Psy wojny kontra Maduro

Prezydent Wenezueli Nicolas Maduro oskarżył USA o przeprowadzenie próby puczu (fot. PAP/EPA/Miraflores press HANDOUT)

Wenezuela pogrąża się w chaosie. Katastrofalny kryzys gospodarczy i konstytucyjny, dwuwładza, hiperinflacja, sankcje, lewicowa dyktatura – kraj mógłby problemami obdzielić wiele innych i wszystkie latami wychodziłyby na prostą. Waszyngton wyznaczył do tego nagrodę za głowę prezydenta Nicolasa Maduro, oskarżanego o narkoterroryzm. Pieniądze skusiły grupę najemników. Był desant, wojsko, strzelanina, padli zabici. Jak w filmie sensacyjnym.

Narkodyktatura

Przemyt narkotyków z Ameryki Południowej do Stanów Zjednoczonych to niezwykle dochodowy interes. Zwęszyły go nie tylko kartele; okazuje się, że...

zobacz więcej

Zbrodniczy reżim Maduro wyjątkowo nie leży Stanom Zjednoczonym. To oczywiście jest przede wszystkim kwestia niedemokratycznych zasad stosowanych przez dyktatora – delegalizacja parlamentu, fałszowanie wyborów, prześladowanie opozycji. Prezydent zrobił wiele, by jego nazwisko na zawsze stało się synonimem autokraty, budującego własną, kabaretową demokrację.

Umówmy się jednak, że takich reżimów jest więcej, a niektóre mogą liczyć na przychylność Waszyngtonu. Wszystko w tym wypadku zależy od geopolitycznej perspektywy. Państwa, nawet będące równie na bakier z demokracją jak Wenezuela, mogą cieszyć się statusem sojusznika i liczyć na płynące z tego profity. Wystarczy wymienić choćby Egipt czy Filipiny.

Przymiarki

Dyktatura Maduro nie ma szans na dołączenie do tej listy, ale też do tego nie pretenduje. Co innego jego konkurent polityczny, przewodniczący zdelegalizowanego Zgromadzenia Narodowego Juan Guaido, prezydent uznawany przez znaczną część krajów Zachodu, który może liczyć przede wszystkim na Waszyngton. Jemu również zależy na usunięciu socjalistycznego konkurenta i najwyraźniej takie przymiarki już poczyniono.

Tym, co zdecydowało o wyruszeniu najemników z misją obalenia Maduro, nie były jednak przyczyny polityczne, niesprawiedliwość, ale śledztwo amerykańskiej agencji antynarkotykowej DEA. Śledczy ustalili, że prezydent Wenezueli i jego współpracownicy uczestniczą w przemycie narkotyków do Stanów Zjednoczonych.

Republika kokainowa

„Plata o plomo” – srebro albo ołów. To ponure hasło jest ulubioną przepustką karteli narkotykowych do korumpowania funkcjonariuszy i urzędników...

zobacz więcej

Departament Sprawiedliwości USA zarzucił Maduro wspieranie terroryzmu narkotykowego i kierowanie organizacją o nazwie Cartel de Los Soles (Kartel Słońc), a także współpracę z kolumbijską komunistyczną partyzantką FARC, która też jest oskarżana o udział w narkobiznesie. Wyznaczono 15 mln dolarów nagrody za informacje, które mogłyby prowadzić do aresztowania prezydenta.

Amerykanie nie odważyli się sami zaatakować Wenezueli, wysłać swoich żołnierzy, żeby zrobili porządek z narkoreżimem i dali pełnię władzy Guaido, który wprowadziłby demokrację i wszyscy byliby szczęśliwi. Za Maduro stoją Rosja i Chiny, więc interwencja zbrojna nie wchodziła w rachubę. To nie początek ubiegłego wieku, kiedy US Army najeżdżała Panamę czy Nikaraguę i tworzyła republiki bananowe.

Opozycja

Waszyngton nie może też wspierać partyzantki zwalczającej Maduro, wysyłać broni bojownikom oraz konsultantów wojskowych, gdyż takowej nie ma. Opozycja skupia się na ulicznych demonstracjach i próbach funkcjonowania zdelegalizowanego przez dyktatora parlamentu.

Wyznaczenie nagrody za głowę Maduro to optymalne rozwiązanie – można outsourcować brudną robotę. Funkcjonuje zresztą specjalna branża zajmująca się podobnymi przedsięwzięciami. Wojna od dawna jest biznesem, działają firmy zajmujące się wojowaniem, jak choćby amerykańska Academi (dawna Blackwater). Chętnych do podjęcia się zadania obalenia dyktatora nie brakuje, trzeba tylko dać sygnał i czekać na odpowiedź.

Co ciekawe, swoją promesę przygotował również sam Guaido, i to znacznie bardziej szczodrą niż Stany. Dziennik „Washington Post” ujawnił, że opozycja obiecała za pomoc w obaleniu Maduro aż 213 mln dolarów.

Jordan Goudreau i gen. Cliver Alcala zaplanowali usunięcie dyktatora (fot. TT)

Korupcja, narkotyki, chaos. Prezydent nie zamierza ustępować

Przemyt narkotyków i pranie brudnych pieniędzy niekoniecznie muszą być domeną typów spod ciemnej gwiazdy. Takie dodatkowe źródła dochodu potrafią...

zobacz więcej

Obecnie w Wenezueli nikt poza dyktatorem i jego kamarylą z Kartelu Słońc nie dysponuje takimi pieniędzmi. Guaido liczy natomiast na zyski ze sprzedaży ropy naftowej, którą kraj będzie mógł handlować po cofnięciu amerykańskiego embarga, gdy to on zdobędzie pełnię legalnej władzy.

Najemnicy

Umowę zawarto z firmą Silvercorp, liczy ona 42 strony i precyzuje, że najemnicy zatrudnieni przez przedsiębiorstwo mające siedzibę na Florydzie mieliby doradzać oraz asystować „w planowaniu i przeprowadzaniu operacji polegającej na schwytaniu/zatrzymaniu/usunięciu Nicolasa Maduro i obaleniu jego rządu”.

Za usługę tę amerykańska spółka miała otrzymać sowitą zapłatę. „Środki te zostaną przeznaczone na zakup sprzętu do komunikacji, planowania i podróży. Szacunkowy całkowity koszt projektu wyniesie 212 900 000,00 dolarów w ciągu 495 dni” – wskazano w dokumencie. Umowę parafowali Sergio Vergara, przebywający w Stanach Zjednoczonych zaufany Guaido, oraz Jordan Goudreau, dyrektor generalny Silvercorp.

Firma ma renomę w swojej branży. Jak wskazuje, oferuje „płatne usługi w zakresie bezpieczeństwa strategicznego”. Oznacza to, rzecz jasna, pomoc militarną wynajętych najemników. Rozmówcy „WP” wskazali, że Silvercorp wykonywała zlecenia między innymi w Iraku i Afganistanie, a także przeprowadzała misje antyterrorystyczne w Europie. Sama firma chwali się zadaniami dla „prezydenta USA i sekretarza obrony”.

Folwark zwierzęcy wrze

Wenezuela, Chile, Boliwia, Ekwador, Honduras, Haiti, Portoryko – lista krajów Ameryki Łacińskiej, w których robi się coraz niespokojniej wydłuża...

zobacz więcej

Misja obalenia Maduro otrzymała kryptonim „Operacja Gideon” i sprowadziła się do serii akcji zaczepnych, z których żadna nawet nie zbliżyła się choćby do otoczenia Maduro. Największa miała miejsce w regionie miasta La Guaira i zakończyła się kompletnym fiaskiem.

Operacja

Goudreau, były członek Zielonych Beretów, słynnej jednostki specjalnej US Army, planując operację, wskazywał, że jego najemnicy będą jak wojska Aleksandra Wielkiego walczące z Persami. Trzeba przyznać, że praktyka miała więcej wspólnego z działaniami gamoniowatego rewolucjonisty Fieldinga Mellisha, granego przez Woody'ego Allena w jego filmie „Bananowy czubek” z 1971 r. Wszystko, co mogło pójść nie tak – poszło nie tak.

Goudreau, trzykrotnie odznaczony Brązową Gwiazdą za odwagę podczas wojny w Iraku i Afganistanie, żołnierzem może był i dobrym, ale strategiem już nie tak fortunnym. Nie można jednak winić tylko jego. Ludzie Maduro twierdzą, że za przygotowaniem zamachu stał również emerytowany generał wenezuelskiej armii Cliver Alcala, były bliski współpracownik prezydenta.

Alcala sam już próbował przeprowadzić pucz w 2018 r., ale mu się nie powiodło i zbiegł do Kolumbii, skąd wygłaszał tyrady pod adresem dyktatora publikowane w internecie. Właśnie tam w lutym ubiegłego roku poznał Goudreau, którego firma ochraniała koncert zorganizowany na granicy wenezuelsko-kolumbijskiej przez brytyjskiego miliardera Richarda Bransona, wspierającego Guaido. Byli wojskowi zaczęli razem planować przewrót.

Żeby było śmieszniej, również za Alcalę Amerykanie wyznaczyli nagrodę – 10 mln dolarów. Po nagrodę nikt się nie zgłosił, gdyż były wojskowy w marcu w Barranquilli w Kolumbii sam oddał się w ręce amerykańskich służb. Był podejrzewany o dostarczanie partyzantom z FARC rakiet ziemia-powietrze w zamian za kokainę. Amerykańscy śledczy uznali go również za jednego z organizatorów narkoterroryzmu Maduro. Obecnie przebywa w areszcie federalnym w Nowym Jorku, gdzie czeka na proces.

Ostatnie podrygi socjalizmu? Boliwia na rozdrożu

Farmer koki, piłkarz, trębacz, murarz, trzykrotny prezydent Boliwii – kariera zawodowa Evo Moralesa należy do najdziwniejszych, ale i...

zobacz więcej

Desant

W ramach „Operacja Gideon” najemnicy Silvercorp mieli przeprowadzić desant w okolicach miasta La Guaria, stolicy stanu Vargas. To port leżący najbliżej Caracas, więc miejsce wybrano odpowiednie; sęk w tym, że siły Maduro zawczasu dowiedziały się o planowanym ataku.

Najemnicy zdołali wylądować nieopodal miejscowości Macuto, leżącej około 30 km na północ od stolicy Wenezueli, ale tam czekali już na nich wierni Maduro żołnierze. Doszło do wymiany ognia. Żołnierze zabili ośmiu najemników, dwóch Amerykanów oraz ośmiu Wenezuelczyków, a także wzięli do niewoli 60 kolejnych desantowców – potwierdził w rozmowie z „WP” Goudreau.

Prokurator generalny Wenezueli Tarek William Saab oświadczył natomiast, że żołnierze wzięli do niewoli 114 osób podejrzanych o usiłowanie ataku. Rozpoczęły się łowy na kolejnych najemników. Władze w Caracas oceniają, że może to być kilkadziesiąt osób, na co wskazują trzy łodzie wypełnione bronią, znalezione przez patrol na rzece Orinoko. Władze twierdzą, że jednostki te należały do kolumbijskiego wojska.

Wenezuelski minister spraw wewnętrznych Nestor Reverol dowodził, że jedna z zatrzymanych osób była agentem DEA. Agencja oświadczyła po tym, że nie miała żadnego związku z akcją Silvercorp. Wiadomo jednak, że wśród zatrzymanych są dwaj Amerykanie – Luke Denman oraz Aaron Barry, byli żołnierze amerykańskich sił specjalnych, którzy mieli nadzorować operację. Dla reżimu Maduro stali się niezwykle cennymi łupami, szczególnie z propagandowego punktu widzenia.

Lenin wiecznie żywy. Ekwador na krawędzi wojny domowej

Wenezuela, Chile, Kolumbia, Nikaragua, Brazylia, Boliwia – lista państw Ameryki Południowej, w których robi się niespokojnie, jest coraz dłuższa....

zobacz więcej

Zatrzymani byli też dla kontrwywiadu źródłem informacji o operacji. Czy szczególnie cennym? Można spekulować. Denman w każdym razie zeznał, że ​​celem było zajęcie lotniska w Caracas i kontrolowanie go, dopóki Maduro nie poleci do USA. Ekskomandos był z dumą pokazywany w publicznej telewizji, jak zdobycz wojenna.

Fiasko

Po fiasku „Operacji Gideon” dziwnie zaczął się natomiast zachowywać Goudreau. Pochwalił przebieg akcji i oświadczył, że w Wenezueli działa wiele „komórek” gotowych do zaatakowania Maduro i jego popleczników. Po co to ujawnił? Blefował? Chciał odtrąbić sukces za wszelką cenę?

Jeszcze dziwniej zachował się przed inwazją. Wysłał nawet tweeta do prezydenta USA Donalda Trumpa. „Siła uderzeniowa wtargnęła do Wenezueli. 60 Wenezuelczyków, dwóch Amerykanów, byłych Zielonych Beretów” – napisał, oznaczając gospodarza Białego Domu. Czemu miało to służyć? Nie bardzo wiadomo. Takie sprawy lubią ciszę. Sam Trump oświadczył, że USA nie miały nic wspólnego z operacją.

Gdy stało się jasne, że najemnicy przegrali, szef Silvercorp udzielił wywiadu kanałowi w serwisie YouTube „Factores de Poder” (Składniki siły). – Mam żołnierzy na polu walki – wypalił z głupia frant. – Cały życie byłem bojownikiem o wolność. Ci ludzie mają prawo walczyć za swój kraj – posilił się na patos, w którym pobrzmiewa motto Zielonych Beretów: „De opresso liber” (Uwolnić uciskanych), choć możemy przypuszczać, że większe znaczenie miała monetyzacja celu.

W zasadzie operacja była skazana na porażkę. Element zaskoczenia nie wchodził w rachubę, gdyż kubańscy szpiedzy, którzy współpracują z wenezuelskim wywiadem, o wszystkim wiedzieli od miesięcy, być może od wenezuelskich najemników – zwolenników Maduro. – Wiedzieliśmy wszystko, co jedli, czego nie jedli, co pili i kto ich finansował. Wiemy, że to rząd USA zobligował DEA do przeprowadzenia operacji – ogłosił dyktator. Z tym DEA chyba jednak trafił kulą w płot.

Dwaj amerykańscy najemnicy trafili do niewoli (fot. PAP/EPA/VTV CHANNEL HANDOUT)

Wojna futbolowa. Gdy mecz stał się sygnałem do przelewu krwi

To jest namiętność, fioł, szmergiel – pisała Joanna Chmielewska o wyścigach konnych. To samo można powiedzieć o stosunku mieszkańców Ameryki...

zobacz więcej

Chaos

Maduro oświadczył również, że inwazja morska była „atakiem terrorystycznym podczas pandemii” oraz przekonywał, że ma dowody, iż aresztowani najemnicy zostali przeszkoleni w Kolumbii w ramach operacji finansowanej przez Bogotę i Waszyngton, mającej na celu zamordowanie go. Kolumbia zaprzeczyła tym twierdzeniom. Rząd dowodził, że to próba odwrócenia uwagi od chaosu panującego w Wenezueli.

Rzeczywiście udaremniona próba puczu jest na rękę reżimowi. Trudno Maduro przekonywać rodaków, że przyczyną zapaści w kraju są działania opozycji, ale już pokątne knowania wrażych sił zawsze dobrze się sprzedają i podnoszą notowania. Dowodzi tego przykład Rosji, która z widma zewnętrznych wrogów – NATO, „ukraińscy faszyści” – stworzyła oficjalną doktrynę państwową opartą na resentymencie.

Wenezuelski dyktator jest więc jedynym zwycięzcą. Wzmocnił swoją pozycję w kraju i za granicą oraz osłabił swojego najgroźniejszego przeciwnika Guaido. Zapewne jednak nie wykorzysta zwycięstwa do rozprawy z opozycją, gdyż na to jest za słaby, do tego świat będzie patrzeć mu na ręce.

Ofiarami są najemnicy, przy czym o samych obywateli USA raczej Departament Stanu się nie upomni. Upomniały się już za to władze Wenezueli, o Goudreau, żądając jego ekstradycji, do czego z pewnością nie dojdzie. Problemy szefa Silvercorp jednak nie ominą. Do potężnych długów doszło federalne dochodzenie przeciwko niemu o przemyt broni. W tej branży jest już spalony, ale nagroda za głowę Maduro wciąż czeka. Kto wie, czy wkrótce inni nie odważą się po nią sięgnąć.

źródło:
Zobacz więcej