Wybory 2020

Jak głosować w wyborach prezydenckich [PORADNIK]

Rosyjskie kłamstwa tracą na skuteczności. Polska wygrywa bój o historyczną prawdę

Putin chce zdjąć odpowiedzialność za wybuch II wojny światowej ze Związku Sowieckiego (fot. REUTERS/Kacper Pempel)

Rosji nie udało się wykorzystać 75. rocznicy zakończenia II wojny światowej do tego, by postawić kropkę nad „i” nad trwającą od miesięcy kampanią szkalowania Polski i innych znienawidzonych przez siebie krajów regionu. Warszawa dobrze wykorzystała ten czas, by przejść do kontrataku i głośno krytykuje działania Kremla na arenie międzynarodowej. Maszyna kłamstw i dezinformacji dotyczących kwestii historycznych, czy wykorzystująca pandemię do szerzenia chaosu, nie zacięła się jednak, nawet jeśli nie jest już tak skuteczna, jak do tej pory. Wciąż jej celem jest produkowanie fake newsów, skłócanie i osłabianie Zachodu. Tyle, że i tam, wśród państw, które nie mają bezpośredniej styczności z agresją Rosji, rośnie świadomość jej metod i planów.

Gazprom na deskach. Milowy krok Baltic Pipe

Ogłoszenie rozpoczęcia budowy Baltic Pipe – inicjatywy mającej na celu uniezależnienie Polski od dostaw rosyjskiego gazu, a także porażka Gazpromu,...

zobacz więcej

Władimir Putin, wbrew wcześniejszym scenariuszom, nie mógł, z powodu pandemii, wykorzystać uroczystości Dnia Zwycięstwa – obchodzonych w Rosji 9 maja – tak jak to wcześniej planował. Zanim doszło do epidemii koronawirusa Kreml liczył bowiem, że na obchodach zjawi się światowa śmietanka przywódców, której obecność legitymizować będzie kolejne fałszerstwa historyczne wyprodukowane przez Moskwę. Teza miała być jedna – Związek Sowiecki i Stalin uratowali świat przez faszyzmem, a Polska była wśród tych państw, które z Hitlerem współpracowały.

W swoim wystąpieniu z okazji Dnia Zwycięstwa, które jest najważniejszym świętem Rosji, Putin powiedział, że „świat obronił i uchronił sowiecki żołnierz”.Przemówienie zakończył zaś słowami: „wiemy, mocno wierzymy, że jesteśmy niezwyciężeni, gdy jesteśmy razem” – co należy odczytywać jako apel do społeczeństwa o poparcie, a także jasne pokazanie, że Ojczyzna jest atakowana przez wrogów z zewnątrz.

Dzień wcześniej, w wywiadzie telewizyjnym rosyjski lider tłumaczył bowiem, że istnieje chęć „postawienia na jednej płaszczyźnie Związku Sowieckiego i Niemiec nazistowskich”, co, w jego opinii – wpływa „na dziś i jutro, po to, aby Rosja uważała, że musi się usprawiedliwiać, aby postawić nas w fałszywej sytuacji ludzi, którzy powinni mieć poczucie winy”.

Zaatakował przy tym po raz kolejny Polskę – przekonując, że to kraje zachodnie weszły w porozumienie z Hitlerem i zgodziły się na podział Czechosłowacji, czym bronił zawarcia paktu Ribbentrop-Mołotow. – Oni wtedy zawarli zmowę bezpośrednio z Hitlerem, przy czym personalnie, właśnie z nim porozumiewali się o tym, że Polska zabierze część Czechosłowacji – zaznaczył.

W ten sposób, ponownie Putin chce zdjąć odpowiedzialność za wybuch II wojny światowej ze Związku Sowieckiego, wybielić jego przywódcę – Stalina, który w jego opowieści – jest mądrym przywódcą w ciężkich czasach. Za to zaś zamiast krytyki należy mu się uznanie rodaków.

W działania Rosji fałszujące historię wpisuje się niedawny demontaż tablic upamiętniających zamordowanych przez NKWD polskich oficerów oraz ofiary NKWD. Były one umieszczone na budynku Twerskiego Uniwersytetu Medycznego, który w latach 1935-1953 służył jako siedziba Zarządu Obwodowego NKWD w Kalininie (obecnie Twer). Działania te pokazują – jak bardzo radykalizują się w swoich kłamstwach rosyjskie władze i jak małą przestrzeń na dyskusję pozostawiają.

– Każda próba zwrócenia uwagi, że Związek Sowiecki ponosi odpowiedzialność za skalę zbrodni podczas II wojny światowej jest traktowana przez Moskwę jako atak na państwo rosyjskie. To bardzo, bardzo przykry fakt, wrogi dla Polski i Polaków – komentował sytuację na antenie PR24 wiceprezes IPN prof. Krzysztof Szwagrzyk.

Kłopoty gospodarcze nie zmniejszą agresywności Rosji

Pandemia koronawirusa i spadające ceny ropy naftowej tylko pogarszają zły stan rosyjskiej gospodarki. Coraz chudsze portfele Rosjan, rosnące...

zobacz więcej

Radykalizacja postawy Kremla powoduje jednak, że kłamstwa Putina nie mają już tak silnego oddziaływania. Zasługę w tym ma m.in. aktywna działalność władz w Warszawie, które punktują na arenie międzynarodowej zarówno rosyjskie fałszerstwa historyczne, jak i obecne jej zagrożenie – militarne, cybernetyczne, a także manipulowanie strachem wywołanym przez pandemię.

Dowodem na to jest choćby opublikowany w 75. rocznicę zakończenia II wojny światowej w Europie wywiad, jaki włoskiemu dziennikowi „La Stampa” udzielił premier Mateusz Morawiecki.

Zwrócił on w nim uwagę, że Polska nie została zaproszona swojego czasu na mające mieć miejsce 9 maja obchody w Moskwie dlatego, że Kreml stawia uczestnikom główny warunek – – akceptację „rosyjskiej narracji”.

Dla naszego kraju – jak zaznaczał szef polskiego rządu – „oznaczałoby to zgodę na kłamstwo: nie możemy dopuścić do sytuacji, w której zamienia się oprawcę z ofiarą”. Mateusz Morawiecki podkreślił przy tym, że, wbrew rosyjskiej propagandzie, działania Armii Czerwonej na naszych ziemiach „nie miały na celu przywrócenia nam niepodległości, ale wręcz przeciwnie – powtórne odebranie suwerenności”.

Premier zwrócił również uwagę, że Rosja kłamie zarówno w kwestiach historycznych, jak i jest dwulicowa nawet wtedy, gdy niesie „pomoc” innym krajom. Miało to miejsce choćby w przypadku Włoch, gdy Moskwa wysłała tam transport medykamentów, z których większość nie nadawała się do użytku – a całą sprawę Kreml wykorzystał propagandowo, by szerzyć chaos i zwaśniać zachodnie kraje.

Mateusz Morawiecki zaznaczył, że należy być wyczulonym, „aby nikt nie wykorzystał chwili słabości, spowodowanej pandemią i zbliżającym się kryzysem gospodarczym, do rozbicia sojuszy i zagrożenia naszemu bezpieczeństwu”.

To, co najbardziej wybrzmiało podczas uroczystości zakończenia II wojny światowej 8 maja - to fakt nam niezwykle bliski – że jej zakończenie, nie przyniosło wolności dla całej Europy. Mówiła o tym, oczywiście, strona polska, ale mówili też i inni.

Były sekretarz generalny NATO Anders Fogh Rasmussen zaproszony do dyskusji na ten temat w ukraińskiej telewizji zwracał uwagę, że Moskwa próbuje „przepisać albo nawet fałszować historię” dotyczącą ZSRR i wojny, w tym podpisanego w 1939 paktu Ribbentrop-Mołotow. Takich głosów było w całym świecie Zachodu wiele – zarówno w wypowiedziach, w mediach, w sieci.

Gazprom chce ochronić NS2 przed unijną kontrolą. Koronawirus zasłoną dymną

Niemcy już nawet nie ukrywają, że w sprawie Nord Stream 2 pełnią rolę lobbystów Kremla. Berlin, realizując plany Moskwy, wykorzystuje skupienie UE...

zobacz więcej

Tego dnia odbyła się również debata Europejskich Konserwatystów i Reformatorów pod znamiennych tytułem – „Rosja – główne zagrożenie dla Europy?”. W jej trakcie europoseł Anna Fotyga (PiS) zwracała uwagę, że nawet w trudnej dla Rosji sytuacji, wynikającej z szerzenia się koronawirusa, a także spadku cen ropy naftowej, kraj ten jest w stanie i chce utrzymać agresywną postawę.

– Kontynuowana jest próba rozmontowania więzi transatlantyckiej, atakowana jest jedność NATO, UE i innych organizacji świata zachodniego. Wciąż na wschodzie Ukrainy nie ma pokoju, nieustannie słyszymy o śmierci kolejnych ukraińskich żołnierzy. Mamy do czynienia także z agresywnymi ruchami w Gruzji – wyliczała była minister spraw zagranicznych.

Z kolei w opinii gruzińskiego eksperta Batu Kutelii, Rosja doskonale wykorzystuje „pożytecznych idiotów”, którzy wywierają presję na władze swoich krajów, by osłabiać stanowiska i politykę rządu a także polaryzować społeczeństwo. Przestrzegał on także przed otwarciem się na rosyjską gospodarkę.

- Rosyjska gospodarka jest jak wirus. Jeżeli w sposób niekontrolowany dopuścimy ją do naszego krwioobiegu, kwestią czasu jest, gdy skorumpowany system podporządkowany Kremlowi i służbom eksploduje w naszym organizmie – zaznaczył Kutelia.

Hiszpański eurposeł Hermann Tertsch zwrócił zaś uwagę, że jedną z przyczyn bagatelizowania przez Zachód zagrożenia płynącego ze strony Moskwy jest dominująca w Europie lewicowa ideologia. – Dziś na Zachodzie króluje antyamerykanizm, nie tylko na łamach gazet, ale również podczas rozmów liderów poważnych partii politycznych, co ma istotne konsekwencje. Cała maszyneria narracji od 1968 roku jest w rękach lewicowego establishmentu. Kultura, edukacja, dogmatyzowanie lewicowych poglądów w mediach i na uczelniach. Przez to wszystko cierpimy i z tego korzysta też Rosja – podkreślił Tertsch.

Nie tylko jednak Polska znajduje się na celowniku rosyjskiej propagandy historycznej. W ostatnim czasie ostro atakowane są również przez Kreml Czechy, po tym, jak tamtejsi samorządowcy przemianowali plac, przy którym mieści się ambasada Rosji w Pradze, nadając mu nazwę placu Borysa Niemcowa, zlikwidowali pomnik sowieckiego marszałka Iwana Koniewa, a także upamiętnili tych żołnierzy oddziałów rosyjskiego generała Andrieja Własowa, współpracujących z Wermahtem, którzy w maju 1945 roku wspierali zbrojnie powstańców w Pradze.

Zarzut za zarzutem. Chiny w ogniu koronaoskarżeń

Chiny są coraz bardziej krytykowane za swoją postawę wobec pandemii koronawirusa. Komunistyczne władze w Pekinie dwoją się i troją, by oddalić od...

zobacz więcej

Stron rosyjska zarzuciła Pradze, że likwidacja pomnika Koniewa narusza ustalenia umowy, na co ta odrzuciła ten zarzut i zasugerowała, że może przekazać monument. Co o tym myślą Czesi – świadczy incydent, do którego doszło w sobotę – w jego miejscu został przez nieznane osoby ustawiony sedes.

To, że coraz więcej państw jest bezpośrednio atakowanych przez Kreml pomaga budować Polsce koalicję sprzeciwu wobec rosyjskich kłamstw historycznych, agresji militarnej – choćby na Ukrainie, zagrożenia propagandą w sieci, a także cyberatakami.

Pogarszanie się sytuacji ekonomicznej w Rosji, co ma miejsce zarówno w wyniku konsekwencji pandemii koronawirusa, jak i m.in. spadku cen ropy, a co za tym idzie, coraz niższe notowania Putina – sprawiają, że tamtejsze władze zmuszone są rozwiązywać problemy, grożące załamaniu się całego stworzonego przez siebie systemu.

Niezadowolenie społeczne w Rosji rośnie – bez względu na to, jak bardzo władca Kremla wychwala narodową jedność, podbudowując ją wizją potęgi Związku Sowieckiego czy „mądrością” Stalina, czy też akcentując zagrożenia ze strony zagranicznych wrogów dybiących na Mateczkę Rosję.

Chociaż Putin musi skupić się na sprawach wewnętrznych, to nie oznacza to, że Kreml przestanie zagrażać naszemu bezpieczeństwu, przestanie knuć, starać się rozbijać UE i NATO, czy szerzyć fake newsy. Od postawy Polski zależy, czy Zachód trwać będzie w czujności, czy uzna, że osłabiona Rosja to okazja do np. nowego otwarcia.

Petar Petrović

Autor jest dziennikarzem Polskiego Radia

źródło:
Zobacz więcej