Wybory 2020

Jak głosować w wyborach prezydenckich [PORADNIK]

Dlaczego każdy, byle nie Włodzimierz Wróbel

Warto wiedzieć, a wszyscy, którzy choć trochę interesowali się sprawą wyłonienia piątki kandydatów, są zorientowani, że wybór kandydatów trwał ponad miarę długo (fot. Tomasz Gzell/PAP)

Sprawa nominacji na I Prezesa Sądu Najwyższego jest oczywista. Prezydent Andrzej Duda nie ma innego wyboru, jak tylko mianowanie sędzi Małgorzaty Manowskiej, która w piątce kandydatów wyłonionych przez Zgromadzenie Ogólne Sędziów SN znalazła się na drugim miejscu za sędzią Włodzimierz Wróblem.

Pytania o Sąd Najwyższy i wpis Budki. Poseł PO zmyśla przepis Konstytucji

Sędzia Włodzimierz Wróbel uzyskał najwięcej głosów – podkreśla poseł PO Zbigniew Konwiński. W programie „Woronicza 17” polityk powtórzył opinię...

zobacz więcej

Prawdą jest, że sędzia Włodzimierz Wróbel wygrał wewnętrzną rywalizację o najwyższe stanowisko w Sądzie Najwyższym, uzyskując druzgocącą przewagę nad pozostałymi konkurentami. Na 95 głosujących uzyskał 50 głosów poparcia, podczas gdy druga Małgorzata Manowska - 25, trzeci Tomasz Demendecki – 14, dwójka pozostałych – Leszek Bosek i Joanna Misztal-Konecka, odpowiednio 4 i 2.

Warto pamiętać, że wybór kandydatów trwał ponad miarę długo. Jedyną przyczyną takiego stanu było mnożenie przeszkód oraz zwykła obstrukcja stosowana przez sędziów, którzy znaleźli się w Sądzie Najwyższym przed 2015 rokiem. Tych, którzy otrzymali błogosławieństwo Krajowej Rady Sądownictwa, działającej przed reformą wymiary sprawiedliwości, rozpoczętej przez obóz Zjednoczonej Prawicy na przełomie 2016 i 2017 roku.

Pracami poprzedniej KRS kierowała – jako jej szefowa z urzędu - I prezes Sądu Najwyższego Małgorzata Gersdorf. W Sądzie Najwyższym sędziów, zwanych „starymi” albo „oligarchami”, jest ponad 50. I to ich głosami został wybrany Włodzimierz Wróbel. To również ta grupa sędziów – już po ogłoszeniu wyników głosowania - zwróciła się z apelem do prezydenta Andrzeja Dudy, sugerując – co należy interpretować jako rodzaj żądania – że to właśnie Włodzimierz Wróbel powinien otrzymać nominację na I prezesa, ze względu na najmocniejsze poparcie, jakim się cieszy w SN. Nie formułując tego wprost, radzą powstrzymać się przed nominowaniem Małgorzaty Manowskiej. Jej nazwisko w apelu nie pada, ale wszyscy wiedzą o kogo chodzi. Starzy sędziowie twierdzili, że wiarygodność tej kandydatki może być podważana, ze względu na wiele uchybień, jakie towarzyszyły w procesie wyłonienia pięciu kandydatów. Tym samym jej wybór przez prezydenta może rzutować na utratę autorytetu Sądu Najwyższego.

Opóźnianie prac SN. Jak wybór kandydatów na I prezesa regulują przepisy

Obrady nad wyborem kandydatów na I prezesa Sądu Najwyższego odłożono do piątku. Proces opóźniali tzw. starzy sędziowie SN. Ich zdaniem nie ma...

zobacz więcej

W istocie „oligarchowie” od początku realizowali scenariusz zarysowany przez nieobecną już w SN Małgorzatę Gersdorf, ale mającą tam nadal decydujący wpływ na „oligarchów”. Nie jest tajemnicą, że żegnając się ze swoim stanowiskiem w ostatnim dniu kwietnia, wśród wytycznych, jakie zostawiła była wskazówka, kogo widzi w roli jej następcy. Ta zaszczytna rola sukcesora została przekazana w ręce sędziego Włodzimierza Wróbla.

Wynik głosowania jednoznacznie mówi, że pierwszy formalny krok do wypełnienia woli Małgorzaty Gersdorf w jej „ideologicznym testamencie”, został przez „oligarchów” skrupulatnie wykonany. Mając jednakże obawy, że to może nie wystarczyć do osadzenia Włodzimierza Wróbla na stanowisku następcy Małgorzaty Gersdorf, a zamiast tego może zostać mianowana Małgorzata Manowska, wydali oświadczenie, w którym wyraźnie słychać ostrzeżenia przed popełnieniem poważnego błędu. Równie dobrze może ono być odczytane jako groźba. – „Liczymy na głęboki namysł pana prezydenta nad tym, czy powołanie I Prezesa Sądu Najwyższego w tych warunkach przyczyni się do poprawy stanu praworządności w Polsce, czy umocni zaufanie do Sądu Najwyższego” – czytamy w oświadczeniu.

Naciski na prezydenta Andrzeja Dudę, przestrzegające go przed tym, aby nawet nie pomyślał, że może wybrać kogokolwiek innego poza Włodzimierzem Wróblem padają od soboty wieczorem we wszystkich mediach sprzyjających opozycji. Przywoływane są różne argumenty, a wśród nich największym wzięciem cieszy się „dobry obyczaj”, przemawiający na korzyść tego kandydata, który otrzymał we własnym środowisku największe poparcie. Nikt natomiast nie zająknął się nawet o związkach między popieraniem wyboru I prezesa, a swoimi interesami politycznymi.

Kandydat KO mówi prezydentowi, kto powinien kierować Sądem Najwyższym

Politycy PO nie ukrywają, kogo najchętniej widzieliby na stanowisku I prezesa SN. Po tym, jak jednoznacznie wypowiedział się w tej sprawie...

zobacz więcej

Właśnie zgodnie z politycznymi interesami lider Koalicji Obywatelskiej Borys Budka uznał, że musi wesprzeć sędziów „oligarchów”. W sobotę – zaraz po zakończeniu posiedzenia napisał w mediach społecznościowych: -„Jedynym kandydatem Zgromadzenia Ogólnego Sędziów Sądu Najwyższego na stanowisko Pierwszego Prezesa jest sędzia Wróbel. Pozostałych, którzy nie uzyskali większości głosów, nie należy traktować jako kandydatów. Powołanie któregokolwiek z nich przez PAD będzie złamaniem Konstytucji”.

Twierdzenie o złamaniu konstytucji jest kłamstwem. To naprawdę wstyd, że wypowiada je prawnik. Co nie umniejsza wielkiej korzyści, jaka wynika z tak radykalnego postawienia przez Borysa Budkę kwestii wyboru. Pożytkiem zaś tu jest to, że to jeden z najważniejszych argumentów, iż prezydent nie może mianować sędziego Włodzimierza Wróbla. Znowu oglądalibyśmy obrazki wychodzących polityków Koalicji Obywatelskiej ze swojej siedziby na ul. Wiejskiej, w towarzystwie sędziów Sądu Najwyższego, w tym jego prezesa.

Pewnie jeszcze wielu z nas ma w pamięci transmisję telewizyjną ze słynnego posiedzenia Sądu Najwyższego 23 stycznia tego roku, w którym SN podjął uchwałę o nielegalności działania nowej KRS wybranej jesienią 2017 roku oraz odebraniu prawa orzekania wszystkim sędziom mianowanym przez prezydenta Andrzeja Dudę, a wysuniętym przez „neoKRS”. Posiedzenie to odbyło się bez dwóch Izb powołanych w wyniku reformy SN, które wykluczyła prezes Małgorzata Gersdorf. Sędzią sprawozdawcą w tym posiedzeniu był właśnie sędzia Włodzimierz Wróbel, traktowany jako człowiek jej najwyższego zaufania.

Bezkarność zawsze przynosi szkody. To również dotyczy prokuratorów

„Już nawet wymierzyć grzywnę niewinnemu nie jest rzeczą dobrą, a chłostać szlachetnych jest wbrew prawu” – ta maksyma z Przypowieści Salomona...

zobacz więcej

Jeśli więc prezydent Andrzej Duda chce uniknąć kolejnego okresu ciągłej wojny państwa ze środowiskiem sędziów, jeśli jest zwolennikiem rozpoczętej z takim trudem reformy wymiaru sprawiedliwości, posuwającej się w ślamazarnym tempie, ze względu na opór właśnie Sądu Najwyższego, nie może mianować sędziego Włodzimierza Wróbla.

Wiele wskazuje na to, że sędzia Włodzimierz Wróbel jest gwarantem zakonserwowania stanu sądownictwa, zgodnego z modelem nadanym mu przez wielkich poprzedników – począwszy od Adama Strzembosza, a skończywszy na Małgorzacie Gersdorf. Można jednakże mieć pewność, że jako człowiek twórczy, wzbogaciłby go o nowe elementy, będące jego osobistym wkładem w udoskonalenie polskiego wymiaru sprawiedliwości z epoki ostatnich lat poprzedniego wieku i początkowych naszego, kiedy miał miejsce największy rozkwit zdegenerowania praworządności i demokracji.

źródło:
Zobacz więcej