RAPORT

Koronawirus: mapy, statystyki, porady

W Europie zdrowie musi zaczekać

Jako niewystarczające unijne zaangażowanie ocenia chociażby premier Włoch, Giuseppe Conte (fot. PAP/EPA/Palazzo Chigi)

Mogłoby się wydawać, że tak dramatyczne okoliczności unieważnią tradycje robienia sobie żartów z okazji pierwszego kwietnia. Prima aprilis w dzisiejszych czasach nie bierze jeńców, a dzięki nowoczesnym mediom każdy, kto chce kogoś wkręcić, dostaje do ręki kiedyś niedostępne narzędzia. W ten jeden dzień podkradanie tożsamości znanych polityków i łapanie na to równie znanych dziennikarzy wydaje się być mniej dwuznaczną zabawą. Gorzej, gdy brak powagi udziela się ludziom i instytucjom, od których zależy ludzkie życie i zdrowie. I nie mija wraz z końcem dnia.

Milion zakażonych – koronawirus się nie zatrzymuje [RAPORT]

Liczba osób zakażonych koronawirusem na świecie przekroczyła 1 mln – podał amerykański Uniwersytet Johnsa Hopkinsa. Koronawirus SARS-CoV-2 zabił...

zobacz więcej

Wśród mieszkańców Europy dość powszechne wydaje się poczucie, że struktury unijne w obliczu pandemii zostawiły najbardziej poszkodowane kraje same sobie. Oczywiście, tego typu uwagi, zwłaszcza gdy dotyczą zbyt skromnego wsparcia finansowego, powodują natychmiastowy bardzo gwałtowny sprzeciw euroentuzjastów, nie wzięły się one jednak znikąd. Jako niewystarczające unijne zaangażowanie ocenia chociażby premier Włoch, Giuseppe Conte, który, w odróżnieniu od swoich dawnych koalicjantów z Ligi Salviniego, nie był zaliczany do eurosceptyków.

– Musimy uniknąć popełnienia w Unii Europejskiej tragicznych błędów. Jeśli UE nie stanie na wysokości zadania w tym epokowym wyzwaniu całej europejskiej konstrukcji grozi to, że w oczach naszych obywateli straci swój sens istnienia – mówił Conte kilka dni temu w wywiadzie dla dziennika „Il Sole-24 Ore". Więcej pomocy Włosi uzyskali od komunistycznych Chin, choć inną sprawą jest jakość tejże, jej cena i stojące za nią intencje.

Pod sam koniec marca internet obiegł film, w którym widzimy, jak Fabio Martelli z włoskiej Izby Deputowanych symbolicznie zwija (z szacunkiem, dodajmy dla porządku) unijną flagę, by zastąpić ją sztandarem narodowym, co odebrano jako wotum nieufności wobec większej Wspólnoty i podkreślenie prymatu i skuteczności tego, co znajduje się najbliżej. Nastroje antyunijne zdają się przebierać na sile, co muszą wziąć pod uwagę rządzący Włochami, mając za plecami silnego i trafiającego w społeczne emocje Salviniego nazywającego UE „norą szakali i żmij”.

W mniejszym stopniu, ale widoczne jest również niezadowolenie w Hiszpanii apelującej o zwiększenie pomocy i „nowy plan Marshalla” dla państw szczególnie dotkniętych epidemią. W zeszły czwartek prace przywódców unijnych nad wspólną deklaracja przeciągnęły się do wielu godzin i o mały włos, a do jej przyjęcia w ogóle by nie doszło.

„TSUE orzekł, że szkodliwe prawo unijnych technokratów, jest ważniejsze od bezpieczeństwa obywateli”

„TSUE orzekł, że szkodliwe prawo napisane przez brukselskich technokratów jest ważniejsze od bezpieczeństwa naszych obywateli” – ocenił minister...

zobacz więcej

Nie zamierzam zajmować się w tym tekście szczegółową analizą unijnych form pomocy. Podobnie jak ze środkami, które na walkę z epidemią i jej konsekwencjami przeznaczą państwa narodowe, zawsze będą się one wydawać zbyt małe w obliczu paniki, lecz również roszczeniowego nastawienia tych, którzy uwierzyli w kolejną już złudę „końca historii”, neoliberalnego raju kreatywnych księgowych. Nie zmienia to faktu, że poczucie zawodu Unią, powolnością jej reakcji i egoizmem najsilniejszych graczy, który stał się polityką całej Wspólnoty, jest faktem.

Wiele państw, wielu obywateli przekonało się, że w chwili poważnego kryzysu nie może liczyć na unijne instytucje. Powstaje próżnia, w którą gotowi są lub za chwilę gotowi będą wejść niebezpieczni międzynarodowi gracze, ze wspomnianymi już Chinami na czele, swoje może chcieć również ugrać Rosja czy, chętna do pomocy Włochom, Turcja. Jaka jest odpowiedź Unii na ten kryzys? Znajdziemy ją u byłej premier Ewy Kopacz i, co zabawne, ukazała się ona właśnie 1 kwietnia. To animowany filmik, w którym 12 unijnych gwiazd otacza symbol wirusa, by następnie przekreślić go i anihilować. A więc propaganda i infantylizm zastąpić mają realne działania?

Chociaż jednak można odnieść chwilami inne wrażenie, instytucje unijne działają, zajmując się najważniejszymi dla mieszkańców kontynentu sprawami. I tak europejski Trybunał Sprawiedliwości orzekł w czwartek, że Polska, Czechy i Węgry odmawiając udziału w tymczasowym mechanizmie relokacji uchodźców złamały prawo UE. Jak wiadomo, sprawa ciągnęła się na tyle długo, by po drodze najważniejsi unijni gracze zmienili zdanie i de facto przyznali rację stanowisku trzech krajów Grupy Wyszehradzkiej.

Wyrok TSUE w sprawie relokacji to groźny absurd

Wydany w czwartek wyrok Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej w sprawie relokacji jest absurdalny i pokazuje, jak bardzo instytucja ta...

zobacz więcej

Polityka imigracyjna Unii zmieniła się przez lata w związku ze zmianami społecznych nastrojów i realnym, odczuwalnym dla wszystkich wymiarem kryzysu imigracyjnego, również w tych państwach, które początkowo praktykowały politykę maksymalnego otwarcia na uchodźców. Na tej podstawie, a także biorąc pod uwagę fakt, że trudno znaleźć w traktatach uzasadnienie dla podjęcia tego tematu przez trybunał, wielu komentatorów oczekiwało, że wyrok będzie zupełnie inny. Sędziowie TSUE pokazali jednak, jak wiemy nie po raz pierwszy, że gdy trzeba uderzyć w państwa spoza „starej Unii” zawsze znajdzie się kij, czyli uzasadnienie orzeczenia.

„Państwa członkowskie nie mogą, w celu uchylenia się od wdrożenia tego mechanizmu, powoływać się ani na swoje obowiązki dotyczące utrzymania porządku publicznego i ochrony bezpieczeństwa wewnętrznego, ani na podnoszone nieprawidłowe funkcjonowanie mechanizmu relokacji” – uznali unijni sędziowie, de facto ograniczając tym samym bardzo mocno kompetencje wybranych demokratycznie władz. Co więcej, nie sposób na razie stwierdzić, jakie właściwie, poza rytualnym przeczołganiem, mogą być konsekwencje wyroku, trzy kraje nie mogą bowiem wcielić w życie zakwestionowanej wcześniej polityki – ta zakończyła się trzy lata temu. Może więc kary finansowe? Tak, ewentualne sankcje byłyby świetnym pomysłem na ocieplenie wizerunku Wspólnoty w sytuacji walki państw członkowskich z pandemią koronawirusa.

TSUE może mieć zresztą i inne zadania związane z epidemią. Kiedy w Polsce słychać bardzo wiele opinii, że mamy zbyt mało rzeczy przydatnych w walce z koronawirusem (oczywiście, opinii w dużym stopniu motywowanych nie tyle praktycznie, co politycznie, jednak w tym przypadku to kwestia drugorzędna), unijny komisarz Thierry Bretton zarzuca naszym władzom, że blokując wywóz środków ochrony osobistej i medycznej dla medyków, działają zbyt restrykcyjnie, nieodpowiednio do sytuacji.

Łamiemy więc kolejny raz europejską solidarność. Nie dość, że przestaliśmy się wyrywać do niemieckich szparagów, to nie chcemy wspomóc innych sprzętem, bez którego przecież sami powinniśmy sobie poradzić. A przecież, gdybyśmy wszyscy udali się na pomoc plantatorom zza Odry, maseczki i rękawice ochronne nad Wisłą nie byłyby już nikomu potrzebne.

Polska opozycja wzywa od kilku tygodni do wprowadzenia w Polsce któregoś z przewidzianych prawem stanów wyjątkowych, co stałoby się podstawą do przesunięcia wyborów. Stan wyjątkowy to jednak kolejne, dość daleko idące ograniczenia, nakładane na obywateli, tymczasem już dziś wielu opozycyjnych ekspertów, a nawet RPO, uznają dzisiejsze restrykcje za nielegalne. Można więc wyobrazić sobie, jaki jazgot wybuchnie w chwili spełnienia tego postulatu i to głównie ze strony osób i partii, które w tej chwili go formułują. Zapowiedzią takich atrakcji jest los Węgier. Władza Orbana stan wyjątkowy wprowadziła i oczywiście tym samym zagroziła demokracji, ustanowiła autorytaryzm (kolejny raz, chciałoby się dodać) i naraziła się unijnym elitom, z Donaldem Tuskiem na czele.

EPP zastanawia się więc nad kluczową w sytuacji pandemii kwestią obecności Fideszu w swoich szeregach. „Polska i Węgry zdradzają europejskie wartości pod płaszczykiem walki z epidemią” – pisze „Sueddeutsche Zeitung" z upodobaniem cytowany przez „Wyborczą”. „Ci, którzy nie są w stanie pomóc, powinni przynajmniej powstrzymać się od przeszkadzania tym, którzy podejmują wysiłki” – apeluje Victor Orban, zaś premier Słowenii, również należący do EPP, apeluje do Tuska o przysłanie sprzętu ochrony osobistej i respiratorów. Najsilniejsza europejska rodzina polityczna będzie mogła się tym zająć, kiedy tylko upora się ze sprawami najważniejszymi. Najpierw „europejskie wartości”, cokolwiek miałoby to znaczyć, a potem… Potem może przyjdzie pora na zdrowie obywateli. Gdy tylko skończy się przeciągnięty przez amatorów politycznej gry pierwszy kwietnia.

źródło:
Zobacz więcej