RAPORT

Propozycja podziału Ukrainy? Sikorski na cenzurowanym

Koronawirus. „Przyczajony tygrys, ukryty smok” – relacja z wracających do życia Chin

Na ulicach Kantonu robi się już coraz tłoczniej i czuć „wirusową odwilż” (fot. Michał Kułakowski)
Na ulicach Kantonu robi się już coraz tłoczniej i czuć „wirusową odwilż” (fot. Michał Kułakowski)

Najnowsze

Popularne

Zamknięte dla osób „z zewnątrz” osiedla, punkty pomiarów temperatury i kompletne pustki na ulicach miasta o liczbie ludności zbliżonej do połowy populacji Polski – tak opisuje położone w południowo-wschodnich Chinach miasto Kanton, mieszkający tam od ponad sześciu lat Polak. Dla portalu tvp.info pan Michał Kułakowski opowiada o epidemii koronawirusa w kraju, gdzie miała ona swój początek.

Dzieci pijanego boga. Przestańcie racjonalizować tragedię

Pandemia COVID-19 to światowa katastrofa, a nie żadne oczyszczenie. Jest niepotrzebna, szkodliwa, niesprawiedliwa. Niczego nie naprawia, niczego...

zobacz więcej

CZYTAJ WIĘCEJ W RAPORCIE

Gdy rozmawiamy przez internetowy komunikator, pan Michał spędza czas w swoim ogrodzie, na zamkniętym osiedlu. W czasie naszej blisko godzinnej pogawędki osiedlowy ochroniarz, z maseczką na twarzy, kilkukrotnie przechodzi w jego pobliżu.

– Dzieli nas jakieś pięć metrów, mamy taką sferę bezpieczeństwa; ja stoję w swoim ogrodzie, witamy się, ale do siebie nie podchodzimy. Zakupy robię mniej więcej raz na 7-10 dni po to, żeby niepotrzebnie nie wychodzić poza dom i nasz ogród. Staramy się, jak zresztą wielu innych mieszkańców naszej okolicy, unikać miejsc publicznych i zapobiegać roznoszeniu wirusa. Zamknięte osiedle to jedno z typowych rozwiązań dużych chińskich miast – relacjonuje pan Michał i przyznaje, że ma to szczęście, że wraz z rodziną ma do dyspozycji dosyć dużą przestrzeń tylko dla siebie.

Bez paniki

Jak ocenia, to co udało się Chinom wyjątkowo dobrze, to zachowanie w kraju względnego spokoju i porządku.

Wuhan: pierwsza doba bez zgonu spowodowanego koronawirusem

Chiny poinformowały, że w ciągu ostatnich 24 godzin, po raz pierwszy od wybuchu epidemii, nie zanotowano w mieście Wuhan żadnego zgonu z powodu...

zobacz więcej

– Ciężko sobie nawet wyobrazić, co by się stało, gdyby ponad miliard Chińczyków wpadło w panikę; jednak poważnie podeszli do restrykcji i zaleceń władz. Jechałem samochodem i pamiętam taką sytuację, gdy policja zatrzymywała i legitymowała ludzi; tych, którzy nie mieli maseczek, nakłaniała do ich zakładania – opowiada. Temat maseczek – zdawałoby się typowych dla krajobrazu Chin – w czasie tej rozmowy powraca zresztą kilkukrotnie.

Od momentu pierwszych oficjalnie potwierdzonych przez chińskie władze doniesień o wybuchu epidemii koronawirusa w Państwie Środka do tej pory zmarło tam ponad 3,3 tys. osób. Z kolei łączna liczba zakażonych znacznie przekroczyła już 82 tys. – tak przynajmniej mówią dane Narodowej Komisji Zdrowia. – Możemy przypuszczać, że oficjalne informacje mogą się różnić od rzeczywistych wartości. Być może liczba zakażonych czy osób zmarłych jest większa – mówi nasz rozmówca.

Miasto Kanton (po chińsku Guangzhou) położone jest przy południowo-wschodnim wybrzeżu Chin, około sto kilometrów od Hong Kongu i tysiąc od epicentrum pandemii – miasta Wuhan. Pierwsze wyraźne sygnały o skali i niebezpieczeństwie związanym z nowo wykrytym patogenem dotarły tam w pierwszej połowie stycznia, gdy Europa jeszcze z pewnym „zaciekawieniem” przyglądała się rozwojowi sytuacji.


Jak przyznaje pan Michał, wyraźne poczucie zagrożenia w Guangzhou nastąpiło dopiero na przełomie stycznia i lutego, co wiązało się z obchodami Chińskiego Nowego Roku – inaczej Święta Wiosny.

Koronawirus. Wywiad USA twierdzi, że Chiny zaniżały dane o epidemii

Władze Chin ukrywały prawdziwy zasięg epidemii, zaniżając dane o przypadkach koronawirusa oraz o zgonach spowodowanych COVID-19 – wynika z tajnego...

zobacz więcej

– Tak jak w Polsce na Wigilię Bożego Narodzenia czy Święta Wielkanocne spotykamy się w rodzinnym gronie, tak Chińczycy wybierają się na Nowy Rok do swoich rodzin, do swoich rodziców. Tylko tutaj skala jest nieporównywalnie większa, bo przemieszcza się kilkaset milionów osób. To zresztą prawdopodobnie największa migracja ludności na świecie w tym okresie. Po tym świątecznym czasie zazwyczaj rozpoczyna się wielki powrót do pracy. Zawsze po zakończonych obchodach Chińskiego Nowego Roku w miastach robi się tłoczno – mówi nasz rozmówca. Podkreśla przy tym istotny, a może nawet kluczowy wpływ obyczajowości Chińczyków w walce z epidemią.


– Chińczycy są bardzo pracowitym narodem, przez cały rok ciężko i dużo pracują. Ale na święta muszą wrócić do rodziny; nawet, jeśli mają przejechać tysiące kilometrów, niemal przez całe Chiny, potem wracają do miejsc pracy, do miast – zaznacza pan Michał. W tym roku – kontynuuje – było jednak inaczej, a zamiast „wielkiej migracji” na ulicach Guangzhou były kompletne pustki.

Narodowi bohaterowie

– Także lekarze – choć wydaje się, że to normalne, że zostają na swoich posterunkach, gdy sytuacja tego wymaga – ogłosili, że nigdzie nie jadą. Pracowali cały rok, ale zostają w pracy, bo Chiny potrzebują takiej motywacji, dyscypliny i przykładu walki z wirusem – opowiada mieszkający tam Polak. Dodaje, że wizerunki wspomnianych medyków były prezentowane w internecie i mediach jako narodowych bohaterów.

Do mediów przebiła się także postać prezesa związku lekarzy chińskich, uznanego specjalisty do spraw chorób dróg oddechowych, który płakał. Jak wskazuje pan Michał, twarz tego lekarza „pokazywała ból narodu”. – Pojawiły się łzy, które w Chinach są rzadko spotykane. Tutaj twarz, szczególnie w momencie trudności, musi być jak skała, by nie dało się wyczytać emocji, taka jest kultura – mówi.

Społeczeństwo pod kontrolą

„Narasta strach przed cudzoziemcami”. Chiny uszczelnią granice lądowe

W Chinach narastają obawy o możliwość wystąpienia drugiej fali zachorowań na COVID-19. Ponownie podniesiono ocenę ryzyka epidemicznego na...

zobacz więcej

Guangzhou podzielone jest na 11 dzielnic, a sytuacja w każdej z nich była na bieżąco monitorowana. Strefy otrzymały też odpowiednie wskaźniki bezpieczeństwa, które sygnalizowały występujące na ich terenie zagrożenie epidemiczne. Obecnie wszystkie jedenaście dzielnic oznaczonych jest niskim stanem zagrożenia. W Kantonie w ostatnich dniach wykryto jedynie pojedyncze przypadki zakażeń koronawirusem, a stan zdrowia obywateli jest na bieżąco monitorowany.

– Warto podkreślić, że badania – takie jak mierzenie temperatury – odbywają się tutaj na każdym kroku: przy wjazdach do sklepów, przy wejściach na osiedla, przy wejściu do pojazdów komunikacji miejskiej. Temperatura powyżej 37,3 stopni Celsjusza kwalifikuje do dalszych badań i odbycia kwarantanny. Jest więc szansa, by zanotować i wychwycić takie przypadki – ocenia rozmówca portalu tvp.info i przyznaje, że w chińskim społeczeństwie widać coraz więcej nadziei na powrót do normalności.


– Był taki moment, kiedy absolutnie wszystko przycichło. Jechałem przez Kanton, a autobusy i taksówki były puste, na ulicach nie było żywego ducha. W czasie ostatnich trzech wyjść na zakupy, a więc na przestrzeni ostatniego miesiąca, na ulicach było widać coraz więcej ludzi, na powrót tworzą się korki. Choć Kanton wstrzymuje się jeszcze od takich decyzji, to część dużych miast i prowincji na północy i w środkowej części kraju zdecydowało się otwierać niektóre placówki edukacyjne, odpowiedniki polskich przedszkoli, szkół podstawowych i średnich – wymienia nasz rozmówca.

Nieufność wobec obcokrajowców

Zaznacza, że inaczej jest ze szkołami wyższymi, ponieważ studenci zamieszkują różnego rodzaju miejsca w Chinach, więc migracja jest w ich przypadku dużo większa. Poza tym uniwersytety przyjmują też obcokrajowców spoza Chin.

Z powodu koronawirusa Chiny zamykają granice dla obcokrajowców

Chiny zamykają swoje granice dla obcokrajowców, także dla posiadaczy ważnej wizy lub karty stałego pobytu. Nie wiadomo, do kiedy potrwa zawieszenie...

zobacz więcej

A to właśnie wśród osób z zagranicy – jak informują chińskie władze – w ostatnim czasie notowana jest zdecydowana większość nowych przypadków koronawirusa.

Od 27 marca w Państwie Środka obowiązuje całkowity zakaz wjazdu osób z obcymi paszportami – także posiadaczy ważnych wiz, w tym obcokrajowców na stale mieszkających w Chinach. Jednak nawet przed wprowadzeniem tego rozwiązania podróżni nie mieli łatwo i „z automatu” byli kierowani do odbycia obowiązkowej kwarantanny w specjalnie przystosowanych do tego hotelach. To z kolei wiązało się z potrzebą pokrycia kosztów we własnym zakresie.

Epidemia w gospodarce

– Był taki okres, że prawie wszystko – poza sklepami z artykułami spożywczymi, supermarketami, stacjami benzynowymi, aptekami, szpitalami – absolutnie stanęło. Podjęto jednak decyzję, że ceny żywności, masek, artykułów higienicznych nie mogą być zawyżane. Zostało powiedziane: nie robimy biznesu na narodowej – wówczas jeszcze dotyczącej niemal tylko Chin – tragedii. Podobno były astronomiczne kary, np. milion juanów (około 580 tys. zł) dla osoby, która windowała ceny żywności. Wiele firm, restauracji, punktów usługowych po prostu stanęło – opowiada Polak. – Był taki „martwy czas”, a później gospodarka zaczęła trochę się budzić – dodaje.

Wiceszefowa KE: Kraje UE powinny chronić swoje firmy przed przejęciem przez Chiny

Państwa członkowskie UE powinny nabywać udziały w firmach działających na ich terytorium, by chronić je przed przejęciem ich przez Chiny –...

zobacz więcej

– Sklepy internetowe, które na początku epidemii nie realizowały zamówień, wróciły już do normalnego funkcjonowania – mówi pan Michał i przyznaje, że jeszcze niedawno wszystko było w takim stanie „przyczajony tygrys, ukryty smok”, gdy przedsiębiorcy jeszcze nie otwierali skrzydeł. – Obecnie rząd chiński wzywa do bardziej aktywnego obrotu pieniędzmi, do zintensyfikowania zakupów. Działa coraz więcej firm, na nowo otwierane są restauracje, więcej sklepów i punktów usługowych zaprasza swoich klientów. Rynek powoli, powoli się budzi – dodaje.

„Wirusowa odwilż”

Jak wskazuje, wszystkie te sygnały – zarówno płynące ze społeczeństwa, jak i z gospodarki, zmniejszone poziomy zagrożenia w dzielnicach Kantonu – to takie przekazy, że życie wraca do normy.

– To co obserwuję ostatnio, to jakby sygnał od ludzi: nadszedł czas, gdy możemy mieć bezpośrednie interakcje. Jeszcze niedawno spotykając kogoś na ulicy obchodziliśmy się szerokim łukiem. W godzinach szczytu pojawiły się nawet korki, co jest dla mnie sygnałem, że przyszła „wirusowa odwilż”. Wcześniej na ulicach było po prostu pusto, co w dużym chińskim mieście w ciągu dnia jest niespotykanym zjawiskiem. W Polsce prowadząc samochód czuję się jak na „wakacjach”, nawet przemieszczając się w tych warszawskich, skąd pochodzę, korkach. W Chinach jazdę samochodem, z racji bardzo natężonego ruchu drogowego, określiłbym raczej jako „walkę o ogień”. I czas tych korków w mieście powoli wraca – słyszymy od naszego rozmówcy.


Na ulicach nadal jednak królują maseczki. W okresie, gdy w Europie to towar wciąż deficytowy, podobnie jak większość sprzętu medycznego, Państwo Środka zwiększyło ich produkcję. Do Polski przyleciało jak dotąd już kilka samolotów z zaopatrzeniem i zdaje się, że w ten sposób Chiny starają się wnieść swój wkład w walkę z wirusem na arenie globalnej. Pan Michał przyznaje, że tamtejsze fabryki szybko przestawiły się na produkcję masek – nie tylko te w Chinach, ale też innych krajach Azji.

Przejmująca chwila. Trzy minuty ciszy ku czci tysięcy zmarłych na Covid-19

Flagi opuszczone do połowy masztów, wstrzymany ruch uliczny, trzy minuty ciszy w całym kraju i wycie syren alarmu przeciwlotniczego – tak w Chinach...

zobacz więcej

– Osobiście nie doświadczyliśmy tego, by maseczek zaczynało brakować, ale mogły być takie sytuacje. Na początku lutego, otrzymaliśmy kilkanaście masek od członków naszej rodziny, obecnie są one ogólnodostępne. Myślę jednak, że przy liczbie ludności Chin problem braku maseczek mógł się pojawić. Słyszeliśmy też, że maski są kupowane poza Chinami i przesyłane do kraju przez członków tutejszych rodzin – mówi pan Michał Kułakowski. Jak zaznacza, w Kantonie zagrożenie było bardziej odczuwalne już pod koniec stycznia i na początku lutego. – W tym momencie Europa prawdopodobnie się przyglądała rozwojowi sytuacji – dodaje.

Nadejdzie czas na żałobę

Na pytanie, czy w Chinach epidemia też miała tak dramatyczny charakter jak w ogniskach epidemii w Europie – Włoszech czy Hiszpanii – nasz rozmówca przyznaje, że każda choroba i śmierć związana jest z tragedią i z cierpieniem poszkodowanej osoby i jej rodziny.

4 kwietnia o godz. 10 rano zatrzymały się całe Chiny. Tego dnia informacje i programy w mediach pojawiały się tylko w czarno-białych kolorach. Wpierw zabrzmiały syreny, a chwilę później nastąpiła kilkuminutowa cisza. – Oddaliśmy honory cierpiącym i zmarłym z powodu pandemii wirusa. Miałem odczucie, że łączymy się z całym światem. Głęboko w sercu czułem wyjątkowe połączenie z Polską. Głęboko wierzę, że wspólnie przejdziemy ten trudny czas. Być może dłuższy okres żałoby pojawi się też później, po zakończeniu pandemii, która przecież wciąż trwa. W Guangzhou czujemy się już o wiele bezpieczniej, ale przypuszczam, że czas żałoby nastąpi w momencie, gdy zostanie ogłoszone, że już jest całkowicie bezpiecznie – ocenia.

We wtorek władze Kantonu ogłosiły, że na 27 kwietnia planowane jest wznowienie nauki w najwyższych klasach gimnazjów i liceów. – Czekamy jednak na dalsze wiadomości dotyczące tego, kiedy maluchy znów będą mogły bawić się i uczyć w przedszkolach, a studenci będą mogli przejść przez otwarte bramy uniwersytetów – podsumowuje rozmówca portalu tvp.info.

Michał Kułakowski – psycholog, mentor coach, trener procesu kreatywności i innowacji. W Polsce jest jednym z prowadzących zajęcia w ramach podyplomowych studiów Coachingu i Mentoringu, które organizowane są przez Laboratorium Psychoedukacji i Uniwersytet SWPS w Warszawie. Obecnie od ponad sześciu lat mieszka i głównie pracuje w Chinach.
***
Jest autorem wszystkich zdjęć zawartych w artykule.

Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne
źródło:
Zobacz więcej