RAPORT

KORONAWIRUS: MAPY, STATYSTYKI, PORADY

Ozdrowieńcy – jak to jest być jednym z nich i co z tego wynika

Już niemal 400 tys. ludzi na świecie może o sobie powiedzieć, że przeszło COVID-19 (fot. Zhang Yazi/China News Service via Getty Images)

Już niemal 400 tys. ludzi na świecie może o sobie powiedzieć, że przeszło COVID-19. Co to oznacza dla ich stanu zdrowia oraz ich odporności na te chorobę? Jak mogą się dziś przydać tym, którzy w coraz większej liczbie padają ofiarą rozkręcającej się dopiero pandemii?

Koronawirus w sieci ludzkich serc i umysłów

Przysłowie powiada: „siła złego na jednego”. A co, gdy bywa odwrotnie? Globalny kryzys wymaga globalnego poszukiwania rozwiązań. Wymaga współpracy,...

zobacz więcej

Nie mówimy tu o bezobjawowych nosicielach, bo tych są już pewnie grube miliony i dopóki masowo nie będą przeprowadzane na świecie dobrej jakości (o co trudno) immunotesty na COVID-19, nie dowiemy się, ilu ich naprawdę jest, a zatem, jaka jest realna śmiertelność w wyniku COVID-19. Owe testy są bowiem właśnie są w stanie wskazać osoby, które przeszły chorobę bezobjawowo.

Dokładniejsze jeszcze badania immunologiczne mogłyby określić, jaka odporność na zakażenie SARS-CoV-2 powstaje i kiedy dokładnie w przebiegu zakażenia. Czy jest ochronna? To wielkie pytanie. Czy przechorowanie COVID-19 da nam trwałą pamięć immunologiczną, tak jak z pewnością owa epidemia da nam jakiś poziom trwałej pamięci historycznej?… Tego wszystkiego jeszcze nie wiadomo, choć ozdrowieńców – za co dziękujmy służbom medycznym oraz Opatrzności, przybywa.

Choroba ta nie jest przecież bezwzględnie śmiertelna. Nie jest aż tak śmiertelna jak MERS, wywołany w latach 2012-15 przez innego odzwierzęcego koronawirusa. Z kolei COVID-19 jest znacznie, znacznie bardziej zakaźny i choć wywołany przez wirusa odzwierzęcego, może przenosić się miedzy ludźmi. MERS nie miał tej zdolności. Co oznacza wyzdrowienie z COVID-19 tak w szczegółach? Nie tylko to, że jeśli chorowaliśmy w domu, to wreszcie możemy wyjść, a jeśli w szpitalu, to zostajemy z niego wypisani. Konsekwencje są znacznie poważniejsze.

Po pierwsze, zanim zostaniemy uznani za ozdrowieńca, musi być jasne, że w naszym organizmie nie ma już cząsteczek wirusa. Czyli – że nie mamy szansy już być zakaźni. A testy, nawet te oparte o wykrycie RNA wirusa, są tylko testami. Mogą się mylić, i może się pomylić człowiek, który je wykonuje. Zwłaszcza, gdy pracuje na akord, a wyniki idą w tysiące. Ten proces oczyszczania organizmu z wirusa, zwłaszcza u chorych poważnie, jest długotrwały.

W Europie zdrowie musi zaczekać

Mogłoby się wydawać, że tak dramatyczne okoliczności unieważnią tradycje robienia sobie żartów z okazji pierwszego kwietnia. Prima aprilis w...

zobacz więcej

Na razie nie wiadomo też, czy istnieje nosicielstwo permanentne. Czyli, czy są tacy nosiciele lub ozdrowieńcy, którzy zostaną z wirusem na zawsze, jak zostajemy z wirusem wietrznej ospy. Jeśli nie byliśmy szczepieni przeciw i zachorowaliśmy, wirus ten już zawsze pozostanie naszym towarzyszem, co w sytuacji spadku odporności kończy się pojawieniem się schorzenia – półpaśca.

I od takiego chorego, który ma objawy półpaśca, bo np. był na lekach immunosupresyjnych związanych z innym swym schorzeniem, można się zakazić ospą wietrzną. Nie wiemy, czy taka sytuacja może mieć miejsce w przypadku COVID-19 ani, ilu nosicieli czy ozdrowieńców by dotyczyła i w jakich sytuacjach.

Po drugie, zanim zostaniemy uznani za ozdrowieńca, ustąpić muszą wszelkie objawy związane z przebiegiem tej choroby. Problem w tym, że one bywają bardzo różnorodne, nie tylko związane z pracą układu oddechowego. Czyli – czy czekamy, aż minie osłabienie? Czy wszystkie zmiany zapalne w płucach muszą się wycofać, czy wystarczy, że się znacząco zmniejszą? Co z trudnościami w oddychaniu przy np. treningu lub wchodzeniu po schodach? Wiadomo bowiem, że choroba z ciężkim przebiegiem u ok. 30 proc. ozdrowieńców pozostawia trwały (na ile dziś potrafimy to ocenić) „ślad w płucach”. Nie wiadomo, ile lat po epidemii będziemy jako społeczeństwo musieli płacić koszty leczenia śladów po niej. Niczym koszty wojennej gruźlicy, które zdrowotnie, społecznie i ekonomicznie ciągnęły się za Polską jeszcze w latach 70. ubiegłego wieku.

Po trzecie, ozdrowieniec ma przeciwciała przeciw wirusowi SARS-CoV-2 w swojej krwi. Co to oznacza dla jego odporności na ewentualne kolejne zakażenie? To jesienią i to w roku następnym, o ile wirus przetrwa, albo, nie daj Boże, pandemia się przedłuży… Owe przeciwciała we krwi, to w sytuacji chorób wirusowych może być błogosławieństwo lub przekleństwo. Błogosławieństwo to pamięć immunologiczna. Czyli podobnie jak w wyniku szczepionki (której przeciw COVID-19 nie ma i może nigdy nie być), organizm staje się odporny na daną chorobę na jakiś czas, czasem na całe życie.

Pandemia, ropa i pokój na Bliskim Wschodzie

Pandemia COVID-19 oraz związany z nią kryzys na rynku ropy doprowadził do gwałtownych zmian w politycznej układance na Bliskim Wschodzie....

zobacz więcej

Przekleństwo jest rzadsze. Np. w przypadku choroby denga, wywoływanej przez wirusa z rodziny flawiwirusów, których materiałem genetycznym, podobnie jak koronawirusów, jest pojedyncza, tzw. pozytywna nić RNA.

Występuje tam sytuacja, gdzie powtórna infekcja innym szczepem wirusa dengi niż ten, który wywołał infekcję pierwotną, na ogół o przebiegu łagodnym, wiąże się ze sporym ryzykiem wystąpienia gorączki krwotocznej i wstrząsu. Choć pierwotne objawy choroby przypominają łagodnie przechodzona odrę. Mamy tam do czynienia ze zjawiskiem „antibody-dependent enhancement”, czyli wzmocnienia objawów choroby ze względu na przeciwciała, które już mamy w organizmie, a które powstały przeciw bardzo podobnemu schorzeniu wcześniej.

Dla COVID-19 też na początku epidemii w Chinach proponowano, że chorobę znacznie częściej bardzo ciężko przechodzą ci, którzy niemal 20 lat wcześniej chorowali na SARS. Dziś już wiadomo, że ten związek się mocno statystycznie „rozmył”, bo przypadków SARS poza Azją oraz USA i Kanadą było niewiele... Nie wiadomo jednak, jak ozdrowieńcy po zakażeniu SARS-CoV-2 zareagują teraz na 4 inne typowo ludzkie koronawirusy, które są z nami, ludźmi, od jakiegoś tysiąca lat. Albo na kolejny atak COVID-19, gdy wirus zdąży mocno zmutować. Czy będzie jakikolwiek związek?

Po czwarte, u wielu ludzi COVID-19 był leczony farmakologicznie i to lekami poważnymi, toksycznymi dla organizmu, jak chociażby słynna chlorokina; musieli być poddani intubacji, oddychali dzięki działaniu respiratora. To są procedury medyczne, które nie pozostają bez śladu na zdrowiu. Każdy inkubowany może opowiedzieć, kiedy po procedurze mógł po raz pierwszy dobrze mówić. A każdy lekarz, jakie jest ryzyko zakażenia wielooporną szpitalną bakterią w wyniku np. intubacji. I jakie mogą być tego konsekwencje dla zdrowia.

Świat walczy z pandemią

Liczba zakażonych koronawirusem przekroczyła milion. Z pandemią walczy już ponad 200 państw i terytoriów. Indie zdecydowały się na totalną...

zobacz więcej

Ozdrowieńcy to rosnąca pula osób, dla których przechorowanie COVID-19 nie wiązało się z dramatycznymi sytuacjami, których układ immunologiczny poradził sobie z wirusem, a jednocześnie nie zaatakował ich własnego ciała za pomocą słynnej już dzisiaj „burzy cytokin”. Mogą oni dziś bardzo potencjalnie pomóc w walce z tą chorobą.

Nie tylko pozwalając uczonym na wszechstronne badania ich stanu i następstw choroby, zwłaszcza tych immunologicznych – i takie badania już dziś na świecie trwają.

Ozdrowieńcy mogą też zadziałać jeszcze bardziej wprost w walce z COVID-19. Otóż od ponad stu lat, czyli od czasów pandemii grypy „hiszpanki”, stosowano, także w przypadku epidemii SARS i MERS, tzw. terapie surowicą ozdrowieńców. Dziś osoby ciężko chore na COVID-19 znajdują się w sytuacji, gdy ich poziom wirusa w organizmie gwałtownie rośnie, zaś układ odporności nie jest w stanie nadążyć z produkcją przeciwciał zdolnych blokować atakowanie przez wirusa kolejnych i kolejnych komórek nabłonków oddechowych. Trzeba im te przeciwciała podać. Jednak nie są jeszcze gotowe wszelkie terapeutyczne przeciwciała przeciw SARS-CoV-2 , tzw. monoklonalne czy nano-przeciwciała. Te uzyskane przeciw białku Spike wirusa SARS-CoV-1 sprzed dwóch dekad, budującemu „koronę słoneczną” wirusa na jego powierzchni, nie są aktywne przeciw SARS-CoV-2.

Terapia surowicą ozdrowieńców to zatem immunoterapia czymś „niezdefiniowanym” do końca, bo tym jest w swej istocie ludzka surowica. Nie jest to lek sensu stricte. To preparat medyczny.Trzeba pobrać od ozdrowieńca krew, zwirować ją pozbawiając komórek, skrzepić i ponownie zwirować. To, co zostanie po odrzuceniu skrzepu, to surowica. Nie powinna wywołać po podaniu innemu człowiekowi żadnych niepożądanych reakcji immunologicznych, o ile nie jest czymś zakażona. Może jednak – i robi to wydajnie – dać choremu natychmiast tę sporą liczbę przeciwciał obronnych, których tak bardzo mu brak.

Koronawirus na Kremlu. „Nikt nie zna prawdziwego obrazu sytuacji”

Polityczna intryga, zafałszowane statystyki, propagandowe samooszukiwanie się. Tak wyglądała sytuacja w Rosji od końca stycznia odnośnie epidemii...

zobacz więcej

Surowicę ozdrowieńców zaaprobował w terapii COVID-19 już kilka dni temu amerykański Urząd ds. Żywności i Leków (Food And Drug Adminitration, FDA) w oparciu o wyniki publikacji naukowych z Chin na łamach prestiżowych czasopism bio-medycznych, gdzie surowica taka działała „cuda” w ostrym przebiegu COVID-19. Oraz w oparciu o wspomniane już 100-letnie doświadczenia z tą procedurą terapeutyczną. W Polsce pobieranie owej surowicy zacznie się w tych dniach w stacjach krwiodawstwa.

Ozdrowieńcy także – jeśli tylko pozwalają na to ich siły, mogą bezpiecznie opiekować się chorymi na COVID-19. Zakłada się bowiem, że przynajmniej przez jakiś czas będą odporni na ponowne zakażenie SARS-CoV-2. Im ozdrowieńców więcej, tym większe możliwości terapii w domu i realnego odciążenia służby zdrowia.

Ozdrowieniec z COVID-19 – kto to taki? Być może przyszły rencista, być może wielki dziś pomocnik w ograniczeniu problemu ciężkiego przebiegu tej choroby. Pewnie w jakiejś mierze jedno i drugie. Gdy ozdrowieńców będzie przybywać szybciej niż nowych przypadków, zaczniemy wychodzić na realną prostą. Będzie można mówić, że epidemia się kończy. Świat będzie mógł „wrócić do siebie”, choć niekoniecznie na dawne tory. Oby to było jak najszybciej.

źródło:
Zobacz więcej