RAPORT

Koronawirus: mapy, statystyki, porady

Wszczął awanturę i zadzwonił pod numer alarmowy. Imprezowicze mogą słono zapłacić

Funkcjonariusze szybko ustalili, że zgłaszający także brał udział w biesiadzie (fot. PAP/Paweł Supernak, zdjęcie ilustracyjne)

Sporo może kosztować uczestników zakrapiana alkoholem prywatka. Czworo mieszkańców Czechowic-Dziedzic koło Bielska-Białej odpowie za złamanie przepisów związanych z epidemią koronawirusa – podała policja.

Objęta kwarantanną 60-latka poszła do sklepu. Jej wnuczek powiedział policjantom, że siedzi w piwnicy

Policjanci surowo karzą osoby, które łamią zasady kwarantanny. Przekonała się o tym 60-latka z Wołomina, która nie powinna opuszczać swojego...

zobacz więcej

CZYTAJ WIĘCEJ W RAPORCIE

– Podczas imprezy zakrapianej alkoholem jej 35-letni uczestnik wszczął awanturę, zakłócił porządek publiczny, a po wyjściu z prywatki, żeby dokuczyć towarzyszom, zadzwonił pod numer telefonu alarmowego centrum powiadamiania ratunkowego. Zawiadomił, że w jednym z mieszkań, wbrew obowiązującym przepisom, odbywa się towarzyskie spotkanie. Policjanci pojechali na miejsce – powiedział rzecznik bielskich policjantów asp. szt. Roman Szybiak.

Funkcjonariusze szybko ustalili, że zgłaszający także brał udział w biesiadzie.

– Ponieważ cel imprezy zdecydowanie nie mieścił się w kategorii niezbędnych potrzeb życiowych, przeciwko uczestnikom skierowane zostały wnioski o ukaranie do sądu za złamanie wprowadzonych niedawno przepisów porządkowych – powiedział Szybiak.

Policjanci powiadomili również Powiatowego Inspektora Sanitarnego, który może na każdego z imprezowiczów nałożyć karę w wysokości nawet 30 tys. Zł.

35-latek miał w organizmie ponad dwa promile alkoholu i trafił do izby wytrzeźwień, a reszta jego kompanów – mężczyzna i dwie kobiety – wrócili do domów.

źródło:

Zobacz więcej