RAPORT

Demaskujemy fake newsy

Wyrok TSUE w sprawie relokacji to groźny absurd

Obecna sytuacja dobitnie wskazuje jak słuszna była decyzja o odrzuceniu mechanizmu relokacji (fot. REUTERS/Huseyin Aldemir)

Wydany w czwartek wyrok Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej w sprawie relokacji jest absurdalny i pokazuje, jak bardzo instytucja ta oderwana jest od rzeczywistości. Obecna sytuacja dobitnie wskazuje, jak słuszna była decyzja o odrzuceniu mechanizmu relokacji, a stwierdzenie niezgodności tej decyzji z prawem unijnym kompromituje tylko Unię.

„TSUE orzekł, że szkodliwe prawo unijnych technokratów, jest ważniejsze od bezpieczeństwa obywateli”

„TSUE orzekł, że szkodliwe prawo napisane przez brukselskich technokratów jest ważniejsze od bezpieczeństwa naszych obywateli” – ocenił minister...

zobacz więcej

Nie chodzi o niechęć do uchodźców

Na wstępie warto podkreślić, że wbrew nachalnej propagandzie odrzucenie mechanizmu relokacyjnego nigdy nie oznaczało zaprzestania wykonywania obowiązków Polski (oraz innych krajów niezgadzających się na relokację) wynikających z konwencji genewskiej ds. uchodźców. Polska cały czas wykonywała swoje zobowiązania dotyczące przyjmowania uchodźców, wynikające z tej konwencji. Nie chodziło również o żadną ksenofobię czy rasizm.

W ostatnich latach Polska była znacznie bardziej otwarta na cudzoziemców, również z innych kręgów kulturowych, niż kiedykolwiek wcześniej. W Zakopanem zaroiło się od arabskich turystów, rosła liczba zagranicznych studentów, a luki na rynku pracy wypełnione zostały pracownikami z Ukrainy, Indii i innych krajów.

O co zatem chodziło w odrzuceniu mechanizmu relokacji? Czy rację mają ci, którzy krytykowali tę decyzję, argumentując, że najpierw rząd rozpoczął wojnę z UE w tej kwestii, a następnie wpuścił do Polski znacznie większą liczbę cudzoziemców, więc jakoby działał nielogicznie? Bynajmniej. Kluczowa różnica jest bowiem taka, że Polska nigdy nie straciła kontroli nad tym, kogo wpuszcza na swoje terytorium.

Tymczasem mechanizm relokacji był tak wadliwy, że nie było możliwości zachowania tej kontroli. Ponadto, co jest bardzo ważne z dzisiejszej perspektywy, opór przeciwko relokacji zmusił inne państwa do zastosowania działań wstrzymujących dalszą migrację. Innymi słowy, gdyby relokacja funkcjonowała, to nie byłoby takiej determinacji w powstrzymywaniu dalszych fal i kryzys migracyjny 2015 r. przekształciłby się w nową normę, w której rocznie do Europy przybywałyby miliony migrantów. Warto to podkreślić: migrantów, a nie uchodźców.

„Minister poniósł klęskę”. Fiasko planu Seehofera w sprawie relokacji migrantów

Niemiecka prasa komentuje w środę spotkanie unijnych ministrów spraw wewnętrznych w Luksemburgu. Dyskutowano na nim projekt relokacji migrantów...

zobacz więcej

Fałszywa narracja

Próba narzucenia narracji, że na łódkach z Libii do Włoch przybywają uchodźcy, była jedną z największych manipulacji ostatnich lat. W rzeczywistości wszystkie statystyki pokazywały, że Włochy nigdy nie miały problemu z uchodźcami, lecz z nielegalnymi migrantami. I, doprawdy, trudno było zrozumieć, dlaczego takie kraje jak Polska miały brać część tego ciężaru na siebie. Gdy pojawiało się słowo „solidarność”, szybko okazywało się, że nie chodzi o solidarność z uchodźcami, lecz z państwami prowadzącymi błędną politykę migracyjną, odmawiającymi jej zmiany oraz pouczającymi innych.

Nieudana powtórka kryzysu z 2015 r., która zaczynała się rozkręcać w lutym tego roku (a która została przerwana pandemią), dobitnie pokazała, jak ważny dla Europy był ten sprzeciw wobec relokacji. Wymusił bowiem zmianę podejścia wobec migracji. Gdyby nie to, pandemia zbiegłaby się w Europie z kryzysem migracyjnym na skalę większą niż w 2015 r., co miałoby niewyobrażalnie katastrofalne skutki dla państw naszego kontynentu.

Absurd wyroku TSUE polega na tym, że trybunał nie zakwestionował ani argumentów dotyczących zagrożeń dla bezpieczeństwa, ani też podnoszonej kwestii wadliwości mechanizmu relokacji. Po prostu uznał, że Unia Europejska, w imię dziwnie pojętej solidarności, ma prawo żądać od państw członkowskich zastosowania się do decyzji, która jest wadliwa i zagraża ich bezpieczeństwu. W sytuacji gdy UE jest krytykowana za pasywność w obliczu pandemii koronawirusa i po ustąpieniu tego zagrożenia można się spodziewać wzrostu nastrojów eurosceptycznych i nacjonalistycznych, podjęcie takiej decyzji to woda na młyn przeciwników UE.

„UE zachowuje się jak struś, który chowa głowę w piasek” [WIDEO]

Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej orzekł, że Polska, Czechy i Węgry złamały prawo UE odmawiając kilka lat temu relokacji uchodźców. – W...

zobacz więcej

Faktyczny brak jakiejkolwiek weryfikacji

TSUE twierdzi, że argument bezpieczeństwa może być podnoszony tylko w konkretnym, indywidualnym wypadku, a nie ogólnie. Jest to o tyle zdumiewające, gdyż polskim służbom specjalnym nie stworzono warunków żadnej weryfikacji konkretnych przypadków przed ich ewentualnym relokowaniem na teren naszego kraju. A o tym, że podstawowa weryfikacja, odnosząca się do indywidualnych przypadków, jest praktycznie niemożliwa, mówił w tym czasie również Frontex.

Odnosiło się to w szczególności do ustalenia tożsamości przybyszów, a także faktycznych przyczyn ich migracji, powiązań z organizacjami terrorystycznymi, innymi ugrupowaniami o charakterze ekstremistycznym czy też organizacjami kryminalnymi, wreszcie służbami wywiadowczymi innych państw.

Zwolennicy relokacji twierdzili, że tożsamość osób przeznaczonych do tego mechanizmu była weryfikowana i chodziło wyłącznie o uchodźców, a nie migrantów. Nie jest to prawda. Włosi nie weryfikowali tego, czy deklarowana, czy też wynikająca z dokumentów tożsamość pokrywa się ze stanem faktycznym, a tym bardziej, jakie dana osoba może mieć powiązania polityczne, kryminalne lub ekstremistyczne.

Weryfikacji nie podlegało nawet to, czy akcent lub dialekt danych osób pokrywa się z deklarowanym w dokumentach pochodzeniem. Polskie służby zaś nie miały żadnej możliwości własnej weryfikacji ustaleń Włochów czy Greków.

Szef niemieckiego MSW wzywa do ochrony granic UE: Grozi większy kryzys migracyjny niż w 2015 r.

Niemiecki minister spraw wewnętrznych Horst Seehofer obawia się, że Europie grozi jeszcze większy kryzys migracyjny niż w 2015 roku. Szef resortu w...

zobacz więcej

Fałszywe tożsamości „uchodźców”

Warto przypomnieć, że co trzecia osoba, która w 2015 r. przybyła do Grecji jako „uchodźca”,, była określana jako „narodowość nieustalona”. Osoby te pozbywały się swoich dokumentów, by następnie deklarować, że są uchodźcami, i utrudnić weryfikację. Frontex przyznawał wówczas w swoim raporcie, że „zdecydowana większość migrantów przybywa bez dokumentów” i że „fałszywe deklaracje dotyczące narodowości są powszechne”.

Problem z ustaleń tożsamości dotyczył również osób, które miały dokumenty. Frontex stwierdził, że poziom zabezpieczeń syryjskich i somalijskich dowodów tożsamości, a także fakt, że w toku wojny w Syrii organizacje kryminalne, ekstremistyczne i terrorystyczne skradły znaczną ilość czystych blankietów paszportowych oraz urządzeń personalizujących te dokumenty, powoduje, że ich wiarygodność jest wątpliwa.

Frontex podkreślał też, że weryfikacja byłaby trudna dla doświadczonych ekspertów. Ale i tak nikt tym sobie nie zaprzątał głowy. Tym bardziej przyjmowano na wiarę deklaracje dotyczące powiązań tych osób. A w przypadku posługujących się fałszywymi dokumentami było to szczególnie istotne, gdyż ich dystrybucją zajmowały się ugrupowania terrorystyczne i kryminalne (przy czym nie można było również wykluczyć udziału obcych służb specjalnych).

W ten sposób do Europy przedostało się wielu członków ugrupowań dżihadystycznych, w tym Państwa Islamskiego.

TSUE: Polska, Czechy i Węgry złamały prawo, odmawiając relokacji uchodźców

Polska, Czechy i Węgry, odmawiając udziału w tymczasowym mechanizmie relokacji uchodźców, złamały prawo UE – orzekł Trybunał Sprawiedliwości Unii...

zobacz więcej

Pytania dotyczące dzieci zagłuszane demagogią

Unia Europejska podkreślała też w pierwszej kolejności konieczność relokacji samotnych małoletnich (sierot). W tym wypadku wszelkie wątpliwości zagłuszane były wymachiwaniem zdjęciami roześmianych lub zapłakanych, słodkich dzieciaczków, czemu towarzyszył agresywny wrzask, czy to są terroryści i czy oni zagrażają bezpieczeństwu. Tymczasem rzeczywistość była znacznie bardziej złożona. Po pierwsze, wieku również nikt nie weryfikował, co skutkowało później pojawieniem się sporej liczby fałszywych „dzieci”. Nie były to pojedyncze incydenty, lecz zjawisko o bardzo niepokojących rozmiarach. Niemniej jeszcze większe wątpliwości budziły przypadki rzeczywistych dzieci bez rodzin.

W tym czasie migracja przeciętnej syryjskiej rodziny z Libanu do Europy kosztowała 20 tys. dolarów, a miejsce w łódce z Turcji do Grecji – ok. 500 dolarów. Większości uchodźców nie było na to stać, a co dopiero sieroty. Stosunkowo bezpiecznym wyjaśnieniem było to, że dzieci te w rzeczywistości nie są sierotami, co okaże się już po ich przyjęciu przez państwo docelowe. Wtedy oczywiście pojawiłaby się kwestia łączenia rodzin, czyli sprowadzenia na jedno dziecko kilkunastu innych osób, bo syryjskie rodziny są liczne.

Ale innym wyjaśnieniem było to, że dzieciom tym ktoś opłacił tę podróż i nie ulegało wątpliwości, że w takim wypadku motywacja nie była humanitarna. Choć wiele wskazywało na wykorzystywanie dzieci przez organizacje kryminalne i terrorystyczne, to był to temat tabu i nikt tego również nie weryfikował.

„Orzeczenie TSUE w sprawie relokacji daje wskazówki na przyszłość”

Orzeczenie Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej w sprawie relokacji jest ważne, odnosi się do przeszłości, ale daje nam wskazówki na...

zobacz więcej

Sprowadzanie migrantów w środku pandemii

Problemów było znacznie więcej, ale jak widać TSUE uznało, że nie ma to żadnego znaczenia. Innymi słowy TSUE stwierdziło, że Komisja Europejska ma prawo uruchomić wadliwy mechanizm, zagrażający bezpieczeństwu państw członkowskich, a te mają obowiązek zastosowania się do niego. Całe szczęście wyrok ten pozbawiony jest praktycznego znaczenia w tym sensie, że decyzje relokacyjne wygasły i nie można już ich wykonać.

Niemniej TSUE wysłał bardzo groźny sygnał i dość symptomatyczne jest to, że tego samego dnia niemiecka organizacja Sea-Eye znów wysłała ku wybrzeżom Libii swój statek „ratunkowy”. Jest to pierwsza taka akcja od końca lutego, gdy Włochy unieruchomiły dwa statki „ratownicze”, kierując je wraz z całą załogą i pasażerami na kwarantannę.

Warto przy tym podkreślić, że wstrzymanie „akcji ratunkowych” spowodowało, że migranci nie toną, gdyż po prostu nie wypływają na nienadających się do żeglugi morskiej łódkach (antycypując szybkie przechwycenie przez „ratowników”). Teraz będą znów tonąć. Ponadto wspieranie nielegalnej migracji w środku kryzysu pandemii koronawirusa to szaleństwo. Ale TSUE dał sygnał przyzwalający na to.

źródło:
Zobacz więcej