RAPORT

Koronawirus: mapy, statystyki, porady

Razem obsługiwali loty HEAD. „Pamiętam, jak przebiegłem między pasażerami”

Natalia z Łukaszem podczas jednego ze wspólnych rejsów (fot. Archiwum prywatne)

W katastrofie smoleńskiej życie straciły trzy stewardessy. – Z Natalią blisko się przyjaźniłem, ale z Justyną i Basią też robiliśmy razem wiele lotów. To było tak małe grono, że byliśmy jak rodzina – mówi portalowi tvp.info Łukasz, który 10 kwietnia 2010 r. był akurat przydzielony do lotu z Toronto. – Gdy włączyłem telefon, zobaczyłem dosłownie setki wiadomości. Nie byłem w stanie wykonać żadnego połączenia, bo co kilka sekund przychodziło po 10-20 nowych SMS-ów – dodaje.

To przemówienie prezydent Lech Kaczyński miał wygłosić w Katyniu

„Pytamy, nie przestajemy pytać: dlaczego?” – to jedno z pytań, które na Polskim Cmentarzu Wojennym w Katyniu miał postawić dekadę temu Lech...

zobacz więcej

Natalia Januszko, Justyna Moniuszko, Barbara Maciejczyk to trzy stewardesy, które zginęły w katastrofie smoleńskiej. Obsługując loty najważniejszych osób w państwie realizowały swoje marzenia. – Na początku trzeba było poczekać na wszystkie uprawienia do lotów o statusie HEAD, a potem latało się z wojskiem, z delegacjami, aż w końcu z VIP-ami, czyli czterema najważniejszymi osobami w państwie: prezydentem, premierem i marszałkami Sejmu oraz Senatu – relacjonuje w rozmowie z nami steward Łukasz.

Podkreśla, że gdy Natalia przyszła do 36. Specjalnego Pułku Lotnictwa Transportowego, on tam na nią czekał. Już wcześniej się przyjaźnili, a teraz mogli też ze sobą pracować. Często latali też z Justyną i Barbarą.

– 7 kwietnia byłem w Smoleńsku z premierem. Natalia przyleciała innym lotem i widzieliśmy się w hotelu. Wtedy ostatni raz prywatnie sobie rozmawialiśmy. O katastrofie dowiedziałem się po wylądowaniu z Toronto. Żegnaliśmy pasażerów i wtedy zaczęli nam tłumaczyć, że spadł samolot i zginął prezydent. To było nie do uwierzenia. Przebiegłem pomiędzy pasażerami, włączyłem telefon i zobaczyłem setki wiadomości. Nie byłem w stanie wykonać żadnego połączenia, bo co kilka sekund przychodziło po 10-20 nowych SMS-ów. Do tego miałem dziesiątki nieodebranych połączeń – relacjonuje.

To wtedy zaczęło się nerwowe sprawdzanie, kto z ich ekipy obsługiwał akurat ten lot do Smoleńska. Pytamy Łukasza, czy 10 lat od tamtych wydarzeń to dużo, a emocje które mu dziś towarzyszą mocno się zmieniły. – Zdecydowanie nie. Gdy przychodzi kolejna rocznica, nogi mam jak z waty. Ta trauma zostaje, a wydarzenia wracają, jakby to było wczoraj – mówi.

Podkreśla, że Natalia była osobą, która gdy miał zły nastrój, w mgnieniu oka coś fajnego wymyślała. Była – mówi – pozytywnie szalona, uwielbiała się wygłupiać. – Po prostu świetna przyjaciółka – wspomina. Mimo traumy, Łukasz nie rozstał się z lotnictwem, jednak po wygaśnięciu uprawnień na loty z VIP-ami już do tego nie wracał.

Szef sekcji spadochronowej: „Wspomnienia nie są łatwe”

Natalia w momencie katastrofy miała zaledwie 23 lata. Była więc jedną z najmłodszych ofiar. Jej koleżanka z pokładu – Justyna – była tylko o rok starsza. Mimo młodego wieku, też była już mocno związana z lotnictwem, a na swoim koncie miała 250 skoków ze spadochronem.

(fot. PAP, Artur Reszko)

Ks. Juliusz Lasoń o pracy szpitala w czasie epidemii koronawirusa. „Każdy z nas się boi”

Od ponad 20 lat jest kapelanem jednego z największych łódzkich szpitali. W rozmowie z portalem tvp.info przyznaje, że czasy są trudne, ale...

zobacz więcej

Do aeroklubu zgłosiła się już jako nastolatka. Później między innymi pracowała w Polskich Liniach Lotniczych, a także obsługiwała loty najważniejszych osób w państwie. 10 kwietnia 2010 roku nie po raz pierwszy leciała u boku prezydenta Lecha Kaczyńskiego.

Została pochowana 20 kwietnia 2010 r. w Białymstoku. – Przy grobie Justyny regularnie pojawiają się m.in. wojskowi, którzy zostawiają kwiaty i znicze. My też byliśmy tam całkiem niedawno. Ale oczywiście pamiętamy o Justynie tak, jak o wszystkich naszych kolegach lotnikach czy spadochroniarzach – mówi w rozmowie z portalem tvp.info Jerzy Płonowski, były szef sekcji spadochronowej Aeroklubu Białostockiego. Podkreśla, że w tym roku sytuacja związana z epidemią jest szczególna, więc upamiętnienie konkretnie 10 kwietnia nie wchodzi w grę.

Przyznaje, że w katastrofie zginął m.in. jego znajomy, spadochroniarz BOR-owiec. – Co roku odchodzą niestety kolejni ludzie z branży. Często odwiedzamy np. grób naszego niedoścignionego mistrza, Ryszarda Ożarowskiego, który przez 35 lat tworzył sekcję spadochronową w Aeroklubie Białostockim – mówi.

Zaznacza, że choć mijają lata, pamięć o znajomych z branży wciąż jest żywa. – Justyna była bardzo lubiana i wspomnienia o tamtym czasie nie są łatwe – podkreśla.

źródło:
Zobacz więcej