RAPORT

Koronawirus: mapy, statystyki, porady

Koronawirus w Polsce i Europie. Prof. Gut bez ogródek o pomysłach na lekarstwa

Wirusolog prof. Włodzimierz Gut (fot. arch.PAP/Jacek Turczyk)

Czy i kiedy najwcześniej możliwe jest zastosowanie szczepionki na koronawirusa? Jakie jest realne zastosowanie szczepionki przeciw gruźlicy w walce z epidemią? Czym różnią się statystyki ofiar we Włoszech i Niemczech, a jaką drogę wybrała Polska? Czy można myśleć o wakacjach w tym roku? Na te i inne pytania odpowiada wirusolog prof. Włodzimierz Gut w rozmowie z portalem tvp.info.

Wieści z zaplecza wojny – stare, ale może jare leki i szczepionki

WHO rozpoczęła pierwszy w swej historii globalny test kilku różnych kombinacji leków przeciw COVID-19, wcześniej znanych i zarejestrowanych....

zobacz więcej

W zachodniej prasie medycznej ukazują się publikacje wskazujące na związek między obowiązkowym szczepieniem przeciwko gruźlicy i stosunkowo małą śmiertelnością spowodowaną koronawirusem, m.in. w Polsce, oraz dużą śmiertelnością w krajach, gdzie tego obowiązku nie było lub zarzucono go po pewnym czasie. To ma sens?

Nie sądzę, żeby ta korelacja miała takie podłoże. Szczerze mówiąc to szukanie dziury w całym. Można różne rzeczy opowiadać, ale tak naprawdę chodzi o to, że Włosi się spóźnili. Ta teoria ze szczepionką przeciw gruźlicy byłaby mi nawet bardzo na rękę, bo długo walczyłem z naszymi obrońcami przed szczepieniami, przy czym główny ich zarzut dotyczył gruźlicy. Teraz uśmiałbym się z nich jak norka, niestety ta teoria nie jest prawdziwa. Cały problem polega na tym, że i Włosi, i Hiszpanie zlekceważyli wszelkie możliwe zasady kwarantanny. Hiszpanie powiedzieli, że jak Madryt się zamknął, to reszta już nie musi, a Włosi puścili uczniów ze szkół, nie zamykając pubów.

Czyli wszystkie teorie badawcze tego typu, dające nadzieję i powielane często przez poważne wydawnictwa, są niewiele warte?

Ludzie szukają wyjaśnienia zanim jeszcze dojdą do sedna probelmu. Za długo bawię się nauką, żeby nie wiedzieć, że rzuca się tysiące hipotez i niektóre z nich naciąga się tak, że aż strach. Potem okazuje się, że decydowało coś zupełnie innego, więc lepiej było się powstrzymać. Jednak to nikomu nie przeszkadza, dlatego słychać o coraz nowszych teoriach, za każdym razem jeszcze „ciekawszych”.

Niemniej holenderscy naukowcy skoncentrowali się właśnie na badaniu zastosowania szczepionki przeciw gruźlicy w zwalczaniu koronawirusa.

Próbowane jest wszystko, co może mieć jakikolwiek wpływ. Są również badania prowadzone w Marsylii. To badania, których bym nie przyjął, ale jak się nie ma nic innego, to przyjmuje się wszystko, co jest.

To badania nad lekiem na malarię. Dlaczego pan by ich nie przyjął?

Liczba doświadczeń jest za mała. Pochodna chininy i antybiotyku mają spowodować pewne zmiany w metabolizmie komórki, które z kolei mają utrudnić wirusowi namnażanie. To nie jest lek, to pomoc podobna do tej, gdy podłączamy chorego do respiratora. To jest tylko spowolnienie pewnych procesów. Z drugiej strony, jeśli mamy umierającego, to można mu dać nawet leki toksyczne. Przypomina to trochę ratownictwo medyczne, gdy ktoś ma obawy, że połamie żebra przy reanimacji. Jednak, gdy się tego nie zrobi pacjent umrze tak czy owak, więc dodatkowo połamane żebra nie mają tu większego znaczenia.

11 wspaniałych, czyli start-upem w koronawirusa

Być może rozwiązanie problemu braku tanich i szybkich testów nie znajduje się w rękach wielkich międzynarodowych korporacji? Być może gdzieś we...

zobacz więcej

Do tej samej kategorii zaliczyłby pan badania nad lekiem stosowanym przy eboli?

W przypadku eboli użyto koktajlu dwóch monoklonalnych przeciwciał i będzie też próba znalezienia takich przeciwciał dla koronawirusa. Zapomina się jednak, że ebola jest zakażeniem uogólnionym, a koronawirus ulokowanym w układzie oddechowym, a to, co działa w jednym, nie musi działać w innym rodzaju zakażenia. Jest jeszcze zbyt wiele niewiadomych, by mówić o jakimkolwiek powodzeniu, ale próby się podejmuje, bo jak człowiek umiera, robi się wszystko, żeby nie umarł. Można znaleźć wiele koncepcji. Mógłbym na poczekaniu wymyślić ich z pół tuzina, ale jestem świadomy ich skutków ubocznych, więc wolałbym tego nie robić.

Z tego, co pan mówi, wynika, że po prostu będziemy musieli to przetrzymać w ukryciu, a zakażonym pozostaje wiara w możliwości obronne swojego organizmu.

99 procent chorób wirusowych leczy się na zasadzie dania szansy organizmowi, by przetrwał zakażenie. Leki są bardzo nieliczne. Z jednej strony trzeba je bardzo cenić. Z drugiej nie wolno ich nadużywać. Przykładem jest lek, który może być używany w ratowaniu życia przy zapaleniu mózgu, a powszechnie jest stosowany w leczeniu opryszczki. Oczywiście wirus nauczy się w pewnym momencie odporności na ten lek, bo nie takie rzeczy udawało mu się przetrwać. Wówczas zadziała stara zasada, że jak się strzela do mola z armaty, to gdy pojawi się czołg, w arsenale pozostają już tylko kulki molowe.

Czy i kiedy możemy myśleć o szczepionce lub lekarstwie?

Jeśli komuś się coś trafi, to samo sprawdzanie zajmie ładnych parę miesięcy, bo lek wymaga sprawdzenia, czy nie jest to efekt placebo. Szczepionka zaś wymaga sprawdzenia podstawowego parametru, czyli indukcji ochrony. To się robi w dwóch grupach populacji podając placebo oraz szczepionkę i obserwując, jaka jest różnica w częstości chorób. Nie stosuje się tego na dziesięciu przypadkach, tylko setkach i tysiącach. Ewentualnie eksperymentuje się na zwierzętach, ale tu pojawia się jeszcze jeden problem. Nasze główne zwierzęta laboratoryjne, czyli myszy, nie chorują po zakażeniu koronawirusem. W związku z tym badania trzeba prowadzić na myszach zhumanizowanych, tj. z wprowadzonymi genami ludzkimi. A to potrwa.

Mówi się o badaniach nad szczepionką, trwających ok. 1,5 roku.

Tak mówią huraoptymiści, czyli trwałoby tyle, gdyby wszystkie założenia się sprawdziły, wszystkie doświadczenia były bezbłędne i mielibyśmy odpowiednią liczbę chorujących do testowania.

Czym spowodowana jest tak duża śmiertelność we Włoszech i Hiszpanii, a mniejsza choćby w Niemczech?

Największa liczba ofiar jest teraz rzeczywiście we Włoszech. Obowiązuje już tam teoria katastrofy, a więc, gdy mam np. czterech pacjentów, a mogę pomóc jednemu, to ratuję tego, który ma największe szanse przeżycia. To wpływa na liczbę ofiar. Jednak we Włoszech i Niemczech obowiązują też inne definicje zgonu z powodu koronawirusa.

Google udostępnia raporty o mobilności społecznej. Mają pomóc w walce z koronawirusem

Koncern Google udostępnił raporty o mobilności społecznej, które mogą być wsparciem dla służb medycznych w walce z pandemią Covid-19. Jak...

zobacz więcej

Czyli te liczby to efekt innego podejścia do statystyk?

U Włochów zalicza się do tej kategorii wszystkie możliwe przypadki. Mówiąc przesadnie, ale obrazowo, jeśli ktoś by tam zginął w wypadku samochodowym, ale stwierdziłoby się u niego koronawirusa, to zaliczyłoby się go do zmarłych z powodu tego zakażenia. W Niemczech z kolei, jeśli u chorego występuje jakiekolwiek dodatkowe poważniejsze schorzenie, to nie przypisze się go do koronawirusa, co z kolei zaniża statystyki. To są dwa krańcowe podejścia do tego problemu.

A jak to wygląda w Polsce?

U nas idziemy „środkiem drogi". Jeśli ktoś zmarł na sepsę, a był taki przypadek w kraju, to nie możemy tego przypisać koronawirusowi. Natomiast uznajemy, że koronawirus był przyczyną śmierci, nawet jeśli współistniały choroby wysokiego ryzyka.

Wybraliśmy więc najbardziej rozsądny model? Z czego to wynika?

Dostosowaliśmy się do określonej sytuacji. Przygotowania zaczęliśmy wcześniej niż Włosi, co jest ciekawe, biorąc pod uwagę fakt, że to oni byli połączeni z epicentrum zakażeń, nie my. Musieliśmy wtedy coś ustalić. Wiedzieliśmy, że choroby współistniejące dodatkowo obciążają, ale jeśli ktoś umiera na zapalenie płuc, przyjmuje się, że jednak to był koronawirus. Jeśli natomiast śmierć nastąpiła w wyniku wylewu spowodowanego nadciśnieniem, a koronawirus nie był rozwinięty, to jednak przyczyną był wylew.

Czy osoby, które zostały zakażone i przetrwały chorobę, powinny się niepokoić powtórnym zakażeniem?

Wydaje się, że są uodpornione, czyli mogą spokojnie wrócić do pracy z chorymi.

W Chinach mówiło się jednak o wykryciu koronawirusa u osób, które już go przeszły.

To wygląda trochę inaczej. Stosowana metoda pozwala wykryć wirusa, nawet gdy nie jest on już aktywny. Nie kierujemy się wykryciem aktywnego wirusa, bo to metoda nieczuła. Kierujemy się natomiast obecnością kwasu nukleinowego wirusa, który potrafi się utrzymać w komórkach bardzo, bardzo długo. Tam jednak nie ma replikacji i żywego wirusa. Komórka nie pozwalała na namnażanie, choć nie potrafiła do końca zniszczyć obiektu lokowanego.

Czyli po prostu zamykamy się w domu i czekamy.

Nie ma innej metody, a dopóki jej nie ma, pomysł, że w ciągu kilku tygodniu otrzymamy lekarstwo jest samooszukiwaniem.

Czy jest możliwa fala powrotna wirusa jesienią?

Jeśli wygasimy go jednocześnie we wszystkich krajach i nie będziemy otwierać przedwcześnie granic, to mało prawdopodobne. Jeśli każde państwo będzie walczyło z zakażeniem na własną rękę, to powrotne fale będą nawiedzały kolejne kraje co dwa miesiące.

O wakacjach możemy więc zapomnieć w tym roku?

Nie, o wakacjach nie musimy zapominać. Jeśli wszystko pójdzie dobrze, przed nami jeszcze maj, czerwiec, lipiec.

O sierpniu możemy więc cieplej pomyśleć?

Tak, o wakacjach w sierpniu można pomyśleć.

źródło:
Zobacz więcej