RAPORT

Koronawirus: mapy, statystyki, porady

Czy Jarosław Gowin chciał posłać rząd na minę?

Krótki rzut oka na polityczną karierę Jarosława Gowina daje do myślenia (fot. PAP/Wojciech Olkuśnik)

Polityczna kariera Jarosława Gowina opiera się na szybkich i trafnych reakcjach w chwili politycznych przesileń. Tym razem ta strategia nie wypaliła.

Politolog: Jarosław Gowin uniknął marginalizacji. Teraz trzy scenariusze

Jarosław Gowin podał się do dymisji i chce przekonać opozycję do przełożenia wyborów prezydenckich o dwa lata. – Dla PO to miałoby sens, bo widać...

zobacz więcej

Krótki rzut oka na polityczną karierę Jarosława Gowina daje do myślenia. Na początku lat 90. związany był z Forum Prawicy Demokratycznej liczącego się wówczas Aleksandra Halla. Później związał się z Unią Demokratyczną i Unią Wolności.

Od połowy lat dwutysięcznych coraz mocniej związany był z Platformą Obywatelską – w 2005 r. z jej list dostał się do Senatu. Dwa lata później dostał na listach PO jedynkę w Krakowie w wyborach do Sejmu. Szansę w pełni wykorzystał – został posłem. I zapisał się do Platformy. Trafił nawet do zarządu krajowego rządzącej wówczas partii.

Był nie tylko ministrem sprawiedliwości w drugim rządzie Donalda Tuska. Ubiegał się również o funkcję szefa Platformy, ale zdecydowanie przegrał z Tuskiem. Jesienią 2013 r. miał już na tyle dużą świadomość kryzysu wewnętrznego wciąż jeszcze oklaskiwanej przez liberalne media PO, że zrezygnował z członkostwa z partii.

Działał jako poseł niezrzeszony i coraz bardziej zdecydowany krytyk wciąż rządzącej formacji. Szukał dla siebie miejsca w konserwatywno-liberalnym środowisku republikańskim, kierowanym przez liczącego się wówczas Przemysława Wiplera. Później założył własną partię Polska Razem Jarosława Gowina, a wreszcie – Porozumienie. Już w 2015 r. kandydował do Sejmu z ostatniej pozycji listy Prawa i Sprawiedliwości w okręgu krakowskim.

„Powiedz, że…”. Budka suflerem Kidawy-Błońskiej [WIDEO]

Borys Budka na konferencji prasowej nie chciał odpowiedzieć na pytanie o konstruktywną kontrpropozycję PO, w sytuacji sprzeciwiania się wyborom...

zobacz więcej

Dalsza część tej historii wchodzi już w najnowsze polityczne dzieje III RP, więc nie ma sensu ich opowiadać. Dlaczego konserwatywno-liberalne Porozumienia było potrzebne PiS-owi – również wyjaśniać nie trzeba. Jesienią 2019 r. partia Jarosława Gowina wzmocniła jeszcze swój parlamentarny stan posiadania, ku niezadowoleniu zarówno polityków PiS, jak i Solidarnej Polski – koalicyjnych formacji współtworzących Zjednoczoną Prawicę.

Z obozu władzy raz po raz docierały informacje o przeróżnych tarciach między koalicjantami. Nie było w tym właściwie nic dziwnego – nie była wolna od tego żadna z koalicji, jakie rządziły Polską po 1989 r. Można wręcz stwierdzić, że jednym z największych sukcesów ostatniej dekady III RP było to, że w końcu udało się wypracować stabilne i długotrwałe rządy – co mocno kontrastowało z realiami lat 90., gdyby ogólny szok transformacji dodatkowo pogłębiały częste kryzysy polityczne i rozsypka w parlamencie. Konsolidacja polityczna jest jednak dużym pozytywem III RP.

Kłopot w tym, że polityczni gracze tacy jak Jarosław Gowin w sytuacji kryzysowej zaczynają zachowywać się mocno nieprzewidywalnie. Z jednej strony rozumiem obawy byłego już wicepremiera dotyczącą wyborów i zagrożenia epidemicznego – choć, eufemistycznie mówiąc, nie jest to polityk z mojej bajki. Rozumiem nawet, że chciał zaproponować koalicjantom alternatywne rozwiązanie w tej sytuacji.

Prof. Gontarski: „Mówią, że wybory są nielegalne. Kłamią"

– W Niemczech urnę wyborczą zastąpiła skrzynka pocztowa. Nie złamano przepisów, tylko je zmieniono. Możemy zgodnie z polską konstytucją zrobić...

zobacz więcej

Kłopot w tym, że to nie jest najlepszy z możliwych momentów na polityczne spektakle i hamletyzowanie. Na zachowanie, które ostatecznie przez sporą część opinii publicznej (i to po różnych stronach światopoglądowego spektrum) zostało odebrane jako niezbyt udany szantaż polityczny i próba rozmontowania rządzącej koalicji w najmniej właściwym po temu momencie. Nawet jeśli nie takie były intencje Jarosława Gowina, to tak jego postępowanie w ostatnim czasie jest na ogół odbierane.

Ani były wicepremier Gowin, ani opozycja nie mają za sobą istotnej politycznej sympatii. Opozycja długo na to pracowała, wciąż na to zresztą pracuje – ewidentnie widać, że Polacy in gremio nie są życzliwi choćby kandydatom opozycji na prezydenta. Ani opozycyjnym pomysłom na dalsze postępowanie w dobie pandemii COVID-19, ani inicjatywie Jarosława Gowina nie kibicuje większa ilość społeczeństwa. I to mimo naturalnego przecież zmęczenia narodową kwarantanną. I to mimo problemów ekonomicznych, w które weszliśmy wraz z całym światem.

Tak naprawdę widać, że teraz właśnie procentuje zaufanie społeczne, którym większość Polek i Polaków obdarzyła rząd Prawa i Sprawiedliwości jeszcze przed pandemicznym kryzysem. A im więcej jako społeczeństwo wiemy o możliwych ekonomicznych skutkach stanu wyjątkowego, łącznie z finansowym drenażem państwa – tym bardziej jesteśmy przystać na rozwiązania inne niż te, które sugeruje liberalna opozycja.

Platforma O. w sojuszu z Konfederacją będzie przystawką?

Spadek notowań Małgorzaty Kidawy-Błońskiej to nie tylko jej problem. To wyraźny sygnał, że Borys Budka nie zażegnał żadnego kryzysu w Platformie O.

zobacz więcej

Jarosław Gowin chciał zagrać jak zwykle – ale nie wziął pod uwagę zupełnie nowego kontekstu i nowych zmiennych, które uniemożliwiły mocną woltę. Przynajmniej w tym momencie również dla mnóstwa ludzi w jego partii demontaż koalicji jest zbyt dużym ryzykiem. A Platforma Obywatelska, lewica i Konfederacja wcale nie palą się do przejmowania władzy w tak trudnym pod każdym względzie okresie.

Co więcej, sprawne przeprowadzenie wyborów korespondencyjnych – choć będzie wymagało zarówno zwiększonych nakładów finansowych, jak i logistycznych – może dać rządzącym kolejny bonus. A dziś już widać, że elektorat PiS jest skłonny w znacznej części głosować właśnie w „bawarskich” realiach.

Nie sądzę, żeby Jarosław Gowin chciał posłać rząd na minę. Sądzę, że był przekonany, że przelicytuje Jarosława Kaczyńskiego w sytuacji kryzysu. Ale niewykluczone, że w jego własnych szeregach przeważył strach przed efektem motyla – dekonfiguracja układu rządzącego w tym momencie mogłaby wprowadzić polityczny chaos podobny do tego z lat 90. XX wieku. To dodatkowo nałożyłoby się na problemy społeczno-gospodarcze. A chyba nikt z nas nie chce powrotu do tamtych straszliwie niepewnych czasów.

źródło:
Zobacz więcej