Wybory 2020

Jak głosować w specjalnym reżimie sanitarnym [PORADNIK]

Bolesny upadek Krzysztofa Piątka? „Szczęście się skończyło”

To było jak piękny sen: Genua, Milan, zainteresowanie największych klubów świata, porównania do Cristiano Ronaldo... Krzysztof Piątek w spektakularny sposób wszedł na szczyt i – niestety – równie spektakularnie z niego spada. Ławka przeciętnej Herthy Berlin to jeszcze nie „dno”, ale trudno przewidywać, by zły trend miał się nagle odwrócić. Co musi się stać, by do tego doszło?

Bundesliga. Bayern wygrywa, Lewandowski strzela

W Bundeslidze wszystko po staremu. Robert Lewandowski strzelił gola, Bayern zainkasował trzy punkty. W niedzielnym meczu wracającej do życia...

zobacz więcej

Można wejść „z przytupem”, można też tak, jak Piątek wszedł do Serie A. – bez kompleksów, bez zasłaniania się aklimatyzacją, językiem, innym stylem gry... Zamiana Cracovii na Genoę to – z całym szacunkiem dla „Pasów” – niekoniecznie przejście z BMW do Mercedesa. A w jego przypadku trochę tak to wyglądało.

Michał Probierz lubił nazywać go „Lewym”. Tu i ówdzie opowiadał o podobieństwach, jakie łączą młodego napastnika z gwiazdą Bayernu i reprezentacji Polski. Ktoś się zaśmiał, ktoś popukał w czoło, ktoś pewnie docenił, że trener aż tak wierzy w swojego napastnika. Sam Piątek, raczej twardo stąpający po ziemi, reagował zwykle niewinnym uśmiechem. W myślach pojawiało się, co najwyżej, niezobowiązujące „może kiedyś”.

Rok 2018 zaczynał od tradycyjnego treningu noworocznego. W sparingu z juniorami Cracovii zdobył trzy bramki: w tym tę najważniejszą, pierwszą, celebrowaną szczególnie. Ziemia nie zdążyła wykonać pełnego obrotu wokół Słońca, a zamiast cieszyć się z pokonania Krzysztofa Sendorka, odpowiadał na pytania o zainteresowaniu Realu Madryt. Powiedzieć, że „sporo się zmieniło”, to nic nie powiedzieć. To był szalony czas.

W międzyczasie sporo było o „pompowaniu balonika”. Strzelał gola za golem, dziennikarze z różnych stron świata pisali o Chelsea, Barcelonie i Juventusie, a zewsząd, poza ekscytacją, pojawiały się apele, by przyłożyć lód do głowy, uspokoić, poczekać, nie wywierać presji... – Transfer? Wydaje się, że najwcześniej latem. Prezes Enrico Preziosi obiecał kibicom, że zimą nie odejdą ani Piątek, ani Cristian Romero, ani Christian Kouame – tłumaczył Riccardo Re, pracujący przy Genoi dziennikarz włoskiego „Sky Sports”. Dla nikogo nie było jednak tajemnicą, że Preziosi nie zawsze dotrzymuje słowa. Szczególnie, jeśli na stole pojawia się spora suma.

Wygrała nie Anglia, nie Hiszpania, lecz opcja potencjalnie najbardziej bezpieczna: Włochy, gdzie Piątek czuł się już niemalże jak w domu. Słynny, wielki Milan – choć ostatnimi czasy nie tak wielki – wciąż zdolny do tego, by zapłacić za dobrze rokującego piłkarza 35 milionów euro.

Nikt nigdy nie wydał więcej na Polaka.

***

Bundesliga. Piłkarze Herthy cieszyli się... za bardzo

Niewłaściwa radość po golu to nic nowego w świecie futbolu. Historia zna już takie przypadki, gdy piłkarze byli karani czerwonymi kartkami,...

zobacz więcej

Wejście miał niesamowite: zmiana trykotu Genoi na czarno-czerwone pasy nie zrobiła na nim większego wrażenia. Strzelał jak najęty, rozbijał rywali w pojedynkę, a fani zacierali ręce, że tak wybitnego napastnika sprowadzili za – niemalże, biorąc pod uwagę panujące realia – bezcen. Wszystko wskazywało na to, że Piątek to strzał w dziesiątkę.

Niestety, im dalej w las... Końcówkę rundy wiosennej miał już słabszą, ale że sezon zakończył z 22 golami (więcej mieli tylko Duvan Zapata i Fabio Quagiarella), próżno było szukać „jedenastki roku” bez Polaka. Nikt go o nic nie obwiniał, nikt też nie wyobrażał sobie, żeby na „dziewiątce” kolejny sezon rozpoczynał ktoś inny.

Piątek jednak zawiódł. Strzelił zaledwie cztery gole, w tym trzy z rzutów karnych, nie pomagał drużynie, a na tle wykwalifikowanych technicznie profesorów z Serie A wyglądał często jak student. W wielkim skrócie: odstawał, w wyniku czego coraz częściej siadał na ławce.

Co się stało? – Wszystko wskazuje na to, że przestało mu dopisywać szczęście. Po prostu – tłumaczy Marcin Borzęcki, dziennikarz TVP Sport. – Na początku włoskiej przygody miał go w nadmiarze, wzrosła pewność siebie, passa trwała, „samo wpadało”. Gdy karta się odwróciła, pozostały mu „jedynie” umiejętności, których nie brakuje, ale na poziomie europejskim na pewno nie są oszałamiające. To wyszło na jaw już w barwach Milanu – dodaje.

Gdy władze klubu ściągnęły z Los Angeles Zlatana Ibrahimovicia, wszystko było już jasne. Po cichu pracowano nad nowym miejscem dla Polaka. Niecały miesiąc później ogłoszono, że 24-latek zamieni Mediolan na Berlin.

Przez kibiców nie był może witany jak „zbawiciel”, ale stołeczny zespół – radzący sobie wówczas poniżej krytyki – potrzebował ofensywnego odświeżenia. Obdarzony dużym zaufaniem, Piątek znów zaczął rewelacyjnie: w pierwszym meczu w nowych barwach gola jeszcze nie strzelił (zagrał tylko 27 minut), ale już w drugim, w 1/8 finału Pucharu Niemiec, pokonał bramkarza Schalke. Znów miał powody do radości...

Im dalej w las, tym gorzej: „El Pistolero” grał 90 minut z Mainz (1:3), Paderborn (2:1), Koeln (0:5) i Fortuną Dusseldorf (3:3), gola strzelając tylko tym ostatnim – z rzutu karnego. Potem był jeszcze remis z Werderem Brema (2:2), znów bez gola, a potem... koronawirus.

Po przymusowej przerwie, Hertha wróciła odmieniona – z nowym trenerem (Bruno Labbadią) i... nowym duetem napastników. Piątka w pierwszym składzie zastąpił 35-letni Vedad Ibisević, „odkurzony” przez szkoleniowca, z którym zna się jeszcze z czasów gry w Stuttgarcie. Zmiany zadziałały. Najpierw w świetnym stylu berlińczycy rozprawili się na wyjeździe z Hoffenheim (3:0), a potem triumfowali w derbach stolicy (4:0 z Unionem). W obu spotkaniach Piątek wchodził tylko na końcówki.

– Z Cunhą, który jest pierwszym wyborem Labbadii, nie ma większych szans. Brazylijczyk bije go na głowę pod względem zaawansowania technicznego, błyszczy zresztą nie tylko na tle Piątka i kolegów z Herthy, ale i całej Bundesligi. Ibisević z kolei góruje nad Polakiem w kwestii doświadczenia, gry w powietrzu, wyczucia piłki i tym, że nie potrzebuje zbyt wielu sytuacji, by strzelić gola – wyjaśnia Borzęcki.

Dziennikarz TVP Sport przekonuje jednak, że powodów do paniki jeszcze nie ma. – Ibisević ma 35 lat, a po sezonie kończy mu się kontrakt. Za Piątka zapłacono zbyt wiele (24 miliony euro), by tak po prostu zepchnąć go na margines. Wierzę, że jeśli zaciśnie zęby, przetrwa trudniejszy okres, to pod okiem nowego szkoleniowca i Ibisevicia, świetnego przecież niegdyś napastnika, będzie się rozwijał i łapał coraz więcej minut. Pamiętajmy, że Polak wciąż ma tylko 24 lata.

Wiadomościami „z pierwszej ręki” na temat sytuacji Polaka podzielił się z widzami „Cafe Futbol” Artur Wichniarek, grający niegdyś m.in. w barwach Herthy. – Mam informację z klubu: nie chodzi o gole. Piątek przegrywa rywalizację z Ibiseviciem w jednym elemencie: grze tyłem do bramki. To nie jest to, co wychodzi mu najlepiej, a Labbadia potrzebuje kogoś takiego. Poza tym słyszałem, że Piątek nie jest zbyt elastyczny, jeśli chodzi o założenia taktyczne – tłumaczy. – Krzysiek musi czekać na swoją szansę. Na razie jest zablokowany psychicznie.

Czy Krzysztof Piątek odzyska miejsce w składzie Herthy? (fot. Getty Images)

Okazja do odblokowania może pojawić się już niebawem: Ibisević jest o krok od zawieszenia z powodu nadmiaru żółtych kartek. Wtedy, wszystko na to wskazuje, Polak dostanie przynajmniej 90 minut, by jeszcze raz dać do myślenia niemieckiemu szkoleniowcowi.

Później może zrobić się naprawdę gorąco. Jak podają niemieckie media, właściciel Herthy gotowy jest do poczynienia poważnych wzmocnień w letnim okienku transferowym, a wydatki rzędu 150 milionów euro nie zrobią na nim wielkiego wrażenia. Czy Polak wytrzyma tę burzę? Przed nim walka nie tylko o miejsce w składzie zespołu z Berlina, ale i reprezentacji Polski. Mistrzostwa Europy już za nieco ponad rok.

źródło:
Zobacz więcej