarza wojennego „Motoroli” robiło się bohaterskiego wyzwoliciela, a przede wszystkim przeciwników przedstawia się jako „faszystów”. Jest to jednak przekaz na rynek wewnętrzny. Zachód nie jest głupi i w to nigdy nie uwierzył.

Pokaz siły

Pokazem siły dla Zachodu były operacje w Syrii, szczególnie precyzyjne bombardowania obiektów, w których mieli rzekomo chronić się terroryści, gdzie mieli mieć fabryki broni – nigdy szkoły czy szpitale. Kreml wypuszczał w eter nagrania, jakimi wcześniej chlubili się Amerykanie – czarno-biały obraz i obiekt zaznaczony krzyżykiem, w który po chwili uderza pocisk, chmura dymu i cześć.

Uroczystości 75. rocznicy zakończenia II wojny światowej miały dać Kremlowi symboliczną legitymację do tych i przyszłych agresywnych działań, a więc pośrednio także nowej zimnej wojny z Zachodem prowadzonej metodą hybrydową. Taki przekaz stawia Putina jako jednostkę nieobjętą ramami prawa, stąd jego żonglowanie posadami prezydenta i premiera. Putin zawłaszczył zbiorową świadomość Rosjan i podporządkował ją własnym celom strategicznym i propagandowym.

Świadome zerwanie z pokojowym współistnieniem z Zachodem było konieczne, żeby Putin mógł prowadzić handel wewnętrzny i zewnętrzny głównym produktem współczesnej Rosji – strachem. Ropa, gaz dają dopływ waluty, ale to strach daje władzę.

Strach budowany przez Rosję Putina wiele oblicz. Na użytek zewnętrzny to choćby straszenie zakręceniem kurka czy groźbą użycia broni jądrowej. Naczelny propagandysta Kremla Dmitrij Kisielow potrafił już wygłosić tyradę o Rosji „jako jedynej zdolnej do przekształcenia Stanów Zjednoczonych w popiół radioaktywny”.

USA oskarża Rosję o wysłanie samolotów myśliwskich do Libii

Rosja niedawno wysłała do Libii myśliwce bojowe, aby wesprzeć walczących tam swoich najemników wspierających wojska gen. Chalifa Haftara –...

zobacz więcej

Wrogowie

W przypadku polityki wewnętrznej to przede wszystkim propagandowe działania „dowodzące”, że Rosjanom zagraża przebiegły wróg zewnętrzny. Przybiera on wiele oblicz, jest to więc szeroko pojęty Zachód – USA, NATO, Unia Europejska, „zagraniczni agenci”, ale też „faszystowski” reżim w Kijowie czy niebezpieczna technologia 5G (z wyjątkiem bezpiecznej, którą opracował wyłącznie Huawei).

Zagrożenia są potrzebne do utwierdzania o słuszności prowadzenia agresywnej polityki Putina. Siłowiki potrzebują go, by pokazać swoją dominację w aparacie władzy i mieć pierwszeństwo w pozyskiwaniu środków. Kreml nie cofa się przed tworzeniem zagrożeń, żeby móc dokonywać działań sprzecznych z prawem międzynarodowym. Tak było choćby z mitem o rzekomych planach budowy bazy NATO w Sewastopolu, które posłużyły jako jedna z przyczyn aneksji Krymu.

Obchody 75. rocznicy zakończenia II wojny światowej miały spiąć również XX-lecie rządów Putina. Miał to być podwójny triumf. Współczesnej Rosji jako spadkobierczyni zwycięskiego kraju Stalina, nie Rosji Borysa Jelcyna, państwa ugodowego, podporządkowującego się Zachodowi oraz Putina – jej ojca-założyciela.

Wszystko to jednak posypało się jak domek z kart. Świat nie zobaczył Putina, rozdającego karty przy geopolitycznym stole. Triumfującego i ogłaszającego własną wersję historii, która miała dać mu prawo do dalszej walki z „faszyzmem” oraz „złem”. Prezydent Rosji przegrał z niewidzialnym wrogiem. Podobnym zatem do „zagranicznych agentów”, którymi straszył rodaków, ale w odróżnieniu od nich jak najbardziej realnym i groźnym.

Gdy wybuchła epidemia koronawirusa i Stany Zjednoczone stawały się krajem, w którym przyrost zgonów był największy, Putin nie krył radości. Pysznił się, że wirusa można kontrolować dzięki silnemu przywództwu, jakby to miało jakiś związek. Faktycznie epidemia początkowo zdawała się oszczędzać Rosję, ale wiedząc o chaosie panującym w Rosji można było być pewnym, że pandemia nie ominie i tego kraju.
Rosja nie radzi sobie z pandemią (fot. PAP/EPA/YURI KOCHETKOV)

Rosyjskie kłamstwa tracą na skuteczności. Polska wygrywa bój o historyczną prawdę

Rosji nie udało się wykorzystać 75. rocznicy zakończenia II wojny światowej do tego, by postawić kropkę nad „i” nad trwającą od miesięcy kampanią...

zobacz więcej

Gospodarz

Obecnie liczba zakażonych zbliża się do 400 tysięcy zaś ofiar do czterech tysięcy. Nie jest to jeszcze poziom USA, Włoch czy Hiszpanii, ale Rosjanie widzą, że władza po raz kolejny nie sprostała wyzwaniu. Putin zawsze lubił podczas corocznej wideokonferencji z rodakami popisywać się umiejętnością rozwiązywania problemów zwykłych ludzi. Most dziurawy od wielu lat? Prezydent dzwoni i następnego dnia robota rusza. Urzędnik łupi mieszkańców? Prezydent dzwoni i łajdak traci posadę.

Tego typu zabiegi pozwalały podbijać słupki zaufania, ale w przypadku kryzysu jakim jest epidemia koronawirusa dały efekt odwrotny. Ludzie rachują, nie ma masek? Niech Putin załatwi. Ale prezydent, który lubił pokazywać się i zgrywać macho przy nieformalnych okazjach – jeździł konno po syberyjskiej tajdze, motocyklem z Nocnymi Wilkami, grał w hokeja, wyławiał starożytne amfory z Morza Azowskiego – teraz zniknął.

Prezydent usunął się w cień, żeby dodatkowo nie osłabiać swojego i tak słabnącego poparcia. Najczęściej przebywa w silnie strzeżonej rezydencji w podmoskiewskim Nowo-Ogariowie, skąd rządzi. Niewiele to pomaga, gdyż ludzie słusznie obwiniają go o zaniedbania w związku z epidemią. Dopiero w marcu, gdy świat w najlepsze walczył z koronawirusem, władze podjęły jakieś działania.

O ile walka z epidemią wymaga konsekwencji, o tyle sam prezydent nie świeci przykładem. Wprawdzie odkąd w 2015 roku przeszedł grypę nalega, by odwiedzający go byli sprawdzani kamerami termowizyjnymi, to jednak odmawia zakładania maski czy witania się bez podawania ręki. I to mimo, że wirusem zaraził się premier Michaił Miszustin. Z drugiej strony, gdy odwiedził jeden z moskiewskich szpitali zakaźnych ubrał się jak na plan serialu o katastrofie w Czarnobylu.

Ponurak

Telewizja pokazuje Putina kierującego Rosją poprzez wideokonferencje z ministrami i gubernatorami. Nie jest to jednak Putin zwycięzca, tylko znudzony, ponury urzędnik wydający polecenia odburknięciami, monosylabami. Gdy materia go przerasta i denerwuje, niecierpliwie stuka długopisem o stolik.

Rosyjski nóż w plecach Haftara?

Siły libijskiego generała Chalify Haftara (LNA) poniosły ostatnio poważne porażki w starciach z wspieranym przez Turcję trypolitańskim rządem...

zobacz więcej

Rosjanie widzą, że zarówno lekceważenie wirusa jak i pobożne życzenie, że epidemia przegra z geografią ogromnego kraju, to drogi donikąd. Względnie mała liczba ofiar nie oznacza, że sytuacja nie wymknęła się spod kontroli. W tym przypadku decyduje bowiem nie odsetek zmarłych a stan służby zdrowia, a ten jest fatalny, oraz znana od czasów ZSRR polityka fałszowania danych.

W Dagestanie na Kaukazie przed kilkoma dniami oficjalnie podano, że wirus zabił 36 osób, tymczasem lekarze i aktywiści alarmują, że liczba ofiar śmiertelnych jest „tragicznie wysoka” i przekroczyła 600. W zakładach gazowych pod Murmańskiem zaraził się już co piąty z jedenastu tysięcy zatrudnionych. Trzeba było naprędce wybudować tam szpital polowy i wysłać okręt.

Jeszcze gorsza sytuacja panuje wśród pracowników jednego z największych pól gazowych w Rosji, Czajandy w Jakucji. Co trzeci z dziesięciu tysięcy zatrudnionych walczy już z wirusem. Gubernator Jakucji Aisen Nikołajew przyznał, że pozytywny wynik testu miała „znacząca liczba” pracowników.

Protest w Czajandze

W Czajandze zorganizowano protest. Robotnicy skarżyli się na przepełnione bursy, łaźnie i kantyny. – Trzymają nas w ścisku, jesteśmy zainfekowani. Gdzie jest ta kwarantanna? Gdzie są maski? Gdzie jest wszystko? Wszyscy zachorujemy! – grzmieli demonstranci. Zagrozili, że zwrócą się bezpośrednio do Putina.

Można się domyślać, że sprawiliby mu tylko przykrość, bo prezydent szczególnie źle znosi ostatnio złe wieści. Właśnie w tym zdaje się leżeć klucz to zaskakująco dobrych statystyk jeżeli chodzi o liczbę ofiar koronawirusa w Rosji. Lokalne władze boją się informować o prawdziwej skali problemu. W efekcie Moskwa chełpi się, że odsetek zgonów wynosi zaledwie 18 na milion mieszkańców, w porównaniu z około 500 w Wielkiej Brytanii. Ile jest tak naprawdę? Może się jeszcze dowiemy.

Wideokonferencje nużą Putina (fot. PAP/EPA/ALEXEI NIKOLSKY/SPUTNIK /KREMLIN POOL / POOL)

„Flota Bałtycka trzyma na celowniku nuklearne plany Polski”

Rosyjska Flota Bałtycka trzyma na celowniku nuklearne plany Polski – grzmi rosyjska „Niezawisimaja Gazieta”. Komentując możliwość rozmieszczenia w...

zobacz więcej

Odwracanie się władzy centralnej od problemu, z którym nie potrafi sobie poradzić, kłamstwa i niekompetencja przekładają się spadek notowań Putina. Irytuje to również gubernatorów będących oligarchami. Putin nakazał bowiem wielu dzierżawcom monogradów, czyli miast utrzymujących się z tylko jednego zakładu, na przykład kopalni niklu czy fabryki aut wyrównywanie pensji mieszkańców dotkniętych koronakryzysem z własnej kiesy.

Trudno nie dziwić się niezadowoleniu bogaczy, golenie monogradów jest źródłem ich fortun, za które kupują domy na Lazurowym Wybrzeżu czy w modnych londyńskich dzielnicach. Jakże teraz dzielić się swoim bogactwem z maluczkimi?

Braki w szpitalach

Kolejnym problemem są lekarze, narzekający na braki w podstawowym wyposażeniu szpitali. W Rosji, która więcej wydaje na zbrojenia niż na służbę zdrowia, brakuje ubrań ochronnych czy wentylatorów dla zakażonych koronawirusem.

Niektórzy lekarze decydują się mówić o tym głośno. Tak zrobił dr Aleksander Szulepow, który wraz z innym medykiem opublikował w mediach społecznościowych nagranie, w którym ogłosił, że jest zakażony koronawirusem, ale zwierzchnicy nadal zmuszają go do pracy. Jego towarzysz mówił, że pracownicy szpitala nie mają środków ochronnych.

Później obydwaj wycofali się z tego oświadczenia, a władze regionu nazwały nagranie fake newsem. Szulepow został poddany leczeniu, po czym wkrótce w tajemniczych okolicznościach wypadł w przez okno szpitala i doznał złamania podstawy czaszki.

Kłopoty gospodarcze nie zmniejszą agresywności Rosji

Pandemia koronawirusa i spadające ceny ropy naftowej tylko pogarszają zły stan rosyjskiej gospodarki. Coraz chudsze portfele Rosjan, rosnące...

zobacz więcej

Lekarz żyje, miał więcej szczęścia niż Jelena Niepomniaszczaja i Natalia Lebiediewa, które również wypadły przez okno, ale nie przeżyły krytyki ze strony władz. Niepomniaszczaja kierowała jednym z miejskich szpitali w Krasnojarsku na Syberii i nie chciała dopuścić do przekształcenia jednego z bloków podległej jej placówki w lecznicę dla pacjentów z koronawirusem.

Zagadka

Lekarka wypadła z okna piątej kondygnacji szpitala. Telewizja regionalna TVK twierdziła, że do wypadku doszło bezpośrednio po zebraniu, w którym brał udział szef wydziału zdrowia we władzach Kraju Krasnojarskiego. Co ciekawe, urzędnik ten zapewnił, że tego dnia nie miał narad z lekarzami.

Z kolei Lebiediewa kierowała oddziałem pogotowia ratunkowego na osiedlu Gwiezdne Miasteczko pod Moskwą, gdzie mieści się ośrodek szkolenia kosmonautów. Dziennik „Moskowskij Komsomolec” powołując się na jej kolegów podał, że mogła ona popełnić samobójstwo z powodu oskarżeń zwierzchników, że dopuściła do zakażenia wirusem kilku swoich podopiecznych.

Śmierć Lebiediewej uznano za nieszczęśliwy wypadek. Zresztą jaki by nie był, obnaża braki Rosji w przygotowaniach do walki z epidemią. Należy podkreślić, że nie jest to tylko kwestia fatalnej organizacji, ale przede wszystkim irracjonalnej dystrybucji środków finansowych. Pieniądze na produkcję systemów obrony powietrznej S-500 „Prometeusz” są, ale na maseczki ochronne – już nie bardzo, są pilniejsze wydatki.

Są choćby inwestycje w alternatywne środki ochronne. W Moskwie uruchomiono 200 tysięcy nowych kamer monitoringu, dzięki czemu policja może wyłapywać osoby łamiące kwarantannę. Do tego wszystkie nowe telefony muszą mieć wgrane aplikacje śledzące. Niby po to, by tropić osoby zakażone koronawirusem, ale nie trzeba dużo złej woli, żeby stwierdzić, że celem jest jeszcze większa inwigilacja obywateli. Putin może nie radzi sobie z epidemią, ale co kagiebista to kagiebista.

źródło:
Zobacz więcej