RAPORT

Imigranci na granicy z Białorusią

Zarzut za zarzutem. Chiny w ogniu koronaoskarżeń

Chiny są coraz bardziej krytykowane za swoją postawę wobec pandemii koronawirusa (fot. Yang Bo/China News Service via Getty Images)
Chiny są coraz bardziej krytykowane za swoją postawę wobec pandemii koronawirusa (fot. Yang Bo/China News Service via Getty Images)

Chiny są coraz bardziej krytykowane za swoją postawę wobec pandemii koronawirusa. Komunistyczne władze w Pekinie dwoją się i troją, by oddalić od siebie oskarżenia o doprowadzenie do jej wybuchu, jak i o niską jakość, czy wręcz bezużyteczność wysyłanego na cały świat sprzętu medycznego, a także o szerzenie dezinformacji i „uciszanie” krytyków. Kolejne oskarżenia obniżają i tak już mierny poziom zaufania do Państwa Środka. Na nic zdaje się wsparcie, jakie państwo to wciąż otrzymuje od WHO, gdyż i sama ta organizacja coraz bardziej traci na wiarygodności.

„Wielu pierwszych zakażonych koronawirusem nie miało kontaktu z targiem w Wuhan”

– Dane pokazują, że wielu spośród pierwszych zakażonych pacjentów nie miało w ogóle kontaktu z targiem w Wuhan, o którym teraz słyszymy. Jest to o...

zobacz więcej

Ciężko zliczyć, które to już państwo z kolei skrytykowało dostarczone przez Chiny testy immunologicznych na koronawirusa czy sprzęt medyczny. Ostatnio do ostrego sporu z powodu ich jakości doszło na linii Pekin – Delhi.

Indie zamówiły od chińskich firm – Wondfo Biotech z Kantonu i Livzon Diagnostics z miasta Zhuhai – ponad pół miliona testów, wykrywających przeciwciała koronawirusa. Jednak po tym, jak Indyjska Rada Badań Medycznych (ICMR) oceniła, że są one niedokładne, władze zdecydowały o ich wycofaniu.

W odpowiedzi chińska ambasada w Indiach skrytykowała tę decyzję – w podobny sposób, jak robiła to dyplomacja tego kraju w szeregu innych przypadków na całym świecie – przerzuciła odpowiedzialność na odbiorcę i wybieliła władze swojego kraju.

„To niesprawiedliwe i nieodpowiedzialne, że pewne osoby etykietują chińskie produkty jako wadliwe i patrzą na sprawy z wcześniejszymi uprzedzeniami” – ocenił, cytowany w komunikacie opublikowanym na stronie placówki, rzecznik ambasady Ji Rong.

Sprawa ta może mieć jednak drugie dno – na co też coraz częściej zwraca się uwagę w dobie koronwirusa, czyli zagrożenie przejmowaniem firm przez chińskich inwestorów.

Agencja Reutera przed kilkoma dniami poinformowała bowiem, że Delhi obawia się takich wrogich przejęć i zwiększa kontrolę nad inwencjami zagranicznymi. Decyzja ta bardzo zirytowała zaś Pekin. Należy do tego dodać wciąż nierozwiązany spór graniczny między tymi krajami i rosnące wpływy Państwa Środka w regionie.

A Chiny potrafią wykorzystywać swoją międzynarodową pozycję, by wywierać presję. Działają jednak o wiele „ciszej” niż choćby równie agresywna Rosja, która stosuje metodę ostentacyjnego zastraszania.

W ciągu ostatnich dni unijna dyplomacja, działająca przy Komisji Europejskiej, znalazła się w ogniu krytyki, po tym, jak kilka mediów poinformowało, że pod naciskiem chińskich władz złagodziła wydźwięk raportu dotyczącego dezinformacji w sprawie koronawirusa. Jak informowały agencję Reutera źródła dyplomatyczne, Pekin zareagował alergicznie na treść raportu, zagroził pogorszeniem relacji i zasugerował, że jest on napisany w taki sposób, by przypodobać się USA.

Jak podał Reuters, na pierwszej stronie jego pierwotnej wersji napisano na przykład, że „Chiny wciąż prowadzą globalną kampanię dezinformacyjną, by odrzucić odpowiedzialność za wybuch pandemii i polepszyć swój międzynarodowy wizerunek”. Zwracano również uwagę, że czynią to jawnie i tajnie.

O wiele łagodniejsza wersja została jednak upubliczniona. Unijna dyplomacja przekonywała zaś, że nie doszło do żadnego nacisku i rozmiękczania wydźwięku raportu i że czym innym są wewnętrzne dokumenty Komisji Europejskiej, a czym innym sprawozdania, które trafiają do szerokiego audytorium.

Pekin zaś zareagował po swojemu – przekonując, że Chiny same są ofiarą, a nie sprawcą dezinformacji dotyczącej koronawirusa.

To robienie z siebie ofiary i niechęć do transparentności, nie tylko nie przekonuje USA, które zdecydowanie potępiły Pekin za doprowadzenie do rozszerzenia się pandemii i ukrywanie prawdy o jej rzeczywistym zasięgu, przebiegu i źródle w Chinach – ale również coraz więcej krajów na świecie.

Niedawno, w podobnym tonie wypowiedział się premier Australii Scott Morrison, który zaznaczył, że wszystkie państwa członkowskie WHO powinny poprzeć ideę niezależnego międzynarodowego śledztwa wyjaśniającego okoliczności wybuchu pandemii. Jego zdaniem tylko to może uchronić nas przed kolejnymi wirusami.

Słowa te wpisują się w coraz ostrzejszy konflikt między tymi krajami. Chiny kontynuują wbrew protestom państw regionu ekspansję w basenie Morza Południowochińskiego – co powoduje reakcję USA i dodatkowo zaognia relacje między tymi krajami. Z terytorium Państwa Środka dochodzi też do licznych ataków cybernetycznych na Australię.

Australia domaga się niezależnego śledztwa ws. pandemii

Wszystkie kraje członkowskie WHO powinny poprzeć ideę niezależnego, międzynarodowego śledztwa, które wyjaśni okoliczności wybuchu pandemii –...

zobacz więcej

Wszelkie nawoływania do przeprowadzenia międzynarodowego śledztwa, nie mówiąc już o groźbach domagania się od komunistycznych władz w Pekinie odszkodowań – oceniane są tam jako ideologiczne podejście do pandemii i działanie na zamówienie USA.

Tyle, że pomału rośnie grono państw, które przerywają milczenie w tej sprawie.

Po USA i Australii także władze Szwecji opowiedziały się właśnie za doprowadzeniem do niezależnego, międzynarodowego śledztwa, które miałoby pomóc w ujawnieniu źródeł patogenu. Kraj ten zamierza zwrócić się z wnioskiem w tej sprawie do Unii Europejskiej.

Hongkoński dziennik „South China Morning Post” zauważa, że takie stanowisko Sztokholmu doprowadzi do jeszcze większego ochłodzenia relacji chińsko-szwedzkich. Władze w Pekinie przetrzymują bowiem jednego z hongkońskich księgarzy, który ma szwedzkie obywatelstwo.

W środę zaś rządząca Lombardią prawicowa Liga zapowiedziała, że będzie chciała, aby region ten zażądał od władz Chin 20 miliardów euro odszkodowania za straty poniesione z powodu epidemii koronawirusa.

Wcześniej pozew przeciwko Chinom wystosowały władze amerykańskiego stanu Missouri. Kraj ten został oskarżony o oszustwo, w którego konsekwencji doszło do wybuchu pandemii COVID-19. Łączną wysokość poniesionych strat oszacowano na około 44 miliardy dolarów. Do sądu wpłynęło aż siedem zbiorowych aktów oskarżenia, przygotowanych w imieniu prywatnych grup.

Na razie Chiny nie czują się jednak w tej sprawie przyparte do muru, gdyż wciąż m.in. takie państwa, jak Wielka Brytania i Francja nie formułują tak ostro swoich oskarżeń czy podejrzeń. WHO wydaje zaś kolejne komunikaty, w których przekonuje, że wciąż nie można ustalić, jak doszło do pandemii i że nie ma żadnych podstaw, by oskarżać o nią Chiny.

Nie dziwi więc, że Pekin zapowiedział przekazanie tej organizacji kwoty 30 milionów dolarów, po tym, jak kilka dni wcześniej amerykański prezydent Donald Trump zapowiedział zakończenie jej finansowanie i oskarżył o wspieranie Pekinu.

Koronawirus. Amerykański stan pozwał Chiny

Amerykański stan Missouri pozwał rząd Chin o doprowadzenie do pandemii koronawirusa, co kosztowało mieszkańców „dziesiątki miliardów dolarów”....

zobacz więcej

Prezydent USA w rozmowie z agencją Reutera powiedział, że to, jak Chiny postępowały w związku z epidemią koronawirusa jest dowodem na to, że zrobią wszystko, byleby on przegrał wybory prezydenckie w listopadzie.

To właśnie w Stany Zjednoczone pandemia koronawirusa uderzyła najsilniej – zakaziło się nim ponad milion osób – czyli ponad 12-krotnie więcej niż w Chinach i zmarło ponad 60 tysięcy osób – czyli niemal 15-krotnie więcej niż w Państwie Środka. To jednak dane oficjalne. Wiele wskazuje na to, że Pekin wielokrotnie zaniżył rzeczywiste rozmiary epidemii.

Trump ocenił również, że kraj ten wspiera jego głównego przeciwnika – kandydata Demokratów Joe Bidena, gdyż, jak przekonuje, jego zwycięstwo oznaczałaby zmniejszenie napięć wywołanych m.in. wojnami handlowymi i twardą politykę obecnej administracji wobec Pekinu.

W odpowiedzi, w wywiadzie dla amerykańskie stacji NBC, wiceszef chińskiego MSZ Le Yucheng określił pociąganie Chin do odpowiedzialności za rozprzestrzenianie się Covid-19 czy żądanie odszkodowań za „niedorzeczną polityczną farsę”. Po raz kolejny zapewnił też, że jego kraj jest ofiarą pandemii, a nie jej sprawcą.

Zapytany o niezależne międzynarodowe śledztwo w tej sprawie powiedział, że Chiny są „szczere i otwarte”, ale sprzeciwiają się „bezpodstawnym oskarżeniom”.

– Nikt nie powinien najpierw oskarżać Chin, a potem prowadzić tak zwanych międzynarodowych śledztw tylko po to, by sfabrykować dowody. To jest arbitralne śledztwo oparte na domniemaniu winy (…) Sprzeciwiamy się motywowanemu politycznie śledztwu służącemu stygmatyzacji Chin – zaznaczył Le Yucheng.

Wiele wskazuje jednak na to, że retoryka ta znajduje coraz mniejsze zrozumienie na świecie – a rosnące koszty pandemii i obawy przed kolejnymi wirusami, które mogą wydostawać się z Chin na świat, ośmielą kolejne kraje do wystosowywania żądań pod adresem Pekinu.

Komunistyczne władze Chiny nie będą się już mogły tak łatwo, jak do tej pory, zasłaniać opiniami WHO. Tym bardziej, że nic nie wskazuje, by Trump, w szczególności przed wyborami, złagodził swoją postawę wobec Państwa Środka. Kolejny – koronawirusowy – rozdział globalnej rywalizacji obu państw tylko rozgrzał ten spór.

Petar Petrović

Autor jest dziennikarzem Polskiego Radia

Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne
źródło:
Zobacz więcej