RAPORT

Imigranci na granicy z Białorusią

Ukryta kamera, syn chrzestny, sprawa Kozłowskiej

Do niedawna prezydent Mołdawii Igor Dodon i socjaliści kontrolowali całe państwo (fot. Mikhail Metzel\TASS via Getty Images)
Do niedawna prezydent Mołdawii Igor Dodon i socjaliści kontrolowali całe państwo (fot. Mikhail Metzel\TASS via Getty Images)

Do niedawna prezydent Mołdawii Igor Dodon i socjaliści kontrolowali całe państwo, zaś wskazany przez nich prorosyjski prokurator zajmował się głównie szukaniem dowodów przeciwko obalonemu oligarsze Vladowi Plahotniucowi. Skorzystała na tym szefowa Fundacji Otwarty Dialog Ludmiła Kozłowska. Ale karta znów się odwraca: prezydent stracił Sąd Konstytucyjny, zaś rząd jest o krok od utraty większości.

Kraj, w którym zniknął miliard dolarów. Ekipa „Po prostu” odkrywa mroczną stronę Mołdawii

zobacz więcej

18 maja deputowany opozycyjnej partii Platforma DA Iurie Renica ujawnił nagranie wideo, na którym – jak twierdzi – Plahotniuc i jego zastępca mają wręczać torbę z pieniędzmi prezydentowi Dodonowi. To nagranie z ukrytej kamery, najprawdopodobniej sprzed ponad roku, gdy oligarcha i szef rządzącej Partii Demokratycznej (DPM) układał się z prezydentem w sprawie koalicji.

To kolejne nagranie mające skompromitować Dodona – już wtedy opublikowano nagrania, na których prezydent opowiada ze szczegółami, jak Rosjanie finansowali jego partię socjalistyczną. Można oczekiwać, że to nie ostatni podobny kompromat na Dodona – bo Plahotniuc podjął właśnie polityczną kontrofensywę.

Prezydent zaprzecza, jakoby przyjął pieniądze, mówi, że to prowokacja obalonego oligarchy. Na odpowiedź obozu władzy nie trzeba było też czekać długo. Prokurator generalny Alexandr Stoianoglo na konferencji prasowej ogłosił, że Plahotniuc został oficjalnie uznanym beneficjentem „kradzieży stulecia” – wyprowadzenia z systemu bankowego Mołdawii kilka lat temu miliarda dolarów.

Żadna to jednak niespodzianka, bo o udziale Plahotniuca w aferze mówiła już w ubiegłym roku parlamentarna komisja śledcza. Zresztą w aferę zamieszani są też ludzie związani z prezydentem i socjalistami. Prokurator Stoianoglo odgrywa zresztą teraz kluczową rolę w walce obozu rządzącego z obalonym oligarchą, ukrywającym się za granicą.

Zmiana raz, zmiana dwa

Plahotniuc wyjechał do USA w czerwcu 2019 r., tuż po tym, jak upadł kontrolowany przez niego rząd. Z kolei jego sojusznik Ilan Shor (w parlamencie jest frakcja jego partii) ewakuował się do Izraela. Władzę przejął egzotyczny sojusz prozachodniego bloku ACUM z prorosyjską Partią Socjalistyczną (PSRM).

Kijów: Znaleziono zwłoki ukraińskiego deputowanego. Miał ranę postrzałową głowy

W Kijowie w sobotę zostało znalezione ciało 47-letniego deputowanego Wałerija Dawydenki – poinformował wiceszef MSW Ukrainy Anton Heraszczenko....

zobacz więcej

Wspierany między innymi przez Fundacją Otwarty Dialog ACUM zapewnił osłonę wizerunkową całej tej operacji, stając się wehikułem, który miał dowieźć obóz promoskiewski do pełni władzy w Mołdawii. Dzięki zaangażowaniu ACUM operacja odsunięcia Vlada Plahotniuca od władzy miała obraz prodemokratycznej zmiany popieranej przez Zachód. Większość mediów na Zachodzie odebrała to jako wielki sukces demokracji. Cieszono się, że premierem została znana z prozachodnich i reformatorskich poglądów Maia Sandu.

W rzeczywistości realną władzę uzyskali socjaliści i prezydent Igor Dodon. ACUM oddał bowiem socjalistom ministerstwo obrony oraz SIS (Służba Bezpieczeństwa i Wywiadu). Było wiadomo, że to tylko etap w operacji przejęcia pełni władzy przez obóz prorosyjski. Najpierw, używając ACUM, obalono Plahotniuca, a potem pozbyto się ACUM. Od listopada ubiegłego roku działa bowiem rząd Iona Chicu, byłego doradcy Dodona – z poparciem socjalistów i Partii Demokratycznej, którą przejął Pavel Filip.

Ten wieloletni współpracownik Plahotniuca, premier w latach 2016-19, zignorował swego mentora i zaczął współpracować z socjalistami. Najpierw nieformalnie, aż do obalenia rządu Sandu, potem wspierając rząd mniejszościowy PSRM, a w końcu wchodząc oficjalnie do koalicji. Reformy rozpoczęte przez Maię Sandu kilka miesięcy wcześniej oczywiście zatrzymano. Głównym powodem upadku rządu była niechęć socjalistów do reformy prokuratury, bo to by zagroziło wielu politykom z tej partii, jak i z Partii Demokratycznej, uwikłanym w korupcję.

ACUM odsunięto od władzy, a prokuratura – na czele której stanął Stoianoglo – ma działać tak jak dotąd, czyli ścigać korupcję i przestępstwa, ale nie w obozie rządzącym. Niezależna prokuratura mogła zagrozić socjalistom, a teraz skupia się na ściganiu Plahotniuca.

W lutym PSRM i DPM postanowiły sformalizować swój sojusz i podpisać umowę koalicyjną. Wtedy jednak z frakcji DPM wyszło sześciu deputowanych z byłym przewodniczącym parlamentu Andrianem Candu na czele (potem dołączył do nich jeszcze jeden deputowany) – zakładając parlamentarną grupę Pro Moldova. Candu to zaufany człowiek Plahotniuca, który jest zresztą jego ojcem chrzestnym. W marcu w końcu socjaliści i DPM stworzyli formalną koalicję. Wydawało się, że absolutna władza prorosyjskiego obozu w Mołdawii została ustabilizowana, zaś Dodon zaczął się szykować do jesiennych wyborów prezydenckich.

(fot. PAP/Rafał Guz)
(fot. PAP/Rafał Guz)

„Flota Bałtycka trzyma na celowniku nuklearne plany Polski”

Rosyjska Flota Bałtycka trzyma na celowniku nuklearne plany Polski – grzmi rosyjska „Niezawisimaja Gazieta”. Komentując możliwość rozmieszczenia w...

zobacz więcej

Kredyt po rosyjsku

Problemy zaczęły się kumulować pod koniec kwietnia – najpierw poszło o umowę kredytu Rosji dla Mołdawii podpisaną 17 kwietnia. To miało być 200 mln euro na wsparcie budżetu i realizacji projektów infrastrukturalnych. Pierwsza transza miała wpłynąć w ciągu miesiąca od wejścia umowy w życie, druga zaś najpóźniej do końca października bieżącego roku. Na pierwszy rzut oka kredyt wydawał się bardzo atrakcyjny. Udzielony na 10 lat, odsetki 2 proc. w skali roku. Pieniądze były potrzebne, bo koronawirus i jego ekonomiczne skutki doprowadziły do dużej dziury w budżecie.

Nie było też wątpliwości, że w ten sposób Moskwa chce pomóc swojemu sojusznikowi Dodonowi. Wszak w przeciwieństwie do Zachodu, Rosja pożycza pieniądze, nie oczekując w zamian żadnych reform. 200 mln euro w przeddzień wyborów prezydenckich – choćby na drogi – to prezent dla Dodona. Tyle że to nie był bezinteresowny akt pomocy. Okazało się, że Moskwa stawia warunki – i to bardzo niebezpieczne.

Po pierwsze, Mołdawia wzięła na siebie zobowiązanie „dołożyć wysiłków skierowanych na zabezpieczenie realizacji wspólnych projektów na terytorium Republiki Mołdawii z siłami rosyjskich spółek”. Co to oznaczało? Gwarantowało tak naprawdę rosyjskim firmom prawo udziału w przetargach państwowych w Mołdawii na inwestycje infrastrukturalne finansowane z tego kredytu na warunkach równych tym, którym podlegają firmy mołdawskie. W efekcie mogłoby stać się tak, że większość środków z kredytu udzielonego przez Rosję Mołdawii na budowę choćby dróg i mostów, poszłaby do kieszeni firm z… Rosji.

Po drugie, Mołdawia jako państwo brała na siebie zobowiązanie spłaty zadłużenia nie tylko z tytułu kredytu państwowego, ale też prywatnych kredytów mołdawskich spółek zaciągniętych w rosyjskich bankach. Jedynym zabezpieczeniem było tu zastrzeżenie, że te prywatne kredyty powinny być zaakceptowane przez „stronę mołdawską”. W efekcie powstawało zagrożenie faktycznego bankructwa państwa z powodu prywatnych długów z będącą ich następstwem polityczną „prywatyzacją”.

23 kwietnia parlament – 56 głosami deputowanych PSRM i DPM – ratyfikował umowę kredytową z Rosją, z uzupełnieniem, że kredyty rosyjskich banków dla prywatnych spółek mołdawskich będzie mógł gwarantować wyłącznie parlament. Ale jeszcze tego samego dnia sędziowie Sądu Konstytucyjnego Mołdawii przegłosowali zdjęcie ze stanowiska przewodniczącego tego sądu Vladimira Curkana – byłego socjalistycznego deputowanego bliskiego prezydentowi.

Formalny powód? Telefoniczna rozmowa Curkana z Dodonem, w trakcie której sędzia opowiedział się za jedną z ustaw, której działanie wstrzymał Sąd Konstytucyjny. Na czele Sądu Konstytucyjnego stanęła Dominica Manole, która w wyborach 2019 r. startowała do parlamentu z listy partii Akcja i Solidarność (PAS) – obecnie opozycyjnej. W ten sposób prorosyjski obóz stracił ważny organ państwowy. Który natychmiast zablokował wejście w życie umowy o kredycie od Rosji, zaś 7 maja orzekł, że jest ona niezgodna z konstytucją.

Rosyjscy deputowani poszli do prokuratury ws. publikacji o zaniżaniu liczby zgonów

Deputowani do parlamentu Rosji zwrócili się do prokuratury z wnioskiem o ocenę działań niezależnych portali rosyjskich, które przekazały informacje...

zobacz więcej

Erozja większości

To pierwsza porażka Dodona od listopada ubiegłego roku, gdy po dymisji rządu Sandu uzyskał faktycznie pełną władzę w kraju. Na dodatek 8 maja kolejnych czworo deputowanych DPM porzuciło partię. Do tego bloku dołączyła opozycyjna frakcja Partii Shor, którą zasilili dwaj byli deputowani DPM. Do Pro Moldova i Shor zaczęli też przechodzić lokalni radni, merowie miast i wsi z DPM. Kolejny cios na rządzący obóz spadł 18 maja.

W dniu, w którym ujawniono wideo, z którego musi się tłumaczyć prezydent Dodon, kolejni dwaj deputowani Partii Demokratycznej (DPM) wyszli z koalicji rządzącej. W efekcie w drugiej kiedyś pod względem liczebności frakcji parlamentarnej, jeszcze niedawno liczącej 30 szabel, została już tylko połowa deputowanych. To zaś oznacza, że koalicja rządząca – socjalistów (PSRM) i DPM – ma już zaledwie 52 głosy w 101-osobowym parlamencie.

Pro Moldova wezwała wszystkie opozycyjne frakcje i deputowanych z większości parlamentarnej do stworzenia nowej koalicji i zmiany rządu. Jednak prozachodnie opozycyjne partie, czyli PAS i Platforma DA, trzymają się z dala od antyrządowego bloku Pro Moldova i Shor. Wszak jeszcze nie tak dawno temu walczyły z nimi, gdy upadała władza Plahotniuca. Jak wygląda obecnie sytuacja w parlamencie? Mająca do niedawna bezpieczną większość koalicja ma już zaledwie 52 miejsc (27 socjalistów, 15 z DPM). Blok Andrianda Candu ma 19 deputowanych (12 z Pro Moldova, 9 z Partii Shora). Blok ACUM, czyli partia PAS Mai Sandu i partia Platforma DA Andrei Nastase, ma łącznie 27 mandatów.

Kierujący operacją mającą pozbawić Dodona większości w parlamencie Candu obiecuje powrót Mołdawii na kurs europejski. Ważne będzie więc stanowisko, jakie zajmie wobec obecnego kryzysu Zachód. Obecny rząd Rumunii jest dużo mniej krytyczny wobec Plahotniuca niż poprzedni, ale i tak stawia mimo wszystko na ACUM. Unia Europejska przyjęła postawę wyczekującą – należy pamiętać, że rok temu Rosjanie – stojący za Dodonem i socjalistami – wykorzystali Zachód do przeprowadzenia operacji usunięcia Plahotniuca, by pięć miesięcy później obalić prozachodnią premier Sandu i przejąć władzę.

Bruksela jest sceptyczna wobec wyraźnie prorosyjskiego kursu obecnych władz Mołdawii, ale sama się do tego przyczyniła. Wyraźny zwrot w stronę Moskwy widać po wielu personalnych nominacjach, jakie nastąpiły w listopadzie ubiegłego roku po obaleniu rządu Sandu i wypchnięciu do opozycji prozachodniego bloku ACUM. Sandu i Nastase sprzymierzyli się kiedyś z prorosyjskimi socjalistami, by usunąć Plahotniuca. Minął rok, a rządzą socjaliści z… byłymi towarzyszami Plahotniuca. Sam oligarcha jest oczywiście na czarnej liście, a rolę głównego myśliwego w tym polowaniu pełni prokurator generalny (od listopada) Alexandr Stoianoglo.

„Nie myślą naprzód” – Kreml atakuje Polskę i powołuje się na Wałęsę

Polskie kierownictwo uznając Rosję za główne zagrożenie wykazuje brak wizji strategicznej – oświadczyła rzeczniczka rosyjskiego MSZ, Maria...

zobacz więcej

Prokurator i Kozłowska

To on powołał specjalny zespół, który ma wyjaśnić, kto konkretnie stał za zamkniętym właśnie, a prowadzonym od 2018 r. dochodzeniem przeciw szefowej Fundacji Otwarty Dialog Ludmiły Kozłowskiej. Zarzucano jej między innymi nielegalne finansowanie opozycji, pranie brudnych pieniędzy i związki z rosyjskimi służbami specjalnymi. Decyzja o zamknięciu dochodzenia wynika z motywów politycznych, zaś lakoniczne wyjaśnienie prokuratora generalnego nie brzmi przekonująco i wcale nie musi świadczyć o niewinności Kozłowskiej.

Alexandr Stoianoglo wspomniał w wywiadzie dla NewsMaker – największego w Mołdawii rosyjskojęzycznego portalu – że podczas weryfikacji dochodzenia okazało się, że „nie ma dowodów”, a prokuratorzy wyczerpali wszystkie możliwości ich zebrania. Także stwierdzenie, że istnieje podejrzenie, iż postępowanie było nielegalne i motywowane politycznie – to trochę za mało, żeby uzyskać pewność, iż stawiane Kozłowskiej zarzuty faktycznie nie mają pokrycia w rzeczywistości.

W sprawie zamknięcia przez prokuraturę sprawy szefowej FOD zwrócić uwagę należy na dwie kwestie. Po pierwsze, na obecną sytuację polityczną w Mołdawii, o czym było szczegółowo wcześniej. Po drugie, na postać prokuratora generalnego, który zamknął dochodzenie. Przy czym to drugie, rzecz jasna, wynika z pierwszego i mówi wiele o upolitycznieniu działań prokuratury.

Broniące tradycyjnie Kozłowskiej niektóre polskie media zauważyły od razu decyzję Stoianoglo. Pojawiła się informacja, że Mołdawia wycofuje się z oskarżeń pod adresem Kozłowskiej. Warto jednak zwrócić uwagę, o czym te media – sprzyjające FOD, atakujące polskie władze i służby za stanowcze stanowisko wobec Kozłowskiej – nie piszą. Autorzy jednego z artykułów prasowych o Stoianoglo mówią: „prokurator z barwnym życiorysem”. Ale w opisie jego przeszłości brakuje jednak pewnego istotnego wątku.

Warto więc uzupełnić tę wiedzę. Alexandr Stoianoglo pochodzi z Komratu, głównego ośrodka administracyjnego autonomii Gagauzów. Był prokuratorem Gagauzji (1995-2001), zastępcą prokuratora generalnego Mołdawii (2001-2007), a następnie deputowanym parlamentu. Stał wtedy na czele delegacji parlamentu Mołdawii przy Zgromadzeniu Międzyparlamentarnym Wspólnoty Niepodległych Państw (2009-14), kierował też grupą ds. przyjaźni między parlamentem Mołdawii a rosyjską Dumą (2011-14).

(fot. Vadim Denisov\TASS via Getty Images)
(fot. Vadim Denisov\TASS via Getty Images)

Rosja wątpi, by doszło do umieszczenia w Polsce broni jądrowej USA

Rosja wątpi w wykonanie przez USA planu przemieszczenia z Niemiec do Polski amerykańskiej broni jądrowej; taki krok byłby jawnym naruszeniem Aktu...

zobacz więcej

Znajomi z Facebooka

Sądząc po koncie facebookowym Stoianoglo i jego bliskich, w rodzinie na pierwszym miejscu w użyciu jest język rosyjski. Zresztą, skoro już mowa o obecności prokuratora generalnego w mediach społecznościowych, to wśród jego znajomych roi się od Rosjan, którzy rozpowszechniają rosyjską propagandę w Mołdawii i angażują się w realizację inicjatyw korzystnych z punktu widzenia Kremla.

To nie tylko działacze prorosyjskich organizacji działających w Mołdawii czy dziennikarze z mediów zarówno z Rosji, jak i mołdawskich, ale też znani z zaangażowania w wojnę informacyjną Moskwy historycy, politolodzy, analitycy. Stoianoglo ma też na Facebooku wspólnych znajomych z Kozłowską, równie krytycznie nastawionych do Plahotniuca co prokurator i szefowa FOD: dziennikarkę Natalię Morari, prawnika Igora Munteanu czy komentatora Victora Ciobanu. Czy miało to wpływ na decyzję o zamknięciu sprawy w prokuraturze?

Nie przeczytamy jednak o rosyjskich kontaktach Stoianoglo, który został prokuratorem generalnym w listopadzie 2019 r., gdy sojusznicy Moskwy przejęli pełnię władzę w Mołdawii. Polscy obrońcy Kozłowskiej przedstawiają zamknięcie dochodzenia przeciwko niej w Mołdawii jako kolejny dowód na bezpodstawność działań podjętych również przez polskie władze. Wcześniej szermowali w tym celu faktem przyznania szefowej FOD statusu rezydenta Unii Europejskiej przez władze Belgii. To akurat największa zasługa Guya Verhofstadta, który od dawna promuje Kozłowską, jednocześnie prowadząc na forum europejskim politykę wrogą Polsce.

Jego bezprzykładne ataki służą tak naprawdę celom Rosji, bo uderzają w kraj, który jest dziś jedną z największych przeszkód dla realizacji agresywnej polityki Moskwy oraz podsycają antyeuropejskie nastroje w Polsce. To właśnie Verhofstadt mocno naciskał na swoich kolegów w MSZ Belgii w sprawie Kozłowskiej oraz wykorzystywał inne swe wpływy w belgijskich władzach.

Rosyjska Akademia Nauk apeluje do władz: Przywróćcie tablice w Twerze

Rosyjscy uczeni napisali list otwarty w sprawie usunięcia tablic upamiętniających ofiary NKWD w Twerze, w tym pomordowanych w ramach zbrodni...

zobacz więcej

Autorzy jednego z artykułów na temat szefowej FOD akcentują, że Belgia przyznała Kozłowskiej status rezydenta UE po uprzednim zasięgnięciu opinii w belgijskich służbach specjalnych VSSE i ADIV/SGRS. Podkreślają przy tym, że ADIV/SGRS odpowiada za osłonę kontrwywiadowczą kwatery głównej NATO. Ale do tego obrazu „kompetentnych” służb belgijskich nie pasowała zapewne informacja, że trwa w nich właśnie szeroko zakrojony audyt w związku z podejrzeniami daleko posuniętej infiltracji rosyjskiej.

Rosyjska agentka

Gazeta „Die Tijd” w styczniu napisała, że organ nadzorujący służby belgijskie (tzw. Comite R) otworzył dochodzenie w 20 sprawach jeszcze w 2019 r. 15 dotyczy służby wywiadu wojskowego ADIV, zaś pięć odpowiednika polskiej ABW, czyli VSSE. Rok wcześniej w Belgii wybuchła afera po ujawnieniu, że oficer ADIV przekazywał tajne informacje rosyjskiej agentce. Tych informacji jednak dziennikarze piszący o wyjątkowym traktowaniu przez Belgię Ludmiły Kozłowskiej jakoś nie zauważają.

Tak jak nie zauważają, że dochodzenie w sprawie Kozłowskiej było tylko jednym z kilkudziesięciu, jakim w lutym postanowił się przyjrzeć nowy prokurator generalny Mołdawii. Wszystkie łączyć ma ich upolitycznienie – zdaniem Stoianoglo. Jest to więc tak naprawdę część kampanii prowadzonej przeciwko Plahotniucowi? To Stoianoglo wystawił za nim list gończy.

Stawiane Kozłowskiej przez poprzednie władze Mołdawii zarzuty, jak też wcześniejszy raport komisji w parlamencie mołdawskim na temat FOD, polscy i zachodni obrońcy Kozłowskiej nazywali nieobiektywnymi i upolitycznionymi. Ci sami dziennikarze czy politycy nie widzą niczego podejrzanego w decyzji prorosyjskiego prokuratora generalnego, całkowicie posłusznego rządzącym. Czyżby uznali, że obecne władze Mołdawii, najbardziej prorosyjskie od dekad, są bardziej obiektywne i uczciwe, niż prozachodni poprzednicy?

Zresztą, na jakiej podstawie można sądzić, że wycofanie oskarżeń pod adresem Ludmiły Kozłowskiej przez upolitycznioną prokuraturę mołdawską oznacza, że polskie służby nie mają racji w sprawie szefowej Fundacji Otwarty Dialog? Cóż bowiem oznacza decyzja mołdawskiej prokuratury? Jedynie to, że z powodów politycznych obecna władza w Kiszyniowie postanowiła wykorzystać sprawę Kozłowskiej w działaniach przeciwko poprzednikom. Ta władza robi też wiele, żeby Mołdawia na dobre znalazła się w objęciach Rosji – o czym niebawem w kolejnym artykule.

Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne
źródło:
Zobacz więcej