RAPORT

Koronawirus: mapy, statystyki, porady

Tu „ludzie ocierają się o śmierć”, ale kapitulacja „nie jest bliska nowojorskiej duszy” – relacja zza oceanu

Manhattan zrobił to, co powinien, to, czego Polska nie przespała, a przespały władze Nowego Jorku – ocenia dr. Bańczyk (fot. Lamparski/Getty Images)

Nowy Jork jest najbardziej dotkniętym przez epidemię koronawirusa stanem USA. Portal tvp.info rozmawiał z jednym z mieszkańców Manhattanu. Reakcję amerykańskich służb porównuje on do mobilizacji wojennej. Ale zaznacza jednocześnie, że reakcja ta nastąpiła o wiele za późno, co ma tragiczne skutki.

„Koronawirus jak rozpędzony pociąg”. Relacja polskiej lekarki w Nowym Jorku

Mieszkająca w Nowym Jorku polska pulmonolog dr Iwona Rawinis porównała rozprzestrzenianie się koronawirusa do rozpędzonego pociągu, którego nie...

zobacz więcej

CZYTAJ WIĘCEJ W RAPORCIE

Portal tvp.info rozmawiał z dr. Markiem Bańczykiem, zamieszkałym w Nowym Jorku ekonomistą. Podkreślił on, jego dzielnica, fragment północny Manhattan „została oszczędzona”.

– Manhattan bez rozkazu zrobił to, co powinien, to, czego Polska nie przespała, a przespały władze amerykańskie, zaś nowojorskie w szczególności. Podjęto odpowiednie decyzje biznesowe, zrozumiano, że trzeba uciekać, zabarykadować się w domu i około 9 marca mało kto był już w biurze. A ustawę „zostań w domu” ogłoszono w Nowym Jorku 20 marca, weszła w życie dwa dni później, przez co stracono bardzo wiele dni – tłumaczył nasz rozmówca.

– Taka decyzja powinna zapaść po 10. przypadku zakażenia, a podjęto ją, gdy przypadków było 5 tys. W całych Stanach było podobnie, nie licząc pierwszego kroku Trumpa: zakazu przyjazdów dla Chińczyków i osób, które były w Chinach. Za tym pierwszym krokiem nie nastąpiły kolejne, a władze obudziły się, jak już było za późno – ocenił.

Jak podkreślił dr Bańczyk, nawet na „oszczędzonym” przez epidemię północnym Manhattanie – w 50-tysięcznej dzielnicy – jest więcej przypadków zakażeń niż w całej Warszawie, co oznacza, że w przeliczeniu na liczbę ludności chorych jest 40 razy więcej.

– Tak naprawdę ta dysproporcja jest jeszcze większa, bo w Warszawie pozytywne wyniki daje 4 czy 5 proc. testów. Nie jest więc tak, że poziom potwierdzonych zakażeń wynika z niskiej liczby testów. U nas co drugi testowany okazuje się chory. W Ameryce naprawdę powinno się więcej testować. Ale tu testuje się tylko ludzi, którzy przyszli do szpitali, stali nieraz w długich, wijących się ulicami kolejkach – opowiadał.

Nasz rozmówca ocenił, że tylko dzięki wyjątkowej mobilizacji amerykański system służby zdrowia jest w stanie funkcjonować.

Amerykanie mają kłopoty z liczeniem zgonów z powodu koronawirusa

Rządowy bilans ofiar śmiertelnych epidemii koronawirusa w USA jest niedoszacowany; nie obejmuje osób zmarłych z powodu Covid-19, którym nie...

zobacz więcej

– Wdrożono procedury wręcz wojenne, począwszy od mobilizacji marynarki wojennej po „Defense Production Act” (ustawa o produkcji obronnej – red.), na mocy której prezydent może nakazywać firmom produkowanie określonych artykułów: maseczek, rękawiczek, respiratorów czy ubrań ochronnych. Wcześniej Donald Trump kierował do biznesu zachęty, ale one nie skutkowały – relacjonował.

Dr Bańczyk podkreślał właściwą reakcję Amerykanów na pandemię. – Kapitulacja nie jest bliska nowojorskiej duszy, o czym świadczy np. postawa studentów ostatniego roku Uniwersytetu Nowojorskiego, którzy zażądali, by wydać im wcześniej dyplomy, by mogli iść do chorych. To naprawdę budujące. Powiedzieli: my mamy dług wobec narodu; to nie była dla nas trudna decyzja, to oczywiste, że chcemy to zrobić – mówił dr Bańczyk

Nasz rozmówca przyznał, że również w Stanach w sytuacji, w której „ludzie umierają, inni tracą pracę, nie wiedzą, co ze sobą zrobić, są zamknięci w domach, nie tylko nie wiedzą, jaka jest ich perspektywa finansowa, ale wręcz, czego w Polsce w tym stopniu nie ma, ocierają się o śmierć” – można spodziewać się negatywnych reakcji.

Koronawirus w USA. Dzieci pokryły ulice sercami [WIDEO]

„Bądź światłem” to projekt sąsiedzki, który powstał w mieście Mesa w stanie Arizona w USA, aby podnosić na duchu mieszkańców podczas epidemii...

zobacz więcej

– Natomiast myślę, że w Polsce relatywnie dużo jest czegoś, co nazwałem lamentofilią. Jakkolwiek zrobisz, to jest źle. Gdyby polski rząd wprowadził ograniczenia za późno, liczba zarażonych byłaby bez żadnego wątpienia dużo wyższa. Polska służba zdrowia ma dużo mniej rezerwy niż nowojorska. A tymczasem miejsc na OIOM-ie na 100 tys. mieszkańców jest siedem razy mniej niż w Stanach – wyjaśnił nasz rozmówca.

– Skoro u nas to „trzeszczy”, to gdyby w Polsce doszło do takiego poziomu, to by się wszystko rozsypało w drobny mak. Ludzie, którzy nie są poddani takiemu ryzyku, nie widzą i nie odczuwają na własnej skórze, do czego mogłoby doprowadzić podjęcie pewnych działań za późno, przelewają ten strach i tę złość na co innego – uważa dr. Bańczyk.

– Nie na to, „czemu nas poddaliście takiemu ryzyku”, bo ewidentnie ryzyko w Polsce jest dużo mniejsze niż gdzie indziej. Skoro więc tak się nie skanalizuje, to skanalizuje się w stronę „czemuście to w ogóle zamknęli, nie mamy pieniędzy, przecież można było tak jak…” i tu padają dowolne przykłady – wyjaśniał nasz rozmówca.

Śmiertelny rekord. 731 zgonów w ciągu doby tylko w stanie Nowy Jork

Gubernator stanu Nowy Jork Andrew Cuomo poinformował, że w ciągu minionej doby zmarło tam 731 osób. Tym samym liczba śmiertelnych ofiar epidemii w...

zobacz więcej

Jak dodał, w Nowym Jorku „nikt nie narzeka, że zamknięto biznesy”.

– Raczej mamy żal do burmistrza i gubernatora, że to zrobił za późno, a do prezydenta Trumpa, że nie wszedł aktywniej. Choć gdy Trump tylko to zaproponował, na prośbę gubernatora, reakcja była negatywna – wskazał.

Dr Bańczyk przyznał, że „wszystkie władze działały trochę na oślep”. Jako pozytywny amerykański przykład wskazał Krzemową Dolinę, która na początku była w gorszej sytuacji niż Nowy Jork, jednak dzięki dziewięciu dniom różnicy we wprowadzaniu ograniczeń nie pozwoliła na rozwój kryzysu do skali, w której nie można nim zarządzać.

Odnosząc się do nowych danych, według których w Nowym Jorku w ciągu doby zmarła rekordowa liczba chorych na koronawirusa – 731 – natomiast spadała liczba hospitalizacji, wyjaśnił, że należy obserwować trend w skali np. tygodniowej. Dane podawane przez władze miejskie i stanowe się różnią, a przy tym czasem bywają korygowane wstecz.

– W Polsce już byłoby 40 tys. teorii spiskowych, że rząd coś ukrywa – skomentował.

źródło:
Zobacz więcej