RAPORT

Koronawirus: mapy, statystyki, porady

Czy Porozumienie Jarosława Gowina naprawdę coś znaczy?

W czwartek wieczorem podczas kilkugodzinnego spotkania kierownictwa PiS, z Jarosławem Gowinem, nie dał się przekonać do nowego pomysłu (fot. PAP/Leszek Szymański)

Wkrótce zostanie przecięty polityczny węzeł gordyjski, jaki powstał w obozie zjednoczonej prawicy. Sprawcą niespodziewanego splątania problemów, jakie stanęły przed rządzącą ekipą, której sam stanowi przecież jedno z najważniejszych jej ogniw, jest Jarosław Gowin. Lider Porozumienia dokonał w piątek politycznej wolty, sprawiającej, że zatrzęsła się w posadach rządząca koalicja, a jej jedność – kiedy piszę ten tekst – wisi na przysłowiowym włosku.

Gowin o wyborach: W terminie bezpiecznym z punktu widzenia zdrowia i życia Polaków

Wicepremier, szef Porozumienia Jarosław Gowin wziął udział w naradzie w siedzibie PiS. Pytany po spotkaniu, czy zgodzi się na wybory prezydenckie...

zobacz więcej

Wiele wskazuje na to, że właśnie w dwóch najbliższych dniach, podczas rozpoczynającego się w poniedziałek kolejnego posiedzenia Sejmu Jarosław Gowin zrozumie, że strategiczną potrzebą państwa, którego cały wysiłek winien być skierowany na walkę z niszczycielską pandemią koronawirusa, biorąc jednocześnie pod uwagę realną sytuację polityczną, kiedy opozycja za wszelką cenę dąży do zdobycia władzy, fundamentalną rzeczą staje się wymóg integracji obozu rządzącego.

Jak wiadomo, punktem zapalnym, który doprowadził do napięcia wewnątrz obozu władzy, stał się termin wyborów prezydenckich. Jarosław Gowin od jakiegoś już czasu podważał możliwość przeprowadzenia wyborów 10 maja ze względu na pandemię koronawirusa. Główną przeszkodą, wedle Gowina, jest kwestia zagrożenia zdrowia i życia Polaków. Zagrożeniem tym – argumentował – objęci zostaną wszyscy uczestnicy aktu wyborczego. Głosujący, członkowie komisji wyborczych, w tym osoby sprawdzające poprawność głosowania oraz zespoły liczące głosy.

Opinia Jarosława Gowina, jeśli idzie o argumentację, była tożsama z wołaniami całej opozycji i wszystkich opozycyjnych kandydatów startujących do rywalizacji z Andrzejem Dudą, łącznie z niezrzeszonym Szymonem Hołownią. Równie głośno i drastycznie jak partyjni kandydaci, protestującym przeciwko terminowi 10 maja. Było oczywiste, że opór opozycji przeciwko majowemu terminowi wynikał z dość klarownych interesów politycznych.

Opozycja zakłada, co trudne do przewidzenia nie jest, że z każdym miesiącem pogłębiać się będzie kryzys gospodarczy, który boleśnie dotknie rodaków. To z kolei osłabi pozycję rządu i prezydenta Andrzeja Dudy. Skutek może być taki – roztacza w myślach opozycja swoje ukryte intencje – że obecne preferencje wyborcze, które dają bezapelacyjne zwycięstwo Andrzejowi Dudzie, mogą się odwrócić.

Gowin: Proponujemy przedłużenie kadencji prezydenta o dwa lata

Nie czas na gry i spory polityczne. Wybory 10 maja nie mogą się odbyć; złożymy projekt, który przedłuży kadencję prezydenta o dwa lata – powiedział...

zobacz więcej

Zakładam, że mimo zewnętrznej zbieżności myśli o konieczności odłożenia na później wyborów, motywy Jarosława Gowina były inne niż opozycji i wynikały jedynie z troski o bezpieczeństwo współobywateli.

Biorąc pod uwagę zastrzeżenia swego koalicjanta, ale także zmasowane ataki opozycji na Prawo i Sprawiedliwość, partia ta przedłożyła do Sejmu projekt, który eliminował zagrożenia będące podstawowym argumentem przeciwko wyborom 10 maja. Jest to propozycja przeprowadzenia wyborów wyłącznie korespondencyjnych.

W czwartek wieczorem podczas kilkugodzinnego spotkania kierownictwa PiS z Jarosławem Gowinem, nie dał się on przekonać do nowego pomysłu. Zapowiedział, że następnego dnia w Sejmie posłowie jego partii przedstawią własny projekt.

W piątek wieczorem poznaliśmy zapowiadany pomysł. Wedle tej propozycji należy dokonać zmiany konstytucji, która wprowadzi siedmioletnią kadencję, bez możliwości przedłużania prezydentury, na miejsce pięcioletniej kadencji prezydenta (z możliwością ubiegania się o drugą kadencję). Tym samym przełożyć wybory o dwa lata, zaś prezydenturę Andrzeja Dudy przedłużyć do siedmiu lat.

Po wielogodzinnych naradach w Sejmie PiS zgodził się poprzeć projekt Jarosława Gowina. Pod jednym wszakże warunkiem: że poprze go również opozycja, tak, aby za zmianą opowiedziało się 2/3 posłów, przy obecności co najmniej połowy ustawowej wszystkich posłów. Raczej przesądzone było, że nie uda się spełnić tego wymogu wobec niezmiennej od lat postawy opozycji, sprowadzającej się do bojkotowania każdego pomysłu przedkładanego przez PiS.

Okazało się ponadto, że projekt Jarosława Gowina ma inne dyskwalifikujące go wady, choć jego twórca – jak sam twierdził – uzyskał pozytywną rekomendację prof. Andrzeja Zolla. Miażdżącą ocenę wystawiła projektowi Gowina prof. Ewa Łętowska, zwracając uwagę na jego niedoskonałości z punktu widzenia wymogów praktycznych, jakie ta zmiana miałaby przynieść.

Na fundamentalną kwestię zwraca uwagę inny konstytucjonalista, prof. Czesław Kłak, mówiąc, że obok innych wad projekt „ingeruje w wolę Narodu, co pozostaje w rażącej sprzeczności z konstytucją”.

Dla dzisiejszego dnia ważniejsze wszakże od specjalistycznych sporów prawnych jest optymalne przygotowanie naszego państwa do skutecznej walki z niewidocznym wrogiem, który niszczy zdrowie ludzi, dewastuje gospodarkę, zubaża życie społeczne i osobiste każdego z nas. Aby to zadanie skutecznie wypełniać musi być jeden silny, dobrze ze sobą współdziałający ośrodek władzy, jakim jest rząd.

Czy nastąpi to dziś lub jutro? Wierzę, że tak. W końcu sama nazwa partii do czegoś zobowiązuje. Nie może być pustosłowiem.

źródło:
Zobacz więcej