Wybory 2020

Jak głosować w wyborach prezydenckich [PORADNIK]

Ewolucja Saudów i awantura o Żydów

Donald Trump i Mohammed bin Salman(fot. Kim Kyung-Hoon - Pool/Getty Images)

Na początku maja w świecie muzułmańskim zawrzało z powodu wątków żydowskich w dwóch serialach nadawanych przez największą ogólnoarabską sieć telewizyjną MBC. Saudyjskie media odrzuciły te oskarżenia, ale wiadomo, że MBC jest saudyjskim narzędziem soft power. Ponadto kontrowersyjny następca tronu tego królestwa dąży do radykalnej zmiany percepcji młodego pokolenia Saudyjczyków, co akurat może być dobrą wiadomością dla Europy.

Saudyjski problem USA

Agencja Reutera ujawniła, że na początku kwietnia Donald Trump zagroził zaprzestaniem wsparcia militarnego dla Arabii Saudyjskiej, jeśli ta nie...

zobacz więcej

Kontrowersja wokół dwóch seriali

Pierwszy ze wspomnianych seriali nosi tytuł „Umm Harun”, czyli Matka Arona, a tytułową bohaterką jest żydowska położna. Serial, którego akcja ma miejsce między latami 30. a 50. XX w. ukazuje w pozytywnym świetle społeczność bliskowschodnich Żydów. Drugi z seriali to natomiast „Machradź 7” (Wyjście nr 7). W jednym z jego odcinków akcja kręci się wokół tematu stosunku Saudyjczyków do Izraela i sprawy palestyńskiej. Jest tam scena, w której jeden z bohaterów deklaruje, że nie ma żadnego problemu z Izraelem. Nie jest to jednak wyłączna opinia wyrażona w tym odcinku.

Z perspektywy europejskiej burza spowodowana tymi serialami może wydawać się całkowicie niezrozumiała ale arabsko-muzułmańska percepcja jest diametralnie inna. Warto przy tym zrozumieć kilka kwestii. Telewizja MBC to największa sieć arabskojęzycznych (i nie tylko) kanałów telewizyjnych, obejmujących rozrywkę, filmy, seriale, politykę etc. Choć nastawiona jest przede wszystkim na odbiorcę arabskiego, docierając do wszystkich krajów arabskich, to ma też programy nadawane po persku czy w urdu.

W dziedzinie informacyjnej częścią MBC jest nadawana z Dubaju telewizja Al Arabiya, nadająca również po angielsku, która jednak nie osiągnęła takiego sukcesu, jak znacznie bardziej znana na Zachodzie katarska Al Jazeera.

Ponadto wspomniane seriale zostały wyemitowane w okresie świętego miesiąca muzułmańskiego ramadanu, gdy ze względu na post trwający od świtu do zmierzchu, życie płynie wolniej, a zważywszy na pandemię, ludzie znacznie więcej czasu spędzają w domu, a to oznacza większą oglądalność popularnych kanałów telewizyjnych z MBC na czele.

Palestyna instrumentem rywalizacji

Kolejną kwestią jest to, że kwestia palestyńska oraz powstanie Państwa Izrael ciągle wzbudzają ogromne emocje arabskiej ulicy. Są one przy tym wykorzystywane przez inne państwa do rozgrywek międzynarodowych. Niektóre kraje arabskie, takie jak Jordania czy Egipt, formalnie uregulowały swoje relacje z Izraelem, ale nie przekłada się to na sympatie ze strony tamtejszych opinii publicznych. Natomiast trzy inne kraje regionu, Turcja, Katar oraz Iran, starają się prezentować jako główni patroni sprawy palestyńskiej, co zresztą nie zmienia faktu, że z tej trójki tylko Iran tak naprawdę nie utrzymuje żadnych relacji z Izraelem.

Nieszczęsny los byłego następcy tronu

Bycie następcą tronu jest zapewne dość przyjemne, o ile na koniec zostanie się królem. W przeciwnym razie może być niebezpieczne. W piątek...

zobacz więcej

Wiadomo również od dawna, że Arabia Saudyjska, a zwłaszcza następca tronu Mohammad Bin Salman (zwany MBS-em), dąży do uregulowania relacji z Izraelem ze względu na wspólnego wroga: Iran. Zbliżeniu obu państw miała służyć m.in. tzw. konferencja bliskowschodnia, która odbyła się w Warszawie w lutym 2019 r., jednak nic z tego wówczas nie wyszło. Niemniej, gdy kilka miesięcy temu USA ogłosiły słynny plan pokojowy Jareda Kushnera, szatkujący Palestynę na drobne kawałeczki, to reakcja saudyjska była wyczekująca. Ostatecznie Liga Państw Arabskich potępiła ten plan, ale Saudowie próbowali naciskać na Hamas, by zmienił podejście. Gdy to się nie udało władze królestwa rozpoczęły masowe aresztowania członków tej radykalnej organizacji palestyńskiej przebywających na terenie Arabii Saudyjskiej.

Wzajemne ataki katarskiej i saudyjskiej telewizji


Arabia Saudyjska ma jednak obecnie wrogie relacje nie tylko z Iranem, ale również z Turcją oraz Katarem, czyli dwoma pozostałymi pretendentami do miana patronów sprawy palestyńskiej. Należąca do katarskiej rodziny panującej, ale pragnąca uchodzić za „niezależną”, telewizja Al Jazeera jest w istocie takim samym narzędziem propagandowym Kataru jak Al Arabiya Saudów. I oczywiście Al Jazeera włączyła się w ataki na MBC i Arabię Saudyjską w związku z nadaniem obu seriali. Przy czym, o ile w paśmie anglojęzycznym przekaz był bardziej zniuansowany i miał charakter raczej informacyjny, to w wersji arabskojęzycznej był to frontalny atak zawierający oskarżenie o zdradę Palestyńczyków. Jest to zresztą stałą praktyką tej stacji, by przekaz dla Zachodu był inny, a dla Arabów znacznie bardziej agresywny.

Al Arabiya szybko zareagowała kontratakiem. Jeśli chodzi o „Machradź 7”, podkreślono, że MBC „nie boi się podejmować kontrowersyjnych tematów”, a w krytykowanym odcinku pokazano „złożoność spojrzeń na Izrael i sprawę palestyńską”, dodając że w scenie, w której padły kontrowersyjne dla arabskich widzów słowa, od razu zostały skontrowane odmienną opinią.

Al Arabiya nie ograniczyła się jednak do tłumaczeń, ale przystąpiła do kontruderzenia, zarzucając zarówno Al Jazeerze jak i Katarowi hipokryzję. Katarskiej telewizji oberwało się za to, że wielokrotnie gościła na swojej antenie izraelskich polityków, w tym rzecznika izraelskiej armii IDF, i otworzyła biuro w Tel Awiwie. Ponadto, wg Arabiji, korespondent Al Jazeery w Izraelu publikował artykuły w tamtejszej prasie „broniące roli jego telewizji w normalizacji wizerunku Izraelczyków w arabskiej telewizji”, gdy władze Izraela groziły zamknięciem biura Al Jazeery. Al Arabiya przypomniała też, że w katarskiej stolicy kilkakrotnie gościli politycy izraelscy, w tym Szymon Peres jako wicepremier w 2007 r.

Co się stanie z Bliskim Wschodem po pandemii?

Bliski Wschód jest jednym z najbardziej zapalnych regionów na świecie, a Europa wielokrotnie odczuła skutki toczących się tam konfliktów....

zobacz więcej

Żydowska położna z Bahrajnu

Ciekawsza jest jednak kwestia serialu „Umm Haroun”, który wszak nie dotyczy Izraela, lecz społeczności żydowskiej w świecie arabskim jeszcze przed powstaniem żydowskiej państwowości. Historia opowiedziana w serialu inspirowana jest zresztą życiem realnej postaci – żydowskiej położnej z Bahrajnu, znanej jako Umm Dżaan, która przybyła do Bahrajnu z Iraku w latach 30-tych XX w. i miała odegrać ważną rolę w organizacji podstaw służby zdrowia w tym kraju. Ponadto, według Al Arabiji, celem serialu jest ukazanie współżycia różnych grup religijnych żyjących od wieków na Bliskim Wschodzie: muzułmanów, chrześcijan i żydów.

Nie ulega wątpliwości, że Mohammad bin Salman rzeczywiście dąży do normalizacji stosunków saudyjsko-izraelskich, a MBC jest z całą pewnością saudyjskim narzędziem soft power w świecie arabskim. Jednakże krytyka serialu opowiadającego o rdzennej, bliskowschodniej społeczności żydowskiej, żyjącej w harmonii z chrześcijanami i muzułmanami i niemającej nic wspólnego z powstawaniem Państwa Izrael, jest sprzeczna z często słyszanymi przeze mnie na Bliskim Wschodzie deklaracjami, że muzułmanie nie mają nic do Żydów, a jedynie do Izraela i „reżimu syjonistycznego”. W irańskim parlamencie wciąż zresztą zarezerwowane jest jedno miejsce dla przedstawiciela miejscowej społeczności żydowskiej.

Obrona Palestyńczyków czy instrument regionalnej rywalizacji?

Mimo to „Umm Haroun” spotkał się z lawiną krytyki i ataków i to jeszcze przed rozpoczęciem emisji. Tyle że płynęła ona przede wszystkim ze strony tych, którzy mają również inne porachunki z Saudami, na przykład od jemeńskich Houthich, którzy od pięciu lat walczą z saudyjską interwencją militarną w ich kraju. Lider tej organizacji, Abdelmalek al-Houthi w rozmowie z irańską agencją Mehr określił wątki pojawiające się w obu serialach jako „znieważające i fałszujące” obraz Palestyńczyków, sugerując, że twórcy serialu są „wspólnikami reżimu syjonistycznego w globalnym ucisku” i próbują „uciszyć społeczność muzułmańską pod naciskiem USA”.

Zaraza zarazą, a wojna nadal normalnością

Tydzień temu sekretarz generalny ONZ Antonio Gutteres zaapelował do wszystkich stron walczących na świecie o zawieszenie broni w związku z pandemią...

zobacz więcej

Można mieć jednak wątpliwości, na ile krytyka ta związana jest z obiektywną oceną, iż owe seriale uderzają w Palestyńczyków, a na ile chodzi o rozgrywkę międzynarodową i skłonienie arabskiej opinii publicznej przeciwko Arabii Saudyjskiej w związku z regionalnym konfliktem saudyjsko-irańskim. Dla dużej części Irańczyków kwestia palestyńska nie ma znaczenia, gdyż Irańczycy nie są Arabami, a wśród Palestyńczyków nie ma szyitów. To, że Iranowi zależy na wizerunku głównego adwokata sprawy palestyńskiej oraz wroga Izraela wynika z uwarunkowań geopolitycznych, a relacje szyickiego Iranu z sunnickim Hamasem bardzo skomplikowały się po wybuchu w 2011 r. wojny domowej w Syrii, gdy sunniccy dżihadyści stanęli przeciwko alawickiej rodzinie Assadów, wchodzącej w regionalną oś szyickich sojuszników Iranu.

Choć władze Iranu, zwłaszcza religijne, często podkreślają kwestię jedności muzułmanów, to z drugiej strony mają też świadomość nacjonalistycznych tendencji wśród Irańczyków, dumy z perskości, graniczącej często z rasizmem wymierzonym w narody postrzegane przez nich jako niższe cywilizacyjnie, do których oczywiście zaliczają Arabów. I choć władze Iranu nie promują wprost takich antyarabskich postaw to coraz mocniej odwołują się do perskiego nacjonalizmu, mając świadomość postępującej ateizacji kraju. Dlatego przywiązanie do sprawy palestyńskiej mogłoby dziwić, jeśli nie weźmie się pod uwagę aspektu geopolitycznego i instrumentalizacji sprawy palestyńskiej w regionalnej rozgrywce.

„Potomkowie małp i świń”


Tymczasem na Półwyspie Arabskim, a w szczególności w zdominowanej przez wahabicki ekstremizm islamski Arabii Saudyjskiej, stosunek do Żydów jako takich (a nie tylko Izraela) był w przeszłości znacznie gorszy niż w innych częściach regionu. W 2002 r. saudyjski szejk Abdalrahman al-Sudais, imam w głównym meczecie w Mekce, nazwał Żydów „szumowinami ludzkimi” oraz „potomkami małp i świń”.

Takie podejście do Żydów jako narodu i religii, a nie tylko państwa Izrael, nie było w tym czasie odosobnione wśród wahabickich ekstremistów. A to przecież sojusz fanatycznego islamskiego ideologa Mohammada Abd al-Wahhaba z szejkiem Muhammadem ibn Saudem doprowadził do powstania pierwszej saudyjskiej państwowości w połowie XVIII w. i określił ideologię tego kraju i rodu na kolejne 250 lat.

Nowy iracki rząd, wszyscy zadowoleni?

W nocy ze środy na czwartek iracki parlament zatwierdził nowy rząd Mustafy al-Kazimiego, kończąc w ten sposób półroczny okres politycznego kryzysu...

zobacz więcej

Dziś jednak panuje już zgoła odmienna narracja. Telewizja MBC w wyjaśnieniach dotyczących serialu „Umm Haroun” stwierdziła, że nie ma on żadnego związku z obecnym klimatem politycznym, ma natomiast promować „tolerancję, umiar, otwartość i koegzystencję, pokazując region przed nastaniem sektarianizmu”.

Mit harmonijnego współżycia gwoździem do trumny wahabizmu?

Niewiele to ma wspólnego z tym, co w istocie promował wahabizm i w konsekwencji z realiami historycznymi w obszarze oddziaływania tej ideologii, która wniosła wiele złego do islamu. Mohammed bin Salman propaguje iluzję Arabii Saudyjskiej jako rzekomo kraju tradycyjnie tolerancyjnego, który jedynie zboczył z kursu przez wzrost nastrojów ekstremistycznych po irańskiej rewolucji w 1979 r. Ale to raczej saudyjski eksport wahabizmu w regionie i na świecie spowodował pojawienie się terroryzmu, a także zburzył jako taką harmonię międzywyznaniową (której nie ma co też idealizować w ogóle).

Być może jednak nie to jest najważniejsze. Oczywiście jest to również narzędzie w walce z Iranem, gdyż zrzuca całą winę na przeciwnika. Niemniej, jeśli ma oznaczać zerwanie przez Saudów z wahabizmem i zaprzestanie eksportowania tej ideologii poprzez szkoły koraniczne na całym świecie, w tym w Europie, to efektem może być rzeczywiście zmniejszenie napięć międzyreligijnych oraz demontaż ideologicznego fundamentu, na którym rozwija się następnie islamski terroryzm Al Kaidy czy Państwa Islamskiego.

Mohammed bin Salman w miejsce wahabizmu i fanatyzmu religijnego będącego dotąd fundamentem państwowości saudyjskiej propaguje nacjonalizm i to nie arabski, ale czysto saudyjski. Taka ideologia ma swoje plusy i minusy, a sam MBS budzi ogromne kontrowersje, zarówno w świecie muzułmańskim, jak i w przywiązanej do praw człowieka Europie. Jednym nie podoba się jego pęd modernizacyjny oraz agresywna polityka zagraniczna. Innym – bezwzględność saudyjskiego następcy tronu i związane z tym oskarżenia o zbrodnie i naruszenia praw człowieka. Ale z perspektywy Europy promocja saudyjskiego nacjonalizmu jest znacznie bezpieczniejsza niż wahabizm. O ile rzeczywiście go zastąpi, a sam MBS utrzyma się u władzy.

źródło:
Zobacz więcej