Wybory 2020

Jak głosować w wyborach prezydenckich [PORADNIK]

Morawiecki i Szumowski. Niedoceniany duet antykryzysowy

Gdyby Zjednoczona Prawica nie podjęła właściwych decyzji, ofiar byłoby wielokrotnie więcej (fot. PAP/Paweł Supernak)

Państwo polskie ochroniło życie i zdrowie Polaków oraz polską gospodarkę. Teraz, gdy mimo trwania epidemii, powoli wracamy do normalności - fakt ten bywa niedoceniany. Szybko zapomnieliśmy o ponurych prognozach z marca. Nie zawsze dostrzegamy też, jak dobrze wypada Polska w porównaniu z innymi krajami UE. Jest to bez wątpienia sukces nas wszystkich, osiągnięty także dzięki społecznej dyscyplinie i solidarności, ale nie byłby on możliwy, gdyby nie działania premiera Morawieckiego i ministra Szumowskiego. Gdyby nie antykryzysowy plan przygotowany przez nich i przez nich wprowadzony w życie.

Ekspert: Polska gospodarka bardziej odporna na kryzys niż we Włoszech czy Francji

Elastyczność i odporność polskiej gospodarki jest „znacznie większa niż ekonomii Włoch, Francji, czy Hiszpanii, a nawet Wielkiej Brytanii” ponieważ...

zobacz więcej

Niezależnie od różnic Polaków łączy jedno – przekonanie, że w sprawie walki z epidemią i kryzysem gospodarczym, który mógł się z tym wiązać, państwo polskie zdało egzamin i może świecić przykładem w Europie. Politycy opozycji co prawda publicznie mówią co innego, ale ich prawdziwą ocenę sytuacji oddają słowa zarejestrowane przez sejmowe mikrofony, gdy w rozmowie liderzy PO i PSL, Borys Budka i Władysław Kosiniak-Kamysz mówiąc o Tarczy Finansowej przyznali: „To co zapowiedział Morawiecki, to jest dobre dla wszystkich przedsiębiorców”.

Ta opinia najlepiej oddaje pogląd, jaki na działania gospodarcze rządu w czasie epidemii mają nie tylko prawicowi, ale i opozycyjni wyborcy. Istotne w działaniach rządu jest również to, w jakiej sytuacji byliśmy na początku epidemii.

Uderzyła ona w momencie, gdy Polska od kilku lat odnotowywała sukcesy gospodarcze, dzięki czemu była lepiej przygotowana do kryzysu niż gdyby nastąpił on np. równe cztery lata wcześniej, a więc w sytuacji odziedziczonej po poprzednikach biedy i wysokiego bezrobocia.

Lepiej przygotowane niż w 2016 r. są również polskie gospodarstwa domowe, do których dzięki polityce rodzinnej (nie do końca słusznie nazywanej, również przez stronników obozu propolskiego, polityką socjalną czy programami socjalnymi) trafiał sprawiedliwszy udział dochodów niż wcześniej.

Jednak decydujące znaczenie miało podjęcie odpowiednich decyzji w odpowiednim czasie. Dziś już wiadomo, że zarówno w wymiarze epidemiologicznym, jak i ekonomicznym jak na razie przechodzimy kryzys obronną ręką.

Nie wiemy oczywiście, co będzie dalej ani, ile ów kryzys potrwa, ale na razie nie ma żadnych danych zwiastujących jakąś dramatyczną zmianę na gorsze. Chyba, że zmieni się prezydent albo, po przyspieszonych wyborach, rząd i większość parlamentarna.

Uratowaliśmy życie Polaków i gospodarkę, kto spożyje owoce?

2,3 bln zł (500 mld euro) to suma, którą Unia Europejska chciałaby pożyczyć na rynkach finansowych z przeznaczeniem dla krajów najbardziej dotkniętych pandemią. Ale spłacać pożyczkę miałyby wszystkie kraje członkowskie.

Resort rozwoju: Bazowy scenariusz na 2020 r. to spadek PKB o ok. 4 proc.

Obecnie bazowym scenariuszem dla polskiej gospodarki na 2020 r. jest spadek PKB o ok. 4 proc. – napisał w odpowiedzi na interpelację poselską...

zobacz więcej

Ponieważ kraje, które najmniej efektywnie przeciwdziałały pandemii, to przede wszystkim bogatsi członkowie Wspólnoty (Włochy, Hiszpania, Francja czy Belgia), realizacja tego zamierzenia oznaczałaby w jakiejś części transfer środków z krajów uboższych, ale skuteczniej walczących z kryzysem, do zamożniejszych.

Na nieco podobne rozwiązanie – również chodziło o potencjalną pożyczkę – skwapliwie zgodziły się władze Polski, gdy koalicję rządzącą tworzyły PO i PSL. Wówczas, w 2011 r. Narodowy Bank Polski otworzył dla MFW linię kredytową wartości 24 mld zł. Fundusz mógł z niej korzystać w celu ratowania strefy euro (przede wszystkim francuskich i niemieckich banków, wierzycieli greckich pożyczek).

Potencjalny kredyt miał być praktycznie nieoprocentowany (poniżej 0,5 proc.), byłby więc formą wsparcia. Ostatecznie MFW nie skorzystał z tej pomocy. Istotne jest natomiast, że była gotowość jej udzielenia. Przez ekipę, która, gdy pytano o pieniądze dla polskich dzieci, zapewniała, że ich „nie ma i nie będzie”.

Oczywiście nie jest możliwe przelanie środków z NBP na rachunek Ministerstwa Finansów, by w ten sposób realizować cele budżetowe – więc rzeczywiście nie dałoby się tych środków użyć na hipotetyczne wówczas 500 Plus – jest natomiast faktem, że ówczesna ekipa była gotowa wesprzeć zasobami kraju uboższego bogate, zachodnie banki. To, że ostatecznie instytucje międzynarodowe z tej hojności nie skorzystały, to inna sprawa.

Ekonomista z SGH: Ten dobry wynik gospodarczy zaskakuje

Zaskakuje ten dobry wynik gospodarczy po pierwszym kwartale. Na tle wzrostu w innych krajach, które mają dość silny spadek to oznacza, że sprawnie...

zobacz więcej

Teraz, po kilku latach suwerennej polityki, również gospodarczej, polskiego bogactwa, które można byłoby potencjalnie wykorzystać do mniej czy bardziej analogicznych ruchów - choćby spłaty pożyczek dla krajów zachodnich – jest więcej. I pokusa większa.

W najbliższych wyborach (które powinny być już za nami, ale marszałek Senatu postanowił inaczej) zdecydujemy, czy z owoców obronionej, polskiej gospodarki będą korzystać polskie rodziny, czy też „będzie tak jak było”: znów im zostaną zakupy na zeszyt i komornik.

Pandemia koronawirusa. Stan gry

Dotąd mamy w Polsce ok. 1 tys. (1007 według danych Ministerstwa Zdrowia z wieczoru 25 maja) zgonów na COVID-19. W ciągu ostatniej doby przed raportem zmarła tylko jedna osoba.

W Europie (19,5 razy więcej ludności niż w Polsce) zmarło na tę chorobę 169 650 osób, a więc 169 razy więcej. Oznacza to 8,5-krotnie wyższą śmiertelność na milion mieszkańców. W tym w Wielkiej Brytanii 21 razy więcej, w Hiszpanii 24 razy więcej, a w Belgii aż 31 razy więcej.

Tarcza antykryzysowa. Minister Maląg apeluje do Rafała Trzaskowskiego

Ponad 46 mld zł trafiło do polskich przedsiębiorców w celu ochrony miejsc pracy – poinformowała w poniedziałek podczas konferencji prasowej...

zobacz więcej

Na podstawie niewielkiej liczby zgonów na COVID-19 w Polsce (mniejszej niż amplituda fluktuacji – tzn. przy 615 zgonach na COVID-19 w kwietniu 2020 ogólna liczba zgonów w tym miesiącu była niższa niż w kwietniu 2019 o ponad 3 tys.) część osób sceptycznie oceniających podjęte środki ostrożności wywodzi wniosek, że choroba nie jest „taka straszna, jak ją malują”, więc rząd albo popełnił błąd wprowadzając je, bądź zrobił to specjalnie, by „zniewolić” Polaków – tak czy inaczej miałoby to spowodować jedynie niepotrzebne straty dla biznesu.

A gdyby Warszawa działała jak Bruksela?

Jak by to wyglądało, gdybyśmy mieli odsetek zgonów taki, jak w Belgii? Tu konieczna uwaga: Belgia nie jest „czarnym ludem” niniejszego tekstu. Władze Królestwa również podejmowały określone środki ostrożności, a pierwsze decyzje, odnośnie podróży do Chin, nastąpiły, podobnie jak w Polsce, pod koniec stycznia – nie jest to więc przykład państwa, które nic nie robiło.

W Belgii odsetek zgonów na milion mieszkańców jest 31 razy wyższy niż w Polsce. A więc przy takim poziomie śmiertelności do tej pory zmarłoby w Polsce na COVID-19 31 tys. osób. 62 proc. zgonów na tę chorobę (615) nastąpiło w Polsce w kwietniu. W samym kwietniu zmarłoby zatem na COVID-19 ponad 19 tys. Polaków, podczas gdy ogólna liczba zgonów w tym miesiącu, nie licząc COVID-19, to 29 919.

Chodzi więc o wzrost liczby zgonów o dwie trzecie i to nie w przypadku niepodejmowania żadnych środków ostrożności, ale w przypadku stosowania ich tak, jak było to w Belgii, nie jak w Polsce.

Prof. Bugaj o działaniach władz ws. koronawirusa: Kibicuję rządowi

– Strategia przyjęta przez rząd wydaje się logiczna i rozsądna – skomentował działania podjęte w związku z epidemią koronawirusa prof. Ryszard...

zobacz więcej

Chodzi o ponad 18 tys. osób, które umarłyby w kwietniu, o ok. 30 tys. osób, które umarłyby od początku epidemii do dziś – które może czytają ten tekst, może są najbliższymi osobami czytelników tego artykułu, a może są wyborcami Rafała Trzaskowskiego, Pawła Tanajny, Krzysztofa Bosaka czy któregokolwiek kandydata opozycji – których już by na tym świecie nie było, gdybyśmy mieli taki odsetek zgonów jak Belgia. Gdybyśmy podjęli takie środki ostrożności, jakie podjęły jej władze. Gdyby nie zrobiono tego, co zrobiła Zjednoczona Prawica i Andrzej Duda. Argumentowanie, że skoro reakcja na epidemię okazała się skuteczna, to była niepotrzebna, jest nielogiczne.

To ważny, można powiedzieć najważniejszy, ale nie jedyny składnik stawki, o którą zagramy w najbliższych wyborach.

Argumentem przeciw walce z epidemią były – jak już zasygnalizowano – również koszty gospodarcze takiej operacji. Tego argumentu nie można oczywiście zbyć prostym „nie czas żałować pieniędzy, gdy ratujemy ludzi” ponieważ – to należy przyznać – koszty poważnego kryzysu gospodarczego, który odbiłby się na finansowaniu służby zdrowia czy doprowadził do masowego bezrobocia i np. plagi samobójstw – również należałoby liczyć nie tylko kwotami pieniężnymi, ale i liczbą zgonów. Gdyby śmiertelność z powodu koronawirusa była marginalna, a straty z powodu zapaści gospodarczej wysokie, można byłoby mówić, że zmarło więcej osób niż uratowano.

Koronawirus. Realne zagrożenie

Jak jednak dowodzą wskazane wyżej przypadki z Europy Zachodniej, śmiertelność z powodu COVID-19 – i to nie w przypadku bezczynności, ale w przypadku pewnej zwłoki lub działania nie dość zdecydowanego – nie jest marginalna.

Koronawirus a gospodarka: wideokonferencja szefów rządów państw V4 i Niemiec

Wyzwania stojące przed Unią Europejską w szczególności w kontekście gospodarki i nowego budżetu były przedmiotem wtorkowego spotkania premiera...

zobacz więcej

O ile w skali ogólnokrajowej można mówić o liczbie porównywalnej do liczby zgonów z pozostałych przyczyn (wyżej wyliczyliśmy dwie trzecie dla „modelu belgijskiego” w Polsce), o tyle lokalnie ta skala bywała bez porównania wyższa, jak np. w Bergamo w Lombardii, gdzie w kolejnych tygodniach marca odnotowywano kilkanaście razy więcej zgonów niż rok wcześniej.

Na szczęście nigdzie w Europie epidemia nie osiągnęła takich rozmiarów w skali całego kraju – bo wszędzie podejmowano jednak środki ostrożności, które u nas krytykowano jako rzekomo szkodliwe dla gospodarki.

Żywi ludzie są kluczowym zasobem, bez którego gospodarka nie istnieje, czego zdają się nie dostrzegać komentatorzy skłaniający się ku neoliberalnej ideologii. Ten kluczowy zasób jest pomijany we wszelkich rozważaniach, które sprowadzają się do wyrywkowej księgowości.

Rosja przegrywa z koronawirusem. Kreml manipuluje danymi i piekli się stanem gospodarki

Rozprzestrzeniający się w zastraszającym tempie po Rosji koronawirus i indolencja władz centralnych, które nie potrafią zatrzymać negatywnych...

zobacz więcej

U nich polityka rodzinna (oddanie rodzinom zgodnie z zasadą suum cuique tego, co się należy, nie żadna łaska) zawsze będzie kosztem, nie aktem sprawiedliwości, tak samo kosztem będzie ratowanie ludzi: pracowników, klientów – bez których przecież nie będzie działalności.

Można powiedzieć, że w istocie kluczowym wsparciem dla polskiej gospodarki – czy dla gospodarek krajów, które zdecydowały się ratować zdrowie i życie – była właśnie ta decyzja: o ratowaniu ludzi.

Potwierdza to opracowanie Luisa Marii Huete, ekonomisty z renomowanej uczelni ekonomicznej IESE w Barcelonie, który udowodnił, że dylemat „ratować życie czy gospodarkę” jest fałszywy, a zgodnie z przedstawionymi przez niego danymi, właśnie Polska jest najwyraźniejszym dowodem owej fałszywości.

Huete uszeregował kraje na dwuwymiarowym wykresie uznając te, które na dzień 12 maja miały mniej niż ok 150 zgonów na milion mieszkańców (Polska ma 26 w dniu 25 maja) za „ratujące życie”, zaś te, u których gospodarka ma się skurczyć o najwyżej 7 proc. za „ratujące gospodarkę”.

„Ratują i ludzi, i gospodarkę”. Znany ekonomista wyróżnił Polskę

Nie słabną komentarze wobec krytycznych pod adresem władz Hiszpanii uwag znanego ekonomisty z tego kraju Luisa Huete. Ekspert wytknął rządowi w...

zobacz więcej

Okazało się, że nie tylko nie da się, co do zasady, wykazać iż rezygnacja z „ratowania życia” pomaga „ratować gospodarkę”, ale że zachodzi zależność wręcz przeciwna. Do dwóch ćwiartek oznaczających „ratowanie życia i gospodarki” bądź „nieratowanie ani życia, ani gospodarki” zakwalifikowało się znacznie więcej analizowanych państw (14) niż do ćwiartek „albo – albo” (8), przy czym wśród czterech krajów „nie ratujących życia, ale ratujących gospodarkę” dwa są w zasadzie na granicy: Holandia ma bardzo słaby wynik gospodarczy, a Luksemburg bardzo dobry wynik, jeśli chodzi o „ratowanie życia”.

Niska prognoza spadku PKB

Z kolei jeśli chodzi o kraje „ratujące życie i gospodarkę”, z ośmiu wyróżniają się cztery o zupełnie minimalnej liczbie ofiar śmiertelnych: Słowacja, Malta, Japonia i Polska, przy czym Polska ma wyraźnie niższą prognozę spadku PKB (ok 4,5 proc.) niż pozostali ( 5,5 – 6,5 proc.) i jest wyraźnym liderem w „ratowaniu życia i gospodarki”.

Z drugiej strony kraje takie jak Włochy czy Hiszpania mimo ogromnych ofiar – rzędu 500-600 zgonów na milion mieszkańców do 12 maja – stoją przed perspektywą spadku PKB w skali 9-10 proc., co w ich przypadku – ze względu na znacznie niższy niż w Polsce wzrost gospodarczy w poprzednich latach – oznacza regres nawet o ponad pół dekady.

Polscy przedsiębiorcy ponaglają szefową KE: Czekamy na akceptację Tarczy Finansowej

Rada Przedsiębiorczości apeluje do Komisji Europejskiej o pilną akceptację polskiej Tarczy Finansowej dla dużych firm. Rząd wystąpił o nią w...

zobacz więcej

Pisząc o gospodarce do tej pory nie poruszyłem kwestii tarczy antykryzysowej i tarczy finansowej. Celowo. Jak się wydaje (o ile nie ulegamy neoliberalnym mitom) i jak wykazał Huete, kluczowe dla ratowania gospodarki jest ratowanie narodu w ogóle. Tarcze mają znaczenie i są ogromnie przydatne, ale w pełni przydatne dopiero pod tym właśnie warunkiem.

Polska liderem klasyfikacji Huete

Wartość polskiej tarczy antykryzysowej wynosi ponad 212 mld zł. Ponadto, w ramach tarczy finansowej, wartość wsparcia sięga 100 mld zł (to niezależne pakiety, przedsiębiorcy mogą korzystać z obu). Dla porównania wartość wsparcia przeznaczonego na ratowanie amerykańskiej gospodarki przez Kongres USA wynosi blisko 10 bln zł.

W proporcji do liczby ludności jest to ok 3,5-4 razy więcej niż w Polsce, ale amerykańska gospodarka, nawet na głowę mieszkańca, jest podobnie większa od polskiej. Zatem w proporcji do PKB – do możliwości państwa – są to porównywalne wartości.

Mimo to Polska, jak wspomniano, jest liderem klasyfikacji Huete, podczas gdy Stany Zjednoczone wprawdzie kwalifikują się do krajów „ratujących gospodarkę” (z zapasem w skali kilku dziesiątych części procenta, ale mając już – a nie w prognozach – 40 mln bezrobotnych i kryzys na rynku pracy głębszy niż w czasach Wielkiej Depresji przełomu lat 20. i 30. XX w.), ale z 300 zgonami na milion mieszkańców (12 maja było nieco mniej, ale 24 maja już jest tyle) absolutnie nie mogą się zaliczyć do krajów „ratujących życie”.

W ramach tarczy antykryzysowej przyznano już blisko 43 mld zł pomocy

Wartość przyznanej pomocy w ramach tarczy antykryzysowej według stanu na 20 maja wyniosła 42,88 mld zł – poinformowało Ministerstwo Rozwoju....

zobacz więcej

A prognozy gospodarcze – mimo porównywalnego proporcjonalnie zaangażowania federalnego budżetu – i tak mają gorsze niż Polska (a także słabsze od Polski w rankingu Huete Japonia, Austria, Dania czy Luksemburg).

Trudno oskarżyć Amerykanów o jakieś poważne błędy. Jedynym błędem było za długie – o kilka dni – rozważanie, czy ratowanie życia nie zaszkodzi gospodarce. Zaszkodziło nie ratowanie, lecz zwłoka.

Ponure wzmocnienie ojkofobicznych przekazów

Zakrawa na ponurą ironię, że właśnie w czasie gdy Polska tak dobrze na tle innych krajów radzi sobie z kryzysem zdrowotnym i gospodarczym, sondażowe poparcie dla ekipy rządzącej i prezydenta zamiast rosnąć, utrzymuje się na tym samym poziomie, a w niektórych sondażach nawet spada.

Jedyną przyczyną tego zjawiska jest fakt, że opinii publicznej narzucono – a obóz propolski dał sobie narzucić – szereg zmanipulowanych, nawet wzajemnie sprzecznych przekazów i narracji.  

Ambasador Chin: Wyrazy uznania dla polskiego rządu za tarczę antykryzysową

„Wyrazy uznania dla polskiego rządu za skuteczne i aktywne działania” na rzecz walki z kryzysem i ratowania miejsc pracy przekazał ambasador Chin w...

zobacz więcej

W świetle twardych danych histerie o „zabójczych maseczkach”, „eksterminacji przedsiębiorców”, konieczności przełożenia wyborów i ogólnie „nieradzeniu sobie z kryzysem” są wręcz komicznie absurdalne.

Absurdalny nie jest jednak cel nakręcania tych emocji. 24 mld zł gotowe były dołożyć władze w 2011 r., gdy szalało bezrobocie, miliony rodzin kupowały „na zeszyt” drżąc przed komornikami – do „pomocy” dla wielokrotnie bogatszych krajów strefy euro. Dla porównania 17,6 mld kosztował w 2016 r. program 500 Plus.

Dziś z kolei aż stukrotnie więcej (2,3 bln zł) ma wynosić pożyczka spłacana solidarnie również przez kraje, które odpowiednio zareagowały na pandemię, ale która zostanie udzielona bogatszym, choć „lekkomyślnym” państwom zachodniej części UE.

Pomocne w tym celu może być wzbudzenie u pewnej części polskich wyborców przekonania, że nie warto mieć suwerennej Polski. To nie musi być większość, wystarczy taka liczba, by zablokować ponowny wybór prezydenta z obozu prawicy czy później doprowadzić do odebrania temuż obozowi większości sejmowej.

Bloomberg: Polska gospodarka najbardziej odporna na koronawirusa w UE

Polska ma najbardziej odporną na koronawirusa gospodarką w Unii Europejskiej – uważa Bloomberg. Wysiłki rządu Mateusza Morawieckiego dają nadzieję...

zobacz więcej

Oczywiście trudno to zrobić pokazując, jak się naprawdę rzeczy mają: a więc, że Polska wyszła obronną ręką z kataklizmu zarówno w wymiarze zdrowotnym, jak i gospodarczym, że gdybyśmy postępowali tak, jak starali się do tego nas zmusić autorzy „dobrych rad”, mielibyśmy dużo poważniejsze problemy i że ta różnica, to nasz obiektywny zysk i świetny punkt wyjścia na kolejne kwartały i lata.

Chłodna, realistyczna kalkulacja każe docenić te osiągnięcia i uczynić wszystko, byśmy nie ich stracili. Byśmy nie złożyli ich na ołtarzu narracji emocjonalnych, niezgodnych z interesem narodowym. Warto – jak w innych przypadkach, tak i teraz – kierować się zasadą, którą stosowali polscy narodowcy: ci autentyczni, z czasów Dmowskiego, którzy w ostatnich dziesięcioleciach niewoli pracowali u podstaw nad rozbudzeniem świadomości narodowej u Polaków, a w czasie Wielkiej Wojny skutecznie działali na rzecz uznania sprawy polskiej za jeden z celów zwycięskiej koalicji.

Właśnie oni podkreślali znaczenie kierowania się w wyborach politycznych realistycznie rozumianym interesem narodowym, bez ulegania emocjom, bo histeria, uzasadniona czy nie, bywa złym doradcą.

Stoimy właśnie przed takim wyborem: między emocjami, hejtem, i to bardzo kosztownym, a kalkulacją korzyści naszych rodzin i naszego narodu. Udało nam się odzyskać suwerenność, udaje nam się przejść suchą stopą przez ogólnoświatowy kataklizm. Kto spożyje owoce naszych wysiłków? O tym zadecydujemy przy urnach.

źródło:
Zobacz więcej